„Słowianki” Władysława Edwarda Gałki

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: niedziela, 01, wrzesień 2019 Drukuj E-mail

Szymon Prowacki

SAMORODNY ARTYSTA

Leży przede mną na biurku książeczka do omówienia kłopotliwa, jak zasugerował w posłowiu jego autor – Sławomir Płatek, o czym za chwilę. To publikacja zatytułowana Słowianki Władysława Edwarda Gałki. Zawierająca reprodukcje prac malarskich, grafiki oraz garść utworów parapoetyckich. Kto zacz tenże Gałka? Dowiadujemy się z książki: Urodzony w roku 1959. Murarz-tynkarz po szkole zawodowej (w Świnoujściu), kanonier po wojsku, rencista po chorobie psychicznej.

Powiada sam o sobie: „Maluję, rysuję, stwarzam cyfrowe światy grafiki, rzeźbię. Piszę – część moich zapisków opublikował nieistniejący już ‘Łabuź’ (Prowincjonalny Okazjonalnik Literacki) wydawany przez poetę Leona Zdanowicza. Zilustrowałem jego pośmiertnie wydane książki: opowiastki opowiadające oraz leoniki i inne wiersze wybrane. Moje grafiki znalazły się w zbiorze opowiadań Szorty Jacka Ozaista i w tomie wierszy awaria migawki Sławomira Płatka.
Od kilkunastu lat jestem członkiem Stargardzkiego Stowarzyszenia Miłośników Sztuk Plastycznych „Brama”. Mieszkam w Węgorzynie w woj. Zachodniopomorskim. Zdarzenia losowe zmusiły mnie w ostatnich latach do podjęcia maksymalnego wysiłku fizycznego, psychicznego, intelektualnego, by podołać temu zadaniu, a skutek jest taki, że mam czasu na twórczość mało, mimo tego rzeźbię, maluje, tworzę – dalej, wbrew wszystkiemu. Bo muszę.” (Więcej na stronie internetowej: www.wladyslawgalka.de.tl/)

Natomiast wspomniany S. Płatek tak wije się w tekście zatytułowanym „Wstęp (czy też posłowie) którego nie napisałem”: Gałka najwyraźniej ma całą tę ‘polską poezję’ w miejscu sobie jedynie znanym. Pisze swoje wiersze, niekiedy nawet wierszyki, robi te swoje uniki, figluje. Oczywiście – czytać to – sama przyjemność, ale pisać o tym wstęp (czy też posłowie)… Państwo mnie pewnie rozumieją.
Myślę, że Gałka niezupełnie „jest poetą”, choć pisze. Nie wiem, czy chce „być” rysownikiem, malarzem, rzeźbiarzem (bo i tym się zajmuje). On po prostu spędza życia w fajny sposób (…) Ja nie wiem, co z nim zrobić. Gość rzeźbi w plastelinie, rysuje na pudełkach od tabletek na jakieś choroby, o których nigdy nie słyszałem, pisze wiersze w jakimś stylu, który nie wiem czym jest (…).

Jestem w stanie pojąć rozterkę próbującego przybliżyć odbiorcy twórczość samorodnego artysty. Rozterkę i zagubienie. Gdyż nie jest łatwo dookreślić utwory słowne i dziełka plastyczne Władysława E. Gałki. Zasadzają się bowiem na intuicji, którą wspiera amatorskie imaginarium. Twórca nie zamierza polemizować z zastanymi nurtami w literaturze i sztuce (choć czasem do nich nawiązuje); on raczej swoimi dokonaniami - mniej lub bardziej świadomie - się bawi. Tak jest w przypadku kilkunastu tekstów parapoetyckich, jak i z tworami plastycznymi (których w publikacji przewaga).

Oto próbka. Utwór „nało-go.wiec”: no chrumka jak ono ciumka / i plumka ćma gdzieś pod / nami / gzy tryni trani // bo po eta kur / va chrzani razem dziwy / one tam tra ta ta ta tam / super / wulkan opisany // i niechybny koniec.

Prawda, że wielu czytelników bezradnie rozłoży ręce? Ale niechaj będzie dla nich pociechą, że literatura i sztuka, prócz nurtów i kierunków nazwanych i opisanych, akceptowanych i odrzucanych, posiada również rozmaite nisze, które warto odkrywać - choćby dla estetycznej higieny.
W publikacji Słowianek W.E. Gałki, podobnie jak w przypadku niedawno przedstawionej na portalu książce Miry Góreckiej Ulicami miasta. Łobez w latach 1945-70, maczał palce niestrudzony edytor Bogdan Zdanowicz. Należy też docenić wkład sponsorów (godnie wymienionych na ostatnich stronach wydawnictwa), a także fakt, że przedsięwzięcie patronatem objęli Burmistrz Węgorzyna Monika Kuźmińska oraz Starosta Łobeski Renata Kulik.
Dzięki właśnie takim inicjatywom rośnie siła kulturowa społeczności lokalnych. Słowem – tak trzymać!

Władysław Edward Gałka „Słowianki”, Wydawnictwo BRYK-ART., Łobez 2019, str. 40

Szymon Prowacki