Wanda Karczewska „Odejście”, Stowarzyszenie Promocji Sztuki Łyżka Mleka, Kalisz 2013, s. 156

Kategoria: port literacki Utworzono: sobota, 08, marzec 2014 Opublikowano: sobota, 08, marzec 2014 Drukuj E-mail


Agnieszka Narloch

Odejście powstawało w latach 1957-58. Pierwsze wydanie utworu ukazało się w 1959, natomiast drugie w 1973 roku. Po raz kolejny powieść została wydana w 2013 roku przez Stowarzyszenie Promocji Sztuki Łyżka Mleka wraz z audiobookiem odczytanym przez Jurka Szukalskiego.
Wielu istotnych informacji na temat recepcji Odejścia dostarczają zamieszczone we wstępie artykuły Stefana Lichańskiego i Karola Samsela.

Ten ostatni zacytował fragment wywiadu Karczewskiej dla Gazety Poznańskiej. Przedmiotem powieści były w zamyśle pisarki losy trojga powiązanych ze sobą uczuciowo osób, które w 1939 roku uciekały przed frontem z jednego z zachodnich miast wraz z falą pierwszych uchodźców.

W Odejściu można wyróżnić trzy wątki przewodnie: Karczewska zaprezentowała trudy lat wojennych na przykładzie symbolicznego tłumu, zarysowała skomplikowany trójkąt miłosny między Piotrem, Marią i Dianą, a także odzwierciedliła stan psychiczny wrażliwego ‹‹artysty›› za pomocą ekspresyjnych środków wyrazu. Powieść mogłaby więc zostać odczytana jako świadectwo czasu, gdyby w całość nie wkradał się nierealny świat Piotra. Urojenia protagonisty sprawiają, że niezwykle odczuwalne stają się napięcia wywołane lekturą utworu – od grozy wojny, przez małomiasteczkową sielankę, aż po metaforyczną grę rozgrywającą się w wyobraźni protagonisty.
Już w pierwszym rozdziale sytuacje i bohaterowie stają się wymienni. Przykładowo rytm marszu Piotra wyznaczała początkowo Diana, a potem Maria przeobraziła się w osobą przewodzącą. Zaskakujący jest fakt, że to właśnie Maria została przedstawiona jako osoba o dwóch wcieleniach – raz jako młoda i zdrowa, natomiast częściej jako starsza i schorowana kobieta. Diana w przeciwieństwie do Marii była obecna zarówno w realnym, jak również w urojonym świecie bohatera.

Należy uznać, że Piotr bardziej pragnął związku z Dianą niż z Marią. Kiedy młoda kobieta trzymała jego głowę na kolanach, uzmysłowił sobie „[…] żałosną śmieszność sytuacji: chciał, aby prawo do leżenia tak z głową na kolanach Diany dawała mu tylko czułość Diany, nie litość Marii. Chciał też kiedyś stworzyć z Dianą tę całą resztę, która – jak Maria sądziła – może wiązać z Piotrem tylko ją, Marię” (s. 74).

Diana dbała w ‹‹relacji›› z Piotrem o własną osobę, a on „[…] wiedział, że nie ma już teraz miłości ani przyjaźni, jest krąg interesów” (s. 126). Kiedy wyrzuciła ze zdobycznej zupy cebulę, uznał: „Walka przy korycie trwała. Jedli – najsilniejsi. Piotr odwrócił oczy od Diany. Nie mógł już na nią patrzeć” (s. 128). Zraniła go po raz kolejny decyzją o pozostaniu z młodym żołnierzem. Piotrowi zrobiło się wówczas żal „[c]zułej, delikatnej Diany, która długo broniła się przed jego miłością, która kiedyś każde jego dotknięcie przeżywała jak bolesny wstrząs” (s. 133).
W sytuacjach granicznych to Maria opiekowała się Piotrem i stawała się na jakiś czas najważniejszą kobietą jego życia. Kiedy przeżyli wystrzał pocisku, „[p]łakali razem, przysięgali sobie dozgonną wierność i miłość, przysięgali, że zostaną już razem i jedno drugiemu zamknie oczy” (s. 97). Po odejściu Diany protagonista uzurpował sobie prawo do rozmów z ‹‹kochanką›› równocześnie zarzucając Marii: „Pragnęłaś jej śmierci, a nie mogąc jej unicestwić, zaprzeczasz jej istnieniu. Pochowałaś ją w sobie, zabijasz ją co chwila na nowo, w sobie, we mnie, wobec ludzi…” (s. 108).
Piotr czuł się winien każdej napotkanej mu śmierci, choć sam nie zabijał. W szybie nad kierownicą zobaczył przykładowo twarz Naczelnika, którego zastrzelił jeden z więźniów. Także Diana towarzyszyła mu po śmierci. Co więcej pragnęła pociągnąć bohatera na ‹‹tamten›› świat, kiedy zapewniała go o nierealnej możliwości przejścia na drugi brzeg rzeki. Piotr tłumaczył to sobie faktem, że „ […] nienawidzi mnie od początku, za tę całą drogę, w którą wyruszyła ze mną…” (s. 124).

Wyrzuty sumienia Piotra najdobitniej obrazuje końcowa scena utworu, w której rozglądał się po szosie. Nie dostrzegł jednak ani Marii, ani Diany, ani starego, przygarbionego człowieka. Zauważył jedynie smukłe, lekko opalone nogi i tułów bez głowy. Po wybuchu rakiety dostrzegł także równinę, która okazała się być rzeką. Na jej brzegu siedziały kobiety, które kiedyś kochał i mężczyźni, z którymi skrzyżowały się jego drogi. Tam prześladowali go wszyscy, o których chciał zapomnieć: „To nie była Lete, rzeka niepamięci. To było najgorsze piekło, jakie czeka powalonego człowieka – piekło pamięci” (s. 149). I tutaj znowu na straży jego świadomości stała Maria.
Należy podkreślić, że Karczewska uczyniła ‹‹artystę›› głównym bohaterem utworu. Zaskakuje jednak fakt, że Piotr oprócz emocjonalnej wrażliwości najprawdopodobniej nie reprezentował sobą żadnego talentu. Odmówił bowiem siostrze Henryka namalowania portretu brata tłumacząc, że nie ma przy sobie narzędzi i nigdy wcześniej nie malował portretów. Nie mógł także przyjąć zamówienia na ozdobienie ściany w piekarni, ponieważ dotychczas nie malował ścian.

Bohaterem zbiorowym utworu jest natomiast ‹‹tłum››, który odzwierciedla psychomoralną postawę ludzi postawionych w obliczu skrajnej sytuacji życiowej. I tak Henryk alias „[c]złowiek, nazwany przyjacielem, przejechał po Piotrze spojrzeniem jak po kawałku drewna […]” (s. 54), kiedy ten prosił o podwiezienie ich trójki samochodem. Humorystyczna jest sytuacja, w której Henryk trzymał na kolanach psy Naczelnika i przez to musiał znosić ich potrzeby fizjologiczne. Podobnie groteskowy jest przypadek uznania majstrującego przy motorze Naczelnika za osobę zmartwychwstałą.

Pomimo zabiegów formalnych Karczewskiej na pierwszy plan Odejścia wysuwa się jego realna płaszczyzna, a nie wizjonerstwo Piotra. Powieść zdominował obraz makabrycznej wędrówki uchodźców do symbolicznej stacji bądź mostu na rzece, a ich głosem sumienia stał się główny bohater utworu poczuwający się do odpowiedzialności za każdy rodzaj zbrodni. Problem przerysowanego szkicu charakterologicznego protagonisty wydaje się uzasadniony, ponieważ pisarka dokonała na osobie wrażliwego ‹‹artysty›› jego obrachunku ze światem i z własnymi słabościami. Finalnie Piotr cieszy się życiem, choć pozostaje otumaniony wojennymi przeżyciami. Klarowne zakończenie utworu pokazuje, że tytuł książki nie jest adekwatny do jej treści. Z tego powodu lekturę Odejścia zamyka się z pewnym odczuciem niejasności… .

Wanda Karczewska „Odejście”, Stowarzyszenie Promocji Sztuki Łyżka Mleka, Kalisz 2013, s. 156

Agnieszka Narloch

 


Przeczytaj również w „porcie literackim” recenzję książki W. Karczewskiej Listy do Seweryna (2012) – pióra Beaty Patrycji Klary