Grecja, Do mądrych doradców, Do Lidy

Kategoria: poezja Opublikowano: piątek, 19, październik 2012 Drukuj E-mail


Friedrich Hölderlin



GRECJA

                                    Dla St.

Gdybym cię kiedyś w cieniu platanów,
Gdzie Kefiz płynął pośród kwiecia,
Gdzie młodzieńcy marzyli o sławie,
Gdzie Sokrates zdobywał serca,
Gdzie Aspazja wśród mirtów chodziła,
Gdzie braterskich przyjaciół wołanie
Niosło się z agory hałaśliwej,
I gdzie mój Platon tworzył raje,

Gdzie wiosnę głosił śpiew świąteczny,
Gdzie zachwytu szumiące potoki
Spadały z świętej góry Minerwy –
By opiekunce składać hołdy –
Gdzie w tysiącu poetyckich godzin,
Jak sen boski, zatracał się czas,
Tam, mój drogi! odnalazłbym ciebie,
Jak cię serce znalazło sprzed lat;

Ach! jak inaczej bym cię objął teraz! –
Śpiewałbyś o bohaterach Maratonu,
I z zachwytów górnych najpiękniejszy
Śmiałby się z olśnionych twoich oczu,
Pierś by ci ożywił dech zwycięstwa,
Twego ducha w wieńcu laurowym
Nie cisnąłby dusznego upał życia,
Który tak miło wiew radości chłodzi.

Czy miłości gwiazda ci się zagubiła?
I młodości twej różany blask?
Ach! w Hellady czasie złotym
Nie czułeś biegu szybkich lat,
Płonęła wiecznie, jak ognisko Westy,
W swobodnej piersi miłość i odwaga,
I wiecznie, niby owoce Hesperyd,
Młodości kwitła dumna chwała.

Ach! oby w tamtej lepszej dobie
Nie na próżno w porywie braterstwa
Dla ludu biło serce kochające,
Z którego łza radości ci płynęła! –
Wytrzymaj to! godzina wszak nadejdzie,
Która, co boskie, odejmie więzieniu –
Umrzyj! bo szukasz na ziemi daremnie,
Szlachetny duchu! swego elementu.

Attyka, bohaterka, padła w chwale;
W ruinach pięknych marmurowych hal,
Gdzie synowie bogów spoczywają,
Zbłąkany żuraw duma w ciszy sam;
Z uśmiechem schodzi wiosna miła,
Ale swych braci nie znajduje więcej,
Gdzie się Ilissu rozciąga dolina –
Śpią tam pod gruzem i cierniowym krzewem.

Ja tęsknię wciąż do dalekiego kraju,
Do Alkajosa i Anakreonta,
Wolałbym mieszkać w domu małym,
Wraz ze świętymi w Maratonie;
Ach! niechaj łza ostatnia płynie
Dla umiłowanej mojej Grecji,
Sprawcie, Parki, niech dzwonią nożyce,
Moje serce do zmarłych należy!




DO MĄDRYCH DORADCÓW

Nie powinienem w polu życia walczyć,
Póki me serce wyższe piękno ściga,
U grobu miałbym pieśń łabędzią śpiewać,
Gdzie chętnie byście żywcem nas grzebali?
Oszczędźcie mnie, zostawcie me dążenia,
Póki ich nurt w dalekie morza wpada,
Pozwólcie mi, doktorzy, żyć pozwólcie,
Dopóki Parka drogi mej nie skraca.

Winorośl chłodnych dolin wszak unika,
Szczęśliwy ogród Hesperyjski rodzi
Złote owoce w gorącym promieniu,
Który jak strzała wnika w serce ziemi;
Więc czemu złorzeczycie, gdy dumne i czyste
Człowiecze serce śmiałym gniewem płonie,
Czemu tłumicie, co on wzmocni w walce,
O gnuśni wy! ten żywioł swój gorący?

On miecza z sobą nie wziął do tej gry,
Ów sędzia, który dawną noc potępia,
On tu nie zstąpił na drzemkę z wysoka,
Ów czysty duch, co wiedzie się z eteru;
On promieniuje, trwoży niby meteory,
Uwalnia i więzi, bez chwili spoczynku,
Aż powracając przez niebieskie bramy,
Pomknie w triumfie jego wóz bojowy.

A wy, wy ramię mściciela łamiecie,
Duchowi, który niesie boskie prawo,
Chcecie niewolne okazać oblicze,
Waszej gawiedzi zimne okrucieństwo?
Dom obłąkanych macie za trybunał,
Któremu ma się poddać ten wspaniały,
Bóg w naszym sercu jest dla was skandalem,
Najwyższym królem robak stał się dla was.

Marzyciel został przybity do krzyża,
I często w lwiej szlachetnej złości człowiek
Walczył w przełomu grzmiących dniach,
Aż los i furia śmiałe prawo pokonały;
Ach! niczym słońce, upadł na spoczynek,
Kto pośród walki godne począł dzieło,
Upadł i niczym zorza wzniósł się znowu,
By świecić swoim bliskim i kochanym.

Dziś kwitnie nowa sztuka, uśmiercania serc,
W przewrotnej dłoni morderczym sztyletem
Stała się rada mądrego człowieka,
I straszny, jak oprawca, stał się rozum;
Skazany przez was na gnuśne lenistwo,
Czeka młodzieniec na żałosny grób,
Ach! wpada bez rozgłosu w mglistą noc
Niejedna gwiazda z pogodnego nieba.

Daremnie! pierwsze duchy dziś padają,
Wysokie cnoty topią się jak wosk,
Lecz musi piękno z walk tych wszystkich,
Ów dzień nad dniami powstać nad tę noc;
Więc grzebcie, wy umarli, swych umarłych,
Wy wciąż pochodnię żałobną trzymacie,
Gdy już na rozkaz naszych serc się budzi,
Już nowy lepszy świat jutrzenką wstaje.

                                                     Przełożył Andrzej Lam


Oba wiersze powstały w czasie formowania się niemieckiego idealizmu: poryw rewolucji francuskiej ugrzązł w terrorze jakobińskim, ale idei wolnościowych nie dało się już powstrzymać. Młodzi poeci i filozofowie w Niemczech przenieśli te idee w sferę duchową. Odwoływali się do wyżyn, na jakie wzniósł się duch starożytnej Grecji, pomimo ciężkich doświadczeń jej historii, symbolizowanych wyrokiem na Sokratesa i samobójstwem Empedoklesa. Nie wszyscy wytrzymywali to ciśnienie, zwłaszcza w nieprzyjaznym otoczeniu. Bliski Hölderlinowi poeta rewolucyjny Gotthold Stäudlin, wydawca almanachów poetyckich, w których zamieszczał jego wzniosłe hymny, odebrał sobie życie we wrześniu 1796. Dedykowany Stäudlinowi wiersz "Grecja" powstał latem 1793, wiersz "Do mądrych doradców" trzy lata później (wersja pt. "Młodzieniec do mądrych doradców", zamieszczona w polskim wyborze Nocny wędrowiec, 2002, jest późniejsza). Pierwszy ukazał się w wydawanym przez Schillera czasopiśmie „Thalia”, drugi zachował się w archiwum Schillera, ale ogłoszony został dopiero w 1891 roku.
Obecne przekłady publikowane są po raz pierwszy.
A.L.

portal LM, październik 2012



DO LIDY

Jak w porannym blasku upojony
Sternik niepojętym oceanem,
Jak wśród Elizejskich Pól zbawiony
Dziwiłem się miłości tej nieznanej;
Gaj w dolinie miło mnie pozdrawiał,
Gdziem się znalazł, piłem nektar boski,
Ha! wybrany przez nią na kochanka
Drwiłem dumnie z losu i przygody.

Szlachetniejsze było pożądanie
Niż mój duch w miłości się spodziewał,
Miriady brałem myślą w posiadanie,
Kiedym miłość, miłość mą opiewał.
Jak wiosenne niebo, jasne i wysokie,
Jak przepiękna niezmącona perła,
Jak mądrości źródło, czyste i spokojne,
Było przez nią, przez nią ukochane serce.

Patrz! w mej dumie przysięgałem często,
Że nic nie rozerwie tego związku serc!
Lida dla mnie urodzona, mego szczęścia,
Lida moja, tak jak moja dusza jest!
Lecz zazdrośnie wkradło się rozstanie,
Wierna moja! między mnie i ciebie,
Nigdy, nigdy już na ziemi całej,
Lido! już mnie więcej nie obejmiesz.

Cicho teraz po winnicy chodzisz,
Gdzie znalazłem ciebie, twoje niebo,
Gdzie twój wzrok, zwierciadło twej godności,
Z tobą mnie połączył wieczną wstęgą!
Szybko nasza wiosna przeminęła!
O jedyna! przebacz, przebacz mi!
Błogi spokój, ciszę ci odjęła,
Moją miłość, smutek mój i łzy.

Kiedy twym urokiem zachwycony
O ziemi i o niebie zapomniałem w lot,
Ach! jakie to szczęście żyć w miłości,
Lido! moja Lido! czy przeczułem to?

                                            Friedrich Hölderlin           
                                            Przełożył Andrzej Lam

 

Wiersz powstał na przełomie lat 1790/1791. Lida była poetyckim imieniem Elizy, córki Johanna Friedricha Lebreta, profesora teologii i kanclerza Uniwersytetu w Tybindze.
Z
Wierszy zebranych F. Hölderlina, przygotowywanych do druku staraniem Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku i Oficyny Wydawniczej ASPRA-JR.


portal LM. czerwiec 2013