Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

Victoria, victory

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 23, wrzesień 2018

Małgorzata Skałbania

Wejście N nine, kontrola bezpieczeństwa. Przeszukują tylko dzieci, płaczące w czasie obmacywania. Buy and fly. Różowe chmury, niebo, skrzydła. Podczas lotu ceny niższe niż na ziemi, dla maluchów dmuchany samolot. Londyn, Victoria Coach Station. Odkrywam drogę do publicznej toalety, prowadzi po stromych schodach w dół, nie dam rady z bagażem, usługa płatna kilka pensów. Rezygnuję. Czekam siedząc na ławce obok starej Hinduski na autokar do Fareham. Bolą mnie nogi, skarży się pani ubrana w sari. Przeszłam kawal drogi z jednej Victorii do drugiej. Mówi, a ja ja rozumiem. Informacje z głośnika również. Mija nas para starszych artystów: Salwador Dali, Gala w czerwonym kapelusiku, sukience w różowe kwiaty, w ręku trzyma torebkę z wyhaftowanymi kolorowymi cekinami papugami (identyczną mamy w Polsce od kogoś, kto lubi grzebać w śmieciach).
Pierwszy raz tutaj? Tak. Poznałam wasz język z książek i piosenek. Teraz słyszę najczęściej wypowiadane przez was słowa: peacefull, o'clock, can, can't, wheelchair, zimmer frame, the loo, wet, rainy, plastic problem, do not abandon me, follow me.

Czytaj więcej: Victoria, victory

„Tata jest od tego” Marka Stachowiaka

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 22, wrzesień 2018

Leszek Żuliński

PARSZYWE, TRUDNE ŻYCIE

Uwaga, debiut! Cytuję notkę o autorze: Marek Stachowiak (ur. 1963) laureat wielu konkursów poetyckich, m.in. nagrody głównej na VI Ogólnopolskim Festiwalu Poetyckim im. Wandy Karczewskiej w Kaliszu 2016. „Tata jest od tego” to debiut książkowy autora…
Marek mieszka nieopodal Gorzowa, widywałem go na co najmniej kilku imprezach poetyckich, a teraz dziwię się, że tak długo „majstrował” ten tomik. Ale i dobrze. Późne debiuty zaawansowanych poetów bywają zazwyczaj udane.
No i z czymś takim mamy akurat do czynienia. Tomik podzielony jest na pięć rozdzialików: Zajścia fizjologiczno-refleksyjne, Za(e)jścia śmiertelnie poważne, Zajścia z narodem, Zajścia metafizyczne, Zajścia wiążące. W sumie wierszy nie za wiele, bo tylko 28. Wystarczy!, bo to są wiersze „gęste”, często „rozbudowane”, ale mające wiele do powiedzenia.

Czytaj więcej: „Tata jest od tego” Marka Stachowiaka

„Podobny do fali. Modlitwy i wiersze pokrewne” Zbigniewa Jankowskiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 20, wrzesień 2018

Jolanta Szwarc

OSTATNIE PYTANIE. I CO DALEJ?

Nie wszystko się w życiu pamięta. Czas strzępi, selekcjonuje przeżycia. Zniekształca, ubarwiając fragmenty. Bywa, że coś pomija, przechodząc do zdarzeń następnych, ale niektóre, choćby tylko krótkie zdania zapadają w człowieku na całe życie. Kiedyś rozmawiałam z przyjacielem, nawiasem mówiąc księdzem, który chcąc usprawiedliwić moją chybotliwość w stosunku do wiary powiedział, że nie jestem w tym osamotniona, a że pracował w opiece paliatywnej, często był z ludźmi przechodzącymi na drugą stronę. Widział w ich oczach niepewność i lęk przed wyruszeniem w nieznane, bo przecież „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało”, a my – między innymi Zbigniew Jankowski – chcemy poznać Boga, jakbyśmy nie wiedzieli, że Bóg poznany przestaje być Bogiem.
Jednak Jego ingerencja w sprawy ludzi zajmujących się tematyką duchowości jest ewidentna. Przecież nijak nie da się wytłumaczyć zjawiska, które zaszło w życiu Zbigniewa Jankowskiego. Młody poeta żeni się z dziewczyną, Teresą Ferenc, którą wkrótce zaraża pisaniem wierszy. Z tego związku rodzą się dwie dziewczynki – Aneta i Milena, późniejsze Anna Janko i Milena Wieczorek – też kobiety pióra. Do tego trafia się zięć Maciej Cisło osadzony w liryce jak poprzednicy. Jak to się stało? Czyżby połączyły ich dwa wyrazy: logos i miłość? Zaledwie dwa, ale ile znaczenia w sobie niosą.

Czytaj więcej: „Podobny do fali. Modlitwy i wiersze pokrewne” Zbigniewa Jankowskiego

Mój biały kruk

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 18, wrzesień 2018

Jerzy Żelazny

Może to przesada, ale tak my się kojarzy ta pozycja z mojej domowej biblioteczki, jako dziwna książka, niemalże jak „biały kruk”. Nie ma w niej niczego niezwykłego, ale fakt, że ją posiadam, uznaję za niezwyczajny. Mowa o książce Aleksandra Brücknera Walka o język. Felieton ten mogę uznać jako moje skromne uczczenie stulecia odzyskania przez nasz kraj niepodległości. Książka Brücknera ukazała się wprawdzie w roku 1917, a więc o rok wyprzedziła formalny akt uzyskania niepodległości, ale została napisana, a zwłaszcza wydana, kiedy wiele zdarzeń w kraju, w Europie i na świecie wskazywało, że Polska wybije się na niepodległość.
Tym więc pilniejsza stała się potrzeba podjęcia starań o poprawność polszczyzny. Ten cel został wprost wyrażony w przedmowie, a o problematyce książki można się rozeznać na podstawie tytułów rozdziałów. Oto one: Walka z cudzoziemszczyzną (oczywiście w języku polskim), Wady naszej pisowni, Wyrazy obce i ich znaczenie.

Czytaj więcej: Mój biały kruk

„Cztery strony świata” Michała Czoryckiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 17, wrzesień 2018

Leszek Żuliński

CZTERY STRONY TAJEMNICY

Michał Czorycki to koś, czyj biogram warto w całości przytoczyć z pleców okładki: …ur. 1978 we Wrocławiu, historyk sztuki, italianista, komparatysta, doktor nauk humanistycznych. Studiował na Uniwersytecie Wrocławskim oraz University Collage w Irlandii. Pracę naukową kontynuował na Uniwersytecie w Zurychu. Wiersze i szkice krytyczne publikował, między innymi, w „Przeglądzie Humanistycznym”, „Italian Studies” i „Comparative Critical Studies”, „Odrze”, „Akcencie", „Toposie” oraz „Kwartalniku Artystycznym”. Mieszka w Londynie.
No cóż? Polacy znowu ruszyli w świat, ale tacy jak Czorycki, swoje pisanie „lokują” w Polsce. Tym razem mamy do czynienia z debiutem poetyckim, który – jak sądzę – będzie się spektakularnie rozwijał, bowiem Czorycki to „kawał talentu”.

Ten tomik warty jest lektury. Te tutaj wiersze „pisały się” od roku 2004 do 2017.

Czytaj więcej: „Cztery strony świata” Michała Czoryckiego