Z DNIA NA DZIEŃ, Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ

Triennale Polskiego Rysunku Współczesnego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 04 maj 2020

Organizatorem konkursu jest Muzeum Kresów w Lubaczowie.
W konkursie mogą wziąć udział absolwenci wyższych szkół artystycznych.

Konkurs Triennale Polskiego Rysunku Współczesnego organizowany jest cyklicznie przez lubaczowskie muzeum od 1993 roku. Organizacja konkursu umożliwiła śledzenie zjawisk zachodzących w polskiej sztuce współczesnej na przestrzeni ponad dwóch dekad, jednocześnie stając się bazą do tworzenia kolekcji polskiego rysunku współczesnego, która wzbogacona jest o prace nagrodzone i wyróżnione w kolejnych edycjach konkursu.

Każdy uczestnik może zgłosić do konkursu trzy prace wykonane na papierze w dowolnej technice rysunkowej, powstałe w latach 2017-2020. Maksymalny format prac nie może przekraczać 100 x 70 cm. Rysunki muszą być sygnowane.

Czytaj więcej: Triennale Polskiego Rysunku Współczesnego

„Łokieć jelenia” Żanety Gorzkiej

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 03 maj 2020

Leszek Żuliński

WIERSZE DALECE NIEPOSPOLITE

 Dziwna to sprawa… O Żanecie Gorzkiej nigdy nic nie słyszałem i chociaż istnieje ona w Internecie, to niczego istotnego się nie dowiedziałem. Tomik ten został „zrobiony” przez Autorkę w zupełnie nowej konwencji. A jeśli tak to i dobrze, bo książka ma profesjonalny standard. I oczywiście ISBN.
 Mniejsza o to! Ważniejsze są wiersze, które tu przeczytałem. No i co? – zapytacie? Ano odpowiadam: to dla mnie była niespodzianka. I zupełnie inna niż w pospolitej nawałnicy wierszy lepszych lub gorszych. W każdym razie do tej pory takiego „standardu poetyckiego” nie widziałem, co sami za chwilę zobaczycie.
 Zapnijcie pasy bezpieczeństwa! Dykcja tych wierszy czasami będzie was zdumiewać.

 Weźmy na to taki wiersz pt. Bajka na dobranoc (ostateczna wersja rodzicielska). Oto on: Stul japę / dziecino / i zmruż oczęta. I to już koniec tej bajki. Albo inny wiersz (bez tytułu) Pytania i odpowiedzi: Dlaczego nie łaszą się do mnie dzikie zwierzęta / wilgotnych lasów tropikalnych porośniętych lianami? // Ponieważ mieszkam w kamienicy // Dlaczego nabrzmiałe mlekiem piersi młodych matek / nie napływają ku mnie by mnie nasycić? // Ponieważ nie jestem gaworząca dzidzią / której można by urwać główkę z miłości.

Czytaj więcej: „Łokieć jelenia” Żanety Gorzkiej

Notatki na marginesach (33)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 02 maj 2020

Bartosz Suwiński

KOTLINA. OPUSTKI

1.
Wszystko wróciło do swoich rozmiarów. Znowu będzie czasem, który płynie. Rzeki będą poza kształtem, wysychać w linie i znaki. Co znaczy ziemia przyłożona do ucha? Uchodzi tylko w jednym kierunku, znowu może przyjmować kroki, zapodziać kości. Czy życie kiedykolwiek godzi nas ze swoją utratą?

2.
Pierwszy dzień kwietnia. Kot wygrzewa się na marmurze, w samo południe. Janek głaszcze Filemona, bo takie nadałem mu imię. Kot leży na grzbiecie, na grobie jego pradziadków, Władysława i Kazimiery, z domu Serafin, która przyjechała tu ze Stanisławowa. Wysuwa łapki. Palimy lampki na cmentarzu w Gorzanowie, kiedy rozlega się dzwon, a po czterdziestu sekundach, dołącza drugi. Nic się nie wydarza, choć dzieje się wiele. Kto usłyszał odpowiedź, czeka na pytanie.

3.
Piły rżną drewno w lesie
Co też echo nam przyniesie?

Na miedzy śpi polna myszka
Bo od świtu szukała braciszka.

Hej, łąko, co dziś piszczy w trawie?
Nakryłaś zielenią kosa przy zabawie?

Czy wiatr już zawiał palenisko,
Bo lata i krztusi się całkiem nisko?

A tu proszę, ślady racic w lichym strumyczku,
Pozwól mi, pozwól, stanąć na tobie polny kamyczku!

Czytaj więcej: Notatki na marginesach (33)

Dziki na autostradzie*

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 01 maj 2020

Jerzy Żelazny

Wciąż jechali autostradą na uroczystość wręczenia nagród literackich. Księżyc kolebał się  na nieboskłonie - to się uśmiechał bladą twarzą, to nikł, zostawiając roje gwiazd. Pisarz  był senny, a kierowca przejawiał ochotę do rozmowy. Może bał się, że zaśnie za kierownicą, wszak trwała noc, ciągle noc, noc bez końca. Ziewnął nieznacznie, chyba chciał ukryć ten odruch, ale nie udało mu się go powstrzymać. By odegnać senność, powrócił do rozważań problemu, który ku zniecierpliwieniu Jerskiego pasjonował kierowcę:
 – Przywrócenie kary śmierci wymusi zracjonalizowanie sposobu uśmiercania skazańców. Moim zdaniem nie da się stosować dawnych metod, ale czy uda się wymyślić nowe? Wieszanie jest mało estetyczne, uciążliwe i niewydajne,  chyba już nie wróci - dawne zapadnie ze stryczkami, te które przetrwały, zresztą niekompletne, bo stryczki pocięto na kawałki, funkcjonariusze dawnego wymiaru sprawiedliwości wzięli na pamiątkę, a mechanizmy zapadni zardzewiały, są nie do użytku. Sądzę, że nie zbudują szafotów i zatrudnią katów z toporami… Nie ustawią też gilotyny... Ten sposób dekapitacji jest również mało wydajny, a u nas nie ma zbyt bogatej tradycji. Krzesło elektryczne żadnej, zastrzyk z trucizną też nie był praktykowany, chyba że podstępnie… O, w komorach gazowych łatwo stosować zbiorowe egzekucje. No tak, trzeba najpierw je zbudować, to spory kłopot - potrzebny teren a budowa generuje koszty. Rozstrzeliwanie przy pomocy broni maszynowej, tej mamy w bród, najłatwiejszy sposób i być może najtańszy – wystarczy ustawić rząd delikwentów, a naprzeciwko karabin maszynowy, jeden strzelec, ewentualnie dwóch, gdyby jeden zasłabł, tanio i szybko… Takie egzekucje trzeba będzie organizować gdzieś w polu, na nieużytkach, na poligonach, na nieczynnych strzelnicach, by krew wsiąkała w grunt… Największy kłopot, to usuwanie zwłok, ale jeśli będą uczestniczyć rodziny delikwentów, zabiorą rozstrzelanych i po kłopocie. Ludzie nie chcą, nie lubią się rozstawać się ze swymi nieboszczykami. Posiadanie grobów swych bliskich ubogaca…

Czytaj więcej: Dziki na autostradzie*

Eugeniusz Toman - Wiersze

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 30 kwiecień 2020

 

ŻYCIORYS                              

Urodziłem się na niczyim polu.
Matka wypędzała z lepianki szczury,
gdy ojca wciąż trzymali w wojsku
z powodu koreańskiej wojny.
Na obiad zalewajka, kartofle, lebioda.
Skórę ocieniał kwiat egzemy.
Koklusz dyszał w oparach nafty. 
Mróz kładł bandaże na okna 
z widokiem na powojenne gruzy.

Wsie powiędły, lata przeleciały. Znów                                            
widzę kołyszące się anioły nad tablicą,
gdy belfer mówi o rewolucjach.
Śnię niezaznany dom.

O tak, pamiętam smak pierwszomajowej
oranżady, zapach wędzonej kiełbasy                  
i skargę brzózek na przyczepie traktora.
Orkiestra dęta głuszy klekot bocianów
dobiegający z oddali.
I to tyle, co było mi dane.
Tyle, co pozostało.

Czytaj więcej: Eugeniusz Toman - Wiersze