Hamlet, Requiem (d-moll KV 626), Księżna, Powrót do Alfriston, Zwierzyniec spod Welwyn, Refleks tabloidu we szkle, Menage a troi

Kategoria: poezja Opublikowano: wtorek, 15 luty 2011 Drukuj E-mail

Wojciech A. Maślarz
                                   
                                    z cyklu Nóż do ostryg

HAMLET

 Hamlet po sielskich wakacjach, gdzieś pod Elsinore
(szabelka, szmaciane lalki, zabawa w Crusoe),
utrudnioną miał dojrzałość i dorosłość trudną.
Śmierć ojca. Ślub stryja i matki. Porzucone studia.
Francję i Italię zwiedza. Naraz wraca z Grand Tour.   
Chce przedłużyć młodość na zamku. Wznieść mur
z piachu, który tkwi w nim. Nieporęczny mu pistolet.
Chciałby się przebierać, gonić z myśliwską sforą.
Kres zabawom daje zjawa. Fantom potwora?
Duch ojca ujawnia zdradę stryja, a jego dictum
„Wypełnij pomstę! Instrukcja zawarta w skrypcie!”
Wręcza Hamletowi folio i znika jak kamfora.
Syn wgłębia się w instruktaż. Nie tak straszna zmora!
Ale potem Ofelia, prawie Hamleta żona,
topi się w podejrzanie płytkiej wodnej zonie.
Ciało sterczy w stawisku przez rozmiękłe godziny,
policja i śledczy szukają przyczyny.
Dlaczego ona leży a woda sięga szyi?
 
Hamlet zaprasza na zamek komediantów,
a oni komedię grają. Czarny dramat amantów,
którzy piją do zdrajcy stryja. Zajzajer cedzą.
I marihuanę palą, niepomni ascezy.   
W rezultacie stryj kona, zżarty przez dupnyj syf
pogrążając Hamleta, choć ten sprawił się jak gryf.

Duch ojca cieszy się z pomsty dokonanej.
Czy pragnął by jego geny wraz z synem skonały?
Hamlet wszak przeżył. I wawelską zasiedlił norę.
Kupił trupa. Korpus, miast niego, leży w Elsinore.
Cokolwiek pogłówkujemy – czerep myślą gore: 
Roztropnością piwa polać. Siąść pod parasolem.
Przemijają królestwa. Trwają słowa. Parole.


REQUIEM (d-moll KV 626)

Mozart pisze operę. Prześwituje przez nią msza.
Genialna blaga-powaga! Konfuzję tworzy gracz.
Warto wysłuchać mszy. Wraz z nią z oczu zejść.
I nigdy się nie odnaleźć. I obrastać w sierść.
Nowych interpretacji. Pasaży. Ujęć. I przejść.
Mogiła nieoznaczona. Lecz chorał musi brzmieć.
Requiem jest to żałobne. Szereg płonących świec.
 
Bosko brzmiąca muzyka rozżarza do białości!
Wpisuje się w miedzioryt. Głosy giną we mgle.
Amadeusz pisze mszę. W unisono ma brzmieć.
Podniosłe żałobne tony. Klawiatura z kości.

 

KSIĘŻNA

widzę portret księżnej w czerni i bieli
owal ciepłej twarzy a w oczach topiel
czy jej życie było ledwie ucieczką?
długi pościg ujęty przez teleobiektyw
duża jasność światła i czuła matryca
ryk świateł w tunelu, przysłona f:1.7
gilotyna ultraszybkiej migawki minolta
klaustrofobiczny zgiełk aut pędzących 
wylatujący w niebo z miasta wątpi 
arie z kanałów i jaszczurzych paszcz
kochanek koi opowieścią o Sindbadzie
tego nie ujmują walijskie ballady
to wszystko trwa w tym albumie
zagięty róg kartki z napisem secret

 

POWRÓT DO ALFRISTON

Napisałaś w swoim dzienniku Autumnal Journal:
przed wjazdem stoi znak „Slow Children and Animals”.
Dalej, mijając grząski grunt i błotne kałuże 
(gdy jechaliśmy przez leśny tunel drogą na skróty),
wspomniałaś o van Goghu, a raczej jego butach: 
„to ranga obuwia dla człowieka i Boga!
Nie jakieś rozpadające się zafajdane buciory
tylko znoszone obuwie godne czynić honory, 
czy tak podchodzisz do mnie, mój Joe?”

Nazywała mnie Joe bez wyraźnego powodu.
W mieście Alfriston spędziła wczesną młodość
Ze sławnych bywali tu zaledwie Churchill i Woolf.
Zatrzymywali się tak jak my; w B&B Old Mill;
dla swej twórczości; my dla prywatnych chwil,
w czarującym mieście gdzie wciąż powab i szyk
i ciągle wieczorami szczebiocze dzikie ptactwo!
Pamiętam jak rankiem pod okno podszedł lis 
i nie odchodził, wyczekiwał na coś, chytrus! 
Rzuciłem mu wędzonego łososia w otwarty pysk.
Lis przyjął dar
                         i dał dyla w krzaki.
Traf sprawił, że jadałaś rybę na śniadanie
(jakieś kwasy omega-3 wspomagające pamięć)
i nie mogłaś mi wybaczyć tego specjału,
szczególnie, że w jadalni brakło frutti di mare

Znak ostrzegawczy „Slow Children and Animals”
wpisał się na zawsze w twój Autumnal Journal.

 

ZWIERZYNIEC SPOD WELWYN

pamiętasz Aleksandro gdyśmy razem zwiedzali
pracownię Lindy, artystki z twojej reklamy
jej mąż prowadził firmę w domu pod Welwyn
mieli tam jednego osła, świnię oraz cielę
zwierzęta bawiły się razem aż dokupiono kozę
wtedy nadeszła niezgoda; piąte koło u wozu
świnia z osłem i byczkiem trzymały sztamę. kozy
nie uważały i wypinały się na nią
osioł puszczał wiatry, świnia kwiczała na kozę
byczek trącał ją łbem: bo ci jeszcze dołożę
koza biegała za nimi, nie zrażało ją chamstwo
aż osioł ją obsikał. mam w d… tałatajstwo  
odtąd biegała samotnie. w pracowni ktoś tworzył
to Linda rysowała brakującą kozę


REFLEKS TABLOIDU WE SZKLE

Szef japońskiej Yakuzy rozwalony w Jacuzzi
Rozparty i biczowany uśmiecha tłustą buzię.
Tyle mówią nagłówki. Reporterska profesja
wypełniać fitness kluby łakomych refleksji.
I stukać w klawiaturę. Szkło pragnie rozpicia.
Klejnoty więżą chciwców. Rubin tnie odbicia.

Czytam to na e-booku od szkła po czarne tło. 
Sensacyjna fabuła. Włącz tonację c-moll.
Dopala się samochód. Ryby na gazecie
Refleks tabloidu. Płoną oczy z portretu.
 



MENAGE A TROI

U pani Mason zawsze panował porządek.
Starannie zaaranżowane greeting cards na drzwiach
wyglądały dziwacznie. Karty sprzed kilku lat.
Kolekcja kart pocztowych od jednej osoby,
Julie Warton. „Od sąsiadki te karty pochodzą.
Ona już tu nie mieszka, lecz nasza przyjaźń trwa.
Odwiedzam ją regularnie w St Augustine’s Park”
Pani Mason dopiła kawę. „Zwykła przyjaźń,
którą życie obdarza jak wymianą grzeczności”
I na tym bym zakończył gdyby nie ciekawość,
moja słabość do designu okolicznościowych
kart. Kaligrafowane pismo i szyk wyrazów:
aranżacja tworząca graficzne obrazy.
Treść wyszukana, pełna aluzji do spotkań
towarzyskich, wyjazdów oraz podziękowań.
Spod karty wypadł nekrolog Pani Julie Warton
„Pochówek w St Augustine’s Park, aria Mozarta…”

Burze ze strugami wody. Ksiądz znał ten przypadek:
brak na cokolwiek dowodów. Czy ktoś gra aubade?
Poulenc wypełnia powietrze; pani Mason tak gra.
Fiszki niezapowiedzianych zdarzeń. Ménage à troi.
 
                                                     Wojciech Adalbert Maślarz


portal internetowy LM, luty 2011