Poezja – strumień nieświadomości?

Kategoria: eseje i szkice Utworzono: sobota, 18, październik 2014 Opublikowano: sobota, 18, październik 2014 Drukuj E-mail


Leszek Żuliński

Szekspir powiedział: Methinks I see. Where? In my mind’s eyes, co znaczy: Zdaje mi się, że widzę. Gdzie? Przed oczyma duszy mojej. Słowacki napisał: Kłębami dymu niechaj się otoczę i o miłości pomarzę półsenny… A Józef Czechowicz otwiera swój słynny wiersz "Dom Świętego Kazimierza" taką oto strofą:

spokojnie miękko świeci chwila bez godziny / twarz opada nad książką rosa może granat / widzę zawsze samotny łuskę wód w złocie gliny /bór iskrzy się sosnami patrz gwiazda źródlana /gwiazda źródlana innych

Oczy duszy, kłęby dymu, marzenia, półsny, chwile bez godziny… Skąd to się bierze? Jak zakwalifikować takie wizje? Jak w oparciu o nie budować „racjonalistyczną” wizję poezji? Czy racjonalizm tkwiący często w poetyckich kreacjach jest jedynym źródłem tych kreacji? Hm, akurat oczywista komunikatywność i logika wielokrotnie częściej zdarzają się w prozie niż w poezji. Przymiotem liryki jest narracja zupełnie innego typu.

Strumień świadomości to termin literacki, oznaczający – cytuję za Internetem – rodzaj monologu wewnętrznego. Jest to w pierwszym znaczeniu zapis umysłowego przeżywania człowieka, nie tylko tego, co aktualnie słyszy, widzi i czuje, lecz również myśli, skojarzeń, które mu się nasuwają. Wiąże się z tym zapis myśli i odczuć, narracja wyłącznie subiektywnymi odczuciami.

Ta definicja w gruncie rzeczy wyklucza nieświadomość, a jednak dobrze wiemy, że ona też może być predyspozycją kreatywną. Pisanie w stanie odurzenia czymkolwiek (mówimy: ocknąłem się zdziwiony tym wierszem) nie należy do rzadkości. Często budzimy się i czytamy kilka godzin temu napisany wiersz – i właśnie dziwimy się: to ja to napisałem? No a kto? Można przyjąć teorię medium, które pisze nami i poprzez nas. To byłoby bliskie idei Platońskiej, ale psychologowie są dalecy od sakralizowania tego typu zjawisk. Ja już wolę id, ego i superego dziadka Freuda, w którym nasze „prenatalne wyposażenie” miesza się ze stanami konkretnej świadomości.

Wróćmy do tej strofy Czechowicza. Nie da się, moim zdaniem, takiego tekstu wykoncypować. Dla psychologii aktu twórczego jest to jedna z podstawowych zagadek. A jednak sprawa wydaje się prosta: język specyfikuje się tak licznymi polami semantycznymi, że ich spotkanie i homogenizacja tworzą efekt zwany poezją. Słowa zderzają się ze sobą w sposób nieoczekiwany i dziwią się sobie. W ten sposób powstają nowe byty znaczeń, parabole, obrazy, metafory, aury… A nawet nowe słowa.

Dla przykładu: Ryszard Milczewski-Bruno pisywał takie wiersze, jak ten:

Gdy tańczyć z nią miał – o, wciórności / To on milczkiem dziędzierżawę skubał / I gwiazdnicę – w kwiczołach cały / Jakby w zapiwku dostał siekierą okraszony pień / A gdy w nim zamrugany do łez – nawrot / Kurcze blade – krzyknął – jak targaniec skoczył: / Odyńcem tu kaczałą tam a podkową w pobok – / Za skocznie chyba – na krzaku bo rozpięty jest / Jak kutas teraz – odtańcowany do cna / Z dziupelką nawiści i rosy – żyw jeszcze / Ale już jakby w jej oczach nóż wypatrzył

Pytanie brzmi: czy taki wiersz jest wykoncypowany czy też to efekt osobliwej logorei? Ale Bruno był jednak naturszczykiem, czuł język po swojemu i niemal jestem pewny, że świadomie trzymał się tego własnego języka. W nim była jego siła i odmienność.

Poezja ma jeszcze tę cechę, że w większości przypadków gardzi racjonalizmem, a irracjonalizm stanowi dla niej smaczniejszy kąsek. Surrealizm „myślenia lirycznego” jest czymś oczywistym. Oczywiście nie zawsze tak się dzieje; mamy w poezji także narrację w pełni uporządkowaną, komunikatywną, jasną jak podanie ręki i prostą jak spojrzenie w oczy. W naszej dobie programy „mówienia wprost” dochodziły przecież do znaczącego głosu. A w ogóle to wszystko zaczęło się od Homeryckiej „poezji epickiej”. Z biegiem wieków lewitowała ona jednak coraz częściej w obłokach. I była coraz bardziej ceniona.

W końcu doczekaliśmy się dwóch klasyfikacji: poeta natus i poeta doctus. Ten drugi „eseizuje” wiersz, kładąc akcent na jego „ideologii”. Nie wyobrażamy sobie na przykład traktatu poetyckiego pisanego językiem Sylvii Plath czy Dylana Thomasa. Poeta natus natomiast tworzy poza utartymi regułami komunikacji, tworzy hybrydy semantyczne, wysoce metaforyzuje, a nawet oniryzuje swój język.

Pytanie brzmi: na ile czyni to świadomie? No, reguł nie ma, ale należy przypuszczać, że chodzi tu o mechanizm irracjonalny i wielce intuicyjny. Strumień luźnej nieświadomości jest hybrydą imaginacyjną. Ale właśnie dlatego moim zdaniem „poezja nieświadomości” nie istnieje. Istnieje natomiast poezja „podświadomości”. Zakładam też taki wariant, że sami autorzy do końca nie rozumieją, co napisali. Czasami cudze interpretacje poszerzają nam wiedzę na temat własnego wiersza. To ja to napisałem? – dziwimy się… Ale to już czysta metafizyka, której sam nie rozumiem.

Powtarzam: cała prawda kryje się w psychologii aktu twórczego, zaś akty te są tak zindywidualizowane do tego stopnia, że trudno formułować reguły.

*

Zygmunt Krasiński napisał: Przez ciebie płynie strumień piękności, chociaż ty sam pięknością nie jesteś. Może więc poeta to tylko medium? Nie, w taką religię nie wierzę. Wiersze pisali naturszczycy, rzezimieszki, łajdaki i tyrani. I to nie z powodów żadnej „piękności” czy jej braku, lecz z potrzeby ekspresji. Zaś cała specyfika przekazu poetyckiego wynika tylko z wyobraźni językowej i z samego języka, który jest nieustannym „tworzywem otwartym”. Budulcem o nieskończonych możliwościach. Klasyfikujemy różne światy, style i dykcje poetyckie, poezja jest tęczą rozpostartą między biegunami realizmu i oniryzmu, a w konkretnych przypadkach i tak wszystko pozostaje językowo-osobowościowym syndromem, im bardziej zindywidualizowanym, tym lepiej.

Strumień luźnej nieświadomości jest osobliwym casusem, tajemnicą lirycznego poliszynela. Przyznam się, że nie przywiązuję do tego zbyt wielkiej wagi. Wiara i czucie kontra szkiełko i oko to wartości komplementarne; ta pierwsza wartość jest mniej zrozumiała niż druga, lecz właśnie fenomenologia wszelkiej sztuki z takich żywiołów wynika.

I jeszcze jedna konstatacja: wiemy, jakie kłopoty z przetłumaczeniem i zrozumieniem ma na całym świecie dzieło Jamesa Joyce’a Finnegans Wake. Trudno odpowiedzieć na pytania, ile w tym dziele jest świadomości, ile podświadomości, ile nieświadomości, ile intuicji i jaki jest kod słowotwórczy tego utworu. Joyce zresztą uwielbiał wszelkiego rodzaju „luźne strumienie”, co już widoczne było w Ulissesie. To prowadzi mnie do wniosku, że wszelka twórczość uznawana za swoistą logoreę wynika ze świata duchowego twórcy, a on często pozostaje dla nas tajemnicą nie do prześwietlenia.

Sądzę jednak, że w każdym przypadku raczej nie mamy do czynienia ze strumieniem nieświadomości, raczej ze strumieniem podświadomości.

Leszek Żuliński


Tekst wygłoszony 17.X.2014 roku w Oborach na 43. Warszawskiej Jesieni Poezji – w dwugłosie z tekstem prof. Andrzeja Zieniewicza pt. „Poezja – strumień świadomości”.