Wystrzał pokrzywy

Kategoria: felietony Utworzono: czwartek, 15, listopad 2012 Opublikowano: czwartek, 15, listopad 2012 Drukuj E-mail


Marian Lech Bednarek

Stojąc w kuchni, usłyszałem dolatujące z pokoju słowa radiowego spikera, że mianowicie nie wystrzał z armaty jest tu ważny, tylko opis wystrzału. Dotyczyło to muzyki jakiegoś klasycznego kompozytora, którego nazwiska nie dosłyszałem, bo jakby utopiło się w gotowanym przeze mnie rosole.

Ale mnie zaraz ta myśl przełożyła się na wszystko co znam, na wszystko co widziałem, a także na życie mojego prowincjonalnego miasteczka, które jest jak właśnie taki wystrzał z armaty, może chybiony, może te kule szmaciane, ale potężny i głośny to wystrzał jednak, jakby sam Gargantua pierdnął sobie pod lasem – ot pełnia życia na prowincji. Tyle że, właśnie, strzelać każdy może. Korkiem od szampana też można sobie strzelić. A w dodatku jakby to wszystko działo się w zapuszczonym ogródku pod rządami rozpanoszonej pokrzywy. Wszelkie inne zielska, i te biedne przestraszone kwiatki niczym kwiatoludy, gromadzą się pod jej rozłożystym baldachimem władzy.
 
No właśnie. Pokrzywa. Niech zostanie. Czemu nie?
Opis pokrzywy, jej jadu. Ale może sama pokrzywa jest już takim właśnie wystrzałem ukrytej armaty prowincji,  porastającym niemalże każde podwórko?, a w rezultacie tym konkretnym opisem wystrzału, tak jakby słowo ciałem się stało. Ten zielono-puszysty pocisk rozpalający do czerwoności skórę trafionej ofiary, niczym urzędnik petenta rozczapierzonymi kolcami restrykcji.

Cóż więcej trzeba?
Wystarczy spojrzeć do słownika, sam krzyk wokół wyrazu „pokrzywa” roznosi się:  pokrzyczeć, pokrzywdzić, pokrzywić, pokrzyżować, pokuć, pokurczyć, etc. Czyżby pokrzywa to znak władzy? Wiadomym jest, że dobrze wpływa na reumatyzm i krążenie.

Wiem, są fajerwerki bardziej ponętne i efektowne, jeśli chodzi o opis wystrzału. Można zaprząc do tego wszystkie konie mass mediów i tej całej lanserki,  ale ja wybrałem pokrzywę, pokrzywuchę, niczym jakąś złą staruchę, jej ciche knucie, spychające na inne tory myślenia, gdzieś bardziej w głąb? Ta poplątana „Urtica” już w samej nazwie pobrzmiewa jak czujny, leżący spokój armatniego pocisku, którego wiosny nigdy nie pojmiemy.

Marian Lech Bednarek