Opis ilustracji

Kategoria: felietony Utworzono: niedziela, 12, marzec 2017 Opublikowano: niedziela, 12, marzec 2017 Drukuj E-mail


Marian L. Bednarek

Patrzę na mój rysunek  i myślę sobie,  że te sztyletokropki utrzymują stan Placu Boju, to znaczy po prostu kończą zdanie zdecydowanie jak prawdziwy wojownik. W pewnym jednak momencie znika czar tej poetyckości, gdy uświadamiam sobie że na język pielęgnowany spadł dziś obowiązek prywatnej rewizji słowa „marazm”. Marazm to dla mnie kreowana poświata pozornej wielotwarzowości i wielogłosowości masowości. A to przecież nie Pessoa. Same ości jak widać wyłażą z tej frazy, a może z tej poświaty? Często jest to promieniowanie piekła, ale piekła nie inteligencji. A powiększanie szponów – oto dopiero świetlana przyszłość. To przemilczany przecież wszędzie „imperatyw”.

Szpony rosną równo z wartością prywatną. Patrzę na moje szpony i na mój stary rozlatujący się samochód. A potem na moje 39 lat pracy w kulturze. Wyglądam jak ktoś pozbawiony palców, bo o szponach niewiele tu można powiedzieć. Czasem tylko w języku pokazuję pazurki i to wszystko. Ale jak widzę, szpony rosną, och rosną, a duch wokół karleje, jakby ktoś piękny obraz zapaćkał jakąś straszną szarawą farbą;  zniknęły prawdziwe kolory rzeczywistości życia społecznego. A były kiedyś takie? Były w mojej głowie. Pejzaż pustynny, gdzie nikt to Ktoś. Ludzie podają ci do ręki trupy zamiast dłoni, zwiotczałe kikuty bez energii, nieżywe niemowlęta jak to określał Maksymilian Wołoszyn we wspomnieniach Maryny Cwietajewej, a przecież ręka to życie – mawiał. Ale kropkosztylet jak widać nie zmienia porządku zamykania zdania, oddaje raczej temperaturę zdań napastliwych i bitnych, rzadziej walecznych. A szkoda. Może jednak poruszyć łazarzowyobraźnię, co powinno dalej napawać nadzieją wszystkich wyznawców  na przykład chrześcijaństwa, bo odnowa to podstawa.

Podoba mi się to moje określenie „łazarzowyobraźnia”, przypomina pozytywną aurę malarstwa Nowosielskiego. No ale sztyletokropka i marazm to nie jakaś fikcja tylko rzeczywistość. Cóż to oznacza? Chyba to, że trzeba coś zakończyć śmiercią, zabić marazm jednym uderzeniem sztyletokropki? Ale to przecież już było, te wszystkie idee wyzwoleńcze naprawiające świat. Nikt niczego nie zabił naprawdę ani nie naprawił, zmieniła się tylko liczba trupów i pogrzebów i czyjeś samopoczucie na lepsze? Widzę że z tej własnej pułapki sumienia i wrażliwości będę musiał się wycofać w konstatacje bezsilnego poety, gdzie w cichym kącie poproszę Muzę o wsparcie. Żeby tylko mnie wysłuchała, bo kropka to nie byle co.

Kropkosztylet i Marazm eteryczny, hulający, dziwne kłótliwe małżeństwo, antynomiczny komizm. A to co miało się stać poezją w moich dywagacjach o rysunku, stało się oschłym okiem świadomości i osądu życia społecznego. Może płomień tej myśli faktycznie niezbyt dobrze rozpaliłem i mój kropkosztylet jakoś połamał się i poszczerbił. Ach, znowu jestem skazany na zwykłą kropkę? Co za wstyd.

Marian L. Bednarek

 

Przeczytaj też inne utwory M. L. Bednarka w działach „felietony” i "proza", a także w "porcie literackim" recenzje jego książek:  zbioru próz Sianoskręt (2012) – pióra Agnieszki Narloch oraz tomu wierszy Rozmowa z ptakiem (2014) – pióra Jolanty Szwarc