„Sąsiad. Miniatury grochowskie” Krzysztofa Micha

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 08, czerwiec 2019 Drukuj E-mail

Leszek Żuliński

MIASTO W MIEŚCIE

Przytaczam z pleców okładki kilka zdań o Autorze: …dziennikarz zajmujący się m.in. tematyką lokalną i kryminalną, fotograf, malarz, poeta. Autor albumu „Moje miasto Praga”. Fotosy Pragi pochodzące z tego albumu wykorzystali twórcy wielokrotnie nagradzanego filmu fabularnego „Rezerwat”. Zdjęcia Pragi wystawiane były także m.in. w bazylijce praskiej…
Szczęśliwi ci, którzy mają swój matecznik. Do takich należy Krzysztof Mich, który swoją gawrę ma na Grochowie. Już kilka lat temu wsiąknął w nasze środowisko literackie, poza tym związał się między innymi z Salonem Literackim prowadzonym przez Dorotę Ryst.
Mam na półce m.in. album poetycko-fotograficzny pt. 44 odbicia Warszawy. To co w nim pokazali Paweł Łęczuk i Mich, to jest po prostu arcydziełko. Nowa formuła tej książki jest arcydziełem. A wszystko wzięło się z miłości do miasta. Choć nie tylko, bo także z wiedzy o mieście i zakorzenieniu w nim.

Tym razem Michowi nikt nie towarzyszy. Ten jego nowy tomik jest ściśle związany z Grochowem, bo trzeba wam wiedzieć, że my, warszawiacy, jesteśmy przywiązani do naszych dzielnic. Ja na przykład mieszkam w dzielnicy Ursus, ale gdzie mi tam do Micha. Mich jest patriotą swojego „podwórka”, a ja tylko warszawskim kosmopolitą. Może dlatego, że Krzysztof jest warszawiakiem (może trzeba by mówić: „prażaninem”), a ja przyjechałem tu z Opolszczyzny po maturze.

Ale już chyba pora przejść do tej nowej książki Autora. To nie jest poezja, to jest proza. Nietypowa, nieszablonowa, złożona z krótkich opowiastek… Po prostu wprowadzająca nas w zaułki Grochowa, w jego aury, w jego mieszkańców… Takim fanatykiem Warszawy był ongiś Stefan Wiechecki – pseudo Wiech. Miał on osobliwą dykcję pisarską, wynikającą z aury i gwary stołecznej, ale coś mi się wydaje, że Mich znalazł dykcję i dla siebie. Oto krótka opowiastka:
Myślę sobie, że sąsiad to magik nad magikami. Siedzi sobie na balkonie i pali papierosa. Nagle słyszę, jak krzyczy z dołu:
– Jezu, kurwa, przecież mówiłem ci, że mam w dupie ten twój kij do szczotki.
Wyglądam na chodnik. Sąsiad z telefonem w dłoni. Kija do szczotki nie widać. Widocznie cały zmieścił się tam, gdzie mówił. Cud, normalnie cud. Albo magia.
Oj, ważną, a nawet fundamentalną tu postacią jest sąsiad! Mieszka on pod Michem, a jego „balkonowy repertuar” upiększa grochowską codzienność. Mich z sąsiadem prowadzą balkonowe wymiany zdań. Ten sąsiad to jest – jak mówi młodzież – „niezły aparat”. Samo życie! Zapewne nawet nie wie, jak przysłużył się literaturze.

No i co? Niby nic? Cymes w tym, że „zwyczajność” i „przyziemność” Michowych obrazków to limfa praskiej codzienności i zwyczajności. Tacy „bardowie”, jak właśnie Wiech czy Grzesiuk byli sercem i krwią lokalnych ojczyzn. Na szczęście – jak widać – my mamy swoich piewców. Zdaje się, jest ich niewielu. Mich może zostać spadkobiercą tego folkloru.
I kusi mnie jeszcze jeden cytat. Oto on: Kilkanaście minut temu na moim podwórku usłyszałem rozbijające się szkło. To butelka spotkała na drodze chodnik. Tuż obok z chodnikiem spotkały się puszki po piwie, a po nich, w innym miejscu, kilka petard. Przez chwilę zastanawiałem się, czy to nie urodziny lub imieniny kogoś z sąsiadów, ale po chwili usłyszałem, jak kilku facetów wrzeszczy:
– Polska, Polska, ku-wa, Polska!
Mogę się domyślać, że tym razem chodzi o sport lub politykę. Obstawiam sport.

Smutna to puenta. Ale Krzysztof Mich pisze chodząc po ziemi. Jego Praga, jego Grochów to miasto w mieście, które po tylu przemianach zachowało swój folklor.
Wielką siłą tych opowiastek jest tu znajomość ludzi związanych ze swoją osobliwą dzielnicą, a często z pokolenia na pokolenie mających na Grochowie swój matecznik. Warszawa Warszawą, a Grochów Grochowem. I tu tkwi sedno tej książki.

Z biegiem lat wszystko się zmienia. Śródmieście Warszawy jest już całkowitym konglomeratem ludzkim, zasługującym na słowo „city”. Na wschodnim brzegu Wisły nadal jest „inny świat”. Wprawdzie Saska Kępa ma swój „status elegancji”, ale na Pradze, na Grochowie pozostały wciąż ślady dawnego czasu. I tamci ludzie.
Krzysztof Mich zna do cna tamtą okolicę. Ta książka jest więc – moim zdaniem – na wagę złota. Czas ucieka, czas się traci, czas się zapomina. Taka książka, jak ta, jest specyficznym pamiętnikiem. I – na szczęście – uspokaja nas: na Grochowie tli się folklor, który może jeszcze naszym wnukom zdążymy jeśli nie przekazać, to opowiedzieć.

Krzysztof Mich „Sąsiad. Miniatury grochowskie”, Stowarzyszenie Salon Literacki, Warszawa 2019, str. 60

Leszek Żuliński