„Nie zapomnij, że byłaś” Elżbiety Bielskiej-Kajzer

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 11, grudzień 2019 Drukuj E-mail

Leszek Żuliński

POEZJA ZNACZNEGO KALIBRU

To jest solidna książka poetycka licząca 168 stron.
Elżbieta Bielska-Kajzer (poetka z Nowej Soli) wydała już cztery zbiory wierszy w latach 2012, 2013, 2015 i 2016, a teraz – po trzyletniej przerwie – zdecydowała się na opus magnum, czyli „zbiór solidny”.
Miałem kiedyś przyjemność ją poznać. Tak, ona żyje literaturą i kulturą, a w swoim mieście jest osobą wyjątkową. Cieszę się, że powstała ta kolejna jej książka – solidnie dokumentująca literacki talent Autorki.
Czy włodarze Nowej Soli lub nauczyciele-poloniści mają świadomość istnienia tej poetki? Bywa, że takie osoby jak Elżbieta często nie afiszują się, a ich poezja zamknięta jest w czterech ścianach. Ale chyba tym razem się mylę…

Ten tom podzielony jest na sześć części o następujących tytułach: Gdzie są oczy, Trzy szczypty litości, Dziwna nieznana, Wśród znaków przejrzystych, Przełom i Wiersze inspirowane grafiką.
Recenzyjka ta musiałaby mieć tu sporo miejsca, aby po kolei wszystko omówić, a więc pozwólcie, że „poskaczę” sobie po najistotniejszych moich wrażeniach.

Zacznę od końca: są tu wiersze inspirowane Picassem, Lebensteinem, Marią Hiszpańską-Neumann i Leonor Fini. Zacznę od Picassa: w głowie kobiety zamieszkał Minotaur / niezwykle utalentowany potwór / poza sztuką okrucieństwa / znał doskonale ars amandi / a na flecie grał jak Apollo / wszyscy byli zadziwieni zasłuchani // kobieta poznała wady i zalety / tego fascynującego monstrum / dawcę trwogi i rozkoszy // kiedy w końcu Tezeusz zabił Minotaura / w jego własnym labiryncie / ona nie umiała już potem / zaznać szczęścia z mężczyzną / i umarła z tęsknoty za mitem.

Kto pisze takie wiersze? Tylko ten, dla którego kulturowość jest czymś bardzo ważnym. Elu: chapeau bas z mojej strony!
Ale – oczywiście – w tak opasłym tomiku znajdujemy różności. Na przykład wiersz pt. Dwie nadzieje. Oto on: powściąganie nadziei na to / że wydarzy się upragnione / powściąganie nadziei na konkretny / pożądany stan to żmudna robota / umysłu // jednak pokora wobec własnych / oczekiwań jest potrzebna / żeby oczyścić przestrzeń / żeby znalazło się miejsce / na coś więcej / na następny krok-dar Losu // jakby mnie wiodły dwie nadzieje / nie mogę poddać się całkiem ludzkiej / mniejszej // żeby to co wprost ze źródła bije / tajemniczej siły która razem ze mną / przyszła na świat / nie stracić.
Zwróćcie uwagę, jaki mądry to wiersz. Moim zdaniem w całym tym tomie Elżbieta jest intelektualistką, a nie „poetką tańczącą po kwiatkach”.

Do siebie wziąłem utwór pt. Spotkanie autorskie: o czym poeci rozmawiają / poeci rozmawiają / a ja pragnę nietaktownie / uśmiechnąć się wprost // trafić do człowieka // właśnie tu // bo zaufać to komu / jeśli nie poecie // krytycy zrobią z ciebie / temat i materiał // w słońce patrz.
Hmm, ten dystans mi odpowiada. A wynika on stąd, że Ela ma dystans do życia literackiego. Widać tu zresztą jej „osobność osobowości”. Jej „postawa literacka” nie chodzi utartymi ścieżkami. To zresztą oczywiste, bowiem jakbyśmy nie szukali tych ścieżek, to w całym tym zbiorze głównym sednem jest „kulturowość egzystencjalna”. Te dwa słowa zderzają się tu ze sobą, bo one są krwiobiegiem pasji życiowej Eli.

Od lat nie miałem w ręku takiego solidnego i wieloaspektowego zbioru wierszy. Powrócę teraz do Leonor Fini, o której Ela napisała wiersz przecudnej i ogromnej wagi: jest wiosna Leonor i śmierć // śmierć która wisi w powietrzu , nieustannie się przemieszcza / wciąż nieoswojona / przecież nie wiadomo / ilu wśród nas żywych a ilu umarłych / nieustannie zmieniamy formy / nie ma ruchów i form zakazanych / życie jest nagie wolne // powietrze wiosenne tak pachnie / kiedy przed południem piję kawę / znużona w obrazach Leonor / ledwie muśniętych kreską / myślę o dziewczynach z kotami / tańczących na miotłach lekko / bez opamiętania przemieszczają się / tak szybko że nie mogę za nimi / nadążać / jedna już mi prawie znikła / nieopodal krąży tylko cień ostatniej miotły / i zawiesza się na rożkach we włosach / prawie czuję nienamalowany kurz / w wirującym powietrzu widzę oczy / poważne bezczelne skupione gotowe / czekają na nowe wyzwania…

To tylko połowa tego wiersza… Jednego z najlepszych, jakie ostatnio czytałem. Taki format poezji nie otarł się o mnie od lat. Chcę tym samym powiedzieć, że Elżbieta Bielska-Kajzer osiągnęła poziom wyjątkowy. W ogóle cała kulturowość tych wierszy jest imponująca. Nie wiem jak będzie z dystrybucją tej książki, ale powinna ona wyjść „spod nowosolskich strzech”. Kończy się rok 2019 i byłoby hańbą, gdyby ten tom ugrzązł „na zapieckach”. Apeluję więc, by czytelnicy i znawcy poezji wydobyli tę książkę na arenę ogólnopolską. Ja ten tom wierszy uważam za dzieło sporej klasy!

Elżbieta Bielska-Kajzer „Nie zapomnij, że byłaś”, Urząd Miejski w Nowej Soli i Biblioteka Publiczna, Nowa Sól 2019, str. 168

Leszek Żuliński