„47 sonneniziów. Sonety z pierwszej linii” Janusza Solarza

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 07, listopad 2019 Drukuj E-mail

Leszek Żuliński

WIERSZE ŚWIETNE, KONTEKST ZBĘDNY

To są świetne, piękne wiersze! I stwierdzam to, mimo, że na dole recenzji trochę sobie pomarudzę.
Zapewne nie jestem pierwszy, który dowiedział się o sonnenizio. Termin ten wymyśliła kalifornijska poetka Kim Addonizio. Ale ponoć wcześniej, już w XIII wieku, wpadł na ten termin niejaki Vanni Fucci. Solarz wyjaśnia: Miała to być pierwotnie forma lekka, choć zajmująca się całkiem poważnym problemem niebytu wiecznej miłości. Sporo wokół tego mnożyło się zastrzeżeń, gdyż nowa formuła sonetu budziła kontrowersje.
Tyle w wielkim skrócie. Tak czy owak Janusz Solarz nie zbojkotował zapomnianej dziś formuły.

Abyście zrozumieli na czym to wszystko polega zacytuję otwierający ten tomik wiersz pt. Sonnenizio syntaktyczne (za Julią Hartwig). Oto on: wierzę w zdanie w przystanek który szuka formy / odpowiedniej dla treści w myślnik który dzieli / i łączy w wielokropek który kryje sztormy / w spokoju który żąda byśmy powiedzieli / który to już raz w końcu mniej raczej niż więcej / w uznaniu stylu który kształtuje wypowiedź / w drodze do celu który jest darem po męce / po przecinkach po pauzach w bólu który spowiedź / zamienia w kondolencje a ten który wątpi / w szyk podmiot orzeczenie ten który grymasi / też spełnia się w języku który słów nie skąpi / każdemu który pragnie w życiu służyć pasji / wierze w zdanie w porządek który jest zbawieniem / w sens który choć na krótko panuje nad cieniem.
Zauważcie: jest to wiersz rymowany, ale sens takiego rymowania nie jest istotą przekazu, bowiem tu chodzi przede wszystkim o „fenomen wiersza”. Poniekąd można by to nazwać wierszem autotematycznym – tu chodzi głównie o to, jak ważne jest „służenie pasji w życiu”.

I tak te 47 sonneniziów opowiada po kolei rozmaite sprawy i zdarzenia. Wbrew grzebaniu w tej osobliwej formule autor często posługuje się dykcją tradycyjną. Zobaczcie: oto Sonnenizo osmolone (za Ernestem Bryllem): Sadza przecieka każdą szparą, / Wszędzie osadza się jak mżawka, / Sadza w łódź dusze stary Charon, / Toń Styksu mętna jak sadzawka. // Sadza po ogniu nas nagradza, / Szadź rozsadzając na szkle okien. / Na tym jej władza się zasadza, / Że sadza czernią wieńczy ogień. // Charon wysadza pasażerów / I nad sadzawką Styksu płacze, / Sadza drwi sobie z bohaterów, // Los w marnych rolach nas obsadza. / Przesadza ten, kto chce inaczej. / Zostaje po nas szlam i sadza.
Zwróćcie uwagę: to jest klasyczny sonet. Piękny, mądry; mający coś do powiedzenia. Stwierdzicie: awangardy tu nie widać! Odpowiem: i chwała Bogu. Tak właśnie Solarz, nie oglądając się za „nową dykcją”, jest Poetą Sensu.

Każdy z tych wierszy jest przypisany kolejnym poetom. A więc pośród tych 47-miu poetów znajdziemy m.in.: Rafała Wojaczka, Bohdana Zadurę, Stanisława Barańczaka, Jana Twardowskiego, Stanisława Grochowiaka, a nawet Norwida. Galeria to wspaniała. W niektórych wierszach autor przywołuje zdania konkretnych poetów – to wszystko jest więc rozmową ze zdaniami, jakie były dla niego ważne.

Uraczę was jeszcze jednym wierszem. Tym razem będzie to Sonnenizio stosowna (za Jackiem Dehnelem): Jest pogrzeb, to przychodzisz, jest trumna – to płaczesz. / Jest wesele, to tańczysz, jest wódka – to pijesz, / choć to czy tamto mógłbyś załatwić inaczej, / to, że znasz konwenanse oznacza, że żyjesz. // Nie przyjdziesz na swój pogrzeb, to jeden z pewników, / śmierć tak cię wynagrodzi za to, że umarłeś, / za to, że rozsiewałeś narybek plemników, / za to, że chciałeś przyszłość utożsamiać z tarłem. // Jest cmentarz, to odwiedzą, jest grób – to zapłaczą / są znicze, to zapalą, jest czas – to zapomną; / w retrospekcji to wszystko czym byłeś wypaczą, to co zapamiętają będzie mrzonką płonną // Jest wiersz, to musisz czekać, / może ktoś przeczyta / to twoje kruche, marne curriculum vitae.

Tak, to jeden z najpiękniejszych wierszy w tym zbiorze. I chyląc czoła przed autorem, przestają mnie obchodzić te wszystkie „sonnenizia”. Janusz Solarz zbudował sobie ciekawy „kontekst literacki” – tylko po co? Owszem, nie zaszkodzi, ale te wiersze same w sobie są arcyciekawe.

Janusz Solarz, „47 sonneniziów. Sonety z pierwszej linii”, Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, Szczecin 2019, str. 124

Leszek Żuliński