Sonet [Lekcja anatomii (Rembrandta) według Grochowiaka) - i inne wiersze

Kategoria: poezja Opublikowano: środa, 01, luty 2012 Drukuj E-mail


Izabela Fietkiewicz-Paszek



SONET [LEKCJA ANATOMII (REMBRANDTA) WEDŁUG GROCHOWIAKA]

Jego wnętrze woła zbyt zachęcająco,
by takiemu światłu próbował się oprzeć
którykolwiek z panów. Pierwsze Tulpa ostrze
miękko się zanurzy, by sprawnie napocząć

(bo już pora późna), następnie pan z prawej
obierze go z maski, a drugi z niej zmyje
pocałunki – octem. To ostatnie chwile,
by poczuć jej jedwab (stanie się jak kamień

w ciągu dwóch miesięcy). Czas nam rozpleść siatkę
ściągnąć dekoracje. Tu - panowie, patrzcie! -
warstwy najciekawsze, warte obejrzenia

na  ż y w y m  przykładzie. Odtąd będzie łatwiej
pojąć ciemne wnętrza. Zaraz śnieg upadnie,
kończymy, panowie, światło nam się zmienia.

14 grudnia 2009

 


SONET [PIETA (BELLINIEGO) WEDŁUG GROCHOWIAKA]

Dłoń matki w kolorach żywszych o dwa tony
niż martwa dłoń syna już nie z tego świata.
Bezgraniczna rozpacz próbuje kłam zadać
śmierci jedynaka – chciałaby go chronić

przed tym, co głosili. Zamartwia ją chłopak
niefrasobliwością. Te kłótnie z Judaszem,
bójki na tornistry. Czoło coraz bledsze,
ciało się osuwa, tyle krwi we włosach!
                                  
- Przytrzymuj go mocno. A może niech siądzie?
- Jeszua umiera, „Matko on jest Bogiem".
Zmęczona kobieta spogląda na Jana

jak na heretyka: – „o mój dobry Boże!
Co ty wygadujesz, chłopcze?” to szalone!
Jest w jej krzyku pewność. I pewność ją zdradza.

2 stycznia 2010

 


SONET [WYMARSZ STRZELCÓW (REMBRANDTA) WEDŁUG GROCHOWIAKA]

Gorzałka do gardeł, strzelcy do galopu
o trzeciej nad ranem w ciche, sine pola
jakby ścięte śmiercią, która przyczajona
czeka po zawietrznej. Leśniczy ich powiódł

pod granicę lasu, gdzie mróz był łaskawy,
a ciszę łamały tylko dzików głosy,
którym chłód nie szkodzi zażywać rozkoszy
uczty przy kartoflach. Tam strzelcy czekali

zmożeni gorzałką, senni, wyziębieni
jak lufy muszkietów. „Bij, kto w boga wierzy!”
- ruszyli ze śrutem, a krzyk Leśniczego

brzmiał jak nagłos śmierci dla śpiewnych cietrzewi.
Jeszcze rano drżały, mimo martwych źrenic,
w których lustrze z wolna życie strzelców grzęzło.

6 stycznia 2010

                                                Izabela Fietkiewicz-Paszek


Latarnia Morska 2 (14) 2010 / 1 (15) 2011