Odkąd pamiętam

Kategoria: felietony Utworzono: piątek, 17, marzec 2017 Opublikowano: piątek, 17, marzec 2017 Drukuj E-mail


Magdalena Tarasiuk

Twoja lekkość, dystans i ironia

Wiadomość o jego śmierci przygięła mnie do podłogi. A nie powinnam się schylać nawet na chwilę. Próbowałam zagadać tę śmierć, żeby nie pisać o niej.Mówiąc, łatwiej wygenerować emocje – po prostu ryczy się jak bóbr. Płacz zagłusza ból, a powinien go usuwać, niweczyć, wypłukać. Może za wcześnie, a może nigdy.

Odkąd pamiętam był w domu telewizor. A więc był Wojciech Młynarski. Nie przyszedł znikąd. Po prostu był – na dole, w staromodnym, niebogatym salonie „inteligencji pracującej” – w telewizorze moich dziadków. Ale przede wszystkim w adapterze „Bambino”, w setki razy granej płycie, zarżniętej, skrzypiącej, bo odtwarzanej w kółko przez rodziców.

Nasiąkałam muzyką przede wszystkim, bo słowa odbierałam automatycznie, niewiele jeszcze rozumiejąc swoją pięcioletnią percepcją. Znałam te piosenki, śpiewałam je z pamięci. I tu pojawiały się trudności, bo o ile Bogdan Łazuka czy Barbara Rylska uczyli mnie ruchu scenicznego w interpretacji swoich piosenek, o tyle Wojciech Młynarski – stał niemal nieruchomo.

Nie potrafiłam stać, śpiewając. Dlatego jako pięciolatka, najbardziej ceniłam „Jesteśmy na wczasach”, bo mogłam zagrać GRANIE BASISTY – i było to atrakcyjne, szczególnie dla widzów, oglądających moje popisy. Widzowie należeli do absolutnej elity domowej. Występowałam z „pucio, pucio” tylko przed babcią Marianną i dziadkiem Stefanem.

Dawali radę. Umierali ze śmiechu w okolicznościach i miejscach dla mnie nieznanych.

Z każdym rokiem piosenki stawały się coraz bardziej zrozumiałe – „wprost”, kolejne dna odnajdowałam dużo, dużo później. Musiały mi się podobać, bo podobały się mojej mamie. To było gwarancją najwyższej jakości, bo matka małemu dziecku powinna dawać taką gwarancję. W postrzeganiu świata.

Moja dawała.

Czy doceniałam te genialne teksty, fantastyczne wykonanie, charakterystyczną dykcję i akcenty, pauzy, rytmikę. Czy zauważałam dowcip, język, rymy, przekaz piosenek Młynarskiego? Nic z tych rzeczy. On po prostu był.

Jak pogoda.  Raz chmurna, raz mroźna, słoneczna deszczowa. Pogoda.

Jak tu żyć bez pogody. Bez drogowskazu. Jak nie pomylić wiosny z jesienią, zimy z przedwiośniem, jak wejść w upalne lato, jeśli nie ma definicji…

Za parę dziesięcioleci usłyszałam od mojej córki Marty: mamo, dziękuję, że wychowałaś mnie na Młynarskim. To ciągłość. Korzenie estetyczne, kulturowe – niezbędne do życia, do odróżnienia dobra od zła, piękna od brzydoty, wielkości od małości.

Więc płaczę pisząc, słucham, płacząc. Jutro przestanę.

Jutro zacznę działać, robić swoje.

Ale dzisiaj czuję, że z Jego śmiercią, bardziej umarli moi rodzice, odeszło dzieciństwo. To boli.

Magdalena Tarasiuk

 

Przeczytaj też inne teksty M. Tarasiuk w działach „proza”, „felietony”, „eseje i szkice”, a także w „porcie literackim” recenzje jej książek Tara (2011) autorstwa Wandy Skalskiej oraz I nie mów do mnie Dżordżyk (2014) pióra Jolanty Szwarc