Wokół "Ksiąg Jakubowych" Olgi Tokarczuk

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 07, styczeń 2020 Drukuj E-mail

Barbara Rowińska-Januszewska

Jako, że z wykształcenia jestem literaturoznawcą germańskim, przez lata śledziłam i czytałam nowości literatury niemieckojęzycznej, co zaowocowało powstaniem zaległości w najnowszej literaturze polskiej. Literacka Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk zmotywowała mnie do uzupełnienia tych braków i sięgnięcie po książki nagrodzonej autorki, bo znałam jedynie jej wczesny utwór Prawiek i inne czasy. Przeczytałam interesującą powieść Bieguni oraz Prowadź swój pług przez kości umarłych. Z dość dużymi oczekiwaniami i sympatią sięgałam po opus magnum Tokarczuk, Księgi Jakubowe (słyszałam nawet opinie, że jest to arcydzieło), które jednak wywołały mieszane uczucia. Z racji zawodu jestem czytelnikiem uważnym i krytycznym, zwracam uwagę na kwestie formalne jak kompozycja, język czy prowadzenie postaci. Lekturę Ksiąg Jakubowych traktowałam jako odpoczynek po zawodowych lekturach, nie zamierzałam o nich pisać, a jedynie przeczytać dla własnej przyjemności. Jednak wielorakie uczucia, jakie we mnie wywołała lektura, konteksty noblowskie i reakcje czytelnicze skłoniły mnie do skreślenia tych paru zdań.

Na szerokim tle religijnym i społeczno-politycznym, a także kulturowo-obyczajowym Tokarczuk nakreśla losy żydowskiego heretyka, kontrowersyjnego i dziwacznego przywódcy sekty antytalmudycznej Jakuba Franka, działającego w XVIII wieku na terenie Rzeczypospolitej, Turcji, Moraw i Niemiec. Frank uważa się za nowego Mesjasza, a nawet Boga, który poprowadzi Żydów do duchowego wyzwolenia i życia wiecznego. Uważa się za następcę innego Mesjasza żydowskiego Szabetaja Cewi, a droga ku wyzwoleniu Żydów ma prowadzić przez duże religie: islam i chrześcijaństwo (katolicyzm). Opowieść o Jakubie czytelnik musi sobie poskładać sam z setek różnych opowieści, snutych przez wielu bohaterów w przeróżnych miejscach i krajach. We współczesnej literaturze nie jest to zabieg wyjątkowy i zwykle podwyższa wartość artystyczną dzieła poprzez ciekawą formę. W przypadku książki polskiej noblistki nie służy to głównej opowieści.

Wielowątkowość i multiperspektywiczność powinna wzbogacać, zaciekawiać i pobudzać do myślenia, a nie przytłaczać, dezorientować i wręcz usypiać mentalnie. Autorka Ksiąg Jakubowych nie panuje nad kompozycją liczącego 912 stron dzieła, mnogością wątków i postaci. Nie posługuje się retrospekcją i raczej opowiada trzymając się chronologii, jednak kilkukrotnie doprowadza wątek do określonej daty, np. do września-października (dysputa lwowska), by potem wrócić w kolejnym rozdziale do sierpnia, gdy czytelnik zna już dalsze wydarzenia. Przy tak luźnej, mozaikowej kompozycji rozdział ten powinien znaleźć się wcześniej, nie wiem, dlaczego Wydawnictwo i lektor nie zwróciły autorce na to uwagi. Podobnie czytelnik dowiaduje się o śmierci Nachmana-Jakubowskiego, a potem wraca on w dłuższej opowieści naświetlającej jego życie aż do końca.

Najbardziej rozczarowuje koniec powieści, jak gdyby autorka nie mogła rozstać się z wątkami i chciała gdzieś pomieścić swoje wieloletnie studia i fascynacje bohaterami i epoką. Zamiast zamknąć opowieść krótko po śmierci Jakuba Franka np. naświetlając jeszcze losy Ewy i dzieci Jakuba, kończy mnóstwo innych wątków, czasem doprowadzając je absurdalnie do czasów współczesnych. Mogła to zrobić w oddzielnym posłowiu od autorki (tak jak Tomasz Mann w oddzielnym dziele opisał powstawanie powieści Doktor Faustus). Literatura piękna nie jest pracą naukową, gdzie wszystko powinno być dokładnie wyjaśnione i domknięte, literatura powinna zostawić czytelnika z jakąś tajemnicą, niedosytem i niedopowiedzeniem, a jest przesyt, przeładowanie zbędnymi szczegółami i rozczarowanie. Wielowątkowość nie oznacza przypadkowej wszystko-wątkowości. Gdzieś pomiędzy tym kończeniem różnych wątków-losów bohaterów jest nagle znowu wrzucona wszystkowidząca Jenta – piękna i tajemniczo-baśniowa literacka postać, jeden z atutów powieści, porównywalna z Oskarem z Blaszanego bębenka Grassa. Sztuką jest wyjaśnić wiele i pokazać dużo na przykładzie w y b r a n y c h  postaci i okoliczności, czy systemów wierzeń, a nie mnożenie postaci, wątków i cząstkowych opowieści, w których gubi się nie tylko czytelnik, ale chyba nawet i sam autor. Wielka literatura – szczególnie w inteligentnych czasach współczesnych – żyje z dialogu z czytelnikiem, pozostawia go z zagadkami, pozwala mu samemu myśleć, rozwija i pobudza do refleksji, a nie przytłacza i usypia-hipnotyzuje mnożeniem postaci, nazwisk i szczegółów.

W przypadku Ksiąg Jakubowych zabrakło dobrego lektora, literaturoznawcy wyczulonego na kwestie konstrukcyjne, który przed publikacją powieści skłoniłby autorkę do skrótów. We współczesnej literaturze obowiązuje dewiza „lepiej mniej, niż więcej”. W renomowanych niemieckich wydawnictwach (np. Suhrkamp czy Ammann Verlag) lektor lub wydawca nierzadko czyta i analizuje z autorem dzieło, skłaniając go do skrótów czy zwracając uwagę na niedoskonałości, o czym nieraz mówili Max Frisch czy Thomas Hürlimann. W obecnej literaturze jest tendencja do precyzyjnej, ścisłej kompozycji, precyzji języka, lapidarności. Dzieło Tokarczuk jest przeładowane i się po prostu pod koniec kompozycyjnie „rozłazi”. Każdy rozmiłowany w literaturze czytelnik zna uczucie rozczarowania i tęsknoty po zakończeniu dobrej obszernej książki. Takie wrażenie miałam czytając Czarodziejską górę czy Doktora Faustusa Tomasza Manna, Wojnę i pokój  Lwa Tołstoja, Nędzników Wiktora Hugo czy Stillera Maxa Frischa. Przy Księgach Jakubowych, które miejscami były wciągające, czekałam już na koniec, męczyły mnie dygresje i nie kończące się opowieści, tysiące szczegółów i nazwisk, które do powieści niczego nie wnosiły, mało precyzji. Czytelnik kończy lekturę powieści znużony i rozczarowany, a nawet rozdrażniony. Przypominają mi się tu monumentalne powieści historyczne Henryka Manna o Henryku IV, bardzo obszerne, a jednak wciągające, zachwycające i nie męczące, do których tęskni się po zakończeniu lektury. Na przeciwnym biegunie postawiłabym współczesne powieści historyczne szwajcarskiej pisarki Gabrielle Alioth, np. dobrą wielowątkową powieść Badawcze spojrzenie (Der prüfende Blick) o precyzyjnej konstrukcji.

Nieco dziwi też sympatia lub może pobłażliwość autorki wobec głównego bohatera o pedofilskich i dyktatorskich zapędach, który bez żadnych oporów wyżywa się na dzieciach, otoczeniu i wyznawcach. Choć przyznać trzeba, że Tokarczuk niczego nie ukrywa i pokazuje Franka z różnych najbardziej ciemnych stron, to prowadzi narrację w sposób sympatyzujący z głównym bohaterem i chyba zbyt łagodny. Nie pokazuje psychiki dziwacznego przywódcy sekty, dlaczego tak bardzo przyciąga wiernych, nie wyjaśnia tajemnicy jego charyzmy, jego wnętrze pozostaje niewiadomą. Sam Frank nie jest narratorem, jego rozwój (od głęboko wierzącego pomazańca bożego, mistyka i demokraty do pozbawionego empatii, ogarniętego megalomanią dyktatora-psychopaty) przedstawiany jest z perspektywy jego zwolenników i wrogów. Jakub Frank odrzuca boskie przykazania, uważając, iż tablice zostały przez Mojżesza podmienione i sfałszowane. Frank nie napisał żadnego dzieła, a swoich wiernych uwodzi opowieściami i przemowami, charyzmatyczną osobowością i uzdrowieniami. Wątpliwości budzi wielka swoboda moralna ogromnej większości bohaterów w czasach ściśle określonych norm społecznych i obyczajowych, folgowanie wątpliwym, nierzadko okrutnym zachciankom i humorom Jakuba. Gdzieś w mnogości opowieści i wątków z a t r a c a  s i ę  w  p o w i e ś c i  p o j ę c i e  d o b r a  i  z ł a (nie funkcjonuje tu ono w ogóle), moralność, pojawia przyzwolenie na krzywdzenie i wykorzystywanie, przemoc, kłamstwo, oszukiwanie i obłudę. Nawet w tolerancyjnych czasach postnowoczesnych, gdy akceptujemy a nawet lubimy inność, różnorodność poglądów i przekonań, akceptujemy różnorodność seksualnych zachowań, nie godzimy się na wykorzystywanie i przemoc, krzywdzenie, ośmieszanie, poniżanie, pedofilię czy kazirodztwo. Współczesna niechęć do wszelkich ideologii i ocen moralnych nie może prowadzić do przyzwolenia na zło. Jakub Frank zaś swoich wyznawców zwodzi i wykorzystuje, żyje na ich koszt jak król, bije ich (nawet wiernego przyjaciela Nachmana), ośmiesza i poniża, wykorzystuje seksualnie dzieci, córki i żony wyznawców, współżyje z własną córką, mężczyznami, nie szanuje zawartych małżeństw i zmusza do współżycia osoby, które się nawet nie lubią. Bawi się ludźmi, dla swoich celów próbuje wydać swą córkę za cesarza Austrii, po śmierci zostawia dzieci i wyznawców z ogromnymi długami. Ma cechy dyktatorskie i psychopatyczne, kocha władzę i luksus, zamyka swych wyznawców w swojej doktrynie, pozbawiając ich wolności myślenia i swobody działania. Jego wyznawcy mają milczeć na temat tego, co dzieje się wewnątrz sekty i jakie są jego prawdziwe cele.

Pomimo tego na poziomie etyczno-doktrynalnym Tokarczuk pokazuje Jakuba raczej jako przywódcę religijnego, niż dyktatorskiego, amoralnego i destrukcyjnego  s e k c i a r z a (niemieckie tłumaczenie Ksiąg Jakubowych reklamuje je jako opowieść o żydowskim mistyku, który opowiada się za wolnością, równością i emancypacją Żydów). Wyraźnie wskazuje jedynie na wykorzystywanie finansowe wyznawców. W jednej z wypowiedzi już po wydaniu książki Tokarczuk nazywa Franka „psychopatą” [1], jednak w powieści opisuje go w sposób sympatyzujący. Uwiedzeni doktryną Jakuba i nierzadko zastraszeni wyznawcy traktują go łagodnie (Nachman), godząc się na wszystko zazwyczaj bez protestu. O ile wyznawcy-ofiary Jakuba (kilkaset osób poświęciło mu swe życie, kosztem własnych najbliższych, dzieci i małżonków) to w większości sympatyczne i pozytywne osoby, często utalentowane i wykształcone, to sam Jakub Frank – mówiąc eufemistycznie – taką pozytywną postacią z pewnością nie jest.

Pisarka pisze o pogromach Żydów i prześladowaniu Arian, słusznie krytykując nietolerancję religijną w XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej i gorsze traktowanie innowierców, choć był to dopiero czas budzenia się oświeceniowej świadomości w całej Europie. Traci przy tym z oczu kontekst ogólnoeuropejski i ogólnoświatowy. Konfliktami i prześladowaniami religijnymi na linii katolicyzm - protestantyzm żył cały XVI (Luter, Kalwin, Zwingli) i XVII (wojna trzydziestoletnia) wiek, przypomnieć też należy działania inkwizycji i haniebne praktyki palenia na stosie – zatem nietolerancja religijna w Polsce nie była w Europie ani na świecie odosobniona. Jest to też okres haniebnego niewolnictwa i narzucania chrześcijaństwa siłą w koloniach. Pisarka nie wspomina też o tym, że w średniowieczu na zachodzie Europy przez długi czas w ogóle nie pozwalano osiedlać się Żydom czy zajmować się rzemiosłem, a żółty kolor stygmatyzujący ten naród to wątpliwa zasługa francuskiego króla Ludwika IX Świętego. Ludzkość bardzo powoli dorastała do wyższego rozumienia i tolerancji. Należy podkreślić, że kościół katolicki w Polsce z otwartymi ramionami przyjął Żydów Franka, ich przejście na katolicyzm. Nie ograniczył się jedynie do wydania zgody na konwersję i chrzest – prymas, biskupi i możni ( Kossakowska, Sołtyk) byli obecni przy ich uroczystym chrzcie, dali im swe polskie szlacheckie nazwiska, wspierali finansowo, czasem nadawali kawałek ziemi. Miliony osiedlonych na terenie Rzeczypospolitej Żydów świadczą o tym, że mimo wszystko znaleźli tu korzystniejsze do życia i funkcjonowania warunki, niż w pozostałej części Europy.

Najciekawsze wątki powieści Tokarczuk to ten z Jentą, z księdzem Benedyktem Chmielowskim (autorem pierwszej polskiej encyklopedii Nowe Ateny) i barokową poetką Elżbietą Drużbacką, jednak po ich zakończeniu zabrakło przeciwwagi do opowieści o Jakubie. Zabrakło też perspektywy pokazującej  J a k u b a  F r a n k a  j a k o  t w ó r c ę  m e n t a l n e go,  s e k c i a r s k i e g o  w i ę z i e n i a, w którym próbował zamknąć swych wyznawców – być może perspektywę taką mogłaby wprowadzać Jenta, która „wszystko widzi”, przenika czas i miejsca, z czego jednak nic nie wynika. Nie jest to instancja wprowadzające inne, krytyczne rozumienie, trzeźwe oceny bohaterów czy sytuacji. P o z y t y w n y m  a s p e k t e m  d z i a ł a l n o ś c i  F r a n k a było wyprowadzenie Żydów z izolacji, otwarcie na chrześcijaństwo i islam, europejską kulturę i naukę, języki pozażydowskie, co w rezultacie pozwoliło im wydobyć się z zamknięcia w judaizmie i żydowskiej kulturze, uzyskanie zrównania praw z katolikami a nawet zdobycie tytułów szlacheckich. To z kolei dało im możliwość rozwoju wszelkiego rodzaju rzemiosła i handlu, nauki i sztuki (Maria Szymanowska) i wydobycia się z biedy, ciemnoty i poniżenia.

W moim odczuciu powieść Tokarczuk mogła mieć 500-600 stron i bardzo by na tym zyskała. W ostatniej części powieści czytelnik nie dowiaduje się niczego nowego, zna już bohaterów, światopogląd i cele Franka, główny bohater nie zaskakuje – a dobra literatura żyje z niedopowiedzeń, tajemnic, zaskakującej perspektywy czy wieloznaczności. Pisarka niejako gubi się w mnogości motywów i postaci, zupełnie niepotrzebnie upycha na kartach powieści zasłyszane gdzieś ciekawostki (Danton), nowych odległych bohaterów, urywa wątki. Wykorzystuje figurę Jenty do doprowadzenia opowieści do czasów współczesnych (Jenta widzi na koniec piszącą autorkę), czyni to jednak w sposób nieprzekonujący.

W swojej recenzji Czapliński [2] nazywa powieść Tokarczuk „rewersem” wobec Trylogii Sienkiewicza, jednakże porównanie to wydaje się na wyrost: Sienkiewicz tworzy w Trylogii całe spektrum oryginalnych, wyrazistych postaci, niezapomniane sceny, walorem jego prozy jest też barwny, archaizujący język czy dialogi. Sienkiewicz pozostawia czytelnika także z pozytywnym przesłaniem, napełnia go siłą i nadzieją.
Tokarczuk nie tworzy wyrazistych postaci, Jakub Frank jest wprawdzie na swój sposób oryginalny i ciekawy, ale w sposób negatywny. Nachman i inne postaci z otoczenia Franka są jedynie jego bezwolnymi, bezkrytycznymi wyznawcami i ofiarami. Jak w typowej sekcie, tracą wolność mentalną nie będąc tego świadomym. Sympatycznymi i dość oryginalnymi, samodzielnie myślącymi i działającymi postaciami są przede wszystkim ksiądz Chmielowski i poetka Drużbacka (i zasługą Tokarczuk jest, że o nich przypomina). Pisarka pozostawia czytelnika bez przesłania czy jakiejś kreatywnej, oryginalnej myśli, nie przenosi na wyższy poziom myślenia czy świadomości. Nie przebudza, lecz wręcz usypia. Paradoksalnie posługuje się metaforą jaskini, która bezpośrednio odsyła nas do Platona czy Dürrenmatta, jednakże platońska jaskinia pobudza do myślenia, do krytycznego przebudzenia i wyjścia z mentalnego więzienia. Tymczasem Jakub Frank niejako zamyka swoich wyznawców w mentalnej jaskini i pozbawia ich wolności samodzielnego myślenia i działania. Jedyny pozytywny aspekt jaskini u Tokarczuk to prawdziwa historia Żydów z czasów okupacji, którzy się w niej na jakiś czas dobrowolnie zamykają, by uniknąć hitlerowskiego piekła.

Niewątpliwie autorka dokonała benedyktyńskiej pracy, studiując wiele źródeł i nakreślając bogaty, wielokulturowy obraz epoki i obyczajów, miała jednak problemy z selekcją materiału i rozłożeniem akcentów i moralnych proporcji. Wielkiej literatury nie cenimy za włożoną pracę, lecz wartości artystyczne i poznawcze: tu walorem nie jest ani język, ani forma, ani usypiająco-hipnotyzujący tok narracji (część czytelników niemal nie zauważa, iż ma do czynienia z antybohaterem i uważa Franka za „fajną” postać). Wydaje mi się też, że tytuł Księgi Jakubowe zbytnio nobilitujący Franka (księgi sugerują mądrość) i dezorientujący czytelnika (mnie przed lekturą tytuł kojarzył się z Biblią i powieścią T. Manna Józef i jego bracia) nie jest odpowiedni. Mądrość uwalnia i wprowadza ludzkie pojmowanie na wyższy poziom, czasem nawet pozwala zbliżyć się do Absolutu (Boga). Frank oferuje może i atrakcyjne opowieści, które jednak nie dają wolności i wyższego rozumienia, nie uczą miłości, empatii czy samodoskonalenia, a służą jedynie podtrzymaniu jego władzy nad wyznawcami. Frank nie daje wolności, lecz ją odbiera.

Wyróżnić należy natomiast kształt wydawniczy książki, mapy, ilustracje i ciekawą formę graficzną, które podnoszą walory dzieła. W kontekście nagrody Nobla, która oczywiście cieszy, zapewne niejeden sięgnie po książki Tokarczuk, może warto raczej przeczytać ciekawszych pod względem estetycznym Biegunów czy wartościowy i miły w lekturze Prawiek i inne czasy, niż rozczarowujące, dezorientujące i męczące Księgi Jakubowe.

Barbara Rowińska-Januszewska

-----------------------------
[1] Spotkanie wokół „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk. W: https://www.youtube.com/watch?v=1e4tuCuvcjQ&t=84s
Zob. też: Olga Tokarczuk: Jak powstały Księgi Jakubowe? W: http://wyborcza.pl/1,75410,17154801,2014_rok_wedlug__Ksiazek___Tokarczuk__Jak_powstaly.html
[2] Czapliński, Przemysław: „Księgi Jakubowe” czyli dwieście lat samotności. W: http://wyborcza.pl/1,75410,16835955,_Ksiegi_Jakubowe___czyli_dwiescie_lat_samotnosci_.html

 

Przeczytaj też w dziale ‘eseje i szkice’ teksty B. Rowińskiej-Januszewskiej Angelika Kauffmann jako malarka i „piękna dusza” w powieści Alioth "Wnikliwe spojrzenie" oraz (wspólnie z Ireną Urbanowską) Niemieckojęzyczne dziennikarstwo alternatywne - cele i tematyka