Natalia Komarow „Gocław, Saska Kępa, Śródmieście”, Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy, Szczecin 2014, str. 58

Category: port literacki Created: Tuesday, 13 January 2015 Published: Tuesday, 13 January 2015 Print Email


Jolanta Szwarc

SOBOTA, 3 I 2015 ROKU

Idę na Noworoczny Koncert w Sali Ziemi. Jest 16.30, a ja siedzę nad wierszami Natalii Komarow. Tomik Gocław, Saska Kępa, Śródmieście został wyróżniony w drugiej edycji Konkursu Literackiego im. Henryka Berezy. Już go przeczytałam i nie ukrywam, że czekałam na takie wiersze. Na takie, właśnie na takie, ale muszę się od nich oderwać, bo nie zdążę na ten koncert.

Orkiestra Collegium F pod dyrekcją Marcina Sompolińskiego gra „Nad pięknym, modrym Dunajem”, Artur Andrus oddaje się konferansjerce, zabawia mnie wierszykami ludowymi i na ludowo. Ciekawe, skąd on wie, że jestem ze wsi, musi sądzić, że większość olbrzymiej widowni ma wiejskie korzenie i trzeba to jej przypomnieć, ale nie o koncercie mam pisać, chociaż trochę muszę, bo skłonił mnie do tego występ Alicji Majewskiej, która wykonała między innymi bardzo znaną od 1977 roku piosenkę do słów Magdy Czapińskiej „Być kobietą".

„Być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem” – po 38 latach po raz któryś śpiewa ten tekst Alicja Majewska, a ja nasączona wierszami Natalii Komarow słucham i zaczyna kiełkować mi w głowie myśl, że świat tak bardzo się nie zmienia, że podobnie jak w 1977 roku myślała młoda 26-letnia Czapińska, tak w 2014 roku pisze jej prawie rówieśnica Komarow, która w usta bohaterki wiersza „Słoneczny kwiecień” wkłada słowa: Ja już wszystko wiem / naprawdę // miłość to jest drapanie po plecach / oraz wychodzenie wcześniej z łóżka / żeby przynieść herbatkę. Jakie to dziecinnie proste, łatwe. Wcześniej, w wierszu „Historie poranne” natchniony muzyką podmiot liryczny wyznaje, że poranki najlepsze są z tobą / jak robisz mi herbatkę i przynosisz do łóżka i pijemy herbatkę / oglądając na youtubie brytyjskie programy telewizyjne / myśląc że jesteśmy tacy super bo to nie amerykańskie / a w każdym razie ja tak myślę / i przy tobie nie ma tych problemów / nie ma tych wymiocin ani nie ma też rozkmin egzystencjalnych / oto miła bezmyślność // gdyby tak można było codziennie żyć / to nie pisałabym wcale tego wiersza.

Autorka sugeruje, że osiągnięcie pełni szczęścia nie jest takie łatwe, a może nawet niemożliwe. Szukanie go, dążenie i owszem, ale złapanie i zatrzymanie – no nie. Majewska śpiewa – „Jakaś rola w głównym filmie, jakiś romans niebanalny, być kobietą w dobrym stylu, Boże, daj mi”, a mnie przypominają się teksty z tomiku Natalii Komarow. „16/17 XI 2013” – Woody Allenie / szkoda że mnie teraz nie filmujesz // Woody Allenie / szkoda. Marzy podmiot liryczny, który w licznych utworach sygnalizuje, że nie może wybrać drogi, która by zawiodła do tej kobiecości, którą tak trudno uchwycić słowami. Powiedzieć – „taka jestem” po prostu się nie da. Nie da się przez to rozchwianie między tu i teraz a tym, co było. Wahać się między językiem feministki i damy, XIX-wiecznej arystokratki czy współczesnej tępej dzidy.

Dzień dobry / kocham pana tak bardzo – prawda, że trąci to myszką i naraz następuje zestrzelenie ze współczesnością – tak zajebiście mega super wielce mocno w chuj. Tylko dręczenie mężczyzny jest niezmienne, polegające na odpychaniu i przywoływaniu. Dziewczyna Magdy Czapińskiej, żyjąca prawie dwa pokolenia wcześniej modli się o pewność siebie, o to by wprawiać mężczyzn w silne emocje, być natchnieniem dla poetów, a dziewczyna Natalii Komarow powiada – „Gdybym się modliła to modliłabym się tak:” // o boziu bozieńko / żebym tylko nie była jedną z tych dziewczyn / które inni opisują słowami / „ta taka troszkę większa”. Pokuszę się o jeszcze jedno zestawienie dziewczęcych myśli.

1977 – „Ach, kobietą być nareszcie, a najczęściej o tym marzę, kiedy piorę ci koszule albo… naleśniki smażę”.

2014 – Fragment z wiersza „Historie poranne” – najgorsze są te leniwe / kiedy ma się czas na powolne delektowanie się herbatą / usmażenie pankejków / zjedzenie pankejków / posprzątanie po jedzeniu // w takie poranki tylko siedzę / tęskniąc za jakimś poczuciem / bycia osobą wyjątkową / płacząc za nim.

Oto o czym marzy dziewczyna, gdy dojrzewać zaczyna. Osobami wyjątkowymi chciałyby zostać wszystkie: babki i wnuczki, a jeśli się nie uda, jeśli świat nie będzie pasował, to biada, nastąpi dzień gniewu, „Dies irae” – jestem powodzią / jestem powodzią / nie mogę się tylko rozlać – bezradnie zawoła wnuczka. Oj, oj, bo gdyby mogła, wszystko i wszystkich by zalała. Całą szarzyznę i przeciętność łącznie z sieciami handlowymi, telewizorami by zniszczyła, zanegowała i utopiła razem z tymi serialowymi bohaterami, którzy udatnie udają, że żyją. Widzom wydaje się, że bohaterowie popijają wino, a oni delektują się sokiem z aronii. Babkom wydaje się, że wnuczki coś osiągną, rozwiną się, zdobędą wiedzę na wykładach, a one zamiast uważnie słuchać, oglądają kompilacje faili na youtubie, albo zabijają czas, grając w gry na komórkach.

Nie śniło się o tym Magdzie Czapińskiej, kiedy pisała tekst piosenki „Być kobietą”. Tej od Komarow wydaje się, że przerosła otaczający świat, wszystko wydaje się jej małe, zbyt małe. Moje nieproporcjonalnie wielkie stopy nie mieszczą się w butach z Zary / moje nieproporcjonalnie wielkie myśli nie mieszczą się w 140 znakach na twitterze // szkoda że nie jestem gwiazdą rocka. Szkoda, bo mieściłaby się wtedy w piosenkach co potrafią przecisnąć się przez kabelek od słuchawek. Można by o niej napisać „Diss na tępą dzidę” – mówiąc trochę staroświecko – złośliwy wiersz na blondynkę, która jest całkiem pustym zbiorem / pośród ludzi zbiorów. Podobną najlepszą rzeczą na świecie jest dziewczyna – taki mały śliczny głuptasek.

Autorka wyróżnionego tomiku oprócz rozważania nad słabą kondycją duchową młodego pokolenia, dużo uwagi poświęca działalności wierszotwórczej podmiotu lirycznego. Już otwierający tomik wiersz „Historie poranne” zawiera opisy trzech poranków, po czym o! poranku / o poranku / pisać można / bez ustanku // jeden długi / drugi krótki / trzeci zjadły / krasnoludki. Zjedzony, unicestwiony przez krasnoludki został ten o poranku najlepszym, bo wiersze rodzą się z bólu egzystencjalnego.

Kiedy jest dobrze, nie myśli się o pisaniu i nie słucha depresyjnych piosenek ćpuna Pete’a Doherty. Natomiast gdy jest źle, szuka się ukojenia w pisaniu wierszy, dowartościowaniu zwykłych przeżyć i podrasowaniu codzienności poetyckością. Niską samoocenę typu nic / dzisiaj / nie / robiłam /…/ to już prawie 22 lata leczy się poezjoterapią. Czasami przychodzi pomysł na wiersz, na zapisanie jakiejś emocji, a on ulatuje z pamięci i frustracja, bo tamten wiersz / mógłby być na przykład nieczytany przez tysiące ludzi / w podręczniku do języka polskiego /…/ kto go tam wie / mógł nawet uleczyć ekonomię / albo białaczkę. Co tam, uleciał, to uleciał.

Autorka świetnie obserwuje piszących, dochodząc do wniosku, że współcześnie łatwo być poetą – fajnie bo wystarczy napisać że Auschwitz / i już wszystkie łzy stają jak do hymnu pod powiekami czytelnika. Od Stalina do dzisiaj tyle się wydarzyło, tyle cierpień strasznych i jeśli poeta o tym pisze, to chyba wie o czym. Tak dobrze być poetą / wszystko już było i wystarczy wziąć małą dziewczynkę co płacze i / złego człowieka co przez pole gna i wziąć las i metaforę jedną lub dwie / ale taką żeby wszyscy zrozumieli i jest wzruszenie i jest fajnie superfajnie. Jednak takich wierszy o totalitaryzmie nie chce pisać. Ta od Komarow chciałaby się przedstawiawiać nieskromnie jestem genialną poetką, ale… zawsze jest jakieś ale, bo to nie wypada, teraz to nie lans, a tak właściwie mówi – nigdy nawet nie chciałam być poetką.

O co właściwie jej chodzi? Po co kupiła sobie czaszkę? Mieni się, pewnie wysadzana jest cyrkoniami. Nazywa się Helmut, a bohaterka mówi – spytałam czy być czy nie być / czym być czym nie być / czekam na info // ale nie mam szans nie oszukujmy się. Pewnie, że nie ma szans. Czaszka Helmut to tylko gadżet pozbawiony znaczenia. Nie będzie info. Każdy sobie rzepkę skrobie. Nie, nie tak chciałam napisać. Każdy sobie niech odpowie. Co niełatwo wyciągnąć z głowy? Pisać, nie pisać. Drapać się na Olimp czy nie. O totalitaryzmie nie, autotematycznie tak.

A tak w ogóle bym chciała, żeby Natalia Komarow pisała. Bo ona tak potrafi z przymrużeniem oka. Pisze o młodych, bo ich zna i zna ich język, którym trzeba na nowo opowiedzieć świat, choćby nie cały, bo się nie da.

Może bycie poetką to dzisiaj żaden lans, ale może będzie.

Natalia Komarow „Gocław, Saska Kępa, Śródmieście”, Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy, Szczecin 2014, str. 58

Jolanta Szwarc