Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

„Impresje” Agnieszki Wiktorowskiej-Chmielewskiej

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 17 marzec 2020

Leszek Żuliński

WIERSZE WIĘCEJ NIŻ TURYSTYCZNE

 Wiersze Agnieszki Wiktorowskiej-Chmielewskiej recenzuję już po raz czwarty. Okazało się, że w serii „Włóczęgi” publikowana jest poezja współczesnych poetów z różnych stron świata lub piszących o różnych stronach świata.
 Notka o Autorce między innymi głosi, że poetka jest polonistką, że pierwszy tomik wydała w roku 2014, a poza tym pisała scenariusze i sztuki teatralne. To w wielkim skrócie, ale przecież jej dorobek już jest warty zaciekawienia.
 W tej nowej, kolejnej książce Autorka na jej końcu notuje: „impresje” nie powstałyby, / gdyby życie nie potoczyło się w określoną stronę. / gdyby na mojej drodze nie stanęli konkretni ludzie, / a inni z niej zniknęli, / gdyby nie podróż w głąb siebie i do Paryża, / gdyby nie wsparcie i życzliwość rzeszy osób, / szczególnie kobiet, / gdyby nie stypendium z Funduszu Twórczego ZAiKS-u, gdyby nie stypendium pobytowe w siedzibie Fundacji / czAR(T) Krzywogońca. // Wszystkim Wam dziękuję.

 No cóż… Różne drogi czynią z nas poetów. Różnie potem z tym bywa, ale po tej lekturze odniosłem przekonanie, że Pani Agnieszka weszła po raz kolejny na właściwą dla siebie ścieżkę. A więc mamy poetkę – moim zdaniem – cenną.

Czytaj więcej: „Impresje” Agnieszki Wiktorowskiej-Chmielewskiej

Katarzyna Kuroczka - WIERSZE

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 16 marzec 2020

 

O LEKARZU W PRZYKUSYM SWETERKU

z lat studiów pozostał młodzieńczy chód
i pewna lekkość z jaką podnosi głowę,
rozglądając się po korytarzu.

nie tak dawno biegał po nim
z grubym notesem wypełnionym łaciną,
wtajemniczającą go nieomylnie w krąg.

poza nim reszta jak ja czekająca pod ścianą
na chwilę uwagi, której mimowolnie zaufa,
bo ma białe włosy i sterty epikryz w archiwum.

Czytaj więcej: Katarzyna Kuroczka - WIERSZE

„Topos” nr 1/2020

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 15 marzec 2020

Pierwszy tegoroczny numer sopockiego dwumiesięcznika literackiego „Topos” – zawierający bibliografię osobową i rzeczową pisma za rok 2019 – liczy 216 stron. Wiodącym tematem numeru są Czesi. Do pisma przyłączono dwie publikacje: tomik wierszy Macieja Bieszczada Niteczka oraz niewielki zbiór dramatów Jarosława Jakubowskigo Czerwony autobus.
A co znajdziemy wewnątrz bieżącego wydania? Między innymi:

 ‘Poezja’: Michał Czorycki, Mateusz Moczulski, Mirosław Dzień, Wiesław Trzeciakowski, Jerzy Grupiński, Bartłomiej Józef Kucharski OCD, Ryszard Kołodziej.

‘Eseje / aneksy krytyczne / przyczynki’: ks. Jan Sochoń „Metafizyczność poezji”;
Jadwiga Clea Moreno-Szypowska „>W zamkniętym ogrodzie< R.M. Rilkego”;
Karol Alichnowicz „Krew, nie atrament”;
Bogusław Żyłko „O kondycji humanisty (współczesnego)”;
Bartłomiej Siwiec „Talida postanowiła umrzeć”;
Piotr Wiktor Lorkowski „Intermedium krytyka”;
Karol Toeplitz „Egzystencjalistyczna bajka o śniegu”;
Wojciech Kass „W duchu pisarza i jego litery”.

Czytaj więcej: „Topos” nr 1/2020

O zwilczeniu i zestryczeniu, czyli miłość w czasach zarazy

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 14 marzec 2020

Maria Migda

Zbieramy żniwo co najmniej trzech dekad powolnego dryfowania w stronę konsumpcjonizmu, elitaryzmu, wygodnictwa i egoizmu. Rozpanoszyła się zasada „mnie się należy”, „mam prawo”, „znam swoje uprawnienia”, przy czym najważniejsza w tej regule jest pierwsza osoba liczby pojedynczej. Żadnej innej obecne społeczeństwo już nie uznaje. Nie istnieją zatem: ty, on, ona, ono, my, wy, oni, one. Chyba, że rozmawiamy o opozycjach i różnicach politycznych, światopoglądowych, religijnych, kulturowych i wszelkich innych. Wtedy w ruch idą wszystkie zaimki oprócz ja, mnie, mi. „Ty taki-owaki”, „ty buraku”, „ty nie masz racji”, „on jest ślepy”, „ona jest głupia”, „ono jest ograniczone”, „nie mów o mnie ‘my’, bo się nie utożsamiam z tobą i twoimi poglądami, ja to ja”, „wy nie macie prawa tu przebywać”, „oni są niebezpieczni”, „one mi zagrażają”. Ale gdy rozmawiamy o prawach, to wtedy istnieją tylko jedne: moje własne.

Sąsiad? A co on mnie obchodzi! Byle mnie było dobrze. Osoba w kolejce? Opluć ją, zepchnąć na sam koniec – „panie, pan tu nie stał” – bo jeszcze dla mnie zabraknie. Kolega/koleżanka w pracy? Podłożyć mu/jej świnię, byle wyszedł/wyszła na wariata/wariatkę, a moje interesy były przy okazji zabezpieczone, choćby na tę jedną, krótką chwilę! Potem się pomyśli, co dalej zrobić z zawadzającym mi człowiekiem, który umie i wie więcej niż ja (sic!), ale przecież nie ma prawa odbierać mi mojego słusznego miejsca na szczycie tej kociej górki. Zrobię więc wszystko, aby się pozbyć konkurenta.

Zbieramy żniwo, bo nie słuchaliśmy naszych poetów i za nic mieliśmy proroków. Co tam wołanie Stachury, by nie dać się zwilczyć i nie dać się zestryczyć!

Czytaj więcej: O zwilczeniu i zestryczeniu, czyli miłość w czasach zarazy

Jadąc starym mercedesem*

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 13 marzec 2020

Jerzy Żelazny

Jerskiego rozbawiło to, co zmyślał, leżąc pod cienką kołdrą. I chociaż już nastała noc, lekko się ochłodziło, to jednak nadał rozgrzane za dnia powietrze napływało przez otwarte okno. Podciągnął pościel, odkrył nogi, uwielbiał spać albo tylko leżeć z odkrytymi stopami. Kiedyś ciotka, u której miał swój pokój, wpadła doń znienacka i zastawszy go śpiącego z odkrytymi nogami, orzekła, będziesz artystą, pewnie pisarzem – to się zdarzyło w czasie, gdy ze składu makulatury znosił znajdowane tam dzieła światowej literatury. - Oni, artyści wszelkiej maści, a zwłaszcza pisarze i poeci – twierdziła ciotka - lubią spać z odkrytymi bosymi nogami. - Fryz to zapamiętał i powtarzał w duchu, może rzeczywiście zostanę pisarzem? I wieczorami  gryzmolił dla wprawy śmieszne historyjki.
A teraz, leżąc z odkrytymi stopami, myślał tak: skoro łatwo wymyślić istnienie i czyny dyktatora, instytucje powołane, by ułatwić rządzenie komuś, dla którego władza jest dobrem najwyższym, wierzy, że posłannictwem, bez niej z trudem daje sobie radę z istnieniem, panowanie nad ludźmi jest jak zaspokajanie popędu albo głodu. I w gruncie rzeczy  działania to mocno śmieszne a  przez to groźne. Ludzie bowiem śmieszni i słabi, zagrożeni utratą wpływów, stają się brutalni, okrutni, bezlitośni. Jeśli więc tak łatwo wymyślić zbrodniczy system, to może równie łatwo go urzeczywistnić, stworzyć realnie? Od tej myśli Jerskiemu zrobiło się zimno, ale tylko przez chwilę, pocieszył się, przecież to są moje obawy, moje konfabuluje.

Czytaj więcej: Jadąc starym mercedesem*