Moim poetom, ***("Pamiętam jak wrzesień przemieniał się..."), 1. ***( "Obracam lekko cień kuli...") - i inne wiersze

Kategoria: poezja Opublikowano: poniedziałek, 16, styczeń 2012 Drukuj E-mail


Agnieszka Wesołowska


MOIM POETOM

Chcecie żebym napisała
o waszych porankach o robieniu zakupów
o łażeniu po płotach i o tym
jak składacie ikrę siedzicie na piecach
lub odlatujecie do ciepłych krajów  

tylko że dałam słowo milczeniu
cichemu mruczeniu wielkiej niedźwiedzicy
śpiącej w niebieskiej gawrze
przyrzekałam innemu pięknu
zmierzchom co nie usypiają
świtom co się nie budzą
obiecałam dać znak
szukającym własnej mowy

nie piszę o moim stuleciu
bo go nie rozumiem
podobnie jak nie zrozumiałam
żadnego innego nigdy też
nie próbowałam lepiej poznać
żyjących poetów

bliskie mi są pewne
pikantne szczegóły z dziejów świata
o których szepczą wtajemniczeni
jak choćby łoże śmierci
dlatego mogę być dzieckiem
wielu epok

żyjemy w innych językach
a więc w innych czasach – w innych
czasach teraźniejszych
a także przeszłych i przyszłych

idę i klęczę prawdopodobnie
w języku jidysz
piję po staropolsku
płaczę tak jak płaczą zwierzęta
to wszystko co umiem powiedzieć

ja wróciłam z ciężkiej wojny
która się nie rozstrzygnęła i nie rozstrzygnie
dlatego nie jestem
zbyt wzniosła ani zbyt upadła
nie mogę też znaleźć złotego środka
być może go nie ma
na pewno nie jest złoty
jakeśmy to łapczywie ujęli

nie mam żalu
wierzę że chciałeś dobrze
drogi Zenonie

ale myślę że współcześni chrześcijanie
zetną twoją spokojną głowę
świat się rozrósł matematyka zawiodła
ludzie trochę inaczej pojmują spokój

na szczęście w głębi duszy
brzydzą się krwi i trupów
po prostu się brzydzą więc możliwe
że jesteś w moich rękach

a ja wróciłam z ciężkiej
bardzo ciężkiej wojny

wiesz co
do końca świata
najbardziej będzie bolał
prawdziwy sztylet w prawdziwym sercu

jest to jakaś pociecha
dla filozofów poetów obłąkanych
wdów i skrzywdzonych matek

jakże oni by chcieli
nie wytrzymać
swoich ciężkich losów
a żyją żyją jak inni

skończy się ta zwrotka
i wszyscy się rozejdą
usłyszą podobne słowa
i nawet ich nie zauważą

dlatego czasami piszę wiersze

 

 
***
Pamiętam jak wrzesień przemieniał się
w październik
trwało to bardzo krótko
na poddaszu w sąsiedztwie
rozbłysło na chwilę światło

nie potrzebowaliśmy innych znaków
prócz tego co zostało z ubiegłej jesieni
miłość nietoperzy nabrała barw
poturlała się z wiecznie zielonej góry
jak owoc żywota

listopadowy chrust
bujnie porastał wyludnioną ziemię
słońce bez litości
piękniało nad nami

bez litości zmiłował się
nad nami sam Bóg
kiedy zimą zjeżdżaliśmy na sankach
z Golgoty

 

 

***

1
Obracam lekko cień kuli
moimi ziemskimi palcami

przyturlał się sam odszedł
od wazonu na wystawie za rogiem –
z miejsca w którym nigdy
się nie pojawiłeś

po latach napisałeś list
wielkimi dziecinnymi literami
bez wiary bez polotu

tak zostałeś moim aniołem
jak zostaje się notariuszem lub sprzedawcą
z udawaną radością że wreszcie
można robić coś prawdziwego


2
Świat przebrał miarę
z ludzkich rzeczy
została tylko piłka o zbyt wielkich oczach
chłopca którego też może już nie ma

a przecież zgaduję ciągle to dziwne istnienie
jego cień chowa się w świetle
zlęknionego ciała

skąd się biorą kaniony wodospady
gołębie i antylopy

chciałabym zgrzeszyć tak mocno
żeby zbawić świat
dać mu świerszcze źródła
mannę i opał na zimę


3
Traktaty mistrza Eckharta
Psalm czterdziesty drugi
i Cztery pory roku
są o tym że w naszej sypialni
pod oknem jest szafka z bielizną
w kredensie kilka filiżanek
w biurku zszywacze notesy
słowniki języków obcych

całe nasze życie jest podręczne
galilejsko-oświęcimskie
niezrozumiałe do końca
więc i nieprzekładalne
na inne żywota

język to najpewniejszy znak
dany nam z nieba

całą resztę opowiem ci
kiedy już odejdziesz

nasze tajemnice są niewysłowione
dlatego musimy umierać -
to przywraca nam wiarę
że nie ma słów żadnych
nie tylko właściwych

mimo to moja powieść o Marii Magdalenie
(której nie zdążyłam napisać)
istnieje tak samo jak powieść o Jeszui Ha-Nocri
Mistrza który nie istnieje

ta historia składa się ze świata
jak świat z tej historii
dlatego jesteśmy sobie
przeznaczeni i sobie wydarci

nie możemy milczeć
  wszystkim naraz
nie możemy nie istnieć
 tylko jakąś cząstką.

niech nasze rękopisy
przeprowadzą nas
przez dzieło stworzenia

          
                                  

portal LM, styczeń 2012





***

Byłam primadonną
wysokopienną diwą szyszką lotosu
nieistniejącą w przyrodzie odmianą
figowego listka na ustach

chciałam rozkochać
świętego Szymona Słupnika
w pięknej Marilyn
chciałam nie pisać
aby dochować
wielkiej tajemnicy wiary

nic mi się nie powiodło
wszystko rozgadałam w wierszach

czy chociaż ktoś to usłyszał?

 



PIEŚNI OSOBLIWE

I

o czym zapomnieć mam ci rzeko
byś się tak głośno nie błąkała
po widnokręgu snu i trwania
kiedy przychodzę ci tak lekko

tak prosto dziejesz się bym była
zawiła tobą i trzcinami
wyrzecz to teraz między nami
dlaczegoś wtedy nie płakała

ja ci zaszumię po swojemu
o potajemnych moich ujściach
ja cię roztrwonię – ty mnie przemódl

na biały wiersz w złocistym stawie
pieczony w pocie w szczęściu w znoju
dla twego głodu…


 
II

A co jeśli przyjdzie nam żyć
naprawdę i bez wątpienia
Czy świat haftowany krzyżykiem
będziemy zmieniać?

Tak prosto jest nam zatańczyć
napisać wiersz zagrać w karty
Czy róża w życie upięta
nie jest na żarty?

Mam kilka cennych przenośni
i bardziej lubiane kwiaty
Czy czasem nie jest za głośno
gdy gryzę kraty?

Widziałam dzisiaj świerszczyka
próbował ograć swój czas
Czy miłowanie być może
gdzieś w nas?

 

III

Rynsztok słowotok
co to za różnica
byle była piękność
kruczoczarna cierpka

Kiedy palnę głupstwo
to się zakotwiczam
w krajobrazie chętnym
do dalszego trwania

Więc jestem
 prosto z mostu
bo śmierć mnie unika

Więc jestem
prostopadła
od deski do deski

 

 

***

Zazwyczaj mieszczę się na jednej stronie
jak Calineczka mieściła się
w doniczkach w łupinach

co prawda mogłabym
być jej matką
chociaż nie wiem nie wiem
tamtej kobiecie
nie było chyba lekko

powietrze czasem jest strome
i wtedy nie wiadomo nawet
jak westchnąć

widzisz ja jestem
gotowa tylko na życie
dobre lub złe

bajka przerasta
świat mój sklecony z ziemi
spada mi na czoło

 

 

***

Mam taką werandę na którą często wychodzę
żeby popatrzeć na wszechobecną drogę
ludzi zwierząt i kamieni
 
na drogę o której słyszałam od zawsze
mówili o niej że jest taka owaka
że można wejść na zejść z
ale ja widzę kurz jaszczurkę
słońce w październiku drzewa
 
to typowe dla poetów
zwłaszcza dla poetek
one nie rozróżniają
dobra i zła
 
noszą  kapelusze w fabryce codzienności
dziesięć poniedziałków obiadokolacje
zestaw do manicure zestaw sztućców
i jeszcze obowiązkowa mityczna histeria
 
poza tym cały ten cyrk nienawiści
wmyślanie kotom
wymyślanie mężom
wymyślanie wierszy
 
więc widzisz muszę być silna
żeby zasłabnąć wtedy
gdy jest najprościej
rozumiesz muszę być głucha
żeby wreszcie usłyszeć
jak śmieje się koń
 
na tej werandzie o której ci mówiłam
są sznurki rozwieszam na nich
wszystkie welony moich najczystszych miłości
 
dam ci jeden
jak krzyżyk na drogę
na tą drogę z jaszczurką

 

 

ODA DO MŁODOŚCI

I

Jeszcze długo nie obudzę się stara
nie usłyszę echa co umie powtórzyć
słowa niewypowiedziane

jeszcze długo nie zaboli mnie
przejmujący chłód
pod moim nieugiętym kolanem

ale nagle brzęk sów
jak parasol z kart
na jesień życia

i te pohukiwania
brzmią już od czasu do czasu
w nocnym pociągu

taka jest podróż mojego życia

jeszcze długo nie będę żałować
że jestem kobietą
lekkich piór

wyrwij mi jedno z nich
a upadnę
wszystkimi naraz słowami
do stóp
które idą przez most
mojego brzucha

 

II

Najlepiej rozumiem teraz
niespełnienie
dlatego właśnie o nim powinnam
pisać w swoich wierszach

przeszyta strzałą Tanatosa
pod jego czarnymi skrzydłami
stawiam pierwsze kroki
na deptaku szczęścia

nie jest to żadna elegia
to co wyprawiam
po godzinach życia
w knajpie wschodów i zachodów

gdzie roznoszę niecodzienne gazety
w których piszą
zamienię się na mniejszą miłość
oddam czułość w dobre ręce

napełniam kielichy i czary
biorę napiwki odkładam
na purpurową godzinę
na witraże

nie jest to żadna elegia
żadne odchodzenie
w niepamięć trawy
ani bose bieganie
po skoszonej łące

to tylko
łapanie oddechu
przy skruszonym
przy nieobecnym

                             Agnieszka Wesołowska



portal LM, lipiec 2012