Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

„Topos” nr 1/2019

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 08, kwiecień 2019

Pierwszy tegoroczny numer sopockiego dwumiesięcznika literackiego „Topos” liczy 216 stron. Do bieżącego wydania przyłączono dwa nowe zbiory wierszy: Mirosława Dzienia Thambos oraz ks. Jana Sochonia Brewiarz celnika. W periodyku, u jego końca, pomieszczono bibliografię osobową i rzeczową „Toposu” za rok 2018. A co numer otwiera? Lista stu najlepszych tomów wierszy na stulecie 1918-2018. Ideę pomysłu i zasady w uwagach porządkujących wyjaśnia redaktor naczelny dwumiesięcznika Krzysztof Kuczkowski. Dalej głos zabierają uczestniczący w doborze Artur Grabowski, Stanisław Dłuski, Marcin Całbecki, Roman Bobryk i Zbigniew Chojnowski. Redakcja zapowiada w następnym numerze kolejne wypowiedzi i zestawienia.
Natomiast w głębi pisma znajdziemy między innymi:

Poezja: Tadeusz Dąbrowski, Krzysztof Budziakowski, Bogdan Jaremin, Bogusław Kierc, Jadwiga Nowak, Józef Kurylak, Mirosław R. Kaniecki.

Czytaj więcej: „Topos” nr 1/2019

„Białe źrenice” Tomasza Kołodziejczaka

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 07, kwiecień 2019

Jolanta Szwarc

DLA KOGO TA RECENZJA?

Dla ilu czytelników, a może tylko dla autora. Czy można ten twór nazwać debiutem poetyckim? W jaki sposób będzie mógł czytelnik skonfrontować Białe źrenice Tomasza Kołodziejczaka z moim omówieniem?
Tak naprawdę, nie wiem. Dość długo zastanawiałam się nad nowym, w zasadzie nie nowym, obyczajem użytym przez pisarza SF i - jak się teraz okazuje też poetę.
Tomik, który zrządzeniem losu mam przed sobą, Autor wydał w Warszawie w 2018 roku na prawach rękopisu i zasponsorował przez własną jednoosobową firmę „Gladius Planet”.

Zastanawiam się, jak potraktować tę publikację. Brak numeru ISBN zwalnia tajemniczego wydawcę od wysłania egzemplarzy obowiązkowych do wyznaczonych przepisami bibliotek. Zapis: „Na prawach rękopisu” sygnalizuje znikomą liczbę egzemplarzy sprzedanych lub rozdanych u cioci na imieninach.

Czytaj więcej: „Białe źrenice” Tomasza Kołodziejczaka

Czekam*

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 06, kwiecień 2019

Jerzy Żelazny

Dojrzałem tę nieszczęsną drogę – przecinając pola, gnając wśród dojrzewających zbóż, niknęła za przyprószonym mgliście horyzontem; stałem na jej skraju, a mój cień trącał łodygi ziela rosnącego na poboczu, przytłumił obłoczek kurzu, który wymknął się spod moich stóp, przeturlał się w przydrożne ziele. Ktoś mówił, głos kobiety, musisz zdjąć buty, proszę, wypada iść na bosaka. Poznałem, mamo, to ty? Skąd się wzięłaś na tej drodze? To ja ją śnię, parszywa droga, ale moja, taką wybrałem, muszę dojść do kresu. By spełnić prośbę mamy, starałem się rozwiązać sznurowadła, a ona mówiła, czekałam na ciebie, synku, by cię zachęcić, bo już nadszedł czas, przypatrz się, twój cień niknie, pospiesz się, bo całkiem wchłoną go koleiny drogi znaczone konnymi wozami, pobiegnij na bosaka jak niegdyś, lubiłam ci się przyglądać, gdy biegłeś boso piaszczystą drogą albo ścieżką wśród zbóż, a ta droga jest w sam raz, żeby po niej na bosaka… Ależ mamo, po tej drodze turla się zło, zaczaja się i czeka, by zaatakować jak ten krasnoarmiejec, uderzył mnie, wywróciłem się, straciłem przytomność, a gdy się ocknąłem, zobaczyłem, że leży na mej siostrzyczce Małgosi, a ona jęczała… To nie ta droga, Zbychu, do tamtej stąd daleko w przestrzeni i w czasie; miałeś wówczas dwanaście lat, chwyciłeś karabin ruskiego sołdata i go kolbą w głowę, osunął się nieprzytomny, a ty pomogłeś podnieść się Małgosi, uciekliście ścieżką przez las do wuja Jetki w Skarlinie, drżałeś ze strachu, bojąc, że się po ciebie przyjdą, zabiłem go, powtarzałeś jak tego kurczaczka niechcący dwa dni wcześniej…

Czytaj więcej: Czekam*

„Skruchowi” Małgorzaty Skałbani

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 05, kwiecień 2019

Anna Łozowska-Patynowska

SKRUSZENIE WOBEC…

„Skruchowi” to wyjątkowy tom, który opatrzony jest inspirującymi ilustracjami, przedstawiającymi rybę w przekroju z mniejszymi rybkami w sobie. Zatem kultura złapała haczyk na kulturę. Charakterystyczna budowa szkatułkowa wskazuje na sensy ukryte pod powierzchnią głębokiego przesłania poetyckiego. Jednak tytuł zbioru jest bardziej niejednoznaczny. Czy chodzi tu o jakąś „skruchę”, żal, ulitowanie się, czy może nawet współczucie? Można dopisać do tego jeszcze jedną interpretację, że chodzi tu o jakieś reszki, „okruchy”, stratę czego, ewidentny brak, który należy jakiejś formie uzupełnić. Jak wynika już ze wstępu, jest to zbiór niezwykle trudny w odbiorze, gdyż przenikają się tutaj różne rejestry znaczeniowe. Jednym z przykładów są dominujące biblijne konteksty, które zdają się ujawnić w całym zbiorze Skałbani. Co nowego one wnoszą? W wierszu „przy stole ostatniej wieczerzy” czytamy: „byliśmy fragmentem obrazu”. Człowiek jest fragmentem Boga, a to każe czytelnikowi wieść dalsze skojarzenia, ryby w rybie, obrazu powielonego na obrazie, bowiem przecież ryba jest symbolem chrześcijaństwa.

Czytaj więcej: „Skruchowi” Małgorzaty Skałbani

Notatki na marginesach (20)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 04, kwiecień 2019

Bartosz Suwiński

KOTLINA. GARNCE

1.
Od godziny w deszczu, przy Nysie, po wczorajszej wichurze. Piszę T., o czym myślę? Dziś dziesiąty marca, urodziny jego żony. O czasie za którym nie idzie zdążyć. Więc mija sam, zacina się tylko na konanie. O chwilę uboższy, o chwilę pełniejszy. O ludziach, których jedynym bogactwem jest bieda. O dachach, że w zasadzie pod nimi ma miejsce drugie prawie wszystko. O tych wielu, wielu kurach, błąkających się poboczami i czy będą z tego jajka. Gdzie jest bocian, którego gniazdo mijam codziennie na cokole opasłego gospodarstwa? O dymie z kominów i o ogniu, który ktoś musiał podłożyć. Jak wyglądały jego dłonie – jeżeli to mężczyzna – czy były szorstkie, miał obcięte paznokcie, zapuszczone? A jeżeli kobieta, to o czym myślała, kiedy rozpalała ogień? O rzece, co wciąż przybiera śmieciami i brudem. O kałużach, które się wydają nie mieć końca i tych wszystkich rzuconych na nie mimochodem spojrzeniach. O rzece, że dziś inaczej ją słychać, że napiera bardziej, i kolory mocniej przybrudzone w odmęcie. O śladach opon przy wąskiej drodze, gdzie zjeżdżam wózkiem, kiedy ktoś nadjeżdża obojętnie z jakiej strony. O podwórzach pełnych klamotów, dziurawych wiader, zawieszonych po płotach kurtek, kupek węgla, pordzewiałej blachy i korytek, rzuconych w odchody, błoto, ubóstwo. O tym, że na wiosnę mniej będę pił.

Czytaj więcej: Notatki na marginesach (20)