„Gdy zaśnie sumienie” Jerzego Utkina

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: wtorek, 01 październik 2019 Drukuj E-mail

Leszek Żuliński

MOCNA POEZJA

Jerzy Utkin, jak czytam na plecach okładki tego tomiku, jest pisarzem „płodnym” – wydał ponad trzydzieści książek. Imał się różnych dykcji, w tym także prozy. Może on być klasycznym przykładem pisarza żyjącego na co dzień pisaniem. To trochę jak i ja, bo poza pisaniem nic innego nie robię.
Utkin po raz kolejny uświadomił mi, że wiersz rymowany jest stary jak świat, ale począwszy od XX-lecia przedwojennego zaczął powolutku dezerterować. Wiersz biały, nierymowany, zaczął wchodzić z impetem do literatury. Tacy na przykład poeci jak – dajmy na to – Tadeusz Różewicz i Tadeusz Nowak stali na dalekich biegunach od siebie. No i – rzecz jasna – nie tylko oni. Awangarda jednak ostatecznie zwyciężyła.

Oczywiście wciąż mamy poetów, którzy nadal trzymają się rymu i rytmu, ale jest ich mniejszość. Ja sam popełniłem kiedyś tomik pt. Rymowanki, ale była to dla mnie tylko „pyszna zabawa”. Większość moich tomików to wiersze nierymowane. No i niedawno jeszcze – gdy zostałem dziadkiem – napisałem tomiczek rymowanych wierszyków dla mojej wnusi Natalki. No taaak… Mam sentyment do wiersza rymowanego, sylabotonicznego.
I co widzę? Najnowszy tomik (pt. Gdy zaśnie sumienie) Jerzego Utkina tonie – jak zazwyczaj – w rymach. Akurat w tym przypadku to żadne zaskoczenie, bo Utkin pisze wyłącznie rymami.

Na chybił-trafił zacytuję wam wiersz pt. ten kto zapomniał. Oto on: ten kto rychło zapomni co komuś zawdzięcza / a intryg lepkie zwoje niczym sieć pajęcza // oplotą tego który wyciągnął go z gówna / nadarzy się okazja by jeszcze wyrównać // rachunki nawarstwione i w ramach prewencji / zapobiec epidemii zbiorowej demencji // wyciągnięty za uszy często się poczuwa / aby swego wybawcę dzień po dniu opluwać // oczerniać lekceważyć i obrzucać błotem / postawa cechująca najgorsza hołotę // wdzięczność jakże wątpliwa każe nie dostrzegać / co dotkniętym amnezją naprawdę dolega.
No proszę… Ładna „rymowanka”, ale czupurna, sarkastyczna, uświadamiająca nam brzydkie ludzkie narowy. Innymi słowy: liryzm wiersza rymowanego w gruncie rzeczy spłowiał. Rymowanie może być wkłuwaniem szpilek w ohydę naszych niezbyt pięknych postaw.

Piszę te oczywistości dlatego, by uzmysłowić, że rym i rytm tradycyjny potrafi nie tyle dopieszczać „liryczność”, ale też opowiadać ohydę. Innymi słowy Utkin opowiada czarne strony postaw i życia. W tych akurat wierszach jest wielkie memento panoszącego się zła.
Takim właśnie przykładem może być między innymi wiersz pt. kult prostactwa i chamstwa. Przeczytajcie: na ulicach i placach aż czarno od ludzi / po co władza ma ręce sama sobie brudzić // wszystko mogą załatwić podburzone tłumy / prowokacje pogromy zniewolony umysł // mas pogarda dla myśli jasnej i przejrzystej / kult jednostki kult gwiazdy ręce władzy czyste // fanatyzm i fankluby mandat nikczemności / kult prostactwa kult chamstwa coraz częściej gości // w sercach oraz umysłach instynktu koprofaga / każe grzebać się w gównie medialna odwaga // jest do tego potrzebna uwaga na siebie / kieruje dziś żuk gnojarz czuje się jak w niebie // mając to co niezbędne by wzbudzać uznanie / aprobatę i poklask nic nie płacąc za nie.
Dawno nie czytałem tak „interwencyjnego” wiersza; wiersza stricte politycznego. W ogóle wszystkie te wiersze w tym tomiku wydają mi się ważne i wzywające nas wszystkich do odwagi obywatelskiej, która być może uporządkowałaby te obecne, niespokojne lata.

No proszę! Rymowanki, rymowanki, ale o takiej sile kontestacji, że dawno czegoś takiego nie czytaliśmy. Czysta liryka ma – rzecz jasna – prawo istnienia, ale Utkin uzmysławia nam ważniejszą powinność poezji. Obecnie niezwykle ważną.

Tomik zamyka wiersz pt. pestka. Przeczytajcie: czas skurczony do pestki wyschniętej na słońcu / jak było na początku tak będzie na końcu // pogodzenie z dramatem co Bóg da to będzie / nigdzie nie jest bezpiecznie niebezpiecznie wszędzie // w obłędzie złudy azyl namiastka szaleństwa / krępuje każdy oddech kaftan bezpieczeństwa // narzucony na zwoje szarzyzny komórek / gdy droga wyboista wiedzie wciąż pod górę // krew z krwi pękniętych tętnic a proch z ziarna prochu / narodziny jak pogrzeb włócznia tkwiąca w boku // przestaje już uwierać jak pod stopą kamień / koniec kropka i enter i nareszcie amen.

No cóż… Do tego doszliśmy w ostatnich latach. Jeśli do literatury wraca poezja niepokoju moralnego, to Jerzy Utkin zostanie w literaturze obecnego czasu. Do tej pory nie czytałem obecnych wierszy tak boleśnie i mądrze cucących nas z letargu i „tumiwisizmu”. I obym tylko miał rację, i oby tomik Utkina nie ugrzązł gdzieś w piramidzie obecnego zalewu tomików.

Jerzy Utkin „Gdy zaśnie sumienie”, Instytut Wydawniczy ŚWIADECTWO, Bydgoszcz 2019, str. 32

Leszek Żuliński

 

Przeczytaj też wiersze J. Utkina w dziale ‘poezja’, a w ‘porcie literackim’ recenzje zbiorów poetyckich autora: Pomilczmy o wszystkim (2006), Nigdzie swój (2007), Mgły znad Gwdy (2010), Piołun i orzech (2011) oraz powieści Chwiejnym krokiem przez bagno (2011)