Pusta ścieżka

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: sobota, 03, sierpień 2019

Jerzy Żelazny

W mitach oglądanie się za siebie było karane. Często okrutnie, unicestwieniem. Orfeusz, który poszedł do Hadesu po ukochaną Eurydykę, młodą żonę, zmarłą od ukąszenia żmii, oczarował muzyką krainę cieni zmarłych, wyjednał zgodę władcy Hadesu na sprowadzenie Eurydyki do świata żywych, pod warunkiem, że nie obejrzy się za siebie, nie spojrzy na ukochaną, która szła za nim w milczeniu, a on słyszał:

... drobny tupot
Jej nóg spętanych suknią jak całunem -

pisze Czesław Miłosz w swym poemacie „Orfeusz i Eurydyka” I gdy ujrzał światło dnia, powierzchnię ziemi, gdy miał pewność, że pokonał krainę Nicości, obejrzał się:

Za nim na ścieżce nie było nikogo.

Tak utrwalił ten moment Czesław Miłosz - ukochana znikła porwana przemożną siłą z powrotem w głąb królestwa cieni zmarłych.

Jak będę żyć bez ciebie, pocieszycielko!

To krzyk buntu Orfeusza. A może ten wers wyraża bardziej bunt Miłosza niż antycznego poety-śpiewaka. „Orfeusz i Eurydyka” to jedno z ostatnich wielkich dzieł Czesława Miłosza. Napisał ten utwór w 2002 roku, tuż po śmierci swej żony Carol, co zaświadcza poeta w jednym z wywiadów: Ten utwór ma pewien klucz. Leciałem z Krakowa do San Francisco, wiedząc, że Carol umiera i że koniec jest nieunikniony; jedyne, o co chodziło, to żeby zdążyć do szpitala przed jej śmiercią. I właśnie ta podróż po Hadesie to jest moja podróż do San Francisco i wędrówka po szpitalu.

W sierpniu, dokładnie 14, minie 15 lat od śmierci Miłosza. Swą drugą żonę, Carol, młodszą od niego o 33 lata, przeżył o dwa lata.
Poemat kończy się słowami:

Ale pachniały zioła, trwał nisko brzęk pszczół.
I zasnął z policzkiem na rozgrzanej ziemi.

Zamykają ten wiersz pełen niepewności i bólu słowa pogodzenia się z losem, szukanie ukojenia w rozkwitłej naturze, pełnej oszałamiających zapachów i ciepła. W takim otoczeniu chętnie zapada się w sen. W śnie znajduje ukojenie bólu, chłód podziemi przemija, zasypia z policzkiem na rozgrzanej ziemi. To wersja Miłosza tego mitu.

Owidiusz, rzymski poeta, w „Przemianach” pisze, że po nieudanej próbie uwolnienia Eurydyki, gdy ukochaną znów wciągają ciemności Hadesu, Orfeusz nie pogrąża się w samotności, nie lubi jednak obecności kobiet albo tylko od nich stroni, natomiast chętnie przebywa w towarzystwie młodzieńców. Inna wersja dalszego losu Orfeusza opowiada, że za niechęć do kobiet rozszarpały go trackie menady, czyli bachantki z orszaku Dionizosa, towarzyszące mu w orgiastycznych uciechach.

A co się stało z żoną Lota, której los utrwaliła w Biblii księga Genesis? Za ciekawość, za obejrzenie się za siebie, na Sodomę, gdy Bóg ogniem, płonącą siarką, ukarał mieszkańców za życie w rozpuście, w moralnym rozgardiaszu, kobieta została zamieniona w słup soli. Nie znamy nawet jej imienia, na wieki została zapamiętana jako żona Lota. I dlaczego nie zmieniono jej w słup skalny jak Niobe? Nie było jej dane długo przetrwać nawet w tej postaci. Słup solny zapewne rozmyły deszcze, może pozostał po niej słony strumyk albo tylko kałuża, którą pochłonęła ziemia, wyparowała w słoneczną przestrzeń. Natomiast Lot i dwie jego córki, nie oglądając się za siebie, uszli z płonącego miasta, skryli się górach.

Mity o tych, co zostali ukarani, gdyż nie mogli powstrzymać się od spojrzenia wstecz albo wyszli z tej próby zwycięsko, niosą dalsze moralne perturbacje - Orfeusz uwielbiał młodzieńców, natomiast córki Lota popełniły kazirodztwo, śpiąc przez dwie kolejne noce ze swym ojcem, którego upiły winem do nieprzytomności. W Sodomie zginęli wszyscy mężczyźni, więc by zapewnić ciągłość ludzkości, musiały podstępnie popełnić czyn kazirodczy.
To znane opowieści, towarzyszące ludzkości przez wieki.
Można ich znaleźć więcej - ten zakaz oglądania się za siebie jest obecny w wielu baśniach. Ciekawskich też najczęściej spotyka kara - giną, zamieniają się w zwierzęta, w martwe przedmioty.
I powstaje pytanie - czemu oglądanie się za siebie było naganne, stawało się występkiem, za co spotykała ciekawskich kara. Czyż chęć poznania tego, co za nami budziło sprzeciw ludzi, a moce boskie za ten czyn wyposażone zostały w prawo unicestwiania? Czy przeszłość ma pozostać tajemnicą, gdyż z stamtąd płynie strach z powodu poznania istoty zdarzeń, które przeminęły?

Schodząc w przestrzeń bardziej realną, wielu pragnie, by przeszłość nie została poznana do końca. Jakąś jej część ma zagarnąć i unicestwić czas. Tworzy się archiwa, w których są zamknięte tajemnice, dostępne tylko nielicznym, wybranym. Tajemnice zdarzeń, czyny ludzkie, przeważnie mało chwalebne. Za wdarcie się tam, poznanie prawdy, bywa kara.
W czasach panowania niedawnych systemów totalitarnych dążenie do prawdy, rozgrzebywanie przeszłości, w której ukryto okrucieństwa systemu, było napiętnowane okrutnie, narażało na prześladowania, na cierpienie, a nawet na śmierć. Zresztą przez całe dzieje ludzkości obowiązywały zakazy, by się zanadto nie zapuszczać w przeszłość. To co zawikłane, złe, niech lepiej pozostanie tajemnicą na zawsze.

Prawda nieznana, spoczywająca w pancernych szafach nie jest groźna. Śmiałek, co chce ją ujawnić naraża się na kaźń stokroć gorszą niż Orfeusza. On tylko chciał zobaczyć swą ukochaną, której tupot stóp słyszał za plecami. Żona Lota zamieniona w słup soli poniosła dotkliwszą karę, bo też jej wina była większa - zobaczyła okrucieństwo Tego, co zgładził miasto Sodomę i ludzi w nim mieszkających. Chociaż kto wie, czy cierpienie Orfeusza nie było stokroć gorsze - ogarnęła go pustka. Powtórzmy jeszcze raz za Miłoszem skargę antycznego śpiewaka : - Jak będę żyć bez ciebie, pocieszycielko! W tym okrzyku tkwi bezradność, bezsilność wobec losu.

Czasem zdarza się nam - idąc niekoniecznie przez miejsca nieznane, mamy wrażenie, że ktoś albo coś za nami kroczy, wlecze się, jego kroki dudnią albo szeleszczą, może też posuwać się bezgłośnie, ale jego obecność czujemy, nie potrafimy się pozbyć tego przeświadczenia. Boimy się jednak odwrócić, by nie stanąć oko w oko z tym czymś, jak się nam wydaje, że podąża za nami, że nam zagraża. Może być zresztą to coś przyjazne, opiekuńcze, więc tym bardziej nie można się odwrócić, by go nie spłoszyć, nie przekonać się, że niczego tam nie ma, jest pustka, jak na tej ścieżce, którą szedł Orfeusz, a za nim było słychać tupot stóp Eurydyki; ale gdy się obejrzał, ścieżka była pusta. Być może nikt nie szedł za Orfeuszem, on tylko wierzył, że podąża za nim ukochana, został oszukany. W istocie zetknął się z chłodem i pustką. W swej wyobraźni, śnie?

Jerzy Żelazny

 


Przeczytaj też u nas inne teksty J. Żelaznego, a także recenzje jego książek: Duchy polanowskich wzgórz (2006), Ptaki Świętej Góry (2010), Za wcześnie do nieba (2010), 19 bułeczek (2011), Fatałaszki (2013), Tango we mgle (2014), Kichający słoń (2018), Trzynasta (2018)