Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

„Klepsydra jaźni, czyli armia słabeuszy” Jana Hyjka

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 21 maj 2020

Jerzy Żelazny

MACHINA 

Książkę Jana Hyjka Klepsydra jaźni czytałem z uczuciem, jakbym ją niegdyś sam napisał i zapomniawszy o niej, przeczytałem po latach i dawne przeżycia odżyły w pamięci, zaistniały na nowo, książka wydała mi się bliska, znajoma, opisane w niej zdarzenia, myśli,  obserwacje,  refleksje – wiele konstatacji  wydały mi się znane, trafne, przekonujące. Chociaż moim zdaniem powieść ta jest  nieco przegadana, nagromadzono w niej zbyt wiele opinii, rozważań natury psychologicznej, socjologicznej i filozoficznej (pseudofilozoficznej?) ze szkodą dla potoczystości  narracji, jej dynamiki i wyrazistości. Ale to moje wrażenie i wątpliwości, czy trafne – nie wiem.

 To książka o wojsku peerelowskim. Dokładnie o nieistniejącej już zasadniczej służbie wojskowej, do której wcielano przymusowo młodych mężczyzn, by z nich zrobić zdyscyplinowanych, wyszkolonych żołnierzy, obrońców „ludowej ojczyzny”. Jakie temu służyły metody i jak były realizowane w wojskowej praktyce – to jest treścią tej książki. Pasjonującej, wzbudzającej smutek, oburzenie, złość na wojskowe praktyki nieludzkie, przestępcze; wzbudza też współczucie dla tych, którzy zostali poddani wojskowej obróbce.

Młody człowiek po przekroczeniu bramy koszar natychmiast poddawany był wojskowemu drylowi. Jedną z pierwszych czynności było strzyżenie włosów – za moich czasów rekruckich do pełnej glacy, powtarzane przez cały rok. Pisze Jan Hyjek: Nożyczki i maszynka tną i tak krótkie włosy, co narusza w sposób niewymowny pokład spokoju i wolności, a nawet poczucie dorosłości i samodzielności. To nie jest przypadek. Od razu następuje pełna degradacja przeszłości, bo wszystko, coś przyniósł z sobą, jest dla Machiny śmieciem. (str.12)

Czytaj więcej: „Klepsydra jaźni, czyli armia słabeuszy” Jana Hyjka

„Pomerania” majowa

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 20 maj 2020

Jest już dostępny piąty tegoroczny numer kaszubskiego miesięcznika społeczno-kulturalnego „Pomerania” (nr 5 [542] 2020). Wewnątrz numeru umieszczono osobno paginowaną (stron osiem) wszywkę dodatku edukacyjnego „Najô Ùczba”. A co znajdziemy wewnątrz majowego wydania” Między innymi:

Sławomir Lewandowski: „Gmina jako wspólnota samorządowa…” (‘30 lat samorządów’);

„Samorząd ma wzmacniać społeczeństwo obywatelskie” – rozmowa ze starostą wejherowskim Gabrielą Lisius (’30 lat samorządów’);

„To dzięki samorządom czujemy się gospodarzami” – z wieloletnim sekretarzem generalnym Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, obecnie prezesem Stowarzyszenia Rajców Gdańskich Tadeuszem Gleinertem rozmawia Łukasz Grzędzicki (’30 lat samorządów’);

Edmund Szczesiak: „Kolebka i trumna - 2” (fragment przygotowywanej do druku części trzeciej cyklu „Śladami Remusa”) (‘literatura faktu’);

Józef Borzyszkowski: „Kaszubi w Wolnym Mieście Gdańsku i Rzeszy Niemieckiej – część 8” (‘Historia Kaszubów w dziejach Pomorza - tom IV’);

Czytaj więcej: „Pomerania” majowa

„Brzuch Niny Conti” Artura Daniela Liskowackiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 19 maj 2020

Anna Krasuska

CZARNE KWIATKI

    rozmowa, która być może wiele wyjaśnia: z sobą
 Artur Daniel Liskowacki

Współczesne „Czarne kwiaty”… a raczej „Czarne kwiatki”… tak właśnie myślę o przeczytanym tomie Brzuch Niny Conti Artura Daniela Liskowackiego. Dlaczego? Skojarzenie z tytułem Norwidowskiej prozy po lekturze tekstów Liskowackiego nasunęło mi się – powiedziałabym – automatycznie. Choć pewnie ktoś się oburzy: powiązanie zbyt odległe, zbyt nobilitujące. Zapewne. Dla mnie jednak – w kontekście treści i czasu tejże lektury – uzasadnione.
Autor Czarnych kwiatów opisuje swoje spotkania i rozmowy z artystami (między innymi Słowackim, Mickiewiczem, Chopinem, Delaroche’em), jakie odbył niedługo przed ich śmiercią. Zarówno wybór postaci, jak i dobór stylu, kompozycji do ich opisu nie są przypadkowe. Uchwycenie kulturowego momentu ich odejścia, odpowiednie dając rzeczy słowo, czyni z romantycznego zbioru nie tyle nekrologiczny zapis, ile traktat historyczno-filozoficzny. A na co natrafiam w szesnastu częściach Brzucha…? Na galerię twórców, co prawda nie na miarę Chopina czy Słowackiego, ale tych, którzy niedawno odeszli, na zmarłych za życia autora, a jeśli na żywych, to ze zmarłymi w pobliżu, których oddech jeszcze czują lub zajmuje ich temat śmierci, atrofii. Opisani zostali, między innymi, Wiesław Dymny, Roman Bratny, Hans Graf von Lehndorff, Andrzej Wajda, Nina Conti, Piotr Szewc, Jan Papuga, Katarzyna Suchodolska, Helena Raszka, Jarosław Iwaszkiewicz, Alan Alexander Milne, Christopher Milne. Czasami Liskowacki opisuje nie osoby, a zjawiska, sytuacje kulturowe, które minęły lub właśnie mijają. Żeby wymienić tylko „nasze morze martwe”, czyli marynistykę, która de facto przestała się liczyć w światku artystycznym, już nie „tę” atmosferę Domu Pracy Twórczej w Oborach, działalność szczecińskiego Klubu 13 Muz, w przeszłości owianego artystyczną legendą, a potem zamienionego w Dom Kultury, upadające czytelnictwo, którego reanimację mają spowodować reżyserowane e-booki. Itd., itd.

Czytaj więcej: „Brzuch Niny Conti” Artura Daniela Liskowackiego

„Z parku do parku” Danuty Gałeckiej-Krajewskiej

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 17 maj 2020

Leszek Żuliński

DRUGA STRONA ISTNIENIA

 Pani Danuta Gałecka-Krajewska (absolwentka Wydziału Anglistyki) ma coś wspólnego ze mną: jesteśmy oboje z pokolenia drugiej połowy lat 40-tych. Różni nas jedno: ja debiutowałem tomikiem w 1975 roku, a Ona dopiero w roku 1983. Do tej pory zdążyła wydać cztery zbiory wierszy (choć wcześniej pokazywała swoje wiersze w prasie literackiej). Ten zbiór jest piątym. Oto jak różnymi ścieżkami budzimy się do wejścia na scenę literacką.
 Nie znam wcześniejszych wierszy tej Autorki, ale jej najnowszy tomik czytałem z satysfakcją, a nawet z przejęciem.

 Na początek podsuwam wam wiersz pt. Bez obaw. Oto on: to tylko drżenie myśli / – podstępny rytm obrotów rzeczy / a w tle niebieska smuga oddechu miasta / w tobie przez niego / i rozbita na miazgę / tkanka odległości / To przedwieczorne pulsowanie skóry / w zabitej deskami / przestrzeni oddalenia / od pierwotnych / nie swoich wyborów / Skłębienie początkowej frazy / w zadymionej izbie / pełnej ożywczych przesłań dadaistów / To czekanie bez końca / złamane bliskością ciał / i poezją skrzyżowanych spojrzeń / w tłumie bezdomnych piewców pragmatyzmu.
 I oto macie pierwszą próbkę talentu Pani Danuty – ten wiersz, jak i większość innych, ma osobliwą cechę: jest poniekąd introwertyczny. Tego typu wiersze uciekają od reizmu, od konkretu; są „opowieścią” własnych doznań, które konkret mielą w osobnym, własnym ego.

Czytaj więcej: „Z parku do parku” Danuty Gałeckiej-Krajewskiej

Trytytka

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 16 maj 2020

Maciej J. Krotke

Usiadłem na chwilę pod parasolem. Zimne piwo pociło się, oddając pole w nierównej walce z upałem. Przepalał parasol, topił lakier pokrywający ławę pod szklanką, przeżerał cegły baszty Jacek. Zawłaszczał Gdańsk. Przejmował kontrolę nad przygotowaniami do Jarmarku św. Dominika. Piwo o jedenastej. Wakacje. Wzdłuż alejki przecinającej skwerek przycupnęli, jak pieczarki,  jarmarczni pracownicy od czarnej roboty. Konstruktorzy hałasu, mający w kilka dni zamienić Główne Miasto w kupiecki raj. Stosy aluminiowych rur piętrzą się na chodnikach niczym gigantyczne nitki spaghetti. Plandeki, deski, torby, śruby... wśród ludzi, murów, witraży, okien, zabytków. Bałagan spowity zapachem pieczonej kiełbasy liczonej za sto gramów, z braku noży  w kuchniach podłych jadłodajni, owiany wonią frytek, śmieci i psich odchodów. Miasto… Robotnicy siedzą na krawężnikach podsycając upał żarem papierosów. Znudzeni plują na ziemię. Czekają na znak swojego wszechmogącego.
Nadchodzi facet na oko przed trzydziestką. Zwykły, przeciętny. Mija jarmarcznych majstrów, zerka na ich narzędzia i akcesoria ułożone w skrzyniach.                        
Obserwuję znad piwa. To ledwie kilka metrów ode mnie. Facet idzie dalej i prawie zrównuje się ze mną, gdy nagle cofa się i zagaduje jednego z chłopaków:
- Przepraszam, panowie, macie trytytki?
- Co? – pyta zdziwiony chłopak, choć wie o co chodzi.
- Trytytki, takie plastikowe zaciski, widzę że macie w tych skrzynkach.
- No mamy, a co?
- Bo mi potrzebna. Jedna. Tak pomyślałem zapytam, może dacie, bo nie chce mi się do Castoramy jechać po jedną, bo jedna potrzebna.
- A co my, sklep? Jak damy?

Czytaj więcej: Trytytka