Wiersz

Kategoria: felietony Utworzono: poniedziałek, 03, grudzień 2012 Opublikowano: poniedziałek, 03, grudzień 2012 Drukuj E-mail


Lech M. Jakób

O wierszu teraz mowa. O jakim? O wierszu białym, karmelkowym, aliteracyjnym, melicznym, stychicznym może? Lub nieregularnym? Sylabotonicznym? Albo też zdaniowym? Gradem podobnych pytań uderzyłby dociekliwy literaturoznawca. By potem dużo powiedzieć między innymi o rozmaitości systemów wersyfikacyjnych, intonacji, znaczeniu przerzutni, zasadach regresywności uporządkowania akcentowego i Bóg wie  o czym mądrym jeszcze.
Gdy tymczasem ja tu tylko parę słów o wierszu jako takim. O zjawisku wiersza. O cudzie poetyckiego słowa – bez naukowych szkieł. Czym w ogóle jest i jak go należy pisać, to jest tworzyć. Co najistotniejsze.

Oczywistym wydaje się, że ilu poetów, tyle recept poznamy. Lecz z chęcią wysłuchiwane bywają głosy twórców znaczących. Do takich niewątpliwie należy Jan Twardowski. Wybrałem jego wypowiedź, gdyż zawiera – niby w pigułce – ważne spostrzeżenia.
Zatem co radzi Jan Twardowski? Powiada:
Najważniejsza rzecz, aby mówić własnym językiem, nie udawać nowoczesnego, nie naśladować. Pisać tak, jakby się mówiło do kogoś bliskiego, by podzielić się z nim swoim zachwytem, wzruszeniem, zdziwieniem.
Dobre wiersze muszą być poszukiwaniem tajemnicy, posługiwać się językiem niedomówień, unikać patosu, z nutą humoru
.*

Mamy tu ukryty apel o powściągliwość w szastaniu słowem.  O zwracanie uwagi na pułapki koturnowości i za wysokiego „c”. Znalazł się także postulat mówienia od siebie, nie głosem zapożyczonym. Wreszcie widać znaczenie dystansu wobec ego (wentyl humoru).
Bo w rzeczy samej, nie jest ważne jaką formę wiersza obierzemy (tę podszepnie nam intuicja), mało istotnym się wydaje sposób doboru słów (byle świeże, niewytarte), warsztat (doszlifuje z czasem) – ważne jedynie, by poddać się refleksji i dopuścić do siebie wołanie ze środka. Z Twojego wnętrza. Gdyż tam wszystko się odbywa – w Twojej głowie i w Twoim sercu – nie na zewnątrz. Na zewnątrz jedynie zgiełk. A bez koniecznego wyciszenia niczego nie dowiesz się ani o świecie, ani o Twoim ja.

Wartałoby jeszcze dodać: poznanie! Prawdziwy poeta, terminator poezji, winien znać, co przed nim w poezji było. Jak wiersze tworzono. Po cóż na przykład wyważać już dawno otwarte drzwi. Czyli lektury. Wejście w światy poprzedników.

Powie ktoś: no dobrze, już wiem. Ale nadal czuję się niepewnie. Czytam. Dużo czytam, dużo myślę, piszę, cyzeluję... Jednak po czym poznać, że ten wiersz jest  t y m   w i e r s z e m?
Fakt, powyższa wiedza to nie wszystko. Cóż z tej wiedzy, skoro na przykład talentu brak? Przecież między chęcią bycia poetą, a byciem poetą jest zasadnicza różnica. Głęboki dół. Podobnie jak między tekstem, który wiersz udaje, a wierszem prawdziwym.
I tu zaczynamy ocierać się o nieodgadnione. To już wyższa szkoła jazdy. Szkoła jazdy duchowej i emocjonalnej. A rozum tam nie sięga.
Wkraczasz teraz poeto na pole minowe.
Tu nikt niczego Ci nie zagwarantuje. Nikt niczego nie obieca. Nikt niczego za Ciebie nie zrobi, ani za Ciebie nie przeżyje.
Tylko Ty, Ty jeden o sobie wiesz, o sobie stanowisz.
Twoją Biblią na drodze wiersza staje się Twój niepodrabialny, niepowtarzalny Duch.

Na te ułamki sekund stajesz się demiurgiem. Ty powołujesz do istnienia nowy byt. Bo wiersz,  każdy prawdziwy wiersz, jest nowym bytem, odrębnym światem. Bo każdy wiersz, niechby kwadratowy, zósemkowany, lunatyczny lub chromy, jest koroną literackiego stworzenia.
Jednak tworząc świat, za ten świat jednocześnie bierzesz odpowiedzialność.
To jest niezbywalny przywilej, ale i obowiązek każdego (s)twórcy.

Oczywiście, masz prawo odczuwać lęk, nawet ból. Ale powinieneś też w takiej sytuacji doświadczać radości. Bo tworzenie jest radością z pogranicza sacrum. Jak u kamieniarza artysty, któremu omdlewają ręce od kucia, ale jednocześnie jego dusza śpiewa.
I w tym momencie, w takim momencie, autopytania i wątpliwości znikają. Znalazłeś drogę. Nie musisz nic wymyślać, rozumowo komplikować. Gdyż za rękę nie Ty, lecz wiersz Ciebie poprowadzi.
I już w domu wiersza jesteś.

--------------------------
*Jan Twardowski Łaską zdumiony. Moje szczęśliwe wspomnienia, PAX, Warszawa 2002

Lech M. Jakób



portal LM. grudzień 2012