Kilka słonych wierszy - i inne utwory

Kategoria: poezja Opublikowano: czwartek, 05, wrzesień 2013 Drukuj E-mail


Katarzyna Boruń-Jagodzińska



(Z HAIKU NIEREGULARNYCH ŻYWIOŁOWYCH)

Oglądam morze.
Otwieram oczy pod wodą
- morze do mnie zagląda.




TALASOTERAPIA

Pisałam,
że dziewczyna,
która śpiewa nocą
uspokaja morze.
I ciszej płoną nad zatoką światła,
i gwiazdy wolniej toną.
Chłopcy w białych pończochach
i szarfach czerwonych
otwierają nieba jak okna
stadom nietoperzy.
Zalecałam - zostań z nimi na brzegu
trójramiennej wyspy.

Pisałam,że pozostaje wiara w antyk;
tym, którzy złożeni miłosną niemocą
i wam, którzy bogatsi,
zdrowsi niespełnieniem.
„Piękno zaklęte
w gaj oliwny, w marmur,
zamknięte w stożku cyprysu.
Wschód i zachód,
przypływy, odpływy,
morza i ruiny.
Piękni przegrani
idą kąpać się nocą
wśród rozpalonej piany."

Na przestrzeni półwieku
wychłódło moje morze.
Ckliwi się sól południa.

Pisałam,
że gdy łza urasta do rozmiarów morza...
Ono
wielokropki
jak miękkie kamienie chełbi
pod nogi wiersza.

 



ZA MORZEM

Dawno nie widziałam morza

czy ono jeszcze stoi
tam gdzie stało

czy wody w nim
nie za mało
jak w tych na pustyni
w Azji
trzeba nie mieć wyobraźni ,
Boże,
żeby
tak wysuszyć morze.

Kilometry od brzegu
zanurzone
w piasku
łodzie

na głodzie

rozsychają się łodzie
rozpadają się
zamiast dżdżu

podpływa pod stopy
wydma

a tu
okrągłą dobę jak
wskazuje/po/okazuje
na piasku
zegar z kija

usycham
za morzem
i ja

W tawernie gra i mruga
neon
ZESPÓŁ SUCHEGO  OKA

ruga nas
grzmiący bas

świat - zwierciadlana
kula na dansingu

błyskotki rybek
na sieci

- łzy

których tu
nie prowadzą

ku mnie
ku niemu

sunie
burza pustynna
ani kropli więcej

ani ziarnka
obiecuje

czołgam się żółwiem
do morza

nie zdążę.

mrówkolwy
zaczajone
zręczne.
krążą
wirem
lejka

"I morza nie będzie"

Odbijam
się
w piasku
zanim będzie lustrem.

 

 


SZANTA  NIE DO ROBOTY
(- pieśń z natury mobilizująca do działania  ale ta, nierówna rytmem  - przy niej się nie da pracować;)

Woda nocą mlaszcze
liże biodra burt
łasi się do jachtu
kusi - wejdź w ten nurt.

Jeżeli w porcie
zbyt długo będziesz
stał
zagotuje się woda
zbieleje od ciał,
wypłyną topielcy
jak kluski
od dna,
znajdą cię, znajdą cię,
choćbyś schował się w nocy zanadrze.

Jesteście tacy wielcy,
fala lekko was pcha.
Jesteście tacy mali
pochowacie się w fali
kiedy woda nad wami się zawrze.

Kiedy woda zawrze
zejdą łuski
z ryb
w szlamie ktoś się
uuuuu
babrze,
lecz obmyje się w mig
gdy brzuchami posrebrzą
ryby toń,
nie na niby
ruszaj w rejs,
odbijaj
a jak nie
to się goń!

Nocą woda  mlaszcze
do burt łasi się,
to życie hulaszcze
nie służy wam, nie.
Zamiast ruszyć w drogę,
zamiast ruszyć w rejs
odsypiacie kaca
we mgle wyje pies
to sie nie opłaca
hej chłopcy do cum
kto stanie u steru?
kogo wciągnie tłum?
kto przy taniej dziewce
równo ciągnie gin?
kto przy prostej śpiewce
znów się chwyta lin?

Hej chłopcy
pomarzyć
bo noc jeszcze trwa
hej chłopcy
pomarzyć
morze barwę ma
od puszek i toreb
co kraszą mu pysk
na twarzy
ocean
ma tłusty wyprysk
(ten
akcent stosuję  z wyraźnym
rozmysł
em!)

Hej, chłopcy,
pomyślcie
pomarzyć i iść
a nie tak jak dziś
się kołysać bez szans
jak balon, jak boja
się bujać
na sznurze
jak ten,
co łeb zwiesił
jak ten
co sam zwisł.

Hej, chłopcy,(hej, nuże!)
kto może
niech rusza
już dziś.

Kto może
niech nie śpi,
niechże ruszy się,
nocą morze mlaszcze,
jak się zbudzi
to nie nas,
to was, to was,
zje!

portal LM, wrzesień 2013

 

 

 


BAŁTYK JEST SŁODKI

 

poco poco.

 

Po co jeździć daleko,

mamy kawałek morza.

Trzymam go w garści.

A mówili że słona woda nie zamarza

 

 

 

 

PROSZEK Z KOGUTKIEM

 

wsypano do morza

z papierka

 

głowa Ziemi jęczy

wodę wodą

popić

 

boli jednych

drugich bawi

 

gała

mokra

połatana

 

gorzka woda

 

 

 

 

CO DO WODY

 

pomyliliśmy się

co do wody

zmyła nas

 

pomyliliśmy się

co do ziemi

ziewnęła i już

po nas

 

pomyliliśmy się

co do ognia

płomień nie grzał

 

płomiennie

 

zgładził

płonne nasze

nadzieje

na plon

 

solą pola

żółte iskry

 

solą i popiołem

polane

 

 

 

O PIECU

 

sięgam do pieca

po papier

 

ogień po niego sięga

 

liże aby gryźć

sięga aby zniszczyć

 

przed piecem

ukorzeni

mali

na kolanach

 

do ogniska

w kucki

 

łasi na ciepło

łasimy się

garbaci

my

garbaciejemy

w pogrzebacz.

 

a woda na ogniu

zdrowa

woda nad ogniem

nad ogień

wyższa

sięgam do pieca

po wodę.

 

 

 

ŁĄCZĘ SIĘ Z ZIEMIĄ

 

Chodząc.

 

Czuć ziemię,

trochę siły

pobrać,

w zgodzie

kroczyć.

 

Zdjąć buty -

wyrastam z nich.

 

Wyrastam z ziemi.

Ziemia mnie wciąga.

 


portal LM, marzec 2014





1.

SPOKO.

JEST.

 

Jest

spokojnie.

 

Na ziemi

jest

spokojnie.

 

Na niebie

jest

spokojnie.

 

Kłębi się

to,

co

pomiędzy.

 

Burzy się

między

nami.

 

Na miedzy

się

spotykamy.

 

O miedzę

się

nam

pokój

potyka.

 

Miłujący pokój

sieją mak

sieją mak

sieją mak.

 

 

2.

BĘDZIE BURZA

mleko się zsiada

będzie burza

słowa się kleją

do języka

w mózgu lepko

będzie burza

karetki wyją

gromadą

i szeregiem

 

będzie burza

rosół na kościach

kwaśnieje

pot po kościach

pacierzowych

puchnie

będzie burza

pierwsze krople

ciepłe

milczymy

nie ma ciszy

wygrażają nam drzewa

będzie burza

z asfaltu

para

wstaje

 

wracają karetki

milczą

Żadna  już się nie spieszy.

Żadna  już się nie spieszy.

 

 

3.

EPOKI

(PŁANETNICY)

 

Ogród się nagle

nam zachmurzył

 

lodowe jajka

zniosła

szara kura

 

zaburzył się

porządek lata

 

kamienne jajka

zniosła biała chmura

 

szklanymi kulkami

 

zbombardowali

nam wiosnę

 

płanetnicy paskudni

jacyś

 

poopadały róże

świecą płatki w trawie

 

poodpadały róże

żarzą się płatki

w błocie

 

i komu to przeszkadzało

 

żałować nie czas

niedoczas

 

pisklęta opadłe

 

jak na rzymskiej uczcie

nagie pacholęta

na łożu z róż

mrą

 

u stóp kolumn

 

pośród niewiniątek

jeden gargulec

zastygł niedorosły

w glinie

zakrzepł

 

gotykiem straszy

 

rozdziawiona

chimera  wrony

urwała się

z katedry

jesionu

 

żałować nie czas

niedoczas

 

oś się nam

coś

zagina

 

stawiamy

duże kroki

omijamy bałagan

świata

żywota

epok

 

My nic

do porządku

przyrody

nie mamy

 

nam do niego

nic.

 

 

4.

JECHALIŚMY BURZĄ

 

jechaliśmy

 

burzą

 

runęli

śmy

 

niebo było

 

bardzo żółte

 

dwadzieścia

kilometrów

przed

miastem

 

sunęło niebo

bardzo żółte

na miasto

 

pod to niebo

podkładali się

sami

jeźdźcy  doorsów

 

w uszachśmy

ich

mieli

bo mało

kto miał

radio

w

samochodzie

mało kto samochód

 

wydawało się

że już tylko

doorsi

i było nam mocno

żółto

 

rozmawialiśmy

potem w

mieście

czy widziałaś dziś

niebo

niebośmy widzieli

 

a to nie byli

doorsi

tylko walc się

górą

przetaczał

walc się przewalał

po nas

 

przejechaniśmy

 

walcem

 

turlany walc

 

 

skołowaniśmy

 

raz do koła

raz do koła

 

koła

nas

sprasowały

 

wdeptaniśmy

 

deszcz nas zmyje

 

ściera

brudna ściera

historii

zetrze

 

starciśmy

już

już

już

 

 

5.

JEST ŁADNIE NA DNIE WE DNIE

Miasto

przymierza

tęczę.

Niebo się przepasało

jeszcze nieśmiało,

mgliście.

Podnoszą nosy

przechodnie,

z oczu im spadły

liście.

Gałązka ręki rośnie

w górę ukośnie

ku tęczy.

A ona się wygina i wdzięczy.

I blednie.

 

Katarzyna Boruń-Jagodzińska


portal LM, sierpień 2015