Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

Spotkanie z Romanem Cieplińskim

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 25 luty 2020

 

W ramach 61. edycji "Szczecińskiego Przeglądu Literackiego FORMA" i „Czwartków Literackich 13 Muz” 27.02.2020 (czwartek), o godz. 19.00 w Domu Kultury 13 Muz w Szczecinie (pl. Żołnierza Polskiego 2) odbędzie się spotkanie autorskie z Romanem Cieplińskim, połączone z promocją powieści Ukryte myśli (http://www.wforma.eu/ukryte-mysli.html) - pierwszej części dyptyku Maszyna do pisania.

Spotkanie poprowadzi Damian Romaniak.

 

Roman Ciepliński (ur. w 1965 r. w Szczecinie) – prozaik, malarz, eseista, dziennikarz. Mieszka w Szczecinie. Od 2019 roku prezes szczecińskiego okręgu Związku Polskich Artystów Plastyków. Publikował m.in. w: „ArsForum”, „eleWatorze”, „Formacie” i „Kurierze Szczecińskim”. Wydał powieści: Diabelski młyn (FORMA 2011), Nikt (2013), Śnieg i mgła (2018).

Czytaj więcej: Spotkanie z Romanem Cieplińskim

„Dzień po długiej drodze” Zygmunta Ficka

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 24 luty 2020

Leszek Żuliński

WIERSZE NIEPRZEBRZMIAŁE

O Zygmuncie Ficku niewiele wiedziałem. A okazuje się, że wydał już siedem tomików poetyckich, poza tym dwa albumy fotograficzne. Pierwszy jego tom ukazał się w 1998 roku. Mieszka w Krakowie, jest z wykształcenia polonistą, a jego najważniejsze „gawry” to Białka, Skawica i Tatry. Więcej się dowiecie, gdy weźmiecie w ręce ten zbiór wierszy. Ale jeszcze warto wiedzieć, że Ficek należy do Oddziału Krakowskiego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Jest laureatem pierwszej nagrody im. Rainera Marii Rilkego i 11. Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego tegoż samego poety…

Już pierwszy wiersz w tym zbiorze wydał mi się kuszącą zapowiedzią. Jego tytuł: moje ciało biegnie. Oto on: moje ciało biegnie a ja biegnę za nim / moje ciało mnie pyta dokąd tak biegniemy // przed moim ciałem i przede mną góra / na tej górze skała a na tej skale /zbudowana przez ciszę / cisza jak w kościele // piękna jak baśń którą anioł / cudowny jak sen opowiada przez sen.

Czytaj więcej: „Dzień po długiej drodze” Zygmunta Ficka

„Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne” Andrzeja Turczyńskiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 23 luty 2020

Wojciech Czaplewski

HISTORIE DLA WYBRANYCH

O tempora, o mores! Seria KWADRAT szczecińskiego wydawcy uraczyła czytelników zbiorem opowiadań Andrzeja Turczyńskiego, cenionego twórcy i intelektualisty (kilka lat temu miałem prawdziwą przyjemność recenzować jego znakomity Koncert muzyki dawnej). Dziesięć tekstów składających się na zbiór powstawało zdaje się w okresie między 1998 a 2014 rokiem – jeśli nie liczyć Nocnej podróży..., datowanej na 1987 rok, oraz dwóch opowiadań (najdłuższego oraz ostatniego) nieopatrzonych datą. Ponieważ jednak większość (ściśle: sześć) opowiadań – jeśli wierzyć zapisanym datom – ukończył Autor w przedziale między 2012 a 2014 rokiem, można zakładać, że coś je łączy, że istnieje coś, co nazwać można całościowym zamysłem tej książki. Podpowiedzią może być podtytuł: Wariacje biograficzne.

Cóż, słowo „wariacje” po łacinie znaczy 'różności', a „biograficzną” jest każda opowieść z życia literackiego bohatera. Podejrzewam Autora o to, że w składających się na Czasy i obyczaje utworach poukrywał własne, osobiste, mniej i bardziej traumatyczne doświadczenia, coś, co wychynęło z mojej przeszłości, a czego w żaden sposób nie potrafiłem pochwycić i rozpoznać, mimo że byłem pewny tego czegoś ze mną związku (Czytania o Złej Godzinie)... Lecz nie jest rolą recenzenta tropienie autobiograficznych kontekstów, zostawmy to zadanie przyszłym badaczom (tym bardziej, że przywołany w najstarszym z opowiadań Nabokov igra z biografiami i patronuje niebezpiecznym narracyjnym grom, pułapkom i zasadzkom).

Czytaj więcej: „Czasy i obyczaje. Wariacje biograficzne” Andrzeja Turczyńskiego

W składzie makulatury*

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 21 luty 2020

Jerzy Żelazny

Zmierzali w kierunku autostrady, samochód mknął i pojękiwał, pokonując nierówności bocznej drogi. Jerski przymknął oczy, pomyślał radośnie, to niesłychane, że jadę po odbiór nagrody za książkę, powieść… Przez wiele lat jego twórczość nie wzbudzała zbyt wielkiego zainteresowania, książki wydawał w miarę regularnie, zyskiwały pochlebne recenzje, był znany, ale raczej w kręgach ludzi, którzy literaturą zajmowali się zawodowo, i tych, dla których książki są pasją. Kupowano je, czemu się dziwił, wyglądało, że wielu mieszkańców regionu chce posiadać w swej domowej bibliotece jego powieści. Czy je czytano, to już inna sprawa, w to Jerski wątpił, a miewał to przeświadczenie z krótkich rozmów, a raczej chwalenia się całkiem mu nieznanych ludzi albo znanych przelotnie, którzy podczas przypadkowego spotkania czasem oświadczali z przechwałką, kupiłem pana albo twoją książkę, ale na pytanie, i co, podobała się, odpowiedź brzmiała enigmatyczne - fajna, a przeważnie zapytany wyznawał szczerze, jeszcze nie przeczytałem, brakuje czasu.

No i raptem ta nagroda… Nie spodziewał się, że po przejęciu władzy przez populistów, zmierzających wyraźnie ku dziwnej, właściwie cudacznej, ale groźnej dyktaturze, nagle przez najwyższe czynniki jego książka została nagrodzona. Wprawdzie nie było jeszcze całkowitej pewności, że otrzyma nagrodę, na razie książka została do niej nominowana. No, ale to już wiele, popyt na nią wzrósł wyraźnie.

Czytaj więcej: W składzie makulatury*

Złuda*

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 19 luty 2020

Irmina Kosmala

I

Zabiłam człowieka. Czy mogę się wyspowiadać, ojcze duchowny?

Szpakowaty mężczyzna o szlachetnych rysach twarzy i przenikliwym spojrzeniu ciemnobrązowych oczu rozejrzał się niepewnie po wnętrzu kościoła, nikogo nie dostrzegając. Potrząsnął nerwowo głową, jakby zaprzeczając pytaniu, które zdawało mu się niezwykłym słuchowym omamem. Pomyślał, że przesłyszenie było wynikiem zmęczenia. Wstał więc z klęcznika, zostawiając na nim otwartą księgę, by udać się w kierunku klasztoru.

Czy nie jest za późno? Oni mogą w każdej chwili nadejść…

Niski kobiecy głos zabrzmiał teraz nieco głośniej i jakby bliżej, tuż za jego plecami. Mężczyzna odwrócił się gwałtownie. W półmroku wypełniającym skrzętnie wnętrze drewnianej świątyni dostrzegł szczupłą postać. Dziewczyna, kobieta, staruszka? Trudno było określić wiek nieznajomej, ponieważ jej głowa była okolona ciemnoniebieską chustą. Poza tym jej twarz była usytuowana jakby poza czasem i ludzką myślą. Pochodziła z matrycy tych, których w zasadzie nigdy się nie pamięta. Jednak uwagę duchownego przykuły oczy stojącej przy nim zjawy. Odczytał w nich strach pomieszany ze wstydem. „Tak musiała wyglądać uciekająca Maryja” – pomyślał i twarz rozpromienił mu na chwilę tajemniczy uśmiech.

– Zapraszam bliżej, siądźmy przed ołtarzem. Jest tu jaśniej i cieplej od świec, których nie… – zawahał się, by skłamać, ale jakoś nie godziło się – …wyłączyłem – dokończył szybko.

Prezbiterium było jasne od silnego światła, okalającego sakralne miejsce. Jednak nawy boczne oświetlone były skąpymi refleksami elektrycznych świec, które po zmroku pogłębiały poczucie osamotnienia, obcości i pustki.

Czytaj więcej: Złuda*