Koszaliński "Miesięcznik" nr 4/5 2011

Kategoria: z dnia na dzień Utworzono: niedziela, 01, maj 2011 Opublikowano: niedziela, 01, maj 2011 Drukuj E-mail

Ukazał się podwójny wiosenny numer "Miesięcznika" - koszalińskiego pisma społeczo-kulturalnego, które zadebiutowało na rynku prasowym w roku 2000. To już 130 numerów. Jest się czym pochwalić. Periodyk, wypuszczany w świat przez Spółkę z o.o. "Ulma", wydawany jest we współpracy z Zarządem Głównym Związku Literatów Polskich, a drukiem zajmuje się toruńskie Wydawnictwo "Adam Marszałek". Redaktor naczelny: Maria Ulicka. Sekretarzami są Izabela Nowak i Stanisław Ruszkowski. Redaguje kolegium. Zawsze dołączając niemało zdjęć dokumentujących materiały.
Co nowego znajdziemy w wiosennym "podwójniaku"? Sporo ciekawych rzeczy - w tym literackich.

Numer otwiera bardzo ciekawa rozmowa "Między romantyzmem a konstrukcją" Andrzeja Gnarowskiego z poetą i krytykiem literackim Dariuszem Tomaszem Lebiodą. Do tej rozmowy powrócimy na końcu omówienia. Lecz jest też "przedotwarcie" w postaci w postaci słowa wstępnego Marii Ulickiej. Redaktor naczelna, rekomendując bieżącego "podwójniaka", nawiązuje m. in. do niegdysiejszych Dni Książki i Prasy. Czytamy we wstępie: Gdybyśmy chcieli iść na łatwiznę, można by powiedzieć, że owe "dni..." zmiotła niewidzialna ręka rynku i tak jak wiele błędów słusznie minionej epoki odesłała do lamusa historii. (...) Nie wystarczy szlochać - "żeby Polska była Polską....", bo to za mało, by zachować tożsamość narodową i kulturową, której tyle na spienionych ustach wielu likwidatorów fundamentów owej polskości. Analfabetyzm - nie tylko funkcjonalny, stał się trwałym elementem naszej współczesności. To nie jest tylko kwestia dotycząca zdolności komunikowania się między sobą, ale dużo poważniejszy problem zbiorowej wyobraźni, której kalectwo odbije się na poziomie naszych aspiracji, konkurencyjności i partycypacji w postępie cywilizacyjnym. Szkoda, że świadomość znaczenia książki i czytelnictwa zaczyna docierać do decydentów po tylu latach budowania nowej rzeczywistości, zwłaszcza w okresie harców przedwyborczych. Tego, co zaniedbano, odrobić się nie da. Nieskażeni literaturą i czytelnictwem pojutrze wejdą na polityczne salony. Już dziś stanowią prawie 1/4 polskich elit. Mocne słowa. I trudno im nie przyklasnąć.

Nie zabrakło w kwietniowomajowym numerze tekstów stałych autorów. Piszą Zygmunt Broniarek ("Warszawskie koneksje i refleksje"), Joanna Rawik ("Polacy w Wiedniu"), Ewa Werner ("III Gala Koszalińskiej Kultury", "Klejnoty Bawarii - Ratyzbona"), Anna Mosiewicz ("Złoty pierścionek na szczęście...", "Birma w odcieniach czerwieni", "I ciągle widzę ich twarze"), Małgorzata Kołowska ("O sobie samej dla potomności..."), Jerzy Żelazny ("Chłopiec z gitarą..."), Izabela Nowak ("Ludzie z pasją: Na radosną nutę", "Jubilatowi - STO LAT!" - o Wacławie Dąbrowskim), Joanna Nowińska ("Romeo i Julia", "Miłosz"). Nadto sporo informacji dotykających kultury. W tym m. in. o mondramie "Gracz" Fiodora Dostojewskiego w wykonaniu Michała Pustuły z Teatru ECCE HOMO  z Kielc w reżyserii Stanisława Miedziewskiego (Teatr Propozycji "Dialog"), o otwarciu Gminnego Centrum Kultury i Promocji w Kobylnicy, a też o odejściu (w marcu b.r.) Anny Kajtochowej - poetki, powieściopisarki i dziennikarki.
Anna Kajtochowa, o czym mało kto z młodszych czytelników wie, W swoim Krakowie uważana była za kogoś, kto na pewno nie odmówi innym pomocy, szczególnie młodym, ale nie tylko - wspomina pisarkę Andrzej Dębkowski (www.literaci). - Promowała ich twórczość, gdzie tylko się dało, pomagała, redagowała, pisała wstępy, posłowia, recenzje... (...) Bo Ania wierzyła w młodych, na nich stawiała, to w nich widziała nadzieję... Zawsze powtarzała: "pamiętajcie o młodych, nie zamykajcie się we władnym świecie, dajcie im szansę.

A skoro jesteśmy przy literaturze. Podwójny numer "Miesięczka" nie skąpi kolejnej dawki interesujących materiałów. Znajdziemy tu informacje o 17. edycji Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta, której laureatami w 2010 roku zostali Henryk Bereza i Roman Śliwonik za całokształt twórczości oraz Henryk Bardijewski i Erwin Kruk za książki opublikowane w 2009 r. (H. Bardijewski za książkę Wyprawa do kraju księcia Marginała, zaś E. Kruk za opowieść Spadek. Zapiski mazurskie 2007-2008). Natomiast Agnieszka Szymanik pisze o Aleksandrze Nawrockim - laureacie European Award The Trebbia 2011. Tenże laureat z kolei, w osobnym tekście, przybliża XI Światowy Dzień Poezji, ustanowiony w Paryżu w roku 1999. Nie zabrakło także wiadomości o nowych książkach. Mowa jest w najnowszym numerze o tomie poezji Dźwięk i Echo Krzysztofa Boczkowskiego, a też o świeżym zbiorze wierszy Andrzeja Turczyńskiego Szron (tu przybliżenie pióra Jerzego R. Lissowskiego "Poetyckie przesłanie Turczyńskiego z rozstajów naszej niezgłębionej doczesności").

Na osobną uwagę zasługuje pięciostronicowy tekst Ryszarda Ulickiego "Książka na wysokości oczu". To niewątpliwie kubeł zimnej wody na łeb naiwnych, a może tylko słabo zorientowanych w sytuacji miłośników książek. Mówiąc językiem młodzieżowym - "masakra". Autor w krótkim rzucie przedstawia obecną sytuację czytelnictwa krajowego - podsuwając m. in. konteksty brytyjskie i czeskie. Podane są aktualne fakty, cyfry. Cytuję drobny fragment: Parlament norweski w przyjętej w 2000 roku ustawie postanowił, że żaden mieszkaniec nie może mieć do biblioteki dalej niż 2 kilometry. A liczba bibliotek i wypożyczalni bibliotecznych w Europie i Stanach Zjednoczonych od przeszło 20 lat rośnie. A u nas? W latach 1898-2008 ich liczba spadła o 1893 biblioteki do 8420 w 2008 roku, co oznacza spadek o 18,4%. W miastach stan sieci bibliotecznych zmniejszył się o 13,4%, a na wsi - o 20,7%. Dorzucę lokalny kamyczek do tego ogródka. Kołobrzeskie uzdrowiska zlikwidowały u siebie  w s z y s t k i e  punkty biblioteczne... A jeszcze, co punktuje R. Ulicki, brać należy pod uwagę nowe genialne pomysły włodarzy naszego kraju - choćby wprowadzenie podatku VAT na książki i lekceważący stosunek prawny wobec ich autorów...

Nadto mamy dawkę poezji. Opublikowano wiersze (po jednym) Dariusza T. Lebiody, Adama Siemieńczyka, Anny Marii Mickiewicz, Romana Maciejewskiego-Vargi, Jana Lechonia i Haliny Poświatowskiej.
I zapowiedziany powrót do rozmowy A. Gnarowskiego z Dariuszem T. Lebiodą. D. T. Lebioda (rocznik 1958) pracuje jako wykładowca w Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego. Jest m. in. członkiem Stowarzyszenia Kultury Europejskiej (SEC), redaktorem naczelnym kwartalnika filologiczno-artystycznego "Temat" oraz autorem wielu książek eseistycznych, poświęconych poezji dziewiętnastego i dwudziestego wieku, a też ponad dwudziestu zbiorów wierszy.
Przedostatnie pytanie prowadzącego rozmowę A. Gnarowskiego: - Dostrzegam u pana - w odróżnieniu od wielu rówieśników - solidne rzemiosło, wybiegające daleko poza dziedzinę liryki. Cz celem poezji może być jedynie wyeksponowywanie samych form? Poetyckość konstrukcji...? Cz poezja nie traci wtedy kontaktu ze światem? A może to jest tylko rozumowe zaangażowanie się w rzeczywistość, w celu jej poetyckiego przetworzenia?
Odpowiedź Dariusza T. Lebiody: - To rzemiosło wiąże się przede wszystkim z wykonywanym od wielu lat zawodem wykładowcy uniwersyteckiego, a zarazem z uprawianą, nieformalną profesją krytyka literackiego. To jakby nieustanne obcowanie ze słowem, czytanie wielu książek, dyskutowanie o nich ze studentami i naukowcami, a także pisanie recenzji, szkiców, esejów, spowodowało, że jako tako wyszlifowałem język. Lektura jest tutaj chyba najważniejsza, bo jest jakby wgrywaniem do umysłu stereotypu językowego, nieomal tak jak dzieje się to w przypadku komputerów, które pracują tylko po zainstalowaniu w ich pamięci określonych programów. Jeśli chodzi o poezję to ważny jest wewnętrzny napęd twórcy, który niektórzy nazywają natchnieniem, a inni zapałem lub pasją. Kiedyś pisałem znacznie więcej wierszy, tworzyłem tom za tomem, a teraz takie eksplozje poetyckie zdarzają się rzadko. (...)
Jeśli poezja traci kontakt ze światem, to przestaje być poezją, staje się rodzajem przypisu, mało znaczącym komentarzem, notatką na marginesie dnia lub zdarzenia. Prawdziwa sztuka słowa musi wydobywać głębię z doświadczeń i przeżyć - musi tworzyć ramy dla ogólnych sentencji, nietracących swojej aktualności w wielu czasach i przestrzeniach. Wiersz musi mieć swoją dykcję i kręgosłup językowy, a nade wszystko musi docierać do świadomości czytelnika lub słuchacza i pozostać w niej długo. Można to uzyskać przez kumulację metafor, poprzez rezygnację z nich i uproszczenie przekazu (ks. Twardowski: "Śpieszmy się kochać ludzi/ tak szybko odchodzą"), ale też poprzez konstrukcję wiersza i jego unifikację filozoficzną z przesłaniem czasu.

Jednym słowem w najnowszym, podwójnym numerze "Miesięcznika" naprawdę jest co czytać.

Wanda Skalska