Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

Notatki na marginesach (29)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 04, styczeń 2020

Bartosz Suwiński

KOTLINA. SCHYŁEK

1.
Bartku, jestem w ciąży.
– K… mać…
Podbiega Janek: „Tata, kuwa mać, będzie dym, metal rządzi”.

2.
Pierwsze zdanie Janka, które mówi w kółko, sunąc autkiem po oparciu łóżka: „Fiacik jedzie do ubikacji zrobić siusiu”. Następnego dnia, z zabawką w ręku, goni do okna o które oparł się pies i woła: „Mefi, raka bierz, do buziaka zjedz”. „Mama w kapturze idzie do bumy”. „Nie wolno szczypać”. „Nie ma bata na pirata”. „O, Henio Małczyński”. „Wiatr wieje”. „Upadł okruszek”. „Mama przyjdzie pani mówiła”.

3.
Krok w przód, krok w tył. Lekko jak we śnie, ciężko jak w życiu. Niebo nie jest oparciem. Czas jest czuwaniem. Tylko chmur brak. Drzewa to strażnicy, kiedy nie jesteś u siebie. Pisze Ł.: „Łapię oddech przy topieniu. I ten moment łyku powietrza, jest jego poezją”.

4.
Cień na mokrej ścianie moknie, w grudniu. Puste muszle ślimaków. Klomb. Nie mam nic do dodania. Kiedyś by mnie to zmartwiło, teraz nie.

Czytaj więcej: Notatki na marginesach (29)

„Żarliwy niepokój. Wiersze wybrane” Stanisława Nyczaja

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 03, styczeń 2020

Leszek Żuliński

PODSUMOWANIE DZIEŁA

Dla autorów, którzy mają już spory dorobek, nadchodzi w końcu czas podsumowania. I tak właśnie zrobił Stanisław Nyczaj, autor już niemłody, bo z rocznika 1943. Jego rodzina repatriowała się ze Wschodu. Najpierw Nyczaj „rozgrzewał” swój talent w Opolu, ale w roku 1972 przeniósł się do Kielc i do dzisiaj tam jest, umacniając z roku na rok swój dorobek i autorytet. Dokumentacja jego książek jest imponująca. To jeden z tych, którzy wyłącznie żyją literaturą. Dlatego można go uznać za lidera kieleckiego środowiska.

No i w końcu Staszek pokusił się na wydanie wierszy wybranych. Zbiór nosi tytuł Żarliwy niepokój. Co ciekawe, nie jest to tom opasły; należy się domyślać, że Autor wybrał to, co uznał za najważniejsze. Osobliwość tkwi jednak w tym, że ten tom zawiera także wersję anglojęzyczną. Tytuł brzmi: Impassioned anxiety. Selelected Poems. Jednym słowem poeta uznał, że pora wypłynąć na szersze wody. I co do tego mam obawy, czy to było potrzebne. W końcu Nyczaj chyba nie jest w Europie poetą znanym; ta angielska wersja raczej Nyczajowi dywanów międzynarodowych nie rozwinie. Obym się mylił! Tak czy owak uważam, że zamiast wierszy w wersji anglojęzycznej lepiej było dać w tym tomie więcej wierszy polskojęzycznych. Jest ich tu około 40, a mogłoby być około 80, a więc sporo więcej, co ważne dla polskiego czytelnika.
Tak czy owak Staszek pokazał nam to co uznał – jak przypuszczam – za najważniejsze.

Czytaj więcej: „Żarliwy niepokój. Wiersze wybrane” Stanisława Nyczaja

Rozmowy-z-Rozzy

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 02, styczeń 2020

Magdalena Tarasiuk

OJCIEC

Ojciec, tata, stary, ale nie taki zwykły stary, tylko ten zaczerpnięty z rysunku Lengrena, co to go obydwoje uwielbialiśmy. "Słuchaj, stary, a może by tobie kupić skarpetki?", jeśli znacie ten tekst, to wiecie, w czym rzecz. Jeśli nie, trudno.
- Znam, opowiadaj, Rozzy.
- Mój ojciec był dla mnie k i m ś – kumplem, doradcą, oazą spokoju. Nigdy nie podniósł głosu, nie okazał zniecierpliwienia czy irytacji, nie zakazywał i nie denerwował się, chociaż powodów ku temu dostarczałam sporo. Codziennie, jeśli nie miał zebrań ni wykładów na Politechnice, poświęcał mi całe popołudnia, siedząc potem po nocach w swoich cyferkach. Sadowiłam się po drugiej stronie wielkiego biurka i nigdy, nawet przez chwilę, nie miałam czasu na nudę. Graliśmy w pokera na zapałki, uzbrojeni w stosowne do sytuacji miny, okraszone blaskiem hazardu w oczach. Było jeszcze „66”, gry, której kompletnie nie pamiętam, ale musiała nie być głupia, bo w takowe nie grywaliśmy. A kiedy hazard się znudził, to z kart powstawały rozmaite budowle, często niszczone przez przechodzącego kota. Karty były kropelką w morzu ogromnej ilości gier planszowych i rysowanych rebusów. W tych pierwszych główną rolę grał „Chińczyk". Wściekałam się okropnie, kiedy strącał mi pionka, który już jedną nogą był na mecie. Taryfy ulgowej niestety nie było, nigdy żadnych forów nie dostawałam. To były popołudnia dnia powszedniego, ale i pracujących sobót. Niedziela, jak w piosence, była dla nas.
Na pytanie, dokąd idziemy, odpowiadał niezmiennie – w nieznane.

Czytaj więcej: Rozmowy-z-Rozzy

Rozstrzygnięcie świątecznego konkursu „Latarni Morskiej” i „eleWatora”

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 01, styczeń 2020

Dzień przed wigilią Bożego Narodzenia 2019 r. ogłosiliśmy – wspólnie z kwartalnikiem literacko-kulturalnym „eleWator” - błyskawiczny konkurs świąteczny. Termin nadsyłania rozwiązań minął o północy ostatniego dnia właśnie minionego roku. Należało prawidłowo podać nazwiska poetów cytowanych wierszy. Za biorące udział w rozdziale nagród uznawane były osoby podające minimum 4 trafne wskazania (na 7 możliwych). Największą trudność sprawiło uczestnikom konkursu ustalenie autora utworu „Blask planetarny”.

Rozlosowaliśmy, zgodnie z regulaminem konkursu, trzy nagrody. A każda z nich to pakiet zawierający po egzemplarzu jednego z archiwalnych numerów „Latarni Morskiej” i „eleWtora”, do tego tom poetycki opublikowany w „koLekcji eleWatora” Anny Frajlich Aby wiatr namalować. Tylko ziemia (lub) Piotra Michałowskiego Z narożnika mapy (lub) Jacka Bielawy „Święty Antoni” i inne opowiadania oraz opublikowane w ramach biblioteki „Latarni Morskiej”: Anatola Ulmana Oścień w mózgu. Felietony wybrane (lub) Wojciecha Czaplewskiego Pochwała niezrozumiałości. Eseje filozoficzno-literackie (lub) Anny Łozowskiej-Patynowskiej Opowieść o człowieku (poezja najnowsza w krótkich interpretacjach).

Nagrody w tej edycji konkursu otrzymują:

Czytaj więcej: Rozstrzygnięcie świątecznego konkursu „Latarni Morskiej” i „eleWatora”

Poczta lyteracka (grudzień) 2019

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 30, grudzień 2019

Jan Chrzan

Katarzyna K. Po kolejnych lekturach mojego eseju dochodzę do wniosku, że publikacja na stronie "Latarni Morskiej", która ma dużą oglądalność, może wywołać burzę w szklance wody. Ludzie nie dorośli do prawdy - ani by ją mówić, ani by jej słuchać. Muszę poszukać czegoś mniejszego, trudniejszego do powielenia, czyli niszowego druku papierowego. Przepraszam, jeśli rozczarowałam wycofaniem tekstu. Może uda mi się jeszcze kiedyś napisać coś mniej kąśliwego. Choć  rzeczywistość polsko-polska nastraja raczej, jeśli już do żartów, to zdecydowanie czarnego humoru.

Szanowna Pani Katarzyno, dziękuję za kilka ostatnich listów. Wahanie sprawą normalną. Jasne, że można tekst wycofać. Choć już przymierzaliśmy się do publikacji nadesłanego eseju. Poprawność jest nudna. A przeciw kąśliwościom nic nie mamy – byle sensownie lokowane były, z odpowiednią motywacją. No i bardzo ważne, by nie powielać stereotypów. A rzeczywistość polsko-polska? Hmm. Nasuwa się parafraza słynnych słów Joachima Benedykta Chmielowskiego z „Nowych Aten”: „Koń jaki jest, każdy widzi”...

Czytaj więcej: Poczta lyteracka (grudzień) 2019