Odpominanie

Kategoria: eseje i szkice Opublikowano: czwartek, 01, grudzień 2011 Drukuj E-mail

Teresa Tomsia
                                        
                                                                                              Rodzinom przesiedleńców

W pamięci przechowujemy najważniejsze przeżycia, wydobywamy z zamglonych krajobrazów dzieciństwa ludzi, domy, przedmioty, ożywiamy uczucia, pobudzamy refleksje o utraconym – radosnym i bolesnym. Coraz więcej wspomnień i opracowań dokumentujących doświadczenia czasów wojny i okupacji hitlerowskiej, a także okrucieństwa  stalinowskiego ukazuje się na rynku księgarskim. Nigdy dość przypominania tego, jak było naprawdę. Dzisiejszym młodym umysłom trudno objąć całą panoramę przemian społecznych i obyczajowych, cóż dopiero zrozumieć zawiłości polityki. Pamięć jest jak mapa pokazująca najważniejsze punkty.

W książce Huberta Orłowskiego Warmia z oddali. Odpominania (Olsztyn 2000) jedną z istotniejszych postaci dla kształtowania postawy przyszłego germanisty i badacza kultur okazuje się nauczyciel Aleksy Kraskowski, przybyły do Biesalu z Wileńszczyzny po wojennej zawierusze. Ruchliwy i pracowity (założył z uczniami sad, objaśniał, czym jest społecznictwo i spółdzielczość), w gorącym pofrontowym czasie przywracał nadzieję na wspólne działanie, uczył historii społecznej i dziejów ojczystych. Jak Herbertowski Pan od przyrody zbliżał do natury.
 
Profesorów i wykładowców miewa się wielu, nauczycieli zaś – jeśli szczęście dopisze – zaledwie kilku (...). Jeszcze dziś, jadąc z Olsztyna do Ostródy, dostrzec można przy wyjeździe z Podlejk, po lewej stronie, pozostałości powojennej dobrej roboty naszego Pana Kierownika i nas, gromady uczniów (...). Niełatwo z dzisiejszej perspektywy zrozumieć, czym była, czym mogła być szkoła na wsi warmińskiej.

Tak pisze o swoim podlejskim dzieciństwie obecny profesor UAM – świadek przebrzmiałego świata, czujący i opisujący „szyderstwa Wielkiej Historii” doznane na sobie i swoich bliskich. Odpominania mają bowiem zamysł autobiograficzny, z akcentem położonym na wrażenia i osobiste emocje – ich przyczyny i skutki. Autor stara się wierzytelnie i wszechstronnie przedstawić odchodzenie w przeszłość kultury wsi warmińskiej – zbiorowości ukształtowanej ze zlepków polsko-niemiecko-kresowych – próbującej przetrwać w niepewnych latach wojny i „opieki” Stalina. Równoważy opinie i przeżycia osobiste wiadomościami historyka i językoznawcy. 

Tragiczne losy Orłowskich i innych polskich rodzin odzwierciedlają się również w symbolicznym przesłaniu wiersza poznańskiej poetki (z sybirackim doświadczeniem) Ewy Najwer Świadek, gdzie przywołane zostają wszelkie zagubione w czasie społeczności i kultury. Jestem z Atlantydy/ zatopionej pod falą dziejów./ Politycy mówią: nigdy jej nie było. Uczeni wzruszają ramionami. Dzięki uporczywemu dokopywaniu się do śladów pamięci – „odpominanie” to proces długotrwały, czerpiący energię zarówno z obowiązku przypominania faktów, jak i z konieczności określenia swego „tu i teraz” – uczony podejmuje trudną rolę świadka, nie ograniczając się do kronikarskiego opisu. Dzieląc się przeżyciami dziecka uczącego się w klasie bez szyb (jak w scenie z Umarłej klasy Kantora), Orłowski ujawnia obecność zapomnianego świata, którego  nie można poznać w inny sposób niż przez odkrywanie, warstwa po warstwie, własnej bolesnej pamięci. Kto próbował odkleić kopertę lub znaczek, wie, jak bardzo to trudne; wilgotny papier staje się zbyt cienki i podatny na zniszczenie, by mógł ponownie przybrać pierwotny kształt. Podobnie jest z opisywaniem przeszłości, zawsze będzie ono zniekształcone, niepełne. Warmia opisana z oddalenia (lat, kilometrów, faktów) w ujęciu autora jest sprawą ważną nie tylko dla warmiaków, kresowiaków czy zagubionych na obrzeżach historii przesiedleńców, poszukujących wciąż własnych źródeł. Dla pokoleń współcześnie rozpoznających dzieje Europy może stać się jedną z odnalezionych wartości, białą plamą do zapełnienia. Zjednoczenie myśli, kultur i pragnień o lepszym jutrze powinno mieć swoje podstawy w tak konkretnym rozumieniu i udokumentowaniu historii – bez przemilczania, ale też bez niepotrzebnego apoteozowania – jak radzi nam „szkiełko i oko” profesora Orłowskiego.


Latarnia Morska 2 (14) 2010 / 1 (15) 2011