Ogromna noc, wiersze młodzieńcze, Wiosenny wiatr, Pójść naprzód, Bogowie kroczą, Jak długo chwytasz, co rzuciłeś...

Kategoria: poezja Opublikowano: środa, 01, luty 2012 Drukuj E-mail


Pamięci Leona Zdanowicza


Rainer M. Rilke

OGROMNA NOC

Długo cię podziwiałem, stałem u okna zyskanego wczoraj,
stałem i podziwiałem ciebie. Jeszcze mi było to nowe
miasto jakby wzbronione, a nieprzekonany krajobraz
mroczył się w dal, jakby mnie nie było. Nie zadawały sobie
najbliższe rzeczy trudu, bym je rozumiał. Koło latarni
uliczka przeciskała się w górę: widziałem, była obca.
Naprzeciw – pokój, współodczuty, rozjaśniony lampą –
i już uczestniczyłem; oni to zwęszyli, zamykali sklepy.
Stałem. I potem zapłakało dziecko. Wiedziałem o matkach
w domach dokoła, co mogą zrobić – i wiedziałem
zarazem o nieukojonych przyczynach każdego płaczu.
A może to śpiewał jakiś głos i wychylał się trochę dalej
ze swojego oczekiwania, albo kaszlał gdzieś na dole
jakiś starzec z wyrzutem, czy jego ciało ma prawo istnieć
przeciw łagodniejszemu światu. Potem wybiła godzina –
ale zacząłem liczyć za późno, minęła mnie i opadła. –
Jak chłopiec, obcy, kiedy się go wreszcie dopuści,
ale nie umie złapać piłki i nie zna żadnej z gier,
w które inni tak beztrosko ze sobą się bawią,
stanie i patrzy gdzieś – dokąd –?: stanąłem, i nagle
poczułem, że cię obchodzę, bawisz się ze mną, dorosła
noc, i podziwiałem ciebie. Tam gdzie wieże
wznosiły się gniewnie, gdzie odwróconym losem
obwiodło mnie miasto i góry nieodgadnione
trwały przeciw mnie, a w zbliżonym kręgu
głodna obcość otoczyła przypadkowe migotanie
moich uczuć – : i to nie było, o Wzniosła,
hańbą dla ciebie, żeś mnie poznała. Twój oddech
szedł przeze mnie; twój podzielony na dalekie powagi
uśmiech wstąpił we mnie.

Przełożył Andrzej Lam


Latarnia Morska 2 (14) 2010 / 1 (15) 2011





Wiersze młodzieńcze

ze zbioru Traumgekrönt (1897), z cyklu „Kochanie“

 

 

Ob du´s noch denkst, daß ich dir Äpfel brachte...

 

Pamiętasz, jak ci jabłka nosiłem

i twoje włosy głaskałem chętnie?

Byłem wesoły, śmiać się lubiłem,

a ty byłaś jeszcze dzieckiem.

 

I stałem się poważny. W sercu rozgorzała

zmącona smutkiem młodzieńcza nadzieja...

W czasie gdy tobie czujna guwernantka

z rąk wyjmowała smutnego „Wertera”.

 

Wzywała wiosna. Całowałem wargi,

ty miałaś w oczach szczęście i powagę.

Była niedziela. Dzwonił dzwon daleki

i światła szły przez jodły zadumane...

 

 

 

Wir saßen beide in Gedanken...

 

Siedzieliśmy zamyśleni

w półcieniu liści winnych – ty i ja –

a w pędach wonnych ponad nami

zabrzęczał trzmiela gruby bas.

 

Refleksy, kolorowe kręgi

co chwilę w włosach twych gościły...

I powiedziałem tylko wtedy:

„Jakie ty masz oczy śliczne”.

 

 

 

Wir gingen unter herbstlich bunten Buchen...

 

Szliśmy pod jesiennymi barwnymi bukami,

od bólu rozstania oczy były czerwone...

„Kochanie, chodź, znajdziemy może kwiaty.”

Odrzekłem trwożnie: „Wszak już martwe one.”

 

Me słowa były jawnym płaczem. A w eterze

z uśmiechem dziecinnym błysła blada gwiazda.

Umierający dzień do przodków szedł niespiesznie,

i gdzieś daleko zakrzyknęła kawka. –

 

 

 

Man merkte: der Herbst kam. Der Tag war schnell...

 

Znać było: jesień przyszła. Dzień umarł

ciężko we własnej krwi.

W półmroku lśniła czerwona róża

na kapeluszu Lili.

 

Podała mi w znoszonej rękawiczce

rękę w milczeniu i zgrabnie. –

Poza nami nikogo nie było w uliczce...

Lęk czuła: Jedziesz? „Jadę”.

 

Wciąż stała, główkę w smutku rozstania

wtuliła w mój płaszcz lodenowy...

Z kapelusika róża jaśniała,

uśmiechnął się wieczór zmęczony.

 

portal LM, czerwiec 2014




WIOSENNY WIATR

 

Z tym wiatrem los nadciąga; spraw, o spraw,

niech przyjdzie, wszystko co ślepe i silne,

co nas rozpali – to wszystko, o tak!

(Bądź cicho, on na pewno znajdzie nas.)

Tak, to nasz los z tym wiatrem idzie.

 

Z jakiejkolwiek strony – niesie nowy wiatr,

ciężarem chwiejny rzeczy nieznajomych,

przez morze to, czym my jesteśmy sami.

 

 

... Obyśmy byli tacy. Bylibyśmy w domu.

(Nieba się wznoszą i spadają w nas.)

Ale z tym wiatrem leci ponad nami

los przeogromny w obszar niewiadomy.

 

 

 

 

PÓJŚĆ NAPRZÓD

 

Pójść nagle naprzód; i w szarówce stanąć

z oczyma gotowymi, gorącymi, szybko,

i zaraz potem w to co jest popatrzeć śmiało –:

 

O nie, to wszystko porównanie tylko.

 

Rzeka jest tak, by oznaczała ciebie,

stanęło miasto, bo ty się zjawiłeś;

mosty się piętrzą godnie, to ci radość niesie

i w twoją służbę się oddaje niecierpliwie.

 

A że to wszystko tylko wymyślone:

żeby oznaczać ciebie –: to jak cała ziemia;

ogrody stoją w gestach mroczniejące,

figurą pełną znaczeń jest przestrzeń daleka –.

 

Lecz mimo wszystko, mimo wszystko wraca:

ból pierwszej chwili, ten ból niedorzeczny.

Dopiero co tu było –: nagle się zapada

albo wzlatuje lub znika jak pieśni –:

jak przeznaczenie, jak prawda nieznana –.

 

Jak kiedy...

(czy to zdołam wypowiedzieć?)

Patrz: wzrok twój spoczął tu: i niespodzianie

twarz jakaś, jakiś blask wszedł weń zupełnie

jakby to było – –  właśnie czym? – –:

jak Canal Grande

w swej wielkiej dobie i na chwilę przed pożarem –

-----------------

i nagle patrz, Wenecja nie istnieje.

 

 

 


BOGOWIE KROCZĄ

 

Bogowie kroczą zawsze w tych samych przestrzeniach,

gdzie nasze się niebo zaczyna;

jak w myślach, kłosy nasze najcięższe odmienia

ich wiatru łagodna siła.

 

Kto nie czuje ich więcej, ten się niecałkiem odrzeka:

nadal swój udział mają.

Milcząco, prosto i zbawczo na jego kładą się dzieła

odmienną nagle miarą.

 

Rainer M. Rilke

Przełożył Andrzej Lam

 

Z przygotowywanego zbioru Pieśni młodzieńcze i wiersze ze spuścizny

 

portal LM, styczeń 2016




JAK DŁUGO CHWYTASZ, CO RZUCIŁEŚ...

 

Jak długo chwytasz, co rzuciłeś, wszystko

zręcznością tylko jest i powodzeniem –;

dopiero kiedy łapiesz piłkę nagle,

którą ci jakaś wieczna współ-grająca

rzuciła, właśnie tobie i w dokładnie

obmyślonym pędzie, w jednym z łuków

budowy przeogromnej mostów Boga:

dopiero wtedy jest łapanie mocą, –

nie twoją, świata.

I jeżeli wtedy

 

masz siłę i odwagę, by odrzucić,

nie, zapominasz o sile i odwadze

i już odrzucasz... (tak jak rok kolejny

ptakami miota, rojem wędrowników,

co ową starszą ciepłotę młodzieńczą

ciska przez oceany –) tak, dopiero

w tej zuchwałości grasz, jak trzeba.

Już nie ułatwiasz sobie rzutu; już nie

utrudniasz więcej go. I z twoich rąk wstępuje

meteor i leci we własne przestrzenie...

 

Rainer M. Rilke

Przełożył A. Lam

 

portal LM, marzec 2016

 

 

Przeczytaj też w „porcie literackim” omówienia książek R.M. Rilkego (w tłumaczeniu A. Lama) Poezje nowe. Poezji nowych część wtóra. Życie Maryi (2010) oraz Elegie duinejskie. Sonety do Orfeusza (2011)