Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

Notatki na marginesach (4)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 07, sierpień 2017

Bartosz Suwiński

Południe. Słońce kładzie swoje ciężkie promienie na każdej płachcie ziemi. Kurz oblepia twarz, wracają wspomnienia dnia, w którym słota pozwalała zgubić siebie między kroplami deszczu, dorodnymi jak wschodzące kulki winogron. Koty wałęsają się po podwórzu, rwą resztki sardynek, skrywają się w wydrążonych w trzcinie korytarzach. Mrówki niezmiennie pracują nad swoimi wylotami, powietrze jest okrągłe jak kłębiasta chmura przyczepiona do nieba, które trzyma się ledwie, ledwie. Góry w oddali są osadzone mocno, blisko swoich skalnych, chropawych barw: ciemnej i żółtej, bez żadnych niuansów. Cyprys ma wiele wypłowiałych szyszek, których powierzchnie pościerała sól. Wiatr podrywa się na chwilę i za chwilę pozostaje kwestią minionego. Z każdym dniem figi nabierają rumieńców, a skórka ich staje się coraz bardziej podatna na zadrapania. Pomiędzy trawami wiele plam suchej ziemi, na granicy której rośnie kocanka, odporna na żar i wichurę, na noc i dzień.

Piję kawę i resztkę wylewam na ziemię, dla zmarłych duchów, które zwykły krzepić się gęstą, czarną smołą. Dziś w odwodzie wszystko, wzrok naciągnięty na postronkach z tlenu i wolnych elektronów, słońce kładzie swoją sygnaturę, która jest jak zetlały papier na palimpsestach przeszłości. Słowa wychodzą naprzeciw krajobrazu, szukają sobie w nim miejsc ustronnych, gdzie na uboczu można przejrzeć się w lustrach wody i nie odnaleźć tam siebie. Woń pieczywa trzyma cię w swoich ciepłych ryzach, a książki dają ucieczkę od spraw zwyczajnych i niezwyczajnych. Niech ciepło tego świata będzie z innego świata.

Czytaj więcej: Notatki na marginesach (4)

Twarzyczka pana Hrabala

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 06, sierpień 2017

Anatol Ulman

Twarzyczka pana Hrabala jest mi pociechą w strapieniach.
Portrecik przylepiony skrawkiem taśmy, zapakowany w plastykowy woreczek, wisi pod kalendarzem ściennym nad moim biurkiem. Wyciąłem go z tygodnika "Angora", przeznaczonego na makulaturę. Pan Bohouš pracował kiedyś jako pakowacz w literaturze skazanej na śmierć przez zmielenie. Czasem ratował to oraz owo przed utopieniem w pulpie nicości.

Podobizna wielkości pocztówki przedstawia główkę. Pan pisarz ma czapkę z siwego materiału w jodełkę. Coś w rodzaju uszanki bez daszka. Pod brodą postawiony kołnierz ciemnej kurtki albo marynary. Marną fotografię spaskudzoną przez papier gazetowy objaśnia informacja: Bohumil Hrabal w latach 90. Jako że 3 lutego 1997 roku, kilka minut po czternastej, z okna pokoju na piątym piętrze praskiego szpitala na Bulovce, dobrowolnie runął w niebyt, zdjęcie trzeba traktować jako portret przedgrobny, niosący śmierć, trumienny.

Jeżeli we Wszechświecie istnieje platoński pierwowzór kosmicznego oceanu smutku, bezgranicznego, nieograniczonego, co nigdy sobie nie pozwoli wesoło pochlupotać na brzegu piaszczystej plaży, to można weń wejrzeć właśnie poprzez twarzyczkę pana Hrabala na tym okrutnym, smętnym, ponurym obrazku.

Czytaj więcej: Twarzyczka pana Hrabala

Człowiek zaradny i człowiek praktyczny

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 04, sierpień 2017

Janusz A. Korbel

Mieszkam na Litwie. Chociaż dzisiaj nazywa się to Polską a nawet Europą czyli że należymy do cywilizacji zachodniej, przez większość historycznego czasu była tu Litwa. W najstarszych opisach określano tę ziemię jako krainę wielkich lasów, wielkich rzek i mokradeł. Lasy były trudnodostępne, rzeki szeroko rozlewały na wiosnę, użyźniając łąki ale i niszcząc niejedno i dlatego przysłowie: rzeka daje – rzeka odbiera, pochodzi właśnie z Litwy. To powiedzenie zawiera prastarą mądrość, że chociaż co roku ogromne tereny są zalewane, ma to również swoją dobrą stronę. Wielka rzeka, podobnie jak wielki las – uczy pokory. Wobec takiego ogromu nie można być chciwym, bo zaraz przyroda nas ukarze.
Kiedyś żyli tu jacyś nieznani nam ludzie. Zostały po nich kurhany. Później zaczęły się „wchody”. Z Kijowa i Brześcia w te lasy i mokradła wchodzili i osiedlali się Ukraińcy. Od północy Białorusini. Kolejni władcy przywozili nowych osiedleńców, ale królowała litewska przyroda i ludzie musieli się z nią liczyć, bo byli za słabi, żeby ją ujarzmić.

W dalekich krajach, tzw. cywilizacji zachodniej ujarzmienie przyrody poszło szybciej. I zaczął się szybki postęp. Dzisiaj nowocześni ludzie nie oglądają się na przyrodę i nie dbają o oszczędzanie dóbr. Nowoczesny człowiek nie jest zachłanny – jest zaradny. Zachłanność stała się normą pod takimi nowoczesnymi określeniami, jak „postęp” i „sukces”. Człowiek odnoszący sukces, to człowiek zaradny i nowoczesny.

Czytaj więcej: Człowiek zaradny i człowiek praktyczny

„Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu” Małgorzaty Południak

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 02, sierpień 2017

Leszek Żuliński

JAKOŚ SIĘ TRWA

To już czwarty tomik wierszy Małgorzaty Południak. Debiut książkowy miała w roku 2012, a więc można jej pisanie uznać za intensywne. Południak w ogóle jest kreatywna i „intensywna”. Już od dłuższego czasu mieszka poza Polską, ale tu jest obecna i widoczna. Myślę, że ma swoich fanów.
Ten najnowszy tomik jest niemały – niemal 70 wierszy. To teksty „gęste”, o szerokiej frazie, „napakowane” treścią. Zatem przejdźmy do rzeczy…
Paweł Tański na plecach okładki zauważa: …to poetycka opowieść o szaleństwie, które opanowało ziemską przystań i rozprzestrzenia się w zawrotnym tempie, niemal z prędkością światła, dotkliwie nieobecnego, będącego obiektem człowieczych tęsknot.

Osobliwe to wiersze. Często pisane szeroką frazą, rozgadane, choć nie powiedziałbym, że przegadane.

Czytaj więcej: „Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu” Małgorzaty Południak

Tobiasza Grotkowskiego żegluga ku brzegom literatury

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 31, lipiec 2017

Jacek Klimżyński

Zapewne nie zależało mu na tym, aby przedsięwzięcie miało spotkać się z jakimkolwiek rozgłosem. W kilkanaście miesięcy po opisywanych zdarzeniach rzecz ukończył i starannie kaligrafując wygotował stronę tytułową:

P O D R O Ż  M O R S K A
DWU STUDUIĄCYCH POLAKOW

Gdy się z Amsterdamu do Gdańska Okrętem pławili
Powracaiąc z Akademii Leydeńskiey
do Granic Oyczystych.

Opisana krotko przez T:[objasza] G:[rotkowskiego]
Con: R:[ektora] Gym:[nasium] Słuc:[kiego]
w Słucku Miesiąca Lipca
Roku 1760.

Choć strażników czystości języka natychmiast zirytuje miesiącem lipcem, to jednak i oni przyznają, że skrupulatnie zadbał o uszczegółowienie okoliczności eskapady, nie ulegając przesadnej skromności przy wyeksponowaniu własnej osoby.

Czytaj więcej: Tobiasza Grotkowskiego żegluga ku brzegom literatury