O pisarstwie i literaturze

Kategoria: boja literacka Opublikowano: poniedziałek, 22, listopad 2010 Drukuj E-mail

Antoni Czechow (1860-1904) 

Z  notatników, korespondencji, utworów dramatycznych i prozy autora.


Kto ciągle żegluje po morzu, ten lubi ląd; kto wiecznie tkwi w prozie, ten namiętnie tęskni za poezją.

Opinie naszych krytyków są dla nas cenne tylko o tyle, o ile są pochlebne i mogą wpłynąć na sprzedaż książek, nasze zaś własne opinie o sobie i o kolegach może i mają wartość, ale tak nieokreśloną, że żaden lichwiarz nie wziąłby ich w zastaw: nie na nich próby, a probiernia w obłokach…

Dla chemików nie ma na ziemi nic nieczystego. Literat powinien być tak samo obiektywny jak chemik, powinien się wyzwolić z ciasnego subiektywizmu i wiedzieć, że kupy gnoju odgrywają w pejzażu bardzo szacowną rolę, a złe namiętności tak samo właściwe są w życiu jak dobre.

Trzeba być ostrożnym z porównaniami, bo choćby były najniewinniejsze, mimo woli budzą zawsze podejrzenia i zarzut naśladownictwa lub plagiatu.

W krótkich opowiadaniach lepiej nie dopowiedzieć niż powiedzieć za dużo…

Wybitni pisarze i artyści powinni zajmować się polityka o tyle, o ile muszą się przed nią bronić. Oskarżycieli, prokuratorów i żandarmów wystarczy i bez nich, a w każdym razie dla ludzi sztuki odpowiedniejsza jest rola Pawła niż Szawła.

Nie ma takiej policji, która mogłaby siebie uważać za kompetentną w sprawach literatury. Owszem, zgadzam się: nie można bez cugli i bata, bo do literatury zakradają się szulerzy, ale żebyśmy nie wiem jak szukali, nie znajdziemy lepszej policji niż krytyka i sumienie samego autora.

Sława literacka i dobre honoraria bynajmniej nie wybawiają od tak przyziemnej prozy, jak choroby, zimno i samotność.

Istnieją pisarze, których każdy utwór wzięty osobno jest znakomity, w ogólności zaś pisarze ci są nieokreśleni; u innych natomiast poszczególne utwory nie mają w sobie nic osobliwego, ale za to w sumie są  oni określeni i znakomici.

Jeśli chodzi o cynizm, żadna literatura nie prześcignie rzeczywistości; od jednego kieliszka wódki nie upije się ten, kto już wypił całą beczkę.

Imiona osób żyjących mogą zdobić tylko szpalty gazet i czasopism, ale nie beletrystykę.

Są ludzie, których zdemoralizować może nawet literatura dziecięca, którzy z rozkoszą odszukają pikantne powiedzonka w psałterzu i przypowieściach Salomonowych, ale są też tacy, którzy im głębiej poznają życiowe błoto, tym stają się czystsi.

Być pisarzem – to znaczy nie zaznać spokoju, nie jeść naleśników, wiecznie czekać na honorarium i nigdy nie mieć grosza przy duszy. Zaiste, cierniowa droga!

Pisarz nie powinien być sędzią swoich postaci ani tego, co mówią, lecz tylko bezstronnym świadkiem.

Wzruszające opowiadania należy pisać na chłodno.

Pisarz powinien dużo pisać, ale śpieszyć się nie powinien.

Natura ludzka jest niedoskonała, a więc byłoby dziwne, gdybyśmy w życiu spotykali samych sprawiedliwych. Ale twierdzić, że do obowiązków literatury należy wygrzebywanie „pereł” z kupy gnoju, to tyle, co nie uznawać literatury w ogóle.

I wielcy pisarze narażeni są na niebezpieczeństwo wypisania się, sprzykrzenia się, zejścia na manowce i znalezienia się wśród bubli.

Trudno połączyć żądzę życia z żądzą pisania.

Szewcy – to dobrzy i pożyteczni ludzie, ale biada, kiedy pchają się do literatury i na scenę.

Im prostszy jest temat, tym więcej wkładam meczącego wysiłku w pisanie.

Im weselej mi się pisze, tym bardziej ponure wychodzą opowiadania.

Pisarzowi bez nazwiska, zwłaszcza gdy nie ma szczęścia, ciągle się wydaje, że jest niezręczny, niezdarny, niepotrzebny, nerwy ma napięte, rozklekotane; natrętnie plącze się koło ludzi ze świata literatury i sztuki, nie uznawany, nie zauważony przez nikogo, boi się patrzeć śmiało i szczerze, jak nałogowy gracz, który nie ma pieniędzy.

Jakkolwiek nisko upadłaby literatura, publiczność nie dorośnie do niej nigdy. Jeśli więc literatura w czymś zawiniła i stanąć winna przed sądem, to publiczność może tu odgrywać każdą rolę, ale w żadnym wypadku sędziego.

Mój Boże, jeżeli moje utwory podobają się czytelnikom tak mało jak mnie cudze, które teraz czytam, to cóż ze mnie za osioł! W naszym pisarstwie jest cos oślego.

Nie umieć pić w drodze, kiedy świeci księżyc i z wody wyglądają krokodyle, to tak samo niewygodne, jakby nie umiało się czytać.



Latarnia Morska 1-2 (11-12) 2009 / 1 (13) 2010