Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

Notatki na marginesach (26)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 02, październik 2019

Bartosz Suwiński

KOTLINA. BUTWIENIE

1.
Wypalone po ogniskach. Gęsi zamknięte w komórce, skrzeczą. Kapliczka z pajęczyną zamiast szyby. Hałda miału na której gniją jabłka. Lekki ferment w powietrzu. Szpaler słoneczników przy szklarni zarosłej gęsto chwastem. Głóg, dzika róża, lipy. Pięciolinia zmłóconej trawy. Pociągnięta kosą pokrzywa, zmięta paproć. Stara Łomnica. Niczyje na miedzy. Niesie się zapach śliwek. Janek macha ręką kombajniście, a ten, uśmiecha się szeroko i wyciąga dłoń. Janek woła o borówki, jego ulubione jedzenie, choć nazywa je jagodami. Traci głowę dla malin, pomidorów, jabłek. Woła: „A ty, kuku”.

2.
7 września. Dzwoni pani Krystyna Miłobędzka. Pół godziny rozmowy, z której zostało: „Jakoś jestem”. Siąpi deszcz, mgły zawieszone na górach, żyję w kropkach i przecinkach. Chciałbym tylko dalej.

3.
Dłuższą chwilę przyglądam się jak z dębu lecą liście. Jedne upadają na pokrzywy, drugie na trawy, a jeszcze inne na asfalt. Którym jest lepiej?

4.
Przy zagrodzie gdzie pasą się krowy zbieram papierówki i chowam po kieszeniach. W rogu wanna z paprochami. Pomylone pędy chmielu na dębie. Rozłupałem kasztana, a malucha wyciągnąłem z ćwiartki łupiny. Po sąsiedzku chodzi krajzega. Tu ostały się jeszcze kwiaty. Na brzegu ślady racic, które zabierze woda. Pracuję w kamieniach. Dzikie jabłka porozjeżdżane na miedzy. A wcześniej utkane z rosy. A potem utkane z chmur.

Czytaj więcej: Notatki na marginesach (26)

„Gdy zaśnie sumienie” Jerzego Utkina

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 01, październik 2019

Leszek Żuliński

MOCNA POEZJA

Jerzy Utkin, jak czytam na plecach okładki tego tomiku, jest pisarzem „płodnym” – wydał ponad trzydzieści książek. Imał się różnych dykcji, w tym także prozy. Może on być klasycznym przykładem pisarza żyjącego na co dzień pisaniem. To trochę jak i ja, bo poza pisaniem nic innego nie robię.
Utkin po raz kolejny uświadomił mi, że wiersz rymowany jest stary jak świat, ale począwszy od XX-lecia przedwojennego zaczął powolutku dezerterować. Wiersz biały, nierymowany, zaczął wchodzić z impetem do literatury. Tacy na przykład poeci jak – dajmy na to – Tadeusz Różewicz i Tadeusz Nowak stali na dalekich biegunach od siebie. No i – rzecz jasna – nie tylko oni. Awangarda jednak ostatecznie zwyciężyła.

Oczywiście wciąż mamy poetów, którzy nadal trzymają się rymu i rytmu, ale jest ich mniejszość. Ja sam popełniłem kiedyś tomik pt. Rymowanki, ale była to dla mnie tylko „pyszna zabawa”. Większość moich tomików to wiersze nierymowane. No i niedawno jeszcze – gdy zostałem dziadkiem – napisałem tomiczek rymowanych wierszyków dla mojej wnusi Natalki. No taaak… Mam sentyment do wiersza rymowanego, sylabotonicznego.
I co widzę? Najnowszy tomik (pt. Gdy zaśnie sumienie) Jerzego Utkina tonie – jak zazwyczaj – w rymach. Akurat w tym przypadku to żadne zaskoczenie, bo Utkin pisze wyłącznie rymami.

Czytaj więcej: „Gdy zaśnie sumienie” Jerzego Utkina

Ogólnopolski Konkurs na Recenzję Poezji

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 30, wrzesień 2019

Organizatorami konkursu są Dom Literatury w Łodzi i Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi.
Konkurs jest adresowany do młodych autorów, którzy nie posiadają w dorobku książki krytycznoliterackiej lub literaturoznawczej.

Na konkurs można przesyłać teksty krytycznoliterackie poświęcone twórczości wybranych poetów piszących w języku polskim, którzy wydali co najmniej jedną książkę poetycką.

Organizatorzy nie określają formy gatunkowej ani zakresu pracy konkursowej, może to więc być zarówno eseistyczna próba ujęcia całokształtu twórczości wybranego poety, jak i recenzja danej książki czy książek (również z wierszami wybranymi).

Objętość pracy konkursowej powinna mieścić się w przedziale od 3 do 5 stron znormalizowanego wydruku komputerowego (5400–9000 znaków ze spacjami).
Można zgłaszać teksty, które nie były wcześniej publikowane ani nagradzane w innych konkursach.

Czytaj więcej: Ogólnopolski Konkurs na Recenzję Poezji

Samotny baran beczy

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 29, wrzesień 2019

Jerzy Żelazny

Ten baran w tytule wziął się z utworu Gałczyńskiego, z cyklu miniatur dramatycznych „Teatrzyk Zielona Gęś”. W jednej „Gęsi” poeta pisze:
Jesień,
Mgła płynie wśród zalesień,
Samotny baran beczy.
Jesień. De facto jesień.
Hej jesień…
            I te rzeczy.
Bardzo lubię ten fragment wiersza zaczerpnięty z groteski „Koncert w Częstochowie”. I przypomina mi się zawsze, gdy jesień za oknami roznosi kolory na liściach drzew i ziela. Gdy to piszę, według kalendarza jesień już trwa od wielu dni, ale przewaga zieleni na drzewach jest wyraźna, chociaż już mocno spłowiała. Ot, przypomina mi się wiersz Złota jesień Jana Kasprowicza, w którym poeta zauważył:
Brąz się skrada między trawy,
Słońce żółci liście jaworów…
To prawda - drzewa już gubią liście, zabarwiają się delikatnie, trochę nieśmiało żółcieniem, a czerwień czeka na październik, wtedy liście ozłoci. A ja siedzę w swoim ogródku, niezbyt wypielęgnowanym, chwastów w nim mnóstwo, miewam też sporo kwiatów, ale te już przekwitły, na ostatnich – bratkach wielkowiatowych - barwy dogorywają. Od osiedlowej drogi oddzielają mój ogródek gęste krzewy, mam tam niejaki azyl, mogę przez całe lato za nimi siedzieć i czytać, nikt się mi nie naprzykrza, nie podgląda.

Czytaj więcej: Samotny baran beczy

Twarzyczka pana Hrabala

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 28, wrzesień 2019

Anatol Ulman

Twarzyczka pana Hrabala jest mi pociechą w strapieniach.
Portrecik przylepiony skrawkiem taśmy, zapakowany w plastykowy woreczek, wisi pod kalendarzem ściennym nad moim biurkiem. Wyciąłem go z tygodnika "Angora", przeznaczonego na makulaturę. Pan Bohouš pracował kiedyś jako pakowacz w literaturze skazanej na śmierć przez zmielenie. Czasem ratował to oraz owo przed utopieniem w pulpie nicości.
Podobizna wielkości pocztówki przedstawia główkę. Pan pisarz ma czapkę z siwego materiału w jodełkę. Coś w rodzaju uszanki bez daszka. Pod brodą postawiony kołnierz ciemnej kurtki albo marynary. Marną fotografię spaskudzoną przez papier gazetowy objaśnia informacja: Bohumil Hrabal w latach 90. Jako że 3 lutego 1997 roku, kilka minut po czternastej, z okna pokoju na piątym piętrze praskiego szpitala na Bulovce, dobrowolnie runął w niebyt, zdjęcie trzeba traktować jako portret przedgrobny, niosący śmierć, trumienny.
Jeżeli we Wszechświecie istnieje platoński pierwowzór kosmicznego oceanu smutku, bezgranicznego, nieograniczonego, co nigdy sobie nie pozwoli wesoło pochlupotać na brzegu piaszczystej plaży, to można weń wejrzeć właśnie poprzez twarzyczkę pana Hrabala na tym okrutnym, smętnym, ponurym obrazku.

Czytaj więcej: Twarzyczka pana Hrabala