Jan Lechowski "Kołobrzeg - miasto ośmiu wiatrów", Wydawnictwo ALTA PRESS, Koszalin 2005, str. 52

Kategoria: port literacki Opublikowano: wtorek, 17 listopad 2009 Drukuj E-mail

Wanda Skalska

Debiutujący w 1984 r. dwoma pierwszymi tomikami wierszy ("Czterdzieste morze narzekań" oraz "Gorzkie zaświtanie") poeta swój trzeci zbiorek opublikował dopiero teraz. Czyli po dwudziestu jeden latach.
Pierwszy zbiór ("Czterdzieste morze narzekań") przyniósł autorowi nagrodę literacką im. Marcina Borzymowskiego - przyznawaną książkom (poezja lub proza) mieszczącym się w nurcie szeroko pojętej literatury marynistycznej. Morze w strofach J. Lechowskiego zdawało się tam pełnić niedekoracyjne role. Było sugestywne i bardzo fizyczne. Zapadało w pamięć żywym obrazem. Natomiast niemal całkiem zniknęło w "Gorzkim zaświtaniu". By wrócić w obecnie wydanym tomiku: "Kołobrzeg - miasto ośmiu wiatrów".
Jednak zmienił się status morza w strofach poety. To już nie żywioł i przeznaczenie z pierwszego tomu, a ledwie motyw, tło. Dwuczęściowy tomik mieści trochę ponad czterdzieści utworów. To głównie obrazki poetyckie, konstatacje. Momentami nieostre, jakby niedokończone - w szkicowym rzucie. Można też spojrzeć na ów zbiorek jak na ukłon w stronę miasta. Poeta mieszka w Kołobrzegu od 1962 roku i mocno z tym miejscem czuje się związany. Zna Parsętę, Wyspę Solną, Kanał Drzewny, port: wszelkie miejskie zaułki, przeszłość, atmosferę. W umyśle poety gromadzą się konkretne obserwacje, później słowem utrwalane.
Powiada na przykład w jednym z utworów:

miasto wykuło z miękkiej miedzi
trzy siły
trzech bogów
trzy cmentarze
osiem wiatrów
wejście do portu
z rzeką przywiązaną do światła latarni.

O ile słabością tych wierszy wydaje się zużyte obrazowanie, o tyle atutem jest otwarta sympatia i nieukrywana fascynacja miastem. Jak trafnie zauważył jeden z recenzentów omawiających nowy tomik J. Lechowskiego w jednym z pomorskich tygodników: "Trochę te wiersze przypominają pocztowe widokówki z mewami, muszelkami, bursztynem, piaskiem i kutrami w tle. Niby opatrzone, a wciąż swojskie, niepozbawione ciepła".


Latarnia Morska 1/2006