Marek Czuku "Inny wybór wierszy", Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2007, str. 64.
Wanda Skalska
Łódzki autor siedmiu zbiorów wierszy opublikował ich wybór. Oto tomiki, z których wyssano utwory i wpuszczono do osobnego zbiornika: W naszym azylu (1989), Książę Albański (1991), Jak kropla deszczu (1998), Ziemia otwarta do połowy (2000), Przechodzimy do historii. 44 wiersze z lat 1998 – 1999 (2001), Którego nie napiszę (2003) oraz Ars poetica (2006). Widać z dat, że mamy tu do czynienia z przeglądem blisko dwudziestolecia twórczości poety, a właściwie ponad – bo utwory z datą wydania 1989 musiały przecież powstać wcześniej.
Zaraz dwie rzeczy rzucają się w oczy przy pierwszym oglądzie: tomik (jak na wybór) jest arcyszczupły, a selekcji dokonał ktoś z boku: w tym przypadku Piotr Wiktor Lorkowski. Dokonał i krótkim posłowiem opatrzył.
W górnej części okładki (projekt Karoliny Grudzińskiej) fruwają pomięte strzępki papieru. Czy to coś znaczy? Ano zajrzyjmy do wnętrza książeczki, wycenionej przez wydawcę na siedemnaście złotych i dziewięćdziesiąt groszy.
Selekcjoner P. W. Lorkowski wyodrębnił z dorobku poety trzydzieści dwa utwory, notując w posłowiu: „Inny wybór. Nie autorski, jak zdarza się najczęściej, a czytelniczy, dokonany z drugiej strony wiersza. Wiersza, który nawet najbardziej dociekliwemu czytelnikowi nie zdradzi swych początków i dziejów, a który z tego właśnie powodu jest i mówi w ciągłym Teraz. A konfrontując ze sobą autora i czytelnika, ewokuje całkiem inne niźli zamierzone przez swego twórcę sensy i sam staje się inny”.
Osobność i rozpoznawalność własnego głosu (w tłumie lirycznych głosów) jest zrozumiałym marzeniem każdego poety. Znacząco powiada o o własnym usytuowaniu i samoświadomości twórcy wiersz-pilot, otwierający tomik:
Piszę. Boli mnie każde słowo/ wydobyte z kamieniołomu milczenia./ Mam rękę na temblaku tradycji./ Trawię papierowe kule czasu./ Trwam przy biurku, które/ barykadą jest; które/ broni chroni, a nawet karmi./ Rozdaję uściski jak sczerniały prorok,/ zachowując pozory, pytam, błądzę.// Ale ja nie tego chciałem.
To poezja konstatacji raczej, niźli kreacji. Bardziej kulturowego komentarza oraz kulturowych odniesień do rzeczywistości zastanej, niźli wizyjności. Widać w niej ślady modnych lektur środowisk intelektualnych lat osiemdziesiątych, ale nie ma w tym sporu, polemiki.
Siłą tych strof wydaje się pewna czystość rysunku, „wypreparowanie” z lirycznego zgiełku. M. Czuku dobiera słowa starannie, budując wersy bez spontaniczności, za to z konsekwencją solidnego budowniczego.
Najbardziej przekonały mnie strofy, w których poeta dopuszcza pogłębioną refleksję. Jak na przykład w „Sonecie III”, gdy w drugiej części utworu zadaje jedno z fundamentalnych pytań:
A jeśli Boga nie ma, kto wymyślił miłość,/ serca nićmi powiązał, zaszczepił sumienie,/ zliczył liczby, napisał prawa, które siłą// spajają molekuły, gwiazdy i kamienie?/ I kto by wtedy wątpił, gdyby nic nie było - / w dzień i noc, dawcę życia i w samo wątpienie?
Latarnia Morska 4 (8) 2007 / 1 (9) 2008