Bliżej niż myślisz

Kategoria: dramat Opublikowano: czwartek, 09, październik 2014 Drukuj E-mail

(słuchowisko radiowe)

Piotr Müldner-Nieckowski


Reżyser: Janusz Zaorski

Realizator: Andrzej Brzoska

Opracowanie muzyczne: Marian Szałkowski

Obsada: Adam Ferency (Piotr), Marcin Troński (Leszek), Marta Chodorowska, Maria Pakulnis, Monika Węgiel (Mira / Sklepowa 1 / Sklepowa 2 / Urzędniczka / Baba / Bibliotekarka), Sylwester Maciejewski (Megafon dworcowy / Tadeusz / Ochroniarz / Turysta / Robotnik / Młody / Pacjent / Pasażer / Urzędnik / Księgarz / Policjant), Janusz Zaorski (Paolo, polski Włoch)

---------------------------------------------------------------------------------------

OSOBY: Piotr, Leszek, Gosia, Halina, Mira, a ponadto kolejno:

Megafon (dworcowy), Spiker (Polskiego Radia), Sklepowa 1, Sklepowa 2, Urzędniczka, Tadeusz, Baba, Ochroniarz, Turysta, Bibliotekarka, Robotnik, Paolo (polski Włoch), Młody, Pacjent, Pasażer, Urzędnik, Księgarz, Policjant.

 

Dworzec Centralny w Warszawie. Pogłos. Gwar.

 

MEGAFON Uwaga, uwaga! Pasażerów, którzy udają się do Kołobrzegu, prosimy o przejście na peron czwarty.

PIOTR Lechu? Witaj w Warszawie! Dostałeś moją nową książkę?

LESZEK Dostałem. Wkrótce wyślę ci moją, za tydzień będzie w księgarniach. Niestety pociąg mi zaraz odjeżdża.

PIOTR (Pośpiesznie) Tak rzadko się widzimy i znowu nie pogadaliśmy. No to zadzwoń jutro o szóstej.

LESZEK (Pośpiesznie) Dobrze, zapraszam cię na kolację. Ja w Kołobrzegu, ty w Podkowie Leśnej.

PIOTR A ja zapraszam ciebie. Ja w Podkowie Leśnej, a ty w Kołobrzegu. (Woła, bo LESZEK odchodzi) Jutro o szóstej!

MEGAFON (Stopniowe wyciszenie) Uwaga! Pociąg do Kołobrzegu odjedzie wcześniej niż zwykle. Pasażerów, którzy nie zdążą, za utrudnienia serdecznie przepraszamy.

 

Zapowiedź słuchowiska:

 

SPIKER Piotr Müldner-Nieckowski „Bliżej niż myślisz”.

Słuchowisko w reżyserii Janusza Zaorskiego.

 

Mieszkanie w Podkowie Leśnej. Dzwonek telefonu, tradycyjny (jeszcze komórek nie ma).

 

PIOTR Dziękuję, Gosieńko, to chyba do mnie.

GOSIA To ja idę do Michaliny.

PIOTR Pozdrów ją ode mnie. Właśnie zaczynamy z Lechem kolację.

GOSIA Słucham?

PIOTR Kolację, ale przez telefon. Ja tutaj, on tam, ale jemy razem, ze słuchawkami na uszach.

GOSIA (Śmieje się) Tak, tak. Kolacja przez telefon. Aleś wymyślił, jak zwykle. To ja idę.

LESZEK (Z drugiej strony linii telefonicznej) Halooo! Podkowa Leśna? Tu Kołobrzeg.

PIOTR (Przeciągle, z namaszczeniem) Halooo! Która to godzina w Kołobrzegu?

LESZEK Zegarek mi się zepsuł, więc na pewno dobra, drogi Piotrze. Siedzisz przy stole?

Piotr i Leszek jedzą. Wspólna kolacja na odległość.

PIOTR A jakże, Lechu, wygodnie, z regulacją wysokości. To co? serek? jajeczko?

LESZEK (Nonszlancko) Ja tylko kawałeczek szczupaczyska.

PIOTR O, to jest coś. Zawsze trochę tłuszczu omega załapiesz.

LESZEK A rybka lubi pływać.

PIOTR Ja tylko czystą.

 

Wtrącenie. Sklep z wódkami. W tle jakieś rozmowy.

 

LESZEK Wódkę poproszę, taką z najwyższej półki.

SKLEPOWA 1 Na najwyższej to stoją bombonierki.

LESZEK To proszę ze środkowej. Może Chopin, Finlandia czysta i Żołądkowa gorzka biała.

SKLEPOWA 1 To ja dodam jeszcze Żubrówkę i będzie równo za dwieście. Życzy pan?

LESZEK Dobrze, ale poetom powinien przysługiwać rabat.

 

Powrót do rozmowy telefonicznej PIOTRA i LESZKA – nadal przy kolacji. Brzęczenie sztućcami.

 

LESZEK Co pijesz? Chopina, Żołądkową?

PIOTR Ja Finlandię, taką bez żadnych dodatków ani kolorków.

LESZEK No to ja też. Finlandia. (Dźwięk nalewania) Mają najczystsze jeziora w Europie.

PIOTR Czy w Finlandii też się łowi na spinning? A może tam ryby biorą tylko na chleb?

LESZEK Spinning to metoda bez granic, przyjacielu, niczym poezja. Częstuj się.

PIOTR Irek Iredyński mawiał, że Staszek Grochowiak się przejechał, bo pił wódki kolorowe, z olejkami. Koniaki i adwokaty niszczą wątrobę. Ja pijam tylko czystą.

LESZEK Irek też się przejechał przez wódkę.

PIOTR Ale nie na wątrobę. Spróbuj sosiku. Mój wynalazek.

 

Wtrącenie. W sklepie spożywczym.

 

SKLEPOWA 2 Ale żadnych sosów nie mamy, proszę pana.

PIOTR A nie ma pani jakiegoś przepisu w głowie?

SKLEPOWA 2 Ser, orzechy, bazylia i zmiksować. Będzie sos genueński.

PIOTR Niech pani daje, żona mi to jakoś zmiksuje.

 

Powrót do rozmowy telefonicznej PIOTRA i LESZKA - przy kolacji.

 

PIOTR (Z przechwałką) He, he, najlepszy sos w moim repertuarze. Mów, co u ciebie.

LESZEK Jutro mam dwa pogrzeby. I mam wygłosić dwie mowy. Raz jako poeta i raz jako pisarz. Tak wymyślili. Pisarz u nich to nie poeta, a poeta to nie pisarz.

PIOTR Ja zwykle wygłaszam jako poeta i lekarz. Jak nie będzie lało, to pogrzeby mogą się udać.

LESZEK Szkoda chłopaków. Jeden był świetnym wędkarzem, a drugi rybakiem. A jak się czuje Małgosia?, a Mama?, a kot?, a pieski?

PIOTR Nigdy tak dobrze się nie czuły. A twoje?

LESZEK Też doskonale. Jeszcze po jednym? (Dźwięk nalewania).

PIOTR Ciężko mi się tej nocy pisało. Myślałem, że będę miał spokój, a tu o trzeciej nad ranem dzwonek. Pacjent sobie przypomniał, że mu się skończył antybiotyk.

LESZEK Bo ten podział na dzień i noc jest wielce umowny.

PIOTR My też jesteśmy umowni. Ja się umawiam z tobą, a ty ze mną. A pacjenci nie wiedzą, że w środku nocy to się pisze dla nich powieści.

LESZEK Minister kultury też tego nie wie.

PIOTR A wydawcy wiedzą?

LESZEK (Nalewa do kieliszka) No to za zdrowie ministra. Żeby się obudził.

 

Wtrącenie. Gwar w urzędzie.

 

URZĘDNICZKA Te rubryki są źle wypełnione. Tutaj ma być podpis i data. Proszę wziąć nowy druczek.

PIOTR Nie mogłoby się obejść bez tych formalności?

URZĘDNICZKA Pisać pan chyba umie. A jak nie, to mogę pomóc.

 

Nowa rozmowa PIOTRA i LESZKA. Dzwonek telefonu.

 

PIOTR (Do telefonu, przeciągle) Halooo!

LESZEK (Z drugiego końca linii) Halooo! No, drogi przyjacielu, trzy miesiące minęły, więc witam na kolacyjce.

PIOTR No i jak tamte pogrzeby?

LESZEK Mówiłem z błędami ortograficznymi, ale nikt się nie poznał.

PIOTR (Z pełnymi ustami) Może grzybki? Marynowane w supermarkecie.

LESZEK (Przełyka) Kawa czy herbata?

PIOTR Byle ze słodzikiem. Jeszcze tylko rzucę palenie i z przyjemnościami koniec.

LESZEK No i potem pojechałem nad jezioro. Mocno przeszkadzały deszcze, tak że z łowieniem było kiepsko. Ale był za to spokój. Czaple, perkozy, kormorany. Halinka zrobiła im sporo zdjęć, bo grzecznie pozowały. W bezpiecznej odległości. Przyślę ci te fotki mejlem.

PIOTR Nie widzisz tego, ale suka położyła mi się na stopach, a kotka owinęła wokół szyi.

LESZEK Rozumiem. Zwierzęta domowe. Ja wolę leśne. A jestem świeżo po lekturze „Dzienników” Kisiela. To dopiero menażeria, ogród zoologiczny. Pełno ludzi obsmarował.

PIOTR Ale co? Świetne, prawda?

LESZEK Niestety plotkarskie i narcystyczne. Kisiel to jednak był typowy homo politicus, a mnie te sprawy nigdy nie interesowały. Ale już od ośmiu lat nie ma go na świecie.

PIOTR Ostatnio Małgosia zaczęła porządkować nasze papiery. Znalazłem w szafie kartkę z takim tekstem: „Jutro pogrzeb Jana Parandowskiego, Powązki, jedenasta: będziesz niósł mistrza na swych młodych ramionach”. Pamiętam, że ta trumna była dziwnie lekka. A wcześniej niosłem też trumnę z Janem, ale Kochanowskim, jeszcze lżejszą. Piętnaście lat temu w Zwoleniu zorganizował to Kazio Bosek. Przyjechały tłumy z całej Polski, kardynał Macharski, pisarze, aktorzy. Z kolegami nieśliśmy pana Jana...

 

Wtrącenie. W tle marsz żałobny, szmer tłumów.

 

PIOTR (Głośnym szeptem do TADEUSZA) Tadeusz, słyszysz to?

TADEUSZ (Szeptem, niepewnie) Słyszę.

PIOTR Stuk-stuk, słyszysz, jak stukają?

TADEUSZ Chyba słyszę.

PIOTR Kosteczki Kochanowskiego stukają w środku.

 

Powrót do kolacji telefonicznej PIOTRA i LESZKA.

 

PIOTR A obok mnie trumnę z Kochanowskim niósł Tadeusz Nowak i nic nie słyszał. Był niesamowicie wzruszony.

LESZEK A na pogrzebie Nowaka byłeś?

PIOTR Oczywiście. A teraz dopiero co odbył się pochówek Zbigniewa Herberta. Byli ludzie i była też władza. Kiedy ksiądz skończył, jakaś kobieta złym wzrokiem odprowadzała Czesława Miłosza i Wisławę Szymborską.

 

Wtrącenie. Na cmentarzu. W tle słychać zbiorowe odmawianie modlitwy „Ojcze nasz”.

 

BABA (Przepycha się przez tłum) Przepraszam, przepraszam... (Krzyczy histerycznie) Oddajcie mu Nobla! Nobla macie mu oddać! Panu Herbertowi!

OCHRONIARZ (Szeptem, na tle krzyków BABY) Chłopaki, zabierzcie tę babę w zielonym. Zapakujcie ją do suki, a potem na przesłuchanie...

 

Powrót do kolacji telefonicznej PIOTRA i LESZKA. Dźwięk nalewania do szklanki.

 

PIOTR (Bez emocji) Premiera Buzka zamurowało, ochroniarze złapali go pod ręce i wyprowadzili na Powązkowską. Krzysiek Karasek stał tam długo, wpatrywał się w świeżą mogiłę, w końcu Marian Grześczak nachyla się do mnie i mówi na ucho: „On myśli, że tym wzrokiem wskrzesi Zbyszka”.

LESZEK Szyneczka szyneczką, ale sałatka – produkcja mojej mamy.

PIOTR Wróciłem do pisania „Łaziebnego”. Czy zauważyłeś, że najlepsze dowcipy powstają, jak autor jest w depresji? Podobno Mrożek tak ma, a Henio Bardijewski na pewno.

LESZEK Swego czasu chciałem ułożyć zbiór wierszy różnych poetów o śmierci. Jedna z poetek nazwała mnie „zboczeńcem o niezdrowych zainteresowaniach”.

PIOTR Od jutra mistrzostwa świata w piłce nożnej. Francja wygra.

LESZEK A Polska?

PIOTR No co ty, Polska nie weszła do finałów.

LESZEK Nie szkodzi, ja będę wtedy na rybach.

PIOTR Piłki nie będziesz oglądał?

LESZEK Chcę pozbierać trochę obserwacji, bo siadam do pisania o drapieżcach.

 

Wtrącenie. Las, nad jeziorem. W tle głosy ptaków.

 

TURYSTA Pan patrzy, rybołów krąży nad wodą, poluje. Zaraz rzuci się na rybę.

LESZEK To orzeł, a właściwie bielik.

TURYSTA O, przepraszam najmocniej!

LESZEK Nie ma za co. Bielik nie wie, że go pan go myli z kim innym.

 

Powrót do rozmowy telefonicznej PIOTRA i LESZKA.

 

PIOTR Już widzę tytuł.

LESZEK Tytuł już jest: „Drapieżcy”.

PIOTR Zgadłeś, panie kolego.

 

Nowa rozmowa telefoniczna. Mieszkanie LESZKA. Dzwonek telefonu, brzmienie klasyczne.

 

HALINA Leszek, telefon!

LESZEK Na pewno nie do mnie, przecież piszę.

PIOTR (W słuchawce) Halooo! To ty, Lechu bez oddechu?

LESZEK (W słuchawce) No, witam, Kefasie! Mijają miesiące, a ty nie dzwonisz! Jak z Gosią?

PIOTR Wygląda na to, że jest dobrze. Po ostatniej kroplówce wszystkie guzy znikły.

LESZEK (Z pełnymi ustami) Zjesz coś?

PIOTR Dzięki, ale dzisiaj nie jestem w sosie.

LESZEK Kiedy jedziecie?

PIOTR Za tydzień, do Wilna, stamtąd do Tallina i promem do Helsinek. Jak twoje bieliki? Jak drapieżcy?

 

Wtrącenie. Spotkanie autorskie. Pogłos sali wypełnionej ludźmi. Gwar, nagle cichnie. Ktoś kaszle.

 

BIBLIOTEKARKA (Mocnym głosem, przejęta rolą) A teraz nasz znakomity gość przeczyta początek swojej nowej powieści.

LESZEK (Czyta siebie, nieco patetycznie) „Nadleśniczy Andrzej Hok znalazł w Zatoce Spokojnego Żeru trzy martwe zwierzęta złączone uściskiem: szczupaka, wilka i bielika. Początkowo sądził, iż trafił na ślad kłusowniczej działalności. Ale przeczyło temu odgryzione skrzydło orła. Przytrzymywany jego szponami szczupak miał rozdarty brzuch. Wilk był okulawiony. Ostry dziób bielika głęboko poranił też wilczą szyję”.

 

Nowa rozmowa telefoniczna PIOTRA i LESZKA. Wejście w trakcie trwającej już rozmowy.

 

PIOTR (Kontynuuje wypowiedź) ...z Podkowy przez Rygę do Tallina, z Tallina promem do Helsinek, z Helsinek do Turku do przyjaciela lekarza, a potem w poprzek Finlandii, do Rovaniemi. Gosia nigdy nie była za granicą.

LESZEK Ty jako lekarz wiesz, co robisz.

PIOTR Jedziemy dobrym autem, więc będzie miała wygodnie. Nie będziemy lecieć na łeb na szyję. Poza tym wieczorami mam zamiar pracować nad opowiadaniami. Chodzi za mną pewne wspomnienie, które aż się prosi o ujęcie w formie opowiadania.

LESZEK Wiem, mówiłeś. O tym pułkowniku bezpieki, co tak popełniał samobójstwo, żeby się nie zabić. W takim razie mam dla niego tytuł.

PIOTR Tytuł już jest: „Wielki pomysł”.

 

Wtrącenie. Gwar miasta. Wnętrze jadącego samochodu.

 

PIOTR Podjadę do stacji. Chyba znają angielski?

GOSIA Mów z nimi wyraźnie i bardzo powoli.

Trzaśnięcie drzwiczkami samochodu. GOSIA czeka w aucie na powrót PIOTRA. Włączenie radia w samochodzie. Audycja po fińsku. PIOTR wsiada, wyłącza radio, trzaśnięcie drzwiczkami samochodu.

PIOTR Jedziemy w lewo. Do Savonlinny już niedaleko. Strasznie mi się przyglądali.

GOSIA Bo więcej tego swetra nie wkładaj.

 

Nowa rozmowa telefoniczna PIOTRA i LESZKA. Telefon komórkowy. Słyszalność pogorszona.

 

PIOTR Kupiłem komórkę i od razu dzwonię, ale tu strasznie słaby zasięg jest. A dzwonię, żeby ci zdać relację z wyjazdu. Słyszysz mnie teraz?

LESZEK Jak zza grobu.

PIOTR No więc całą Finlandię przejechaliśmy tam i z powrotem. W jeziorze Mertalampi złapałem okonia.

LESZEK Brawo, rozwijasz się.

PIOTR Małgosia rysowała, jest cała gruba teczka projektów. Po powrocie wróciła do rzeźbienia. Chcemy jej zrobić wystawę na wiosnę. A ja napisałem dwa podnoszące na duchu słuchowiska. Jedno będzie w reżyserii Kukuły, drugie Modestowicza. A że teraz to ja w domu gotuję, w obydwu jest coś o zupach, z niezłą przewrotką, zaskakujące. Oj, zupa, zupa...!

LESZEK Jeżeli to ma być ta pomidorowa, co wtedy, to już pędzę do pociągu... (Zmienia ton) Cholera, przepraszam, nie dadzą pogadać...

 

Wtrącenie. W dyspozytorni wodociągów. W tle gra radyjko.

 

ROBOTNIK Panie Leszku, na Giełdowej rurę wywaliło. W kilku budynkach nie ma wody.

LESZEK Ale ekipa jest już na Radomskiej. Ściągaj chłopaków z domu.

ROBOTNIK Zabiją mnie.

LESZEK To wygłoszę mowę na twoim pogrzebie.

 

Nowa rozmowa telefoniczna PIOTRA i LESZKA. Dzwonek telefonu.

 

LESZEK Halooo! (Wesoło) To ja, drogi Kefasie. Już listopad, a ty tyle miesięcy...

PIOTR (Smutno) Witaj.

LESZEK (Tonem stwierdzenia, smutno) A więc się stało.

PIOTR Więc się domyśliłeś. Bo długo nie dzwoniłem. (Po chwili) Małgosi już nie ma. Byłem nią tak zajęty, że nie wiedziałem, na jakim świecie jestem.

LESZEK (Milczy).

PIOTR Narobiłem niewiarygodnych długów, legły w zapomnieniu liczne prace, ale każdemu mogę spojrzeć prosto w oczy – jako jedna z nielicznych Gosia miała komfort umierania. Na pewno nie dopilnowałem wszystkiego, ale nie dopuściłem, żeby była wśród obcych i obojętnych. Z tym w naszych szpitalach jest tragicznie. Co chwila ktoś umiera sponiewierany. Biedna, nie chciała się żegnać z tym światem, wciąż pytała: „Czy ja jeszcze żyję?” Wspaniały człowiek nam odszedł, Lechu. A teraz nie wiem, co mam z sobą robić. (Ostrzej) Nic nie mów!

LESZEK Nic nie mówię.

PIOTR Powoli się podnoszę, ale to nie to. Powiedziała, że kwiaty w ogrodzie dalej mają rosnąć. Jeszcze mi dyktowała, co trzeba naprawić w domu. A ja teraz nic nie robię. Nie napisałem ani linijki tekstu, przerwałem powieść w połowie. W poradni pracuję jak manekin. Dzieci pomagają w likwidowaniu pracowni Gosi, bo ja nie potrafię. Mówią, że jak się tego nie zrobi, to się rozchoruję. (Po chwili) Cieszę się, że podpisałeś umowę na „Drapieżców”

LESZEK Kto ci teraz zagra na gitarze?

PIOTR Nie dzwoniłem, bo i tak byś nie przyjechał. Zastanawiałem się, czy my przypadkiem nie wymieniamy informacji wyłącznie o zmarłych. Czy taki ma być los facetów po czterdziestce?

LESZEK Zmarł Mirek Lalak, krytyk ze Szczecina. A twoje opowiadania czytałem w „Twórczości”.

PIOTR Znałem Lalaka. Wielka szkoda. Wydawnictwo mi te opowiadania odwaliło, to dałem do czasopism, do „Twórczości”, „Sycyny” i jeszcze gdzieś, wydrukowali bez namysłu. No i wydawca od razu sam się znalazł. Paolo [pał-lo] Statuti mówi, że u nich we Włoszech idzie głównie literatura obca, i to podłego gatunku. Powiedział, że dzisiaj wydawcy potrzebują towaru, który się sprzeda w ciągu dwóch dni.

 

Wtrącenie. W tle szum kawiarniany.

 

PAOLO (Mówi Włoch nieco zniekształconym językiem polskim) Piotr, to ja ci przeczytam tylko tytuły tych arcydzieł: „Uzdrawiająca moc kamieni. Hipnoza wykrywa mordercę sprzed stu lat.  Ręce, które leczą. Tajemnicza moc magnetyzmu. Wielka księga wróżb  i przepowiedni. Wędrówka po zaświatach. Naucz się zwyciężać. Samozadowolenie na co dzień. Kiedy ktoś w domu umiera. Bądź asertywny”... (Urywa) Mam ci czytać dalej?

 

Powrót do rozmowy telefonicznej PIOTRA i LESZKA.

 

LESZEK Dobra, to jednak coś powiem. Psa i kota daj sąsiadom pod opiekę. Przyjeżdżaj, choćby na dwa dni. Jest konkurs na wiersze „O bursztynowe pióro”, zasiądziesz w jury. Równo za miesiąc czekamy na ciebie z prezydentem miasta. No i dasz swój wieczór poetycki. No i będzie beczka piwa.

PIOTR Lubię tych młodych.

LESZEK Od jakiegoś czasu nachodził mnie młody człowiek z okropną prozą i nie wiedziałem, jak mu wyperswadować pisanie. Aż przyszło olśnienie.

 

Wtrącenie. Szum kawiarniany w tle.

 

LESZEK Proszę pana, właśnie czytam Izaaka Asimova, „Magia i złoto”. Zaraz, niech to znajdę... Jest. Otóż Asimov pisze tak, niech pan słucha.

MŁODY Słucham, słucham.

LESZEK Słowa Asimova. (Czyta) „Cóż, może nie jesteście urodzonymi pisarzami, ale zawsze można się poświęcić jakiemuś podrzędniejszemu zajęciu, na przykład chirurgii albo prezydenturze Stanów Zjednoczonych”. (Do MŁODEGO) Co pan na to?

MŁODY Sorki. Chirurgiem to nie, raczej wolałbym zostać prezydentem.

 

Nowa rozmowa telefoniczna PIOTRA i LESZKA.

 

PIOTR No, cześć.

LESZEK Dzwonię znowu, bo mam pytanie. Czy mogę dać jej twój telefon? Domaga się tego, a nie wiem, jak się wykręcić.

PIOTR Ale ona ma kogoś. Wpadła do mnie na imieniny z facetem, do którego przyjeżdża.

LESZEK E, tam. Jak prosi, to o coś jej chodzi. Może o ciebie. Tylko uważaj. Byłem z nią parę miesięcy i średnio to wspominam.

PIOTR No to jej daj. Czekaj, nawet napisałem limeryk mniej więcej o tym. To leci tak: „Przymierzała się z Leszna panna / Do pewnego niepewnego panna, / A była strasznie nagrzanna. / I myślała, że zaraz z nią zacznie, / Ale on zaczął nieznacznie”.

 

Wtrącenie. Gabinet lekarski.

 

PACJENT Panie doktorze, a czy mógłbym prosić o dedykację na pana książce?

PIOTR Och, z wielką przyjemnością.

PACJENT A czy mógłbym jeszcze prosić o receptę? Tu jest zestawienie leków, o, proszę.

PIOTR O, Boże, aż tyle?

PACJENT (Wygłasza prawdę objawioną) Teraz się choruje całymi rodzinami, proszę pana.

 

Nowa rozmowa telefoniczna PIOTRA i LESZKA. Dzwonek „komórkowy”, inny niż poprzednio.

 

PIOTR Nie znasz jej.

LESZEK Jak ma na imię?

PIOTR Mira. Mirosława. Ale najlepiej Mira. Z dworca od razu jedź do mnie, nic tam nie jedz po drodze. Taksi bierz na mój koszt. Mira zrobi śniadanie.

LESZEK (Tonem przygany) Za taksówkę będziesz mi zwracał?

PIOTR Jak byłem w siedemdziesiątym czwartym w wojsku, to jako lekarz pułku za darmo miałem sanitarkę. Żołnierz, Żemajtis Antoni, był kierowcą. Pewnego razu Edek Stachura zostawił mi w mieszkaniu kartkę: „Jestem w K., daj szybko znać”. Zaznaczyłem na mapie wszystkie miasta na „K”, wsiadłem do sanitarki, żołnierz odpalił i jedziemy. Z tym że zahaczyliśmy jeszcze o A., B., C., D., E., F. i G., bo wszędzie tam były knajpy, budki z piwem i wesoła kompania. I tak jechaliśmy przez tydzień, a Stachury nigdzie nie było. Kiedy dojechaliśmy do Kołobrzegu, zapytałem, gdzie można go spotkać. I od razu mi plakat, że Stachura ma w tym mieście wieczory autorskie. Jeszcze nie wiedziałem, że ty tam mieszkasz. Napici i najedzeni wróciliśmy na noszach w sanitarce – za darmo. Tak więc przed laty zaoszczędziłem trochę pieniędzy i dzisiaj mogę ci zafundować taksówkę.

 

Wtrącenie. Rozmowa telefoniczna HALINY i MIRY.

 

HALINA Cześć, Mira.

MIRA No, cześć.

HALINA Jest u was Leszek?

MIRA Piotra też nie ma. Jest na rozmowach z wydawcą. A co?

HALINA Nic specjalnego, Leszek mówił, że jedzie do redaktora w Warszawie i będzie o ósmej.

MIRA No, to spokojnie, dopiero druga trzydzieści.

 

Nowa rozmowa telefoniczna PIOTRA i LESZKA.

 

LESZEK Dzięki, że dzwonisz.

PIOTR Cały i zdrowy?

LESZEK I podbudowany. Poprawię tylko wstęp i będzie grało.

PIOTR Zostawiłeś u mnie teczkę z tekstami. Jutro wysyłam kurierem.

LESZEK Świetnie. A już się obawiałem, że wpadła w niepowołane ręce.

 

Wtrącenie. W przedziale kolejowym, w tle odgłosy pociągu.

 

LESZEK Przepraszam, ale tu leżała teczka, taka tekturowa.

PASAŻER Jak się ma coś cennego, to się w pociągu nie śpi. A jak się śpi, to niech mu się nie śni.

LESZEK (Z uznaniem) Dobre! Czy mogę to zapisać?

PASAŻER W żadnym wypadku, ja nic nie powiedziałem!

 

Nowa rozmowa telefoniczna PIOTRA i LESZKA. (Treść na początku mało zrozumiała, tak ma być).

 

PIOTR Mieszają szyki pod palmami.

LESZEK Tym razem Kołobrzeg przesadził, przypomina hinduskie targowisko ze świętymi krowami: tłok, smród i harmider.

PIOTR Okej. Z tych rzeczy, które mi przysłałeś, wyrzuć drugi i dziewiąty.

LESZEK Zresztą jest i przełom. Lepiej, żebyś tamtego nie publikował, przynajmniej na razie. A do tego ta inwazja Słońca. Smażyć jajecznicę na asfalcie można. Zmieniłem tytuł całości.

PIOTR Nie mam tego materiału, więc z góry dziękuję. Niezła nawijka. Teraz mogłem nadrobić zaległe lektury i dochodzę do wniosku, że John Coetzee [dżon kut`sii] dostał Nobla za słuchowisko. Te jego powieści to czyste dialogi, i to radiowe. Ale w sumie, po skandalu z Dario Fo, to właśnie Coetzee uratował Nobla przed ostateczną degradacją.

LESZEK Chwilowo. Ja im nie wierzę.

PIOTR Oni tam w Sztokholmie mają coraz większe zaległości. Gombrowicz nie żyje. Jorge Luis Borges [horhe luis borhes] nie żyje. Robert Musil [muzil], William Carlos Williams, Miodrag Bulatović, Zbigniew Herbert - nie żyją.

LESZEK A jest mnóstwo takich, którzy żyją nadal, poczynając od Różewicza, i co? Wszelka nagroda w sztuce jest rodzajem manipulacji. Próbuje się premiować coś, co jest zmienne w zależności od tego, kto czyta. Linijki z miarką nie przyłożysz.

PIOTR No i myślą, że jak rzecz napisana na komputerze, to gorsza. Parandowski pisał w „Alchemii słowa”, że sens ma pisanie tylko piórem. A jak Parandowski umarł, to Andrzej Szczypiorski przerobił to na anegdotę o sobie. Cytuję z pamięci: „Trzydzieści lat temu Parandowski zapytał mnie: Kolego, jak pan pisze? – Na maszynie do pisania, panie prezesie – odpowiedziałem. – A, to już teraz wiem, dlaczego pan pisze takie marne książki”. Cały Szczypiorski. Kokiet, no nie? A jeszcze wyszło na jaw, że był agentem.

LESZEK (Ironicznie) Tak, poeci piszą gęsim piórem, nogi trzymają w kałamarzu, a nad nimi wisi chmura pełna natchnienia. Tylko do niej sięgnąć i wiersz pisze się sam.

PIOTR (Również z ironią) I chleją, bez przerwy chleją. Są też poeci nieprzekładalni na żaden język. Tymoteusz Karpowicz, Kazimierz Hofman, Ryszard Milczewski-Bruno. Stachura kiedyś próbował tłumaczyć Bruna, w końcu swego przyjaciela, na francuski i zrezygnował po trzech linijkach. Czyli piszemy szyfrem, tak?

LESZEK Ludzie naprawdę myślą, że poezja jest nieczytelna. Tymczasem do ludzi dociera poezja grafomańska. O dobrych poetach nie słyszeli. Dobrych poetów się nie wydaje, a marni publikują samych siebie. Każdy może wydrukować wszystko.

 

Wtrącenie. Zmiana planu. Inna rozmowa telefoniczna, z zakłóceniami.

 

HALINA Słuchaj, w takim razie umówmy się gdzieś tak w Toruniu. Pośrodku między Kołobrzegiem a Podkową Leśną.

MIRA Tak tak, musimy się spotkać. Oni coraz częściej mówią ze sobą jakimś kodem. Chwilami mam wrażenie, że ich nie rozumiem. Nic, tylko pracują, a potem my będziemy chodzić na ich groby. Ja tak nie chcę.

HALINA Jak są osobno, to jest trochę lepiej. A jak się spiknę, to się nawzajem nakręcają...

MIRA Czyli Toruń, restauracja „Monte Carlo”, koło południa. Najwyżej jedna z nas poczeka.

 

Powrót do rozmowy telefonicznej PIOTRA i LESZKA.

 

LESZEK No to teraz ty dostaniesz nagrodę ode mnie. Uważaj: wczoraj widziałem w księgarni dwoje gimnazjalistów, jak kupowali twój słownik frazeologiczny. Był dla nich za drogi, więc się złożyli i kupili jeden egzemplarz na spółkę.

PIOTR Dzięki serdeczne. No to mam i ja dla ciebie. Mówi się, że „słowiki śpiewają”. A ja podsłuchałem, że to nie żaden śpiew, tylko język. Nagrałem na dyktafon szpiegowski. Na przykład: „hihihi” znaczy „jestem tutaj”. „Karrr” znaczy „mogę mieć dzieci”, ale kiedy, gdzie, po co, jak, z kim – nie wiadomo. A na przykład „hii-jod” znaczy „nie ma zagrożenia, można się kochać”. I teraz: „Tili-tili” znaczy „spadaj stąd, to moje terytorium”.

LESZEK Tak, a w mediach awantura, czy Miłosz ma być pochowany Na Skałce. A ty gdzie byś go pochował?

PIOTR W grobie.

 

Wtrącenie. W mieszkaniu, w tle telewizor. Krzątanina, trzaśnięcie drzwiami.

 

MIRA No dobrze. Pokaż ten prezent.

PIOTR Siadaj, Miruś, i trzymaj się poręczy, żebyś mi nie spadła z krzesła. To są bilety. Bilety na samolot Warszawa – Chicago – Seattle [si-atl ]. I z powrotem: Nowy Jork – Warszawa. Mamy półtora miesiąca na przejechanie Stanów w poprzek, jedenaście tysięcy mil. Tu narysowałem mapę trasy. Samochód zarezerwowany przez Internet. Start w rocznicę ślubu, czternastego sierpnia. Co ty na to? (Po chwili) Zaskoczona? Mira, słyszysz?

 

 

Nowa rozmowa telefoniczna PIOTRA i LESZKA.

 

LESZEK A teraz Ha, czyli Zwierzątko, mówi mi, że wróciliście z Ameryki.

PIOTR A skąd wie?

LESZEK Może od Miry.

PIOTR Mira właśnie wróciła z  konferencji bibliotekarskiej w Toruniu i teraz śpi jak zabita.

LESZEK Zwierzątko też właśnie była w Toruniu, na konferencji dziennikarskiej, i też się położyła. Jak wszyscy zaczną tak jeździć do Torunia, to z tego miasta zrobi się stolica.

PIOTR A z tymi stolicami to jest tak, że dzisiaj urzędnik z ubezpieczenia wpierał we mnie, że stolicą Stanów jest Nowy Jork. W końcu się na to zgodziłem, bo widziałem po minie, że inaczej nie wypłaci mi odszkodowania za wypadek, który miałem w styczniu.

 

Wtrącenie. Pokój urzędnika firmy ubezpieczeniowej.

 

URZĘDNIK Ale z tego nic nie wynika, proszę pana. Pan sobie zabierze tą [] epistołę.

PIOTR Jak to nie wynika? To nie epistoła. Opisałem dokładnie przebieg zdarzenia, uszkodzenia samochodu, podałem świadków, są zdjęcia zrobione komórką, wszystko.

URZĘDNIK A po cholerę ta cała fatyga? Pan myśli, że ja mam czas na czytanie?

 

Powrót do rozmowy telefonicznej PIOTRA i LESZKA.

 

LESZEK Tak, Nowy Jork. Wielkie miasto. Pewnie robi wrażenie, co?

PIOTR Ogromne. Jak tam wjeżdżaliśmy z Mirą tunelem z New Jersey, akurat był jedenasty września, rocznica zburzenia World Trade Center. No i demon-stracje antyrządowe. Stolica już nie Stanów, ale po prostu świata. Demony niosły stracje. Transparenty. Na przykład takie: „Cała prawda o zamachu!”, „Kto naprawdę zburzył wieże?”. No i zadyma. I gazy łzawiące. Do hotelu dotarliśmy dopiero w nocy.

LESZEK Pomyśl jeszcze o „Śwince morskiej”.

PIOTR Zabiorę się do tego dopiero po Wszystkich Świętych.

LESZEK Wszystkie święte to są dwie: Mira i Halinka.

PIOTR Święte słowa.

LESZEK A ja rozprowadzam słowa po powieści dla młodzieży. Będzie liczyła dwieście stron.

PIOTR A ja jestem ze swoją przy trzechsetnej. Wychodzi ze mnie na czworakach i staje na nogi.

 

Wtrącenie. Księgarnia. Gwar.

 

LESZEK Chciałbym kupić słownik synonimów.

KSIĘGARZ Nie mamy słownika synonimów.

LESZEK No to poproszę słownik wyrazów bliskoznacznych. Ten, co tam stoi na półce za panem.

KSIĘGARZ A, bliskoznacznych! Proszę bardzo. Zapakować?

 

Nowa rozmowa telefoniczna PIOTRA i LESZKA.

 

PIOTR (Szeptem, głosem zdławionym, żeby postronni nie słyszeli) Lechu, przepraszam, teraz nie mogę, bo jest pogrzeb Ryśka Kapuścińskiego. Kościół Świętego Krzyża. Zdałbym ci relację na żywo, ale w kościele głupio bym wyglądał z komórką przy uchu. Przed chwilą widziałem Julię Hartwig, właśnie wszedł Piotrek Matywiecki, Janusz Krasiński, Kasia Boruń. Przyjechała córka Ryszarda z Kanady. Teraz pakuje się grupa dziennikarzy z telewizji. Tłumy. Na cmentarzu ma prowadzić ksiądz Boniecki. No, muszę wejść i ja, bo za chwilę nie będzie gdzie stanąć. Oddzwonię, jak będzie po wszystkim.

 

Nowa rozmowa telefoniczna PIOTRA i LESZKA.

 

LESZEK Słuchaj uważnie. Dzwonię z pociągu. One obie są w Toruniu, więc zaraz wsiadaj do auta i jedź. Masz trzy i pół godziny jazdy. Zaparkuj przy dworcu na ulicy Kujawskiej. Tam będę. A dalej ruszymy do restauracji „Monte Carlo”. One tam będą.

PIOTR Właśnie jestem w wannie.

LESZEK Agatha Christie też pisała w kąpieli.

PIOTR I wąchała zgniłe jabłka. Nie mogę się ruszyć, bo kot mi siedzi na głowie i boi się wody.

 

Na drodze. Słychać pędzące samochody.

 

PIOTR Ja nic nie mówię. Przekroczyłem przepisy i się zgadzam z pana decyzją.

POLICJANT To znaczy mandat pan przyjmuje. Proszę ze mną do radiowozu.

PIOTR Chcę tylko wyjaśnić, dlaczego jechałem za szybko.

POLICJANT (Zniecierpliwiony) No, proszę.

PIOTR Muszę zacząć od tego, że pewnego dnia, wiele lat temu, na dworcu w Warszawie spotkałem przyjaciela i umówiliśmy się na kolację przez telefon. Wie pan, on w Kołobrzegu, ja w Podkowie Leśnej i jemy razem, telefonicznie, rozumie pan... (Na wyciszeniu) A do tego wódeczka. To znaczy tak rozmawiamy, a ostatnio nawet...

 

Restauracja. Gwar. PIOTR i LESZEK rozmawiają półgłosem.

 

LESZEK Dobra, sala duża, na razie nas nie widzą. I co, wlepili ci mandat?

PIOTR Uznali mnie za wariata i chcieli zabrać samochód. Ale ich przekonałem. Dałem im po tomiku z dedykacją. (O Mirze i Halinie) Patrz, a one gadają jak najęte.

LESZEK O nas. Kombinują, jak zacząć decydować za nas.

PIOTR Myślisz?

LESZEK A kto stanowi treść ich życia? Martwią się, że tak harujemy. Halinka patrzy na nas. Widzi i nie rozumie. Ale numer! Nie patrz w tamtą stronę.

PIOTR Mira też zerka. A tu fatamorgana! Złudzenie optyczne! Tak, to my, moje drogie.

LESZEK Nie wierzą własnym oczom. (Po chwili) No, Mira uznała, że się pomyliła. Oznajmia to Halince. Pewnie mówi, że ma kiepskie okulary.

PIOTR Zwijają się. Wołają kelnera. Udawaj, że nie widzimy. My to nie my. My to sobowtóry.

LESZEK Naprawdę wychodzą. Przestraszyły się nas. Dziwią się. Idziemy za nimi?

PIOTR Ale za chwilę. Niech się jeszcze trochę podziwią.

LESZEK Słusznie, drogi przyjacielu. Szkoda, że to się nie nadaje na żadne opowiadanie.

PIOTR Żaden czytelnik by nie uwierzył.

LESZEK (Do kelnera) Proszę pana. Chciałbym zapłacić. Dwie kawy i ciasteczka.

PIOTR Reszty nie trzeba.

 

Piotra Müldner-Nieckowski

 

--------------------------------------------------------

Słuchowisko powstało na podstawie książki Müldner & Jakób "Korespondencja literacka Lecha M. Jakóba i Piotra Müldnera-Nieckowskiego publikowana na łamach kwartalnika 'Łabuź' w latach 1998-2007" (Wydawnictwo ADAM MARSZAŁEK, Toruń 2010)

Premiera: Polskie Radio Jedynka (Program I), 2 maja 2012, godz. 21:05

 

portal LM, październik 2014

 

 

 

Przeczytaj też tekst Piotra M-N „Jak powstał dramat radiowy >Bliżej niż myślisz<” w dziale „eseje i szkice”, zapis jednego z wcześniejszych słuchowisk Przepustka do nieba w dziale „dramaty”, esej „Czy język młodzieży jest poprawny?”,  poezję i prozę, a także recenzje jego książek Park (2011) Piórko. Dramaty radiowe (2007), Raz jeden jedyny. 53 opowiadania z nieustannego stanu w. (2007)