Lutowy numer "Miesięcznika"

Kategoria: z dnia na dzień Utworzono: czwartek, 24, luty 2011 Opublikowano: czwartek, 24, luty 2011 Drukuj E-mail

Koszalińskie czasopismo społeczno-kulturalne "Miesięcznik" ma swoich stałych współpracowników. Jak w poprzednich numerach, tak i teraz, w numerze lutowym - 2 (127) 2011- , liczącym 80 stron, piszą m. in. Walentyna Trzcińska, Izabela Nowak, Małgorzata Kołowska, Anna Mosiewicz, Ewa Werner, Joanna Rawik, Zygmunt Broniarek i Jerzy Żelazny. Z literackich rzeczy znajdziemy w bieżącym zeszycie wiersze Władysława Broniewskiego, Romana Śliwonika i Andrzeja Grabowskiego. Także omówienia kilku książek: tomu poetyckiego Ślad R. Śliwonika, zbioru opowiadań Lalka anioła Eduarda Koczergina, Poezji wybranych A. Grabowskiego, tomu prozy Ludmiły Janusewicz Przesypywanie ziaren piasku oraz sztuki teatralnej Zdrówko pana dyrektora Ryszarda Ulickiego.

Ostatni z wymienionych przeprowadził też interesującą rozmowę "O humanistyce, biografistyce, roli kronikarza, ewolucji polskiej myśli morskiej, niezwykłych losach polskich admirałów i życiu naukowca, który kieruje największą niepubliczną szkołą wyższą na Pomorzu" - z prof. dr. hab. Zbigniewem Machalińskim. Z. Machaliński uznawany jest za jednego ze znamienitszych historyków Pomorza XX i początków XXI wieku. Obecnie jest rektorem Gdańskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej. Ma w swoim dorobku ponad 160 publikacji, w tym 10 wydawnictw zwartych - m. in. Czasopiśmiennictwo morskie II Rzeczpospolitej oraz książkę Admirałowie polscy 1919-1950.
Prowadzący rozmowę w trakcie rozmowy zadaje pytanie: Czy można zatem mówić, że jeszcze istnieje taki fenomen, jak filozofia morza, jego  k u l t u r a  i etos? Jaka jest twoja 'prognoza pogody' dla tego obszaru kultury i świadomości Polek i Polaków?
Odpowiada Z. Machaliński, rozpoczynając myśl od chlubnego przykładu z międzywojnia, jakim był (i jest) budowniczy Gdyni Eugeniusz Kwiatkowski: (...) Dziś odpowiedzialność za etos morski, kultywowanie kultury inspirowanej problematyką morską - za ową filozofię uprawiania gospodarki morskiej - rozmywa się. Bardziej przypomina chałupnictwo oraz mały i średni biznes niż koherentną narodową koncepcję. Nie myślę o jakichś centralnych dyrektywach - ten sposób kierowania życiem gospodarczym mamy na szczęście za sobą, ale przyznam się, że po cichu marzyłem o jakimś renesansie polskiej 'morskości'. Kiedy nasza granica morska - niegdyś bronowana przez wopistów, by nikt nie uciekł do Szwecji przestała być północną flanką obronną Układu Warszawskiego - kiedy wojsko uwolniło wielkie połacie wybrzeża, kilka portów i wiele mniejszych baz, leżących w pobliżu nadmoskich miejscowości i lotnisk - zacząłem mieć nadzieję, że zaczniemy dostrzegać piękno morza, związane z nim problemy ekologiczne, ale także jego walory biznesowe. Dziś bardziej opłaca się skorzystać z egipskiego lub greckiego 'luksusu' niż z pobudek patriotycznych przepłacać w nadmorskich kurortach ciągle nie dorównujących tamtym bardziej egzotycznym, choć tak bardzo odległym geograficznie.