„Słowianki” Władysława E. Gałki

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: środa, 30, październik 2019 Drukuj E-mail

Leszek Żuliński

BUGI ŁUGI CZYLI NOWA AWANGARDA?

No, Moi Kochani… Teraz nastawcie się na poezję, jakiej jeszcze nie czytaliście. Weźcie się w garść! Zapnijcie pasy bezpieczeństwa! Trafiłem na tomik, który gałki oczne wypchnie wam ze zdumienia na wierzch.
Gdyby Nikifor pisał wiersze, to razem z Władysławem Edwardem Gałką może by jakiś nowy nurt poezji polskiej wykombinowali. Jak na razie nurtu nie ma. I chyba nie będzie. No ale jacyś entuzjaści dadaizmu zapewne wystrzelą Gałkę pod niebiosa. No i dobrze, bo niemal każda ciekawostka bywa ciekawostką.
Ten tomik to cacuszko edytorskie – masa pięknych ilustracji (wykonanych przez Autora) i znakomicie zrobiony layout. Pomysłowy Bogdan Zdanowicz z Łobza to wszystko wykombinował w sposób wręcz cudowny. Cacuszko edytorskie pierwszej klasy! I właśnie Zdanowiczowi zawdzięczamy odkrycie tego poety.

Tego tytułu Słowianki nie kojarzcie ze Słowianami – tu chodzi o Słowa! I słusznie, bo jakby Gałki nie ignorować, to jego dykcja jest TYLKO JEGO DYKCJĄ. A jego świat – jego światem!
O Nikiforze wspomniałem… No, on wierszy nie pisał, ale był malarzem absolutnym – spoza wszelkiego kanonu. Gałka jest poetą, ale też – jak wspomniałem – różne obrazki maluje. Pełno ich w tym tomiku i – co ciekawe – dla mnie mają jakąś „picassowską” aurę.

Jednym słowem Gałka jest artystą uniwersalnym. I oczywiście spoza wszelkiego kanonu. Żeby pojąć te wiersze, musicie wejść w inny świat, w absolutnie nową dykcję. Łatwe to nie będzie…
No ale sami zanurzcie się w taki oto – dla przykładu – wiersz pt. Obrazki. Oto on: kuxańce / idzie ptak przez ptak / powidzie poniesie dokąd oko / sroka ktos kos ko kos // przytulejki powiedziałka / cała całka x x eter e tam lubię i dłubię // mam pozór obiekcje ozór / lekcje i chwilka wilka wlekąc babki // z gliny dłubi drwa / że a żewnie / bolu po ad adversum // przytulejki ładne reszta / trawić ławi co nie bawi bo / bo babi / łam pam // raz było ecie-pecie / s-kum pcim / i pcimia warte dziury / galaktyki warkocze // berenika naraz lokacja w akcji / bo na miejscu pic i sensu.

I co wy na to? Ja bardzo solidnie przepisywałem ten wiersz i chyba nigdzie się nie potknąłem. Po przepisaniu analizowałem go solidnie. I to mi się nie udało, bowiem awangardyzm Gałki przerasta nasze nawyki czytelnicze. Bo my jesteśmy zdegenerowani różnymi niby-naukami, lekturami, a on trzyma się własnego języka. I basta!
Sławomir Płatek w solidnym posłowi do tomiku m.in. pisze: Gałka najwyraźniej ma całą tę „polską poezję” w miejscu sobie jedynie znanym. Pisze swoje wierszyki, robi te swoje uniki, figluje. (…) Myślę, że Gałka niezupełnie jest poetą, choć pisze. Nie wiem, czy chce „być” rysownikiem, malarzem, rzeźbiarzem (bo i tym się zajmuje). On po prostu spędza życie w fajny sposób, a jak tu pisać wstęp (czy też posłowie) do czyjegoś fajnego życia…
No i wszyscy my, czytelnicy tego tomu będziemy po lekturze wiercić się: co z tym fantem zrobić? Ha!, to nie zmartwienie Autora – to nasze zmartwienie! Jednak w tych wierszach jest coś takiego, czego nie da się obśmiać.

Oto jeszcze jeden wiersz Gałki pt. Bajka: kwokoszki bajka teciutajka / ćwierścień dykutki zdymień / tapi racja szerów stokotka / nierów niereka godnik rokona // procesem on poczeka tóptóp / przecinkiem bas chodzony / popczas aszpirozaury // binteret długośpil poziomrice / fantamizmy spątani wydziałka / słowele // drdziawić się wypryśnic robuszka / hopka roztopka blamki mugieł / krętasy ucibia zmysły / czochczą czyrkiel czuwasz // kosmet kłaczachy dubuś / czuczutko śnik.
Jak byście nie pomstowali na ten język, to jest on sam w sobie wyłącznie językiem Gałki. A co? – nie wolno mu?
Stukacie się w głowę? Lepiej zastanówcie się nad wyobraźnią lingwistyczną Gałki, nad ambicją tworzenia nowego języka. I przypomnijcie sobie jakie czasami wygibasy lingwistyczne miewaliśmy w literaturze. Owszem, Gałka jest „ekstremalny”, ale nie wariat. Wczytajcie się wielokrotnie w te „wiersze” i zobaczycie, że jego nie obchodzi wasza lektura, tylko jego język. Język absolutnie introwertyczny.

Tak, jest w tych wierszach coś i drażniącego, i zaciekawiającego. Na razie Nowa Awangarda z tego się nie narodzi, ale kto wie, kto wie… Pytanie nie do rozstrzygnięcia: czy to jest jakaś słowotwórcza paranoja Gałki, czy „zabawa”, w którą nas wciągnął? Tego się chyba raczej nie dowiemy. Może Bogdan Zdanowicz wie coś więcej?
I jeszcze jedno: twórczość Nikifora odkryta została w 1930 roku przez ukraińskiego malarza Romana Turyna. Gałkę odkrył Zdanowicz. Warto – tak!, warto! – przyglądać się artystom, którzy obdarzają nas swoją osobliwością.

Władysław Edward Gałka, Słowianki, Wydawnictwo BRYK-ART, Łobez 2019, str. 40

Leszek Żuliński


Przeczytaj też wcześniejszą recenzję Słowianek W.E. Gałki autorstwa Szymona Prowackiego – pt. „Samorodny artysta”