Larwa poezji zawisa nad głową*

Kategoria: eseje i szkice Opublikowano: niedziela, 12, luty 2012 Drukuj E-mail

Lech M. Jakób
                                                                              Z notatek jurora

Od 1989 roku, gdy to laureatem nagrody głównej ogólnopolskiego konkursu poetyckiego im. Jana Śpiewaka i Anny Kamieńskiej został Wojciech Izaak Strugała z Mieszkowic, wielokrotnie uczestniczyłem w pracach jury.
Założenia regulaminowe są niezmienne. Organizatorom o blisko już czterdziestoletniej tradycji konkursu zależy na rozbudzaniu talentów oraz tworzeniu warunków do publicznych kontaktów. Adresowany jest wyłącznie do poetów niezrzeszonych w Związku Literatów Polskich lub Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich, a też niespełniających warunków kwalifikacji do przyjęcia w szeregi wymienionych związków.
Impreza finałowa odbyła się z początkiem grudnia – jak zwykle w murach imponującego Zamku.
Przyznano łącznie 11 nagród. Trzy wyróżnienia pierwszego stopnia, sześć wyróżnień drugiego stopnia, nagrodę publiczności oraz nagrodę główną: „Złoty Klucz” i Tytuł Honorowego Obywatela Zamku Świdwińskiego.
Nadto, z uwagi na spore zainteresowanie konkursem oraz znośny poziom nadesłanych wierszy, organizatorzy zaprosili – oprócz nagrodzonych – dwudziestu nominowanych do miana „Laureata”.
Komu przyznano nagrody i wyróżnienia – mówi osobno publikowany protokół jury. Tu chcę się podzielić kilkoma refleksjami związanymi z lekturą wszystkich ponad 160 nadesłanych zestawów.

Uczestnicy

Regulamin nie limitował wieku uczestników. Najmłodsi poeci liczyli sobie po ledwie kilkanaście wiosen, najstarszy przekroczył osiemdziesiąt! Rzecz jasna przeważali nastolatkowie (i nastolatki), dwudziestoparolatkowie (i dwudziestoparolatki) oraz twórcy w wieku średnim. Głównie uczniowie gimnazjów, liceów oraz studenci.
Gdy idzie o miejsce zamieszkania uczestników – wywodzili się z różnych rejonów Polski. Obok silnej reprezentacji Pomorza, uczestniczyli w konkursie poeci między innymi z Małopolski, Wielkopolski i Podkarpacia. Tak z miejscowości dużych, jak i mniejszych.

Poziom i poetyka

„Myśli uwolnić/ ze smyczy konwencji” - napisała jedna z poetek. Marzenia o uwolnieniu się ze smyczy konwencji to jedno, a rzeczywistość to drugie. Co chyba nie jest zaskoczeniem, poziom nadsyłanych utworów był zróżnicowany. Niedostatki warsztatowe oraz wyczuwalny infantylizm znajdowali jurorzy zwłaszcza u najmłodszych adeptów poezji. Braki za to nadrabiała spotykana świeżość spojrzenia i odwaga w traktowaniu języka.
Tak często bywa na początku. Mocujący się ze słowami skacze z kwiatka na kwiatek, bada rozciągliwość form. Jeszcze nie potrafi mówić własnym głosem, często naśladuje lub wręcz „małpuje” rozmaite style. Lub konkretnych twórców. Znalazły się na przykład w zestawach ślady C. K. Norwida, B. Leśmiana, J. Tuwima, J. Harasymowicza, Z. Herberta, a też poetów nowofalowych i całkiem nam współczesnych. W bardzo wielu przypadkach konkursowicze cytacjami innych autorów wręcz się podpierali. Zwłaszcza w mottach.
W zestawach tej edycji dała o sobie znać i strofika tradycyjna, i wiersz wolny, zwany także białym. Z wyraźną przewagą tego ostatniego.

Tematy

Jeden z poetów ujął to tak: „Znajdziesz tu pudła samotności/ Poplątane sznury złośliwości/ Puszki drwiny i butelki słabości/  Porozrzucane szmaty rozwiązłości.” Coś jest na rzeczy, skoro taka autodiagnoza. Lecz już całkiem serio.
Naturalnie dominował motyw nieśmiertelny: miłość. Emocjonalne rozterki wieku dojrzewania, ale i tęsknota za uczuciem pogłębionym, współgrającym z duchowością: „Dla niego/ kreśliłam patykiem/ słowa nieznane/ na piasku uczuć.” 
Drugim tematem jawi się wiara. Związana z tym nieufność. Powiada inny poeta: „ja gdybym widział Jezusa/ chodził z nim na ryby i kolacje/ i ulegał tym wszystkim fatamorganom/ z klonowaniem chleba/ łażeniem po wodzie/ dawaniem Łazarzowi drugiego życia/ zupełnie jak w grze komputerowej/ też nie musiałbym wierzyć.” Ktoś inny zaznacza: „przyszliśmy bogu na myśl/ jesteśmy w brudnopisie.” Jednak przeważały w tej materii teksty naśladowcze i bogobojne.
Kolejną zauważalną grupę stanowiły wiersze pośrednio lub bezpośrednio dotykające polityki („wszyscy trzymają się koryta”): gdzieś w tle przemykają takie postaci jak L. Rywin, A. Michnik, L. Miller, serwowane są żarty o Czerwonym Kapturku idącym na wybory.
Nadto niemała sfora utworów dotykająca historii oraz powszedniości egzystencji („Na pajęczynie kłamstw się nie pohuśtasz”). A pojedyncze zestawy nieraz wyrażały lęk przed rasizmem i narkotykami.

Wiersze o wierszach

Oprócz tego zauważalne były wiersze autotematyczne. Co nie dziwi. Wszak tworzywo poetyckie należy do szczególnych. Notuje jeden z uczestników konkursu: „Kiedy szukam jakiejś trafnej metafory/ To jakby ktoś trzymał mnie za gardło”, kolejny zauważa: „są wiersze przed którymi drżysz”.
Jedni drżą, inni z rozbrajającą szczerością przyznają: „Nie mam pomysłu na wiersz./ Brakuje tematów, nie pasują/ jak za małe buty na zimę”. Ktoś z boku konstatuje: „Poezja jest ciężkostrawna,/ zwłaszcza ta współczesna./ Nie nadaje się dla osób o niewyrobionym smaku” - przy wtórze wątpiących: „Jakie znaczenie ma/ Jeden napisany wiersz” i „Kto dzisiaj czyta poezję?”
Bywa, że niepewność zmierza ku rozgoryczeniu lub zamienia się w ostracyzm. Zaznacza kolejny twórca: „pisanie to dla niego najlepszy sposób na nicnierobienie”.
Wreszcie żali się ktoś: „Czasem słuchając tego co mówią jurorzy/ na konkursach poetyckich/ myślę że mam wielkie szczęście/ w losowaniu/ bo niemożliwe żeby czytali moje wiersze”.

Udane wersy

Spostrzegł autor innego zestawu: „Na konkurs jednego życia/ nadesłano/ około sześciu miliardów prac”. Ładne to, nie tylko w wymiarze refleksyjnym. Lecz zestawów poetyckich o jednorodnym, wyrównanym i dobrym poziomie nie było aż tak wiele (naturalnie wartościowsze doszły do finału). Za to w pozostałych trafiały się udane wersy – niczym rodzynki w zakalcu. Zapisuje ktoś: „- kasztany padają jak żołnierze./ Przez rozdartą łupinę widać/ rudą krew”. „Księżyc w szalonym tempie/ mknie w nieznane/ ciągnąc Ziemię na smyczy” - powiada kolejny piszący.
A czasem próby mocowania się z językiem przybierały postać udanych wprawek dłuższych. Jak w przypadku poniższego czterowiersza:

koniec wędrówki wieńczy piętra treli
i jary trud skowronków u wylotu jaru
bezpióry dwunóg nie ma złych zamiarów
trzepot nad gniazdem tylko go weseli.

Niewątpliwie podobne linijki mogą być zapowiedzią poetyckiego rozwoju.

Niezręczności

Rzecz jasna największe zakłopotanie budzi pustogłowie i związana z tym bezsensowna paplanina. Powiadam teraz o tak zwanej „radosnej twórczości”: „że kiedyś coś całością było z wiarą rosło, lecz/ zgubiło azymut i w błędnym okręgu utknęło/ na wiek wieków bez szans ratunku”.
Nagminnie zdarza się egzaltacja („Z mistycznej dzikości  natchnienia czerpać/ Nie bronię”) lub zwyczajne bredzenie („Uczepił się pałeczki/ I rozrzuca dźwięki”, „Gwałciłam stopami/ niebo w kałużach”).
Niby to margines każdego konkursu, jednak irytujący. Wyraźnie niektórym piszącym pomyliły się światy. „Nazbierałem pełne uszy/ słów jak orzech pustych”.
Jakaś „wtulona w siebie osaczona blichtrem” żali się: „myślą, że próżnia to coś czego nie ma”. Gdy zaiste, próżnia bywa potężnym zagrożeniem. Zwłaszcza próżnia w głowach tęskniących za uznaniem – byle szybko, jak przy automacie z coca-colą:

Sława rzekłem
I popadłem w zadumę
Przechodzącą w megalomanię
Sława nie wróciła
Uciekła w cholerę.

Godła

Regulamin konkursu nakazuje przysyłanie prac maskowanych godłem. Jasna jest intencja organizatorów. Idzie o to, by oceniający utwory nie sugerowali się nazwiskami. Dopiero po rozdzieleniu nagród komisyjnie otwierane są koperty ukrywające personalia uczestniczących w konkursie. Pozostałe koperty ( nadal zamknięte) ulegają zniszczeniu. Wspominam o tym, gdyż czasem poddawani osądowi jury poeci (a precyzyjniej mówiąc: utwory tychże poetów) wątpią w bezstronność jurorów.
Jednak nie o tym teraz. Chcę powiedzieć, że godła same przez siebie mogą stanowić źródło wstępnych informacji. Bo autorzy – świadomie lub nie – używają godeł odpowiadających uprawianej poetyce. I tak na przykład trudno się spodziewać przedstawienia sentymentalnych liryków po kimś ukrytym za godłem „Nickiel-bak” czy „Tomcat”. Z kolei wiadomo z góry, że  raczej nie zademonstruje buntowniczych fraz „Myszka”, „Łątka” lub „Bronka”.
Pomysłowość autorów w doborze godeł jest niebywała. I zawsze dam się zadziwić. W tym roku przykuło uwagę aż kilkanaście. Obok „zielonej pozytywki”, „Kobiety z pociągu”, „Zimnego knura”, „Chłopca z zapomnianego miasta” i „gospodarza ciszy” zwłaszcza „Cynamonowy pies” oraz „Timiri z Mitologii Łydki” zrobiły na mnie wrażenie. Szkoda tylko, że pomysłowość w tworzeniu godeł tak rzadko przekłada się jakość wierszy...

Podsumowanie

Zwłaszcza dopiero wstępujący na ścieżkę literatury mają z podobnego konkursu korzyść. Mogą zacieśnić więzy z towarzyszami poetyckiej biedy i – obok fetowania doraźnych sukcesów – wysłuchać słów krytyki. A taka zawsze jest potrzebna. Zwłaszcza krytyka rzetelna, przyjacielska. Wyrastająca z doświadczeń starszych po piórze.
Niebagatelnym dodatkiem była konfrontacja z żywym odbiorcą. Wszak dla nich i do nich biegnie poetycki głos, przesłanie.
Tak. Co prawda ogólny poziom nadesłanych w 2005 roku tekstów poetyckich nie był porywający, lecz zawsze można żywić nadzieję, że „larwa poezji” przepoczwarzy się w przyszłości w pięknego motyla. Co już niejednokrotnie w przeszłości miało miejsce. Świadczy o tym długa lista laureatów świdwińskiego konkursu ubiegłych lat – spośród  których wielu zostało dziś uznanymi twórcami. Na przykład Andrzej Turczyński, Adam Ziemianin, Janusz Adam Kobierski, Piotr Sommer czy Marzena Bogumiła Kielar.

Lech M. Jakób

-------------------------------------------
*Tytuł materiału jest cytatem pochodzącym z wiersza jednego z uczestników XXXVI edycji konkursu poetyckiego im. Jana Śpiewaka i Anny Kamieńskiej – Świdwin 2005. Również pozostałe cytaty zaczerpnięto z zestawów konkursowych tej edycji.


Latarnia Morska 2 / 2006