Impresja. Wschód wiersza, Mitologia, Zakaz wstępu, Ogród, Nazajutrz, Opowieść Gerdy

Kategoria: poezja Opublikowano: czwartek, 09 maj 2013 Drukuj E-mail


Dariusz Dziurzyński



IMPRESJA. WSCHÓD WIERSZA

                              Łukaszowi Polowczykowi

Zamiast stoczniowych żurawi i masztów
widmowe kikuty na horyzoncie.

Trzy łodzie rybackie (a może jedna)
sunące w porannym mirażu.

Rzeczy powoli odeszły od rzeczy
człowiek odszedł od tego co ludzkie.

 



MITOLOGIA

Jest młody.
Dumny jak hiacynt
jak lotos skupiony.
Wszystko jest kwestią odwagi i czasu.
Uprowadzenie Europy. Zejście do Tartaru.
Pojmanie kudłatego psa
którego poda na talerzu słońcu.
Wypowiedzenie wojny porzucenie wojny
znaczą tyle co dwudniowy zarost.
Słucha komentarzy ryb
lecz ufa komentarzom ptaków.
Nie wstąpi ponownie do tej samej rzeki
bo przed nim wybrzeża oceanu.

Starcy na jego widok schodzą z dębów
i jedzą w zaroślach cukrowe brody.





ZAKAZ WSTĘPU

                pamięci prof. Stanisława Makowskiego

Na tych kamieniach
pamiętających kapłanów
usiadła wieśniaczka
i porodziła ducha.

Tak się przynajmniej zdawało
romantycznemu poecie
który tutaj leczył
schorowane płuca.

Pasterka spoglądała
w zorzę oceanu
machała sabotami
i gryzła źdźbło żyta.

Krowy przeżuwały
jagnięta skubały
przejechała dwukółka
z garncami mleka.

Jak to się stało
że poczęła ducha
głupia nieuczona
gadająca patois?

Pozostanie tajemnicą
realność zdarzenia

(intuicja poety
kontra
chłopskie trzewia).





OGRÓD

Lubił podkradać złote jajka ptakom.
Wchodził wtedy zwinnie na drzewa
i zaglądał do gniazd ufając
że udałem się w cień na spoczynek.
Śpiącym pawiom związywał szybko ogony.
Do mrowisk wkładał zielone gałązki.
Kolorowe liany w które się stroił
wyrywał upartym małpom.
Nauczony liczyć na szyszkach
przewracał na grzbiet żuka
żeby dodać nieruchome łapki.
Wyjętą ze strumienia rybę
przykładał do ucha i dziwił się
że choć rusza ustami to milczy.
Otwierał dobrodusznie kokon
chcąc uwolnić skrzydła.
Nocami biegał pośród trwa
w poszukiwaniu świateł
co spadały pomiędzy poziomki.
Na mój oddech
wrzucał pospiesznie gwiazdy do jeziora
i otrzepywał dłonie z pyłu nieba.





NAZAJUTRZ

Trzeciego dnia wzeszło słońce
i nastał dotkliwy upał.

Boginki zaszyły się w krzewach i grotach
strumienie przywarły kurczowo do dna.

Jaszczurka znieruchomiała na głazie
rozpalonym sercu pieca.

Dojrzałe oliwki marszczyły skórę
a ziemia pękała jak glina.

Wtedy udałem się do świątyni
żeby wybłagać deszcz.

Wyrocznia spojrzała zdumiona
zajęta gaszeniem ogniska.





OPOWIEŚĆ GERDY  

Kayu

Jestem

Szłam po kamieniach zwiędłych liściach
po wodzie krze po pszczołach śniegu
mogłam zamieszkać u dobrej wróżki
(wyczarowywała uśmiechnięte kwiaty)
mogłam zostać u małej rozbójniczki
mieć kufry złota trzewiki z jedwabiu
polecieć daleko gdzie kwitnące tarasy
tak łatwo przecież oddać się marzeniom

Popatrz jestem

Ale on czyta i nie słyszy
podrywa głowę idzie do ściany
spogląda w gęste lustro lodu:


Inaczej leci ptak nad lasem
a inaczej w wyobraźni

Inaczej wyznać komuś miłość
inaczej ubrać w rytm i frazę

Kiedy piszę wtedy żyję
żyję wtedy kiedy piszę.*

I tylko w tle gdzieś w korytarzach
rozlega się wyraźny szelest
jakby ktoś podrywał suknię
przyspieszał kroku. Coraz szybciej

                               [„Epitafia. Remake”, 2013]

* Parafraza słów Jarosława Markiewicza z wiersza "Przyszedłem zapytać o własne imię czasu który wnoszę", Warszawa 1968, s. 6.

                              Dariusz Dziurzyński




portal LM, maj 2013