Notatki na marginesach (25)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 03, wrzesień 2019 Drukuj E-mail

Bartosz Suwiński

KOTLINA. ALIKWOT

1.
Chmara piegży trąca wyschłe liście pod magnolią, ta zakwitła drugi raz, tego lata. Na jabłoni szpak, w szybkich kreskach. Najpierw przycinam głóg, choć nie bez oporów. Potem stoimy w deszczu pod klonem. Jastrząb drobi kroki w szczerym polu. Gdzie nie spojrzysz – nasiane dziko jesiony. Cykoria podróżnik to przyrodnia siostra chabra – wiesz Janku? Powiem Ci jeszcze, że gdybym miał wymienić cztery rośliny, od tygodni z nami, to patrz: stokrotki, nachyłek, wrotycz, łopian. Co, przeczesujemy trawy? A teraz tata będzie powtarzał sobie w myślach: życica i wiechlina. Babka zwyczajna. Glistnik. Kąkol. I znowu jaskółcze ziele. Jakby od tego miało być mu lżej i lepiej, jakby te a nie inne, zalane myślami, naparzyły czaju.

2.
Morele spadają z drzewa. Owoc uderza o ziemię. Nie do zmieszczenia w słowie. Stałe zdziwienie dzwonami, o okrągłych godzinach. Mnóstwo dźwięków, których nie znajdę w słowach. Kos na sztachecie, z glistą w dziobie. Odrywam się od niego w skok pasikonika, choć go sobie dopowiadam, bo zostało drgnięcie trawy, a może i to domyśliłem. Gęsi podskubują kaczki. „Owca, kawa, tyta, papała, papania”. „Ściana”. Janek wypowiedział swoje dwa pierwsze słowa na trzy sylaby: Mał-go-sia, mar-ki-za. I dobija się do czwartej: Har-mo-nij-ka.

3.
Ruszamy. Jesiony, klony, dęby szypułkowe, robinie i nasze kroki za ich cieniami, przed ich cieniami. Po skarpie wspina się lis. Odwraca się w naszą stronę, patrzymy po sobie. Janek jeszcze nie wie, że popołudniu trafimy na polanę w Jaszkowie, potem za Laskowicami, a przed Przyłękiem, zatęsknię, kiedy skończy się słonecznikowe pole. „Niech tu idzie, ja pójdę z boku, tak to ładnie wygląda”.

4.
Nad rzeką. Spostrzegam kwiat, w chaszczach, któremu za wszelką cenę chcę zrobić zdjęcie. Ale nijak nie umiem się do niego dostać. Pokrzywy smagają po nogach, ostrokrzew jeździ po rękach. Kurwa, wejdę. Muszę mieć to zdjęcie. Janek patrzy jak się gimnastykuję. Zaczynam złorzeczyć pod nosem. Zaczynam się nerwowo pocić. Nie znam tego kwiatu. Szukam w atlasie. Nie mogę znaleźć. Przecież zwykły, biały, no, wypadło, no… W końcu sobie odpuszczam, ale nie słyszę rzeki, nie widzę ścieżki przed sobą, myślę tylko o tym kwiatku, jakbym stracił ważną okazję nie wiadomo na co, albo jakby mnie coś niby istotnego, ominęło. Idziemy, humor mi się posypał, i po pięciu minutach widzę całą kolonię tych kwiatów, w pełnej krasie, w idealnym świetle, o, krok i mogę być z nimi. Ale mijam je obojętnie. Minęło już kilka tygodniu od tego poranku, i nadal nie wiem, czego miała mnie nauczyć ta historia?

5.
I mniej efektowne życie, tym więcej w nim miejsca na emocje. Znój jest wyzwaniem, a prostota pochwałą cierpliwości. „Każdemu, co jego, mówi Pismo”. To jedno zdanie wysłał mi wczoraj profesor W. I wystarczyło.

6.
D., żyję w kratkę, a ja w linię. Czy jeden zaimek starcza na całą drogę? Co ze słowami na wietrze? Czy kałużę obchodzi to, co odbija?

7.
Pozostaje odchodzące w ciszę, słowo. Pustkowie osieroconej wyobraźni. Przerabiał to już tyle razy, ale wciąż popełnia te same błędy.

8.
Chwytał się ostatnich myśli. Nie świeci się w żadnym oknie. Spuścił głowę. Został. Jeszcze. Trochę. Powtórzył, co usłyszał. Nie patrzy się dalej niż do dziś. Nie szuka się bliżej, niż tu. Nie myśli się bardziej, choć szuka mocniej.

9.
Nie pamiętasz początku. Zamykasz się w kręgu. Wybierasz tylko raz. Bierzesz, co dają. Chcesz więcej, ale nie dostaniesz. Czas zabierze przestrzeń, przestrzeń oddechy.

10.
Grób, który zamknął XIX wiek. Franz urodził się 7 lipca, trzeba włożyć rękę w pajęczynę i bluszcz, by dowiedzieć się, że po miesiącu, odszedł. Był sierpień, 1920 roku. Niżej Zdziś. Jak zapamiętają go rodzice? Gdzie są pochowani? Gdzie zastała ich pierwsza jesień bez syna? Dlaczego nie miał szansy być Zdzisławem? Pochylona na jednym kolanie, jest cała z kamienia. Na nagrobku diakonisy sentencja: „Moją siłą jest…”. Ci co są, są najdalej. Franz Dittman. Zdziś Styś. Po sąsiedzku mieszkaliśmy, po sąsiedzku będziemy leżeć. Ukochany, maleńki, synuszek. „Tyś szczęśliwy Synu / że nie znałeś / obłudnego świata / No nieszczęśliwi / twój ojciec i matka”.

11.
Kobieta, po siedemdziesiątce, krótko przystrzyżone, siwe włosy, zagaduje mnie na cmentarzu. Wózek pcham pod górę. Mówi: „Świeczkę byłam zapalić u męża, mamy, brata i kuzyna. Tam – pokazuje palcem nad moją głową – będą chować Halinę Smutny. Wiązankę muszę szybko kupić”. Na co ja: „Na miedzy wrotycz kwitnie, a ładny jak podbiał, astry się pokazały, można pozbierać”.
– Panie, ja tam się nie znam.
– A przy wejściu na cmentarz plantacja sromotników.
– Mężowi paliłam i widzę, że grzyby rosną, to mu mówię, dobrze tu masz, nawet grzyby pod ręką. No bo co zostało?
Obudził się Janek. „Tata”. Przedstawiam syna, pozdrawiamy się i ruszamy.
– Będzie padać, pani spojrzy. Zboże skoszone. Pachnie młóconym sianem. Wciąż nie wiem jaki modraszek się nam rano przy rzece nawinął, jak w takim wieku można mieć tak, a nie inaczej?

12.
Cmentarz w Wojciechowicach. Kopciuszek w niskim locie między nagrobkami. Ruda wstęga w miejscu rozproszonych atomów. Nic nie chce się ujawnić nawet na chwilę, choć stale zwraca na siebie uwagę. To, co jest wśród nas, choć nie jest z nami.

13.
Pliszka żółta i żółte gerbery. Bez czarny przy nasypach. Pęd chmielu. W zasadzie nigdy nie opuszczamy cmentarza. A myśli lepiej lepi się z wielu rezygnacji niż z sumy pewnych siebie słów. Lepiej chodzić po kościach w ciszy, bo w zgiełku ich mowa rozprasza kroki.

14.
Przyjechała pani profesor K. Już nie wiem od ilu lat, zawsze podnosi na duchu. A potem łąka. Pochmurno. Pole zaorane. Dwa cielaki biorą się za łby, jeden chowa się za krową. Pobrzękują łańcuchy. Mrówki idą za cukrem po liściach brzozy. Wszystko odpływa coraz dalej, zwalniając miejsce dla człowieka, który mieszka w środku.

Bartosz Suwiński

 


Przeczytaj też wcześniejsze odcinki „Notatek na marginesach” B. Suwińskiego, wiersze autora w dziale 'poezja', a także w 'porcie literackim' recenzje jego tomików: Bliki (2013), Odpust (2013), Uroczysko (2014), Wyraj (2017), Bura (2019) oraz książki eseistycznej Pory poezji. Koncepcja czasu w twórczości poetyckiej Krystyny Miłobędzkiej (2017)