Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

„Neony – Tożsamość” numer 2 / 2019

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 04, sierpień 2019

Lato przyniosło drugi tegoroczny numer (a w ogóle czternasty) kwartalnika artystyczno-historycznego „Neony – Tożsamość”, wydawanego – przypomnijmy – przez Stowarzyszenie Przyjaciół Pruszcza Gdańskiego i Okolicznych Gmin. Bezpłatne pismo, poza dystrybucją lokalną, jest osiągalne w siedzibie redakcji (ul. Obrońców Wybrzeża 2B, 83-000 Pruszcz Gdański) lub po kontakcie pocztą elektroniczną (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.). Można też przeczytać na stronie www.neony.pruszcz.com i www.powiat-gdanski.pl. Bogato ilustrowany kolorowymi reprodukcjami periodyk, liczący 62 strony formatu A4, obejmuje kwiecień, maj i czerwiec. Okładkę zdobi reprodukcja Gagika Parsamjana „Ogród dusz” (olej na płótnie).
A co wewnątrz numeru? Między innymi:

Proza: Magda Bielicka „Podróż za jedno euro”; Roman Brodowski „Kto zrozumie filozofa. Rozważania na temat Prawda naszego czasu”.

Poezja: Utwory z antologii jak po tym wszystkim wiersze pisać (wyd. Tadeusz Serocki, Pelplin 2019) – Gabriela Szubstarska, Jerzy Fryckowski, Jarosław Trześniewski-Kwiecień, Ryszard Częstochowski, Zbigniew Trzebiatowski, Andrzej Mestwin-Fac, Elżbieta Kruglik, Piotr Szczepański, Roman Ciesielski, Ewa Ilińska, Agnieszka Smugła, Tomasz Olszewski, Maria Kraus, Tadeusz Wojewódzki - nadto Mieczysław Czychowski, Zbigniew Ignacy Brzostowski, Hanna Glok-Lejk, Aleksandra Borzęcka, Małgorzata Mikos, Andrzej Sikorski, Ryszard Borzęcki, Tadeusz Karmazyn, Zofia Maria Smalewska.

Czytaj więcej: „Neony – Tożsamość” numer 2 / 2019

Pusta ścieżka

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 03, sierpień 2019

Jerzy Żelazny

W mitach oglądanie się za siebie było karane. Często okrutnie, unicestwieniem. Orfeusz, który poszedł do Hadesu po ukochaną Eurydykę, młodą żonę, zmarłą od ukąszenia żmii, oczarował muzyką krainę cieni zmarłych, wyjednał zgodę władcy Hadesu na sprowadzenie Eurydyki do świata żywych, pod warunkiem, że nie obejrzy się za siebie, nie spojrzy na ukochaną, która szła za nim w milczeniu, a on słyszał:

... drobny tupot
Jej nóg spętanych suknią jak całunem -

pisze Czesław Miłosz w swym poemacie „Orfeusz i Eurydyka” I gdy ujrzał światło dnia, powierzchnię ziemi, gdy miał pewność, że pokonał krainę Nicości, obejrzał się:

Za nim na ścieżce nie było nikogo.

Tak utrwalił ten moment Czesław Miłosz - ukochana znikła porwana przemożną siłą z powrotem w głąb królestwa cieni zmarłych.

Jak będę żyć bez ciebie, pocieszycielko!

Czytaj więcej: Pusta ścieżka

Lustro

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 02, sierpień 2019

Ewa Popławska

Spojrzała w lustro. Odbicie ukazało jej lniane włosy i zmęczone, jasne oczy. Źrenice rozszerzyły się pod wpływem strachu, którego wcale nie czuła w środku, obejmował ją raczej jak nieproszony, pijany żebrak. Westchnęła. Była piękna, choć właśnie teraz przestało się to liczyć. Sięgnęła po karminową szminkę i czterema zdecydowanymi ruchami powiodła nią po ustach, kreśląc kształt nierównej elipsy. Zaczesała włosy do góry, pozwalając kosmykom spływać do ramion.
Była gotowa. Czarna suknia z wysokim koronkowym kołnierzem podkreślała jej niecodzienną urodę. Rysy miała nad wyraz ostre, a minę zaciętą. Strzepnęła kciukiem nadmiar pudru z policzka, włożyła czerwone czółenka i wyszła z mieszkania, żegnając wzrokiem znajome przedmioty. Choć spodziewała się wrócić, wiedziała, że będzie to powrót zupełnie niepodobny do wcześniejszych.
Taksówka już czekała. Padało czwarty dzień i kierowca rzucił jej złe spojrzenie. W innych okolicznościach z pewnością by się tym przejęła, jednak dzisiaj ledwie omiotła mężczyznę wzrokiem i usiadła wygodnie na tylnym siedzeniu.
Po drodze nie rozmawiali. Słowa były zbędne. Należało tylko zrobić to, co potrzeba, nie mniej, nie więcej. Spoglądała na mokre chodniki i nawet cieszyła ją zła pogoda. Aż żal by było opuszczać słoneczny świat. Kierowca jechał nieuważnie, wpadał w dziury i ochlapywał przechodniów. Z wolna odzyskiwała humor i pod koniec jazdy była zupełnie uspokojona.
- Dwadzieścia cztery – rzucił kierowca.
- Reszty nie trzeba – skwitowała, podając pięćdziesiątkę.
Wyskoczyła zgrabnie bez pożegnania. Była na miejscu.

Czytaj więcej: Lustro

Notatki na marginesach (24)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 01, sierpień 2019

Bartosz Suwiński

KOTLINA. LIPIEŃ

1.
Idziemy z Jankiem na spacer, nad Nysę Kłodzką. Upalnie. Towarzyszy nam B. i R. Ten drugi opowiada obszernie o Barszczu Sosnowskiego, gęsto zasiewającym się na łąkach, który jest rośliną pastewną, w Polsce (w przeciwieństwie do Syberii) ma duże stężenie toksyn, ludzi parzy, a zwierzęta przechodzą obok niego obojętnie. A mi się wydaje, że wygląda okazale: dwie, trzy białe korony, postura rosłego mężczyzny, można powiedzieć: palma północy. Zostawmy to. Polna droga, położony na plecach kret. Łapki kurczą się w upale. Sarni gnat w krzakach, równo rozszarpany wzdłuż tętnic, jakby wilcza robota. Muchy nad ścierwem. I za chwilę, krowa na łańcuchu, a za nią byk, tarasujący nam drogę. Dzwon. I dzwon. Kilku ludzi spieszących się na mszę. Nagrobek, który wam odsłaniam w ostatniej chwili.

2.
Ulewa. Grad. I wejście w zapach po burzy. I trwanie w nim. Nieokreślone, niedopowiedziane, niesłychane. Janek: „Pała, mapa, pogoda, dynia, basen, koła, jaja”.

3.
Na uboczu. Nikt się do niej nie garnie, nikt się do niej nie rodzi. Zbliża się tylko, kiedy odchodzisz.

4.
Padający deszcz łagodnie zajmuje się spojrzeniem. Przychodzi z tamtego światła i z tutejszego powietrza. Nie jest mi obojętny, bo stale wobec mnie otwarty. Chciałbym doświadczać go jak liść. Nie widzieć przesunięć słońca, nie wiedzieć, że od niego zależą nasze cienie. Deszcz wpisuje się w powietrze, należy bardziej do niego, czy do oddechu? Czy w przewalających się chmurach, znajdujesz jakieś znaczenie?

Czytaj więcej: Notatki na marginesach (24)

„Cienie” Hanny Dikty

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 31, lipiec 2019

Leszek Żuliński

BOLESNA POEZJA

Zapewne pamiętacie tę frazę z trenu Kochanowskiego: Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim, moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim… Takie pustki przeżywamy wszyscy… Im dłużej żyjemy, tym częściej otaczają nas cienie bliskich zmarłych.
I o tym są te wiersze z najnowszego tomiku Hanny Dikty. Przypomnę: Hania jest nauczycielką-polonistką (uczy także historii). Wydała do tej pory trzy książki prozatorskie oraz dwa tomiki poetyckie, a więc ten najnowszy tomik, trzeci, równoważy jej „prozatorskość” z jej „poetyckością”. Niby to mało istotne, ale jednak świadczy o podwójnym talencie Hani. Co będzie dalej – okaże się. Ja od początku kibicuję jej talentowi. Debiut Dikty miał miejsce w roku 2012-tym, a więc osiem lat temu, toteż sześć książek w tym czasie jest symptomem jej weny. Haniu, tak trzymaj!

A teraz przejdźmy do rzeczy… Tomik otwiera wiersz pt. Residua post abortum. To łacińskie zdanie znaczy: resztki po poronieniu lub poronienie niezupełne. Oto ten wiersz: w domu pełnym życia nie rozmawiamy o śmierci / nie ma dla was miejsca przy kuchennym stole / przez wesoły gwar nie przebija się wasze cienkie głosy / zapomniane zamurowane zakopane głęboko / zredukowane do łacińskiej formułki / zapisane w szpitalnej kartotece / czasem tylko pojawiające się cieniem / na rodzinnej fotografii.

Czytaj więcej: „Cienie” Hanny Dikty