Notatki na marginesach (12)

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 14, sierpień 2018 Drukuj E-mail

Bartosz Suwiński

NIZINA I JEDEN USKOK

1.
Kwiecień w kotlinie. Pszczoły zapylają kwiaty wiśni, krąży chmara, śmiga nóż wyciągnięty z pochwy. Pąki skórzane i mięsiste. Bąk telepie się przy trawie, ciągły szelest liści trącanych przez ptaki. Ptasia muzyka na skraju pola. Jeden świerk i jeden nagrobek z pańskim wersetem: „ Kto czyta moje dzieła, / ten dopiero wie, kim jestem”. Poeta urodził się w 1864 roku, a zmarł we wrześniu kilkadziesiąt lat potem. Na korze drzewa obok, zieloną farbą pociągnięty kutas. Po drodze tutaj dwie kapliczki, zaryglowane od zewnątrz, barwinek. Cztery razy oko: biały zawilec, czarny kruk, żółty motyl. Co znaczy ziemia przyłożona do ucha?

2.
Kikut powietrza urwany z oddechu. Zwalisko chmury w przesiece z odparowaną mgłą.
Zniesione przez rzekę gniazdo. Sroka ma gniazdo w samej koronie. Chybota się na wietrze. Jelonek oderwał głowę od trawy, przeżuwa. Patrzy rybak w spławik, który ledwie drgnął. Rzeka to pożądanie, co ma ujście w jednym kierunku – mówi K. Płyną w nas ciemnidła, które nas toczą i nurtują. Brudne strąki targane wiatrem. Od trzech dni w pętli Dead Can Dance. To muzyka tektonicznych uskoków ziemi i sferycznych szczelin w których mieszka, coś. Ale nawet ciemna od brudu woda odbija błękit nieba – mówi K. Nysa jest linią, która poza kształtem, wysycha.

3.
Dwa gołębie na dachu piją sobie z dzióbków. I kręcą się po papie na której słońce zostawia pozdrowienie. Odra wróciła do swoich wymiarów. Weszła w swoje przeznaczenie, znowu będzie wodą, która płynie. Woda zeszła i została śnięta trawa i naniesione przez rzekę konary.
Zieleń jest sina, ziemia ma konsystencję masła zostawionego na słońcu. Ziemia rozpękła. Jedno słowo przeciwko wielu słowom. Stary, zużyty tampon na chodniku wygląda jak rozjechana mysz, której ogon zachował smukłość. Wzbiera się wiatr, skądś tam ciągnie deszcz.

4.
Leży Odra tępo, zardzewiała żyletka. Nowy tydzień i stara dewocja godzin, które wciąż bierzemy jakby były w kredycie. Znowu dni o świetle przepalonej żarówki. Napoczynanie przestrzeni, która jeszcze nie zdecydowała po której jest stronie. Peryferyjne sny księżycowe, puszczone psy z łańcucha. Parująca mierzwa, z oddali zbliża się siódma godzina. Dwie sarny w trawach i jeszcze jedna przed rowem na chwilę przed naciśnięciem spustu. Dwa zające przycupnięte przy ziemi. Jeden gorączkowo się kręci. Uszy postawił na sztorc. Dzielimy to samo powietrze i strach przed następną godziną przypiętą do nieba jak gwiazda, której światło nie przebija chmury. Otwarty okrąg dni, które scala brak. Sieć pajęcza na bukowym rozdrożu. Opłotki snów z dziurawymi obejściami. Dzicza czereda w wysokich trawach. Pola wychodzą z wierszy i kobieta w sukience w groszki z domu boga ojca. Zamiast powrotów powrozy chwil na których wiesza się czas.

5.
Rzepakowe pole, żółte słońce w Murnau. Światło skierowało się ku pasiekom. Stogi siana dopiero wyczerpią zapasy lata. Świat dopiero weźmie obrót i żółty odetnie się od niebieskiego. Piąta rano i kaskady ptasich dźwięków, które rozbijają się o bruk poranka, kiedy cisza wyłania się za chmur wraz z pierwszymi promieniami. Szczebioty, trele, wizgi, kwilenia, melodie i zalążki muzyki, bije skrzydło ptaka wznoszącego się wyżej.

6.
Trzecia w nocy. Mętna toń w której ledwo przejrzy się księżyc. O tej porze nad rzeką w każdym śnie mieszka ból. Idę do domu i właśnie ktoś umiera. Ściągam buty i właśnie ktoś umiera. Myję zęby i właśnie ktoś umiera. Odkrywam kołdrę i właśnie ktoś umiera. Patrzę na księżyc i właśnie ktoś umiera. Zasypiam i właśnie ktoś umiera. Właśnie ktoś umiera. The Cure razem z wschodzącym słońcem. A rzeka uparcie płynie i słychać ptaki.

7.
Kłaczki topolowej waty. Martwa mysz pod żywopłotem. Nie daj się zwieść chmurom i podmuchom wiatru, które pchają kłęby ode mnie do ciebie. Nad rzeką, marszczą się fałdki wody, ostatnie krople turlają się po trawie, słońce już na swojej pozycji, słucham „High Hopes”, ze mną ptak, który w gnieździe czuje się jak na początku i końcu świata. Mewa. Sroka w trawach. Mulista woda. Oleiste bohomazy na rzece. Upał. Gołębie chłodzą się przysiadając kuprami w kałuży.

8.
Rzeka jest myślą, która nie chce rozkwitnąć. To pąk, który postanowił nie rozewrzeć skórzanego środka, tak, by nasiono obeschło w kokonie, nie znając słońca, nie znając dnia, ani nocy, pośród której trwają biesiadnicy, trzymając się jej uparcie. Tutaj i tam znikomek z powietrza i światła turla chmury.

[kwiecień – czerwiec 2017]

Bartosz Suwiński

 

Przeczytaj też wcześniejsze odcinki „Notatek na marginesach” B. Suwińskiego, wiersze autora w dziale 'poezja', a także w 'porcie literackim' recenzje jego tomików: Bliki (2013), Odpust (2013), Uroczysko (2014), Wyraj (2017) oraz książki eseistycznej Pory poezji. Koncepcja czasu w twórczości poetyckiej Krystyny Miłobędzkiej (2017)