Czytanie książek: potrzeba, moda, a może już snobizm?

Kategoria: eseje i szkice Opublikowano: niedziela, 12, luty 2012 Drukuj E-mail

Anna Ciciak

Jak jest z czytelnictwem

Ostatnio media prześcigają się w publikowaniu dramatycznych diagnoz: czytelnictwo upada, dorośli czytają coraz mniej, a dzieci i młodzież prawie wcale. Od czasu do czasu pojawiają się jednak teksty utrzymane w zupełnie innym duchu. Nic dziwnego, że czytelnicy  mogą się czuć zdezorientowani.  Przytoczę kilka najbardziej charakterystycznych.
Kilka lat temu listopadowy numer miesięcznika "Więź" postawił dramatyczne pytanie: Czy przestajemy czytać?

O stałym spadku czytelnictwa w Polsce mówi się od dawna, ale czy istotnie Polacy kiedyś czytali dużo i chętnie, a teraz nagle nie chcą wcale? Głębokie różnice w poglądach na tę sprawę pokazuje dyskusja z udziałem Andrzeja Mencwela, Jerzego Sosnowskiego i Jana Gondowicza. "Młodzi ludzie (...) traktują propozycję pójścia do biblioteki naukowej tak jak propozycję odwiedzin w kostnicy. Dla nich biblioteki to cmentarzyska umarłych idei i umarłych książek, niepotrzebnych, zadrukowanych ton papieru" - twierdzi Gondowicz. "Liczba osób korzystających z Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego wzrosła w ostatnich pięciu latach dwunastokrotnie" - przekonuje Mencwel (1). 

 Z kolei autorka sprawozdania z konferencji w Wilnie w autorytatywny sposób stwierdza:

"Nie potrzeba, jak się wydaje, specjalnych badań, żeby stwierdzić, że coraz mniej się dzisiaj czyta. Wystarczy po prostu posłuchać, jak i o czym się mówi, wnioski nasuną się same. Jeżeli się natomiast czyta, to często literaturę niższego lotu, nie przynoszącą wymiernych korzyści wychowawczych czy estetycznych" (2).

Tygodnik „Wprost” podaje alarmującą statystykę:

"W ubiegłym roku połowa Polaków nie przeczytała ani jednej książki, zaś 30 % przyznało, że sięga po nią sporadycznie. Dodajmy, że wśród tytułów wymienionych przez ankietowanych jedna trzecia to podręczniki i lektury szkolne. 63% Polaków w ciągu 12 miesięcy nie splamiło się kupnem książki, po gazety sięga 15% Z badań Instytutu Książki i Czytelnictwa wynika, że w 10% gospodarstw domowych nie ma żadnej książki. - Część respondentów ze wstydu nie przyznaje się, że nie czyta, więc rzeczywistość jest jeszcze gorsza - mówi Andrzej Nowakowski, pełnomocnik ministra kultury ds. promocji czytelnictwa" (3).

Z powszechnie panującej defetystycznej tendencji wyłamuje się „Gazeta Wyborcza”:

"Analiza naszego rynku księgarskiego pokazuje, że kupujemy coraz więcej książek, chętniej czytamy literaturę piękną, na listach bestsellerów królują polscy autorzy. Czy nadchodzą tłuste lata dla pisarzy i wydawców?" (4) 

Czy w związku z tym uda nam się ustalić, jak jest naprawdę? Czy rzeczywiście pojęcia: książka, literatura, czytelnia, niedługo staną się archaizmami? Czy jest to może tylko niepotrzebny katastrofizm?
Chętnie i łatwo ferujemy wyroki, wskazujemy potencjalnych winowajców – a w przypadku spadku czytelnictwa najchętniej obarczamy winą  „agresywne” audiowizualne środki przekazu. To kino, telewizja, internet oraz gry komputerowe skazały książki na zagładę! 
 
"Jesteśmy jako poloniści świadomi faktu, jak nieubłagana i nieodwracalna presja rynku niszczy kontakt dzieci i młodzieży z książką, podsuwając w zamian surogaty lektury. Arcydzieła klasyków i ważne teksty współczesne przegrywają z pragmatycznymi postawami młodych, którzy w znacznym procencie przestają cenić bezinteresowność spotkań z fikcją literacką, ważność dialogu intelektualnego z pisarzem, doniosłość przeżyć estetycznych wyzwalanych przez słowo.
 Obserwujemy także, jak obraz filmowy zastępuje czasami w ambitny sposób, częściej jednak bezceremonialnie, świat przedstawiony literatury skazanej na klęskę zapośredniczenia. Obraz jest, bowiem kuszącym i łatwym przeciwstawieniem wysiłku lekturowego.
 W tle tych zjawisk pojawia się nachalna, zhomogenizowana, anonimowa kultura masowa, będącą znieprawioną formą kultury, jej znijaczeniem". (5)
 
 Z tą ostrą, choć niepozbawioną racji, wypowiedzią S.Bortnowskiego, zgodzi się zapewne duża część związanych z kulturą środowisk. Jednakże świat, w którym żyjemy, rozwój techniki, ekspansja audiowizualnych środków przekazu, stawia nas przed faktem dokonanym. Nie istnieje już edukacja literacka w czystej formie, a aktywne uczestnictwo w kulturze współczesnej polega na umiejętnym jej odczytaniu – nie sposób sobie poradzić bez znajomości kodów – ikonicznego, werbalnego czy akustycznego.
 Ostatecznie zmowa milczenia wokół massmedialnych wpływów na kształcenie literackie dzieci i młodzieży została przerwana w mijającym dziesięcioleciu. To zaś, co jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku było niemal świętokradztwem wobec sacrum literatury, nazywamy teraz multimedialnością na lekcjach j. polskiego. (6)
  Dlatego też niezbędna jest pomoc w drodze przez labirynt współczesnej kultury. Nie należy zapominać, że inicjacja kulturowa dzieci i młodzieży dokonuje się dziś poprzez obrazy - nieruchome (komiks) i ruchome (film, gry komputerowe).
 Tymczasem odbiorca, wychowany przez kino, telewizję i komputer przyzwyczajony jest do biernej postawy intelektualnej. Interesującą propozycją wydaje się zatem, by miast zwalczać audiowizualne i ikoniczne uzależnienia odbioru dzieł literackich, za pomocą różnych „chwytów pedagogicznych” uczynić z nich atrakcyjną pomoc, „przedsionek” wiodący do literatury wysokiej. Nie oznacza to eliminacji priorytetu książki jako symbolu humanistycznego wyposażenia uczestnika kultury. Decyduje o tym zarówno świadomość tradycji, jak i współczesnej funkcji literatury, która zachowuje w społecznym odczuciu cechę szlachetnego prymatu wśród innych form komunikacji. Świadomości tej towarzyszy jednak wiedza o tym, że w obszarze kultury literatura zmieniła swoje miejsce. Jest ono nadal centralne, gdy określać je miarą poczucia wartości dziedzictwa kultury i miarą zakodowanych przekonań intelektualnych i etycznych.

Samodzielna lektura jest istotną i pożądaną formą spędzania czasu – co do tego nikt nie ma wątpliwości. Jednak już McLuhan zauważył, że młode pokolenie bardzo łatwo ulega fascynacji mediami masowymi, a pierwsze kontakty z przekaźnikami mają miejsce w domu. Zanim dziecko trafi do szkoły, jego wiedza i sposób widzenia świata została już w jakiś sposób ukształtowana. Nie należy zatem zapominać, że im później nastąpi pierwszy kontakt dziecka z książką, tym gorzej. Jak przekonać, że czytanie jest niezbywalną wartością, skoro w rodzinnym domu nie ma książek, jedyną lekturą rodziców jest program telewizyjny,  a pilot od telewizora urasta do rangi najważniejszego przedmiotu? Trudno się spodziewać, że kilkulatek, bez dodatkowych bodźców, (pomijam szkolny przymus lekturowy) zechce czytać książki i staną się one dla niego źródłem niezwykłych przeżyć.
Według brytyjskich danych, intelektualny i emocjonalny rozwój dzieci, którym się czyta od najmłodszych lat, jest o 30% szybszy od tego wśród ich nieczytających rówieśników.  Jeśli ktoś do 15. roku życia nie nabierze nawyku czytania, później ma problemy nawet ze zrozumieniem najprostszej instrukcji obsługi. Człowiek nieczytający to przeważnie osoba aspołeczna. W krajach Unii Europejskiej czytelnictwo jest także uważane za niezbędny warunek rozwoju gospodarczego. (7)

Ale, jak twierdzi Joanna Papuzińska:

"Takie prawdziwe czytanie - coś, co można by nazwać przygodami człowieka czytającego - zawsze było przywilejem elit, grupy ludzi ciekawych świata, z intelektualnym zacięciem. Bez względu na status. (...) A prawdziwego czytelnika nawet najbardziej kolorowa telewizja od książki nie oderwie". (8)
 
Chcąc więc oddziaływać na młodego czytelnika winniśmy wywołać w nim jakieś emocje, uwzględnić indywidualne zainteresowania i potrzeby. Nie jesteśmy w stanie zmusić dziecka do kontaktu z książką wbrew jego zamiłowaniom. My zwracamy uwagę na walory wychowawcze literatury, dla niego powodem skłaniającym do czytania będzie zainteresowanie, które budzi literatura oraz przyjemność jaką z niej czerpie.  Najlepiej zdają sobie z tego sprawę nauczyciele poloniści, którzy w ciągu ostatnich kilkunastu lat wypracowali wiele nowych metod służących uatrakcyjnieniu procesu poznawania lektur szkolnych. Na co dzień muszą się bowiem zmagać z różnego rodzaju „zastępnikami” w postaci bryków, streszczeń bądź ekranizacji. 

Przykład fenomenu sagi o Harrym Potterze

Z drugiej strony, skoro książka przestała być „trendy”, jak wytłumaczyć fenomen popularności sagi o małym czarodzieju? Nikt nie zmuszał przecież milionów młodych czytelników, by pochłaniali grube tomy o przygodach Harrego Pottera. A nie wszystko da się wytłumaczyć dziecięcą przekorą (krytyka książki, palenie na stosie).Właśnie tym przykładem chciałabym się posłużyć w dalszych rozważaniach na temat kondycji czytelnictwa młodego pokolenia. (9)
Fenomen popularności Harry’ego Pottera  najłatwiej tłumaczyć można zjawiskiem globalizacji, która pociąga za sobą uniformizację kulturalnych produktów i tym samym ułatwia ich zbyt na różnych rynkach. Książki J. K. Rowling i związane z nimi gadżety zdają się łączyć wszystkie dzieci świata. Harry’ego Pottera można nazwać globalnym produktem napędzającym globalny biznes robiony wszędzie tak samo. (10)
Poza tym  dzisiejszy czytelnik kocha się w sagach i wieloksięgach ( że o telenowelach nie wspomnę). Przyzwyczaja się do bohaterów, sposobów pisania i chłonie nowe przygody swoich ulubieńców. Dowodem na to mogą być również inne dzieła cieszące się ogromną popularnością, np. J.R.R.Tolkiena czy A. Sapkowskiego, a wcześniej L.M. Montgomery czy A. Szklarskiego. Bohater zaczyna żyć własnym życiem i staje się kulturowym mitem. Nie bez przyczyny w książkach J.K. Rowling pojawia się ten sam schemat fabularny.
Wytwarzyła się też swoistego rodzaju presja, pod którą znalazły się dzieci nieznające przygód małego czarodzieja. Czuły się wyalienowane ze środowiska rówieśniczego, które w większości jest nim zafascynowane. Sięgają więc i one po książkę, czasem wbrew swoim zainteresowaniom, bo skoro prawie WSZYSCY w szkole przeczytali, to i one muszą przeczytać, by nie odstawać od reszty. Harry Potter jest „na topie” i kto do tej pory o nim nie słyszał, ten nabrał przekonania, że omija go coś, czym się interesują WSZYSCY, a mało kogo stać w dzisiejszym świecie na tego rodzaju inność, zwłaszcza wśród dzieci. Słowo WSZYSCY staje się więc magicznym zaklęciem zmuszającym  do czytania.

Często, podsumowując zasługi J.K. Rowling, zwraca się uwagę, że pisarka na nowo nauczyła czytać dzieci epoki komputerów. Wydaje się, iż to tylko część prawdy. Udowodniła, że dziecko może zaakceptować w książce poważne tematy, takie jak śmierć czy sieroctwo, jeśli odpowiednio się je przedstawi. Nie jest to bynajmniej żadne nowatorstwo. J. K. Rowling po prostu wróciła do tradycji literatury dziecięcej, do tradycji Ch. Andersena, braci Grimm, Ch.  Perraulta, a także baśni ludowych. Harry Potter to pierwsza baśń XXI wieku, jest jednocześnie tradycyjna i nowoczesna...

Książki J.K. Rowling w ocenie dzieci otrzymują dość wysoką notę. Spełniają ich pragnienia na dobrą lekturę.
"Rodzice nie mogą się nadziwić, że ich nieczytające dzieci zaczytują się w przygodach Harry’ego i błagają o więcej..." (11)  – to jeden z podstawowych argumentów, dla którego wielu nauczycieli, pedagogów i wychowawców promuje świat stworzony przez angielską pisarkę. Na rynku czytelniczym pojawiła się w końcu pozycja, która jest w stanie zainteresować młodych komputerowców i telemaniaków.
Baśnie zdają się pełnić w tym wypadku funkcję terapeutyczną, co zauważył Bruno Bettelheim stwierdzając, że pomagają one zarówno dorosłym jak i dzieciom odkryć to, co w życiu najważniejsze. Gdyż w sposób dostosowany do możliwości percepcyjnych dziecka - ale i nie uwłaczając umysłowości dorosłego - przekazują mu znaczenia jawne i ukryte, uczą fundamentalnych wartości etycznych i dają praktyczne wskazówki, jak żyć.
Harry Potter jest więc w stanie zabawić dzieci i obudzić w nich ciekawość, czego dowodem są kolejki pod księgarniami o północy, czytanie książek w tramwajach, czy też postulaty dzieci o włączenie go do kanonu lektur szkolnych. Joanna Papuzińska zauważa, że "w Harrym Potterze udało się coś wyjątkowego – połączenie treści filozoficznych, fantastycznych i nawet metafizycznych z klimatem bliskim dzieciom". (12) Książka ta zaspokaja zapotrzebowanie dzieci na baśniowość zakamuflowaną w zwykłym otoczeniu. Pozwala dzieciom marzyć, przenosić się do wyimaginowanej krainy i rozwijać wyobraźnię.
Ponadto lektura ta spełnia zapotrzebowania współczesnego czytelnika na literaturę prostą i łatwą w odbiorze. Dzisiejszy człowiek, to człowiek zmęczony, zabiegany, który nie ma ani czasu, ani ochoty na głębokie rozterki i towarzyszenie bohaterom w ich filozoficznej wędrówce. Język, konstrukcja, fabuła i psychika bohaterów dobrych i złych są akceptowane przez przeciętnego odbiorcę literatury, który traktuje książkę wyłącznie jako relaks dla swej zmęczonej wyobraźni. (13) 

Spadek czytelnictwa dzieci i młodzieży?

Mimo głoszonego powszechnie spadku poziomu czytelnictwa dzieci i młodzieży, a także wśród dorosłej części społeczeństwa, rola książki jest niepodważalna. Dzięki niej czytelnik ma możność poznawania otaczającej rzeczywistości, poszerzenia wiedzy o otaczającym świecie, uczy odróżniać dobro od zła, dostarcza bogactwa przeżyć wewnętrznych, kształtuje charaktery. Dlatego powinniśmy zadbać o to, by kontakt z książką rozpoczął się jak najwcześniej. W ostatnich latach wiele mówi się o roli głośnego czytania dzieciom. Celem jego jest rozbudzenie w dziecku zainteresowania książką, rozwijanie zainteresowań, sprawienie, by czytanie stawało się przyjemnością. Głośne czytanie uczy dzieci między innymi myślenia, rozwija ich wyobraźnię,  wzbogaca słownictwo, ułatwia poprawne pisanie, a przede wszystkim daje kontakty z bogactwem doświadczeń niemożliwych do zdobycia samemu oraz wzmacnia więzi między dorosłymi a dziećmi. Zapobiega również uzależnieniu się od telewizji, komputera - wyrabiając nawyk czytania na całe życie.

Jednak nieprawdziwą  jest  teza, że komputery i internet zastępują książki i gazety. Internauci i użytkownicy komputerów są chyba najaktywniejszymi czytelnikami na rynku książek i gazet.  Należy bowiem pamiętać, że internet prócz rozrywki oferuje także coraz większy dostęp do informacji, wiedzy i kultury. Większość gazet (zarówno dzienników, jak i prasy specjalistycznej) ma już swoje wersje elektroniczne; są też takie tytuły, które ukazują się wyłącznie w sieci.
Jak grzyby po deszczu pojawiają się wirtualne biblioteki, specjalistyczne wortale, czy strony propagujące różne dziedziny wiedzy. (14)  Sprawny internauta potrafi korzystać ze światowego dorobku naukowego i kulturalnego, a dzięki temu poszerza swoje horyzonty i ciągle się rozwija.

Istnieją także specjalne strony poświęcone czytelnictwu tradycyjnych książek. Aby się o tym przekonać wystarczy odwiedzić biblioNETkę, serwis dla osób lubiących czytać i poszukujących informacji o książkach.(15) Zawiera katalog, recenzje książek napisane przez użytkowników (gdzie rekordziści mają na swoim koncie kilkaset przeczytanych i zrecenzowanych lektur), komentarze dotyczące recenzji oraz forum - miejsce na dyskusje przede wszystkim o książkach.  Młodsi czytelnicy „publikują” swoje recenzje na stronie www.junior.reporter.pl.  czy w czytelni onetu ( i jeszcze wielu innych).
 Okazuje się zatem, że nie czytamy głównie z lenistwa i braku odpowiednich nawyków. (16)  Środki multimedialne  pomagają rozwijać wyobraźnię twórczą, inspirują marzenia i rozwijają fantazję dziecka oraz kształtują pamięć wzrokową i słuchową. Dostarczają także przeżyć estetycznych oraz rozwijają zainteresowania - łatwo to stwierdzić – wystarczy zajrzeć na strony www. Wciąż inspirowane „staromodną” literaturą. (17) 

Jak dotąd nic nie jest w stanie zastąpić książki w propagowaniu piękna i wartości ogólnoludzkich. Książka może być także źródłem ogromnej radości i stanowić antidotum na samotność (także w sieci). Czytanie zaspokaja bowiem nasze potrzeby, a że czasami u jego podstaw stoi chwilowa  moda, to chyba nic złego.
Czyli - parafrazując słowa Marka Twaina (o jego rzekomej śmierci) -  pozwalam sobie stwierdzić, że pogłoski o zagładzie Galaktyki Gutenberga są mocno przesadzone.

-------------------------------------------------------------
(1) Podaję za: Konrad Godlewski 24-11-2004, ostatnia aktualizacja 25-11-2004 13:02, www.gazeta.pl
(2) Halina Turkiewicz, O tajemnicy czytania i radości pisania, www.magwil.lt/maj-20.htm.
(3)  Łukasz Radwan, Wiesław Chełminiak; Tygodnik "Wprost", Nr 1064 (20 kwietnia 2003)
(4) Konrad Godlewski 24-11-2004, ostatnia aktualizacja 25-11-2004 13:02, www.gazeta.pl.
(5) S. Bortnowski, Sytuacja lektury w dobie mass mediów (rekonesans), [w:] Zjazd Polonistów 1995. ( Zagadnienia edukacyjne) materiały pod red. B.Chrząstowskiej i Z.Urygi, Kraków 1995, s.93.
(6) A. Książek – Szczepanikowa, Literatury obszar chroniony. Z badań nad szkolnym kształceniem literackim, Szczecin 1999, s.10.
(7) Łukasz Radwan, Wiesław Chełminiak, dz. cyt.
(8) J.Mikołajewski, Kartka za kartką. Rozmowa z Joanną Papuzińską, „Gazeta Wyborcza” 18.02.2004.
(9) Rozważania poświęcone fenomenowi popularności Harrego Pottera są częścią mojego artykułu Harry Potter a lektury szkolne. Uczeń w multimedialnej pajęczynie, opublikowanego w książce  Kanon i obrzeża pod red. I. Iwasiów i T. Czerskiej, Kraków 2005.
(10) P.J. Śliwiński, O zjawiskach antynomicznych w argumentach filopotterystów, w: Świat po Harrym Potterze, red. P. J. Śliwiński, A. Regiewicz,Kraków 2002, s. 189.
(11) J. K. Rowling, Harry Potter  i kamień  filozoficzny, przeł. A. Polkowski, Poznań 2000, s. 2.
(12) A. Horodecka, Harry Potter – Super Star!, „Guliwer” 2002, nr 3, s. 43.
(13) Tamże, s. 14 –15.
(14) www.e-teatr.pl;ww.filmpolski.pl; www.cyberforum.edu.pl; www.staropolska.gimnazjum.com.pl.; www.univ.gda.pl/~literat/books.http.
(15) www.biblionetka.pl
(16) Łukasz Radwan, Wiesław Chełminiak; dz.cyt.
17) Np:  http://harry-potter.secret4u.net; http:// zielone-wzgorze-ani.blog.onet.pl/  (blog poświęcony Ani Shirley).

Anna Ciciak

-----------------------------------------------------
Powyższy tekst wykładu – przedstawionego ósmego czerwca 2006 r. na konferencji zorganizowanej przez Miejską Bibliotekę Publiczną im. Galla Anonima w Kołobrzegu i Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich – za zgodą autorki skrócono. Również śródtytuły pochodzą od redakcji.


Latarnia Morska 4 / 2006