Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

Człowiek w rękach Boga

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 11 marzec 2020

Anna Łozowska-Patynowska

Religijna liryka Piotra Sikorskiego jest zarazem częścią jego prywatnego świata kontemplacyjnego, który rozciąga się wszerz (horyzont poznawczy świata) i wzdłuż (ruch wertykalny w kierunku Boga), w ramach wykreowanej w jego zbiorach przestrzeni świętości. Sacrum i profanum to nie tylko ważne punkty jego lirycznej rzeczywistości, ale przede wszystkim filary myślowe, miejsca orientacyjne, pozwalające na zrozumienie pozornie prostej ścieżki życiowej bohatera lirycznego, który prowadzi nas jakby za rękę przez swój alternatywny świat. Określenia te są adekwatne dla trzech zbiorów P. Sikorskiego, wydanych już jakiś czas temu (Moje sacrum [1], Żeglując piórem. Wybór wierszy [2] oraz Boskie narzędzia. Droga krzyżowa ludzi pracy [3]). Dlaczego jednak tomiki te są godne uwagi? Nie tylko dlatego, że Sikorski jest autorem błyskotliwych refleksji związanych ze współczesną kondycją człowieka, ani też dlatego, że banalna tematyka religijna przenika się ze spojrzeniem zwykłego człowieka, ale głównie z tego powodu, że otwierają one przestrzeń uniwersalną, dostępną dla każdego i panującą dla wszystkich. Taka kreacja, zaczerpnięta najpewniej z literackiej tradycji średniowiecznej (everyman) każe nam choć na chwilę zatrzymać się i posłuchać tej opowieści.

Czytaj więcej: Człowiek w rękach Boga

Lotnisko

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 10 marzec 2020

Marek Stokowski

Zbyszka boli, że go nie stać na podniebną podróż do Santiago, Buenos Aires, albo Melbourne. Nie stać go, a pragnąłby doświadczyć cudu unoszenia się w powietrzu, a potem kolorów egzotycznych miast i krajów. Dlatego się kręci po porcie lotniczym. Przychodzi tu często, popatrzeć, powąchać, posłuchać i dotknąć okruchów materii z odległych galaktyk. Przychodzi i myśli:
– A nuż coś się zdarzy?
No właśnie, ma rację, a nuż go zaczepią, powiedzą:
– Pan Zbyszek? Jest miejsce! Jest miejsce do Buenos. Ktoś miał się pojawić, nie przyszedł i koniec, a szkoda by było zmarnować ten bilet. Co, chce pan polecieć? To proszę się spieszyć!
I zaraz: odprawa, kontrole przy bramkach, perfumy i whisky w sklepikach bezcłowych, świecące tablice odloty/przyloty, podróżni przy barach i skaner przy wejściu w korytarz w rękawie, nieboskłon za oknem otwarty na starty.
Na razie nikt jeszcze nie podszedł do Zbyszka i nikt go nie spytał, czy chciałby pofrunąć do Buenos bądź Melbourne, lecz on się nie zraża. Mamrocze pod nosem:
– Marzenia, jak cuda, potrafią się spełniać, jeżeli się starasz im trochę dopomóc. 
Konieczna jest stałość, cierpliwość, obecność, więc Zbyszek się kręci wśród szyb terminalu. Na chwilę przystaje, bo jest komunikat:
– Uwaga, ląduje Stanisław Rudawa, lot numer 109 z Toronto przez Dublin.
Nad płytą lotniska pojawia się zrazu zupełnie niewielki, a potem już lepiej widoczny mężczyzna. Ma grubą jesionkę i bagaż na plecach. Z prawdziwą maestrią rozciąga ramiona, panuje nad głową, tułowiem i resztą. Osiąga w ten sposób bezbłędną sterowność. Jest bardzo wyraźnie na ścieżce podejścia. Po krótkim zniżaniu spokojnie przyziemia i siada na pasie. Hamuje rewersem.

Czytaj więcej: Lotnisko

Jerzy Grupiński - Wiersze

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 09 marzec 2020

ARIA

Tylko jeden ruch ręki
palca przez ciemność
I światło lampy
- w grudniową ćmę

Na drucie oswojona róża
(papier, folia i kurz) zatknięta
pomiędzy grzbiety książek

Ona tak niewiarygodna
Ona niewierna
Podnosi głowę Rozpala się
rozchyla wargi w mrok
Wysoko w ciemność znów śpiewa

Czytaj więcej: Jerzy Grupiński - Wiersze

Notatki na marginesach (31)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 03 marzec 2020

Bartosz Suwiński

KOTLINA. LUTY

1.
Wciąż to samo. Drążenie w cudzym, żeby swoje wyszło.

2.
Wiesz, trudno gonić, kiedy potykasz się o cienie. Kiedy dni mijają jak dobre samopoczucie: szybko, gładko, pewnie. Kiedy czas tak bardzo zasysa, że chwile dla siebie wydają się ekstrawagancją, a te ze sobą – przygnębiają. Pchać ten majdan, pchać, póki koła po nas nie przejadą. Co zostaje jest jeszcze?

3.
- Chcesz?
- Takt.

4.
S.: „Tylko ten, kto ma pękniętą duszę, szuka w muzyce zrozumienia, czegoś, co da choć złudzenie, że ktoś czuje podobnie, że ktoś uczestniczy w bólu, albo braku”.

5.
K.: „Patrzę w lustro, moje oczy w końcu znikną, zapadną się w czarne obwódki, jak ja znikłam, zgubiłam się sobie. Jeszcze aż trzy godziny, żeby zacząć się martwić, że zostało tak mało snu”.

Czytaj więcej: Notatki na marginesach (31)

„Krew” Joanny Chachuły

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 02 marzec 2020

Leszek Żuliński

WSTĘPOWANIE DO LITERATURY

Na plecach okładki czytam: Joanna Chachuła – ur. w 1968 roku w Suwałkach. W 2016 roku wydała tomik „Czarny kot”. Laureatka Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Mieczysława Czychowskiego. Współorganizatorka sieradzkiego Ogólnopolskiego Festiwalu „Noc poezji i muzyki”. Mieszka w Sieradzu.
Niewielki to jeszcze dorobek, ale myślę, że sporo obiecujący. Najpierw zatrzymałem dłużej wzrok na wierszu pt. Chusta Weroniki. Oto on: Materiał obcisłej sukienki / pieści ciało Weroniki, szminka koloru krwi maluje / usta w modnym kształcie. // Weronika nie musi wierzyć w blask / rozświetlający noc narodzin. // Obcasy raniące kamień / kołyszą biodrami Weroniki, / lgną do nich lepkie spojrzenia. / Mężczyźni wódką nawilżają gardła. // Weronika nie musi wierzyć w chrzest / zimna wodą Jordanu kapiącą z dłoni Jana. / Kieliszki i kołnierzyki koszul znaczy szminka, / ale usta Weroniki pozostają nieme, / pachnące ciało nietknięte. // Weronika nie musi wierzyć. // W ogrodzie schnie chusta, / białą jak śnieg.
Ciekawy, sensowny wiersz. Ale na początek ujął mnie jego normalny zapis (co dotyczy wszystkich tych wierszy). Otóż mam już dosyć tych wygibasów: zapanowała moda na zapis bez interpunkcji itp. Tylko po co? Niby ma być lepiej? Pani Joanno, niechaj Pani nadal pisze tradycyjnie.

Zatem: czy te wiersze są tradycyjne? Otóż nie! W nich jest aura i sens opowiadające wewnętrzne przemyślenia i doznania życia. Tego typu wiersze nazywam zazwyczaj „wsobnymi”. I teraz wszystko rozbija się o to, jaką wartość ma ta „wsobność”.

Czytaj więcej: „Krew” Joanny Chachuły