Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

„Księga ramion deszczu” Dariusza Muszera

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 03 sierpień 2020

Anna Krasuska

MADE IN POLAND W HISTORII HAIKU

     Słowa lśnią jasno.
      Krótki ich sznur w haiku.
      Nie dać się uwieść?
 Anna Krasuska

Lekturę Księgi ramion deszczu rozpoczęłam od noty o autorach haiku, zamieszczonej na końcu książki. Co w tych biogramach twórców żyjących w XVII czy XVIII wieku jest bardzo często powtarzającym się motywem? Odpowiedź – biorąc pod uwagę nie tylko wybór gatunku literackiego ale i stylu życia – nie wydaje się zaskakująca. To Wędrówka.
Dla przykładu:
Bashō – późnym latem (…) udał się na pierwszą z czterech wędrówek; trwała ona dziewięć miesięcy (…). Przez ostatnie dziesięć lat życia podejmował liczne krótkie podróże.
Buson – po śmierci mistrza udał się na wędrówkę po północnych pustkowiach wyspy Honsiu. Odbywszy szereg podróży po całej Japonii…
Issa – w 1787 r. udał się na wędrówkę, wrócił do Edo w 1795 r., a następnie ponownie wyruszył do środkowej i wschodniej Japonii. W 1801 r. zajmował się umierającym ojcem, a po jego śmierci znowu wędrował.
Kikusha-ni – odbyła szereg samotnych podróży, m.in. do Osaki, Kioto, Edo i Kyūshū.
Rotsu – przez wiele lat podróżował jako mnich żebrzący po Japonii.
Ryōta – wiele podróżował po różnych prowincjach, komponując haiku. 
Shokyū-ni – wielokrotnie podróżowała pieszo z Kiusiu do Kioto (prawie 800 km.), a na starość spełniłą swoje marzenie, idąc śladami „Oku no hosomichi”, jednego z najbardziej znanych dzieł Bashō.
Sora – wyruszył na wędrówkę z Bashō.
I tak dalej. I tak dalej.

Czytaj więcej: „Księga ramion deszczu” Dariusza Muszera

„Neony – Tożsamość” numer 2 / 2020

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 02 sierpień 2020

Jest już dostępny osiemnasty numer kwartalnika artystyczno-historycznego „Neony – Tożsamość”, wydawanego – przypomnijmy – przez Stowarzyszenie Przyjaciół Pruszcza Gdańskiego i Okolicznych Gmin. Bezpłatne pismo, poza dystrybucją lokalną, jest osiągalne w siedzibie redakcji (ul. Obrońców Wybrzeża 2B, 83-000 Pruszcz Gdański) lub po kontakcie pocztą elektroniczną (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.). Można też przeczytać na stronie www.neony.pruszcz.com i www.powiat-gdanski.pl.  Bogato ilustrowany kolorowymi reprodukcjami periodyk, liczący 62 strony formatu A4, obejmuje kwiecień, maj i czerwiec. Okładkę zdobi reprodukcja olejnego obrazu Gabriela Roszaka „Brak snu”.
A co w głębi numeru? Między innymi:

Proza: Magda Bielicka „American Dream” (część 2); Stach Szulist „Odrzucany”; Gabriela Szubstarska „Babciowy garnek”.

Poezja: Mieczysław Czychowski, Tadeusz Karmazyn, Gabriela Szubstarska, Zbigniew Ignacy Brzostowski, Elżbieta Maria Kaskowska, Jerzy Fryckowski, Paweł Karmazyn, Elżbieta Kruglik, Jan Stanisław Smalewski, Hanna Glok-Lejk, Zofia Maria Smalewska, Roman Ciesielski, Tadeusz Jałoszyński, Magdalena Kuśmirek, Andrzej Sikorski, Ryszard Borzęcki, Jaina Laskowska-Mróz, Aleksandra Borzęcka, Małgorzata Borzeszkowska.

Esej: Tadeusz Wojewódzki „Czy >dumny< musi niewiele różnić się od >durnego<?”; Halina Goral-Rybkowska „Czy słowa mogą pachnieć latem? O wierszach Gabrieli Szubstarskiej”.

Czytaj więcej: „Neony – Tożsamość” numer 2 / 2020

„Dziecinada” Janusza Solarza

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 31 lipiec 2020

Małgorzata Sochoń

DZIECINADA JAK ESKAPADA

„Tato, obiecaj mi, że nie umrzesz / To ty mi obiecaj, że nie umrę”. Ten krótki tekst, będący zapisem rozmowy z córką, znalazłam dobrych kilka lat temu w sieci, na jednej ze stron z poezją. Autorem zapisu był Janusz Solarz. Dużą przyjemność sprawiło mi wtedy zamyślenie się nad tymi słowami. Nad wzajemnymi oczekiwaniami, obietnicami. Nad źródłem tej rozmowy. I nad sposobem ratowania się przed śmiercią. Tym ratunkiem jest pamięć, pomyślałam. A pamięci pomaga zapis.
Dzisiaj trzymam w ręku tom wierszy Dziecinada. Wiersze napisał ten sam Janusz Solarz. I są one o wychowaniu. Ukazują przygodę z ojcostwem, historie z życia dwóch córek. Książka jest przemyślana i spójna, ale przede wszystkim - zachwycająca. Wiersze zabrały mnie ze sobą w podróż, bo Dziecinada to eskapada, czyli, jak podaje słownik: ”wyprawa, często ryzykowna i lekkomyślna”, lecz - w tym przypadku - także wzruszająca i pouczająca.

Książka zbudowana jest z trzech części. Pierwsza i ostatnia składa się z pojedynczych wierszy, które stanowią solidne obramowanie dla barwnego, bogatego obrazu, czyli pozostałych trzydziestu siedmiu utworów. Rama to dwie refleksje. Wiersz otwierający książkę zmusza do zastanowienia się nad poetyckim sposobem ocalania przed śmiercią, lecz także nad kruchością słowa. Ostatni każe zestawić ze sobą dwie ocalane przez słowo treści: treść smutną, przygnębiającą, bo niosącą pamięć o śmierci dziecka, i treść raczej optymistyczną, bo wyrażającą pełnię rozkwitającego życia i - nadzieję na jego kontynuację. Ten zamykający książkę utwór, stanowi wyrazistą codę i jest przewrotny w swojej wymowie. Nawiązuje do Trenów Jana Kochanowskiego, a zatem do zbioru najbardziej znanych w polskiej literaturze wierszy napisanych przez poetę – tatę.

Czytaj więcej: „Dziecinada” Janusza Solarza

„Witajcie w moim Betlejem!” Michała Fałtynowicza

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 30 lipiec 2020

Leszek Żuliński

WIERSZE Z GŁĘBI SIEBIE

 O Michale Fałtynowiczu do tej pory nic nie słyszałem. Niewiele można o nim znaleźć w Internecie, choć wyłuskałem takie oto zdanie Autora: Topografia jest istotna w moich utworach, ale też w moim życiu osobistym. W dobie postmodernizmu wszystko zostało już napisane, ciągle cytujemy. To jest w mojej świadomości i w jakiś sposób mnie fascynuje…
 Na plecach okładki tego tomiku jest na szczęście coś więcej: Urodził się 23 października 1996 roku w Suwałkach. Wiersze zamieszczał w czasopismach literackich „Topos”, „Czas Literatury”, „Fabularie”, „eleWator”, „Kroniki według Muzeum im. Marii Konopnickiej w Suwałkach”, opowiadanie „Pierwszy dzień wojny” – w kwartalniku artystycznym „Bliza”. Opublikował zbiór czterech sztuk scenicznych pt. „Ciemność”(Warszawa 2019). Dwukrotnie gościł w Radiu Gdańsk w audycji „Po pierwsze wiersze”.
 Wynika więc z tego, że ten tomik jest jego pierwszą książką poetycką. Tyle w każdym razie udało mi się wyłuskać. Tak czy owak mamy nowego poetę.

Czytaj więcej: „Witajcie w moim Betlejem!” Michała Fałtynowicza

Lina

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 29 lipiec 2020

Marian L. Bednarek

Lina, płacz dziecka w nocy - wszyscy się budzą z koszmarem w oczach. Oto formy, które prowadzą nas nad przysłowiowy Styks, gdzie lina jest wcieleniem horrorystycznego Charona. Sama lina nie taka straszna, nawet nawet, jakby długa miła kiełbaska. Ale jeśli życie jest szeroką rzeką, to właśnie lina jest Charonem, łączącym dwa brzegi, brzegi życia i śmierci. Teraz wisi na haku jak długi, pleciony warkocz kobiety, lniana lina i wcale nie taka szpetna, jak już zauważyłem, na tyle, by ją chętnie wziąć do ręki. Nie wiadomo skąd się tak naprawdę wysnuwa. Len to tylko jedna z bram kwiecistych, przez którą przechodzą jego włókna. Mam stały kontakt z liną, ciągle mi się plącze pod nogami i dopełnia mój żywot majsterkowicza. Gdy holował mnie samochód, i to kilka razy w życiu, lina była napięta jak strzała łuku. A gdy hamowałem, zamieniała się w węża wijącego się przed atakiem, lub w powróz gotowy do chłosty. Jeździłem przeważnie starym samochodem, stąd do liny zawsze było mi bliżej niż innym, na przykład tym, którzy musieli się wieszać z jakiegoś powodu, zaciskać ją sobie na gardle. To jest ta ukryta, ciemna strona liny. Ale za nim do niej przejdę, chciałbym jeszcze trochę podreptać w miejscu, pobujać się, czyli nacieszyć się jej jasną stroną jak dziecięcą huśtawką, która często linami jest przywiązywana do poziomej belki. W teatrze też jej używam jak w życiu. Przeciągamy się na strony a po środku jakby płot drewniany, kołyszący się w takt muzyki. Kobieta z mężczyzną mocują się. Muzyka gra, bałkańska. A spektakl to „Głęboka Szerokość Szerokiej Długości”. Muzyka jest diabelską stroną liny. Ale najważniejsze że daje trochę radochy. Zdarzają się jednak role dramatyczne w wykonaniu lin, a nawet tragiczne. Czasami też wiszą jak liany, spokojnie, nad całą sceną w spektaklu „Rurarze”. Potem pakujemy je do worków i zamykamy w szafach. Lecz lina dalej działa. Jest naszą poręczą, wciąż po tej stronie rzeki, więc na co czekać?

Czytaj więcej: Lina