Notatki na marginesach (27)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 01, listopad 2019 Drukuj E-mail

Bartosz Suwiński

KOTLINA. SKWIRY

1.
O świcie wychodzę przed dom bo pies obszczekuje jeża, który zakopał się w kupie gałęzi pod werandą. Pachnie mgłą i pierwszymi oddechami. Rajskie jabłuszko puściło nowe pędy. Pod drzewem dwie jeżowe kupy. Słuchamy z Jankiem koncertu Maanamu z 1993 roku – słowiański zadzior liryczny. Niesie nas tam skąd przyszło. Po zmroku wyjdę za próg, wrócę i pachnieć będzie dębowym dymem, jesionową korą i smażonymi grzybami na maśle. Czy wciąż możliwe jest patrzenie na świat za pośrednictwem kogoś, kto jest nam bliski? Drzewa inaczej układają się na wietrze. Dalej, noc. Słucham Pendereckiego. Muzyka w której mieszkają pająki, co nigdy nie zasypiają.

2.
Drugi dzień października. Zakładamy Jankowi kartę w bibliotece. Dostaję książkę – otwiera ją wiersz Anny Kamieńskiej – i literkę „J”. „Kreska, kreska, kółeczko, / rysuję tu słoneczko”. Potem oglądamy koparki, bo w Bystrzycy, przy pręgierzu, wymieniają kanalizację. Idziemy do piekarni, wysłać los. A potem wyżej. Mijamy dwie kobiety. Jednej zdania pójdą z nami. „Ledwo przyszłam z tego pogrzebu. Tak mnie nogi bolały, że flaki się przewracały”. Pies wierzga na sznurze, kiedy idą do niego z widłami.

3.
Oglądamy starą introligatornię, gilotyny mają przeszło sto lat. Na placu budowy, kierowca koparki, mówi do Janka: „Cześć, bierz, którą chcesz”. Na Zabłociu pani zbiera pigwy. Niesie się: „Maksik”. Zetor z pługiem z uchyloną klapą na dachu pomalowaną na biało-czerwono. Słonecznik dziko nasiany przy rynnie. Cztery krowy skubią siano i siedzą w kręgu własnych odchodów. Sójka skrzeczy i mości się na gałęzi dębu. Dzisiaj jest taki dzień, że stygnie kawa i nie ma komu na to zwrócić uwagi. Bogatka nie chce wygramolić się z rynny. Głóg tak samo jutro, tak samo dziś.

4.
Krowy piją z wanny do której gospodyni właśnie wrzuciła szlauch. Obszczekują nas trzy burki, na snopku przycupnął kotek. Pani mówi, że ostatniego rzucili przez płot w niedzielę. „Krowy mamy, to myślą, że mleko jest, ale cielaki ciągną, a my nie doimy. Koty nam przez płot lądują. Mamy osiem psów i trzynaście kotów i wszystko trzeba wykarmić”. Kobieta jeszcze coś mówi, zaganiając indyka do obejścia. Widząc nas z daleka, pani Bronisława, kiedy do niej zachodzimy, w ten ton: „A to głupie ludzie są, z nimi lepiej nie gadać”. Mówię, że się spóźniłem, bo chciałem sobie jabłek nazbierać i że będzie mi trzeba czekać do następnego lata. Pani Bronisława, z lagą przy nodze: „Oni na przyszły rok odpoczywają”.

5.
Pies grzbietem wciera się w martwą mysz. Prąd pyka w pastuchu. Podrywa się chmara ptaków z linii energetycznych, liść zawisł na drucie kolczastym. Schodzimy po popołudniowej drzemce na dół. Mały jeszcze zaspany, grymasi, z głową na moim ramieniu. Na raz się podnosi, rozgląda się naokoło i mówi: „Ta-sia. Ta-sia”. Wujek Czacha już pojechał, Janku. Chodź, pokażę ci miechunkę!

6.
Czy to bieganie od sprawy do sprawy, od człowieka do człowieka, od miłości do obojętności, nie jest tylko ucieczką od siebie, tu, do siebie, tam? „My jesteśmy tutaj, a ty jesteś tam, gdzie jesteś”.

7.
Im bardziej poznajemy życie, a w zasadzie odsłania się nam sieć tkana od przypadków do konieczności, to uczymy się, że nie idzie o to, aby mu sprostać, tylko o to, by wypełnić je treścią. Moc pierwszych wtajemniczeń nigdy nie słabnie. Kocha się zawsze pierwszy raz. Oddala od siebie prędzej, czy potem.

8.
Pamięć utrwala złudzenie ciągłości, byśmy nie myśleli, że wszystko zaczyna się z każdym dniem od nowa. Przyzwyczajenie wypiera spontaniczność, a rutyna ciekawość, bo inaczej trwalibyśmy w pomieszaniu, a świadomość stałaby się chorobą, na którą zapada myślenie. Tak musi być lepiej, na pewno bywa lżej.

9.
Nie przekraczamy siebie, bo za progiem, który forsujemy, posnęli. Czytasz, pojawiają się obrazy, zapraszają do środka. Nim się spostrzeżesz, jesteś wewnątrz, rozglądasz się po miejscach, które odkryły dla ciebie słowa, zapodziały czas. Gdzie oddychasz? Jak jesteś? Ile to potrwa? Widzę cię pierwszy raz, choć wydajesz się znajomy.

10.
Czy nie jest tak, że skrywamy się w znanych gestach i słowach, bo łatwiej jest powtarzać? Że chowamy się za cudzymi słowami, podpieramy wypowiedzianym sensem, naśladujemy gesty dawno wykonane, bo zbyt dużo kosztowałoby nas zrezygnowanie ze znanego? Że tylko dziecko zasadza się na niemożliwe, a my, dorośli, jedynie na możliwe? Dlaczego zamiast być w środku życia, pozostajemy na jego wykoncypowanych poboczach?

11.
Dwoje młodych ludzi, jeden pod drugim: „Żałuję, że zapomniałem o byciu sobą”. „Żałuję, że jestem sobą”. Mniej cierpliwe to, co nie padło. Od kilku zmierzchów wychodzę o 21.00 przed dom i słucham dzwonu. Jeż siedzi przy misce, pyszczkiem do ziemi.

12.
Wiem coraz mniej. Życie to nie zadanie z jedną niewiadomą, a ciąg, wir, struga, choć w codziennych koturnach; wydaje się, że opiera się o ścianę. Błędnie zakładamy, że lata nas gdzieś prowadzą, a czas podsunie odpowiedzi. Tu gdzie jesteś, masz wszystko, czego potrzebujesz. W końcu teraz. Zobacz naokoło, a nie przestaniesz się dziwić. Chwila jest wszystkim, ale wciąż gonimy za następną i następną, i w ostateczności, pozostajemy z niczym. Kiedy opada mgła, można w końcu zaczepić się o kształt, widok, fakturę, i wtedy zostaje się sam na sam z przestrzenią, a ona rośnie.

Bartosz Suwiński

 

Przeczytaj też wcześniejsze odcinki „Notatek na marginesach” B. Suwińskiego, wiersze autora w dziale 'poezja', a także w 'porcie literackim' recenzje jego tomików: Bliki (2013), Odpust (2013), Uroczysko (2014), Wyraj (2017), Bura (2019) oraz książki eseistycznej Pory poezji. Koncepcja czasu w twórczości poetyckiej Krystyny Miłobędzkiej (2017)