Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

„Protokół Kulturalny” nr 69 – 2019

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 09, czerwiec 2019

Pojawił się nowy numer poznańskiego kwartalnika „Protokół Kulturalny”. Warto przypomnieć: pismo wydawane jest przez Klub Literacki „Dąbrówka” – Piątkowskie Centrum Kultury PSM. W bieżącym numerze wykorzystano obrazy gnieźnieńskiego artysty Jacka Strzeleckiego, o którym kilka słów bliżej na ostatniej stronie. A periodyk otwiera wspomnieniowy materiał o blisko pięciu dekadach działalności Klubu Jerzego Grupińskiego „Koniecznie pisz…”
Co znajdziemy w głębi PK nr 69?

Pożegnanie zmarłego kilka tygodni temu Jerzego Szatkowskiego. O zasłużonym dla literatury twórcy piszą Sebastian Walczak w tekście „Wielce Zwirowany” oraz Artur Dudziński w materiale „Tołga”.

Artykuły / eseje: Bogna Wiczyńska „Powrót autora” (fragment pracy pt. „W poszukiwaniu autentyczności bycia. Podmiot w poetyckiej twórczości Andrzeja Babińskiego”); Stanisław Romaniuk „Sny na jawie – I”.

Czytaj więcej: „Protokół Kulturalny” nr 69 – 2019

„Sąsiad. Miniatury grochowskie” Krzysztofa Micha

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 08, czerwiec 2019

Leszek Żuliński

MIASTO W MIEŚCIE

Przytaczam z pleców okładki kilka zdań o Autorze: …dziennikarz zajmujący się m.in. tematyką lokalną i kryminalną, fotograf, malarz, poeta. Autor albumu „Moje miasto Praga”. Fotosy Pragi pochodzące z tego albumu wykorzystali twórcy wielokrotnie nagradzanego filmu fabularnego „Rezerwat”. Zdjęcia Pragi wystawiane były także m.in. w bazylijce praskiej…
Szczęśliwi ci, którzy mają swój matecznik. Do takich należy Krzysztof Mich, który swoją gawrę ma na Grochowie. Już kilka lat temu wsiąknął w nasze środowisko literackie, poza tym związał się między innymi z Salonem Literackim prowadzonym przez Dorotę Ryst.
Mam na półce m.in. album poetycko-fotograficzny pt. 44 odbicia Warszawy. To co w nim pokazali Paweł Łęczuk i Mich, to jest po prostu arcydziełko. Nowa formuła tej książki jest arcydziełem. A wszystko wzięło się z miłości do miasta. Choć nie tylko, bo także z wiedzy o mieście i zakorzenieniu w nim.

Tym razem Michowi nikt nie towarzyszy. Ten jego nowy tomik jest ściśle związany z Grochowem, bo trzeba wam wiedzieć, że my, warszawiacy, jesteśmy przywiązani do naszych dzielnic. Ja na przykład mieszkam w dzielnicy Ursus, ale gdzie mi tam do Micha. Mich jest patriotą swojego „podwórka”, a ja tylko warszawskim kosmopolitą. Może dlatego, że Krzysztof jest warszawiakiem (może trzeba by mówić: „prażaninem”), a ja przyjechałem tu z Opolszczyzny po maturze.

Czytaj więcej: „Sąsiad. Miniatury grochowskie” Krzysztofa Micha

„Autodafe 2” Karola Samsela

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 07, czerwiec 2019

Anna Łozowska-Patynowska

LITERATURA NA KRAWĘDZI

Niezwykle ciekawe motto z jednego z „Cogitiańskich” utworów Zbigniewa Herberta, otwierające zbiór tekstów Karola Samsela pt. „Autodafe 2”, wydaje się wykładnią fragmentu ludzkiej moralności. Przypomnijmy, że wcześniejszy zbiór fragmentów prozatorskich autorstwa Samsela („Autodafe”) zainicjował problem zawiłej konfesyjności w tekście literackim. Kolejny tom rozważań okazuje się etapem drążącym relację między instynktem ludzkim a potencjalnością istnienia tekstualnego, ważnego dla poety-autora-kodyfikatora swojego literackiego życia i związanych z nim emocjonalnych doświadczeń. Wcielona w tekst na samym początku refleksja Herberta, brzmiąca: „a przecież zebrałem tyle słów w jednej linii – dłuższej od linii mojej dłoni a zatem dłuższej od losu” okazuje się odzwierciedleniem spowiedzi podmiotu, dramatycznie rozdwojonego wobec stwarzanego tekstu. „Autodafe 2” wykazuje więc ogromną samozwrotność. Czytelnik ma za zadanie skoncentrować się na interpretacji tekstu, którego wykładnikiem trwałości zdaje się kreacja literacka postaci mówiącej w pierwszej osobie.

Wielowymiarowe metafory, stwarzające rzeczywistość alternatywną otwierają ciekawy tekst-syntezę doświadczeń czytelnika kultury, poznającego wytwory człowieka od starożytności po współczesność. „Ślimak prastarej liryki”, mieszczącej się gdzieś w samym wnętrzu przywoływanej rzeczywistości kulturowej drąży swoje szlaki pomiędzy perwersją a uniwersalizacją, globalnym przeniesieniem znamion europeizacji na „obce” tereny. Ta kolonizacja, rozumiana przez Samsela jako zapełnianie pustych miejsc, następuje poprzez nagromadzenie obrazów-śladów–tekstów kultury i cudowne ich rozmnożenie według ustalonego wcześniej algorytmu znanego tylko autorowi.

Czytaj więcej: „Autodafe 2” Karola Samsela

Notatki na marginesach (22)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 05, czerwiec 2019

Bartosz Suwiński

KOTLINA. MAJOWE 

1.
Dziadek śpi na przyzbie, kundel siedzi przy nodze. Ma na sobie szarobiały pulower i skapcaniałą czapkę z daszkiem. Na podwórzu mężczyzna, może syn, może zięć, tnie krajzegą kawały brzozy i szczapy wrzuca na wóz. Bocian czarny, z pociągniętym czerwonym lakierem dziobem, unosi się nad zakolem rzeki. Jeden byk stoi, drugi leży, trzeci kręci się wokół łańcucha. W pniu wierzby gęsto od pajęczyny. Kwiaty wiśni i czereśni latają po całym podwórzu. Trznadle wyglądają jak rozdymane powietrzem i wodą mniszki, wyciągane z chmury. Trzeci dzień mijamy ścierwo, z którego jeszcze trzyma się racica. Napierają na kielich azalie. Wysyłam H., zdjęcie kwiatów rajskiego jabłuszka. Odpisuję, że wczoraj zmarł jej tato. Dwie godziny szedł dzisiaj z nami kogoś pies. Stał jeszcze trochę przy bramie, po tym jak zamknęliśmy drzwi. Popatruje to na Janka, to na mnie, mówi: „chcecie być moi”?

2.
Janek zrobił swoje pierwsze kroki, próbuje chodzić. Mówi: „O nie”, „Mniam, mniam”. „Guguła”. Mijają dwa tygodnie i chodzi sam, bierze szerokie zakręty, forsuje klamki, włazi na schody. Nad rzeką rolnik leje gnojówkę w szuwary. Na nasz widok odpala ciągnik i pospiesznie rusza, lejąc za sobą gęste i rzadkie. Kos wysiaduję dwa jaja. Lazurowe z nakrapianymi ciapkami brązu. Jak maj – to bzy. Wyliczyć księżyce u Poświatowskiej. Patrzeć jak chwasty wystają z każdego pęknięcia, rowku, fugi.

Czytaj więcej: Notatki na marginesach (22)

Matka w aureoli słońca

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 04, czerwiec 2019

Jerzy Żelazny

Moja matka nie lubiła podróży. Wyjazd do krewnych w odległym o kilkadziesiąt kilometrów mieście był nie lada wyczynem. Budził niepokój, stres - mówiąc dzisiejszym językiem. Nie czuła się dobrze w obcym domu nawet przez jeden dzień. Najlepiej siedzieć na własnych śmieciach - lubiła powtarzać znane porzekadło. Nie była więc entuzjastką moich wyjazdów, nawet tych szkolnych wycieczek. Gdy się wybierałem do miejsc godnych zwiedzenia, mówiła: zdążysz jeszcze w życiu wiele zobaczyć! I odwodziła mnie od wyjazdu do Borów Tucholskich, by obejrzeć słynne cisy albo rogalińskie dęby, albo rynek w Kazimierzu Dolnym. Nie miała racji - podróże młodości i te późniejsze to odmienne wrażeni, mają inny smak.

Moja matka dwukrotnie w życiu zmieniała miejsce zamieszkania - pierwszy raz, gdy z domu rodzinnego przeniosła się do własnego, zbudowanego przez mego ojca, ale w tej samej miejscowości, więc przenosiny były raczej symboliczne; drugi raz, gdy rodzice przenieśli się do nowo zbudowanego domu w mieście, gdyż zamieszkiwanie w starym domu wiejskim dla niemłodych już ludzi było trudne, uciążliwe, samotne. Przenieśli się więc śladem swych dzieci do miasta. Były to zresztą czasy wielkiego exodusu ludzi ze wsi do miast.

Czytaj więcej: Matka w aureoli słońca