Wąsów nie ruszaj!

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: czwartek, 12, wrzesień 2019 Drukuj E-mail

Jerzy Żelazny

W Polsce szlacheckiej było w obiegu powiedzenie: – Zabierz mi szablę, kontusz, ale wąsów nie ruszaj! Bo wąsy szlachcica podlegały specyficznej czci. Obcięcie ich, zwłaszcza szablą, to był despekt na honorze. A znakomici szermierze potrafili tego dokonać znienacka. Popularne było uszczypliwe i ordynarne powiedzenie: Jak drzewo bez liści, bez dachu chałupa, tak szlachcic bez wąsów wygląda jak dupa.
W szkole średniej przy omawianiu kultury sarmackiej nie obyło się bez przytoczenia „Ody do wąsów” Franciszka Dionizego Kniaźnina, poety z drugiej połowy 18 wieku. Napływająca moda z Zachodu zagrażała szlacheckim wąsom. Bo w owym czasie Europa Zachodnia już była prawie bezwąsa. Trzeba było bronić polskości, wyrażającej się między innymi hodowaniem sumiastych wąsów. Zaczyna się owa oda, czyli pochwała wąsów, znamiennym stwierdzeniem:
Ozdobo twarzy, wąsy pokrętne!
Powstaje na was ród zniewieściały...
To było groźne – bo brak wąsów oznaczał zniewieściałość, czyli utratę przez mężczyznę cech męskich – hartu, siły, sprawności fizycznej, dzielności, stanowczości, słowem - czynił szlachcica mniej zdolnym do wojaczki, a były to czasy, kiedy trzeba było bronić granic kraju, a więc owa „Oda do wąsów” to nie jakaś fanaberia, ale wezwanie patriotyczne.

Kogo tam nie ma w tym wierszu! Czarnieckiego wielbiły wszystkie Polki, a on wąsa podkręcił i rzucił się przez morze w pogoni za Szwedami. Ba, Niemki wzdychały wdzięczne, że ich obronił Jan Sobieski (pod Wiedniem) przed Turkami, wołały zachwycone: „Jak mu pięknie z tymi wąsami!” Na „wąsach bożek miłości siadał”, nie dziwota więc, że Maryna szeptała do Basi „ Za ten wąs czarny życie bym dała”. Wzniosła obietnica, ale nadmierna, gdyż niejednemu wąsaczowi nie o życie niewiasty chodziło, przeciwnie – palił się do żywej i hożej.

Dzisiaj wąsacze nie mają takiego wzięcia. Podobno tylko 0,9 % „lasek” leci na wąsy. Czy zatem warto je hodować? Z punktu widzenia upodobań współczesnych kobiet, zwłaszcza owych „lasek”, nie warto. I tylko co siódmy Polak paraduje z wąsami. Wygląda na to, że wąsacze są w odwrocie. A jeszcze tak niedawno zarost był pożądany, zwłaszcza wśród tych, co obalali PRL. Popatrzmy na fotografie działaczy otaczających Lecha Wałęsę – prawie sami wąsacze. A on w środku naczelny wąsacz! Fajne, znamienne czasy dla zarostu pod nosem!

Tylko że wąsacze z „Solidarności” nosili wąsiska rozwichrzone, niezbyt dokładnie przycięte, nie otaczali ich taką pieczą, jak niegdyś, jak na przykład eleganci w drugiej połowie 19 wieku - mężczyźni na noc zakładali na wąsy bindy, czyli opaski, by przybrały pożądany kształt, prezentowały się elegancko, uwodzicielsko, budziły zachwyt. To wymagało starań, zabiegów, znoszenia niewygody. Groteskowo wyglądał taki elegant z opaską pod nosem, gdy raptem ktoś go ujrzał podczas przygotowań do snu albo rankiem spoglądającego przez okno, by zobaczyć, jaka pogoda – jeśli padał deszcz, wąs uformowany zadziornie przy pomocy bindy, mógł oklapnąć i cała robota na nic. A spanie z bindą nie należało do wygodnych. Ciekawe, jak reagowała na ową przepaskę pod nosem jego partnerka?

Nim założono bindę, na wąsy nakładano pomadę lub specjalny wosk, by sterczały zadziornie. Bindy używał Wilhelm II, ostatni cesarz Niemiec i król Prus, zwany przez Polaków Wilusiem, zwłaszcza warszawiaków, gdy Niemcy w czasie I wojny światowej zajęli Warszawę. Po zdjęciu bindy wąsy Wilhelma sterczały imponująco, co można zobaczyć na każdej fotografii cesarza.

Jest wiele kształtów wąsów spopularyzowanych przez znanych mężczyzn, zwłaszcza aktorów. Na przykład określane nazwą pencil nosił Clark Gable i Errol Flynn, aktorzy Hollywood w latach 30 i 40 poprzedniego wieku - odznaczały się cienką linią tuż nad górną wargą. Natomiast wąsy chevron były gęste, masywne, zajmowały całą przestrzeń między górną wargą a nosem. Paradował z nimi Tom Selleck, serialowi aktor amerykański.
Pod koniec wieku 19 modne były wąsy handlebar, przypominające kierownicę od roweru – gęste, końcówki podkręcone w górę. Nosił je wspomniany wyżej Wilhelm II. Jaki kształt miały wąsy tootbruch wystarczy sobie przypomnieć twarz Charliego Chaplina, ten aktor nosił ów wąsik, czyli zarost rosnący tuż przy rynience podnoskowej. Podobne wąsy miał również Adolf Hitler, a za jego przykładem wielu Niemców.

Z wąsami miewałem różnorakie przygody, najczęściej śmieszne. Podczas rozgrywek brydżowych na przykład. Przed laty grywałem weń chętnie i często. Należałem nawet do drużyny brydża sportowego. Wolałem jednak grę bez rygorów obowiązujących w brydżu sportowym. Nie znosiłem też rozgrywek o pieniądze. Ot, taka zabawa niezobowiązująca była najfajniejsza. Mój partner brydżowy lubił kontrować wylicytowany przez przeciwników kontrakt, a na kontrę chętnie odpowiadał rekontrą. Jeśli przeciwnik rekontrował, mój partner przebijał wołając: Wąsy Piłsudskiego! Oczywiście ten, kto zna zasady gry w brydża, wie - takiej odzywki nie ma, jest to żartobliwy sygnał, że rekontra nie będzie udana.
W poważnej grze taka odzywka jest niedopuszczalna, ale podczas brydża towarzyskiego, ten żart jest tolerowany, nikt raczej nie protestuje. Czasem okazywało się to jednak złudne. Kiedyś mój partner został skarcony przez kontrpartnera za owe wąsy Piłsudskiego. Miał żal do Piłsudskiego o to, że wysiadł z tramwaju socjalistycznego. To oczywiście metafora nadużywana w czasach peerelowskich, oskarżająca Marszałka o zdradę ideałów socjalistycznych. Po którymś zawołaniu mego partnera „Wąsy Piłsudskiego”! ów gracz obraził się, przestał się wpraszać do gry w naszym klubie.
A wąsiska Marszałek miał solidne. I nosił je przez całe życie. Nie znam fotografii, na której nie miałby wąsów. Wprawdzie widziałem jedną, ale z czasów, gdy był jeszcze gołowąsem.

Nasi politycy uwielbiali paradować z wąsami. W Polsce od 1918 roku urząd prezydenta pełniło 9 osób, nie licząc obecnego, bo jego kadencja trwa i jest szansa na następną, więc wąs może się pojawić, nic nie jest przesądzone. Z tych dziewięciu tylko trzech nie miało wąsów (Wojciech Jaruzelski, Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński). Wprawdzie prezydent Bronisław Komorowski w trakcie kadencji pozbył się wąsika, ale długo zwlekał z podjęciem tej decyzji. Lech Kaczyński też miał piękne wąsy, ale w czasach nim został prezydentem. Mając wąsy, znakomicie się odróżniał od swego brata bliźniaka.

Premierów w okresie międzywojennym naliczyłem 21, a zmieniali się 28 razy, niektórzy politycy pełnili tę funkcję kilka razy, na przykład Wincenty Witos trzykrotnie, a wąsiska miał solidne, chłopskie, wzorowane na tradycji piastowskiej. Spośród wszystkich premierów przedwojennych tylko trzech pod nosem miało czyściutko, ale też pełnili tę funkcje krótko – Julian Nowak tylko 136 dni, trochę dłużej Leopold Skulski - 179 dni. Najdłużej bezwąsym premierem, bo cały rok i trzy dni, był Janusz Jędrzejewicz. I pamięć o ich premierostwie zanikła. No może z wyjątkiem Jędrzejewicza, który jest znany jako reformator przedwojennego szkolnictwa. Jednakże ta słynna reforma Jędrzejewiczowska była jego dziełem w czasie, gdy pełnił funkcję ministra oświaty. Jako minister miewał skromniutki wąsik tootbruch.

I jeszcze słowo o Władysławie Sikorskim – będąc premierem w Polsce przedwrześniowej, wąsy miał jak się patrzy, natomiast podczas premierostwa na emigracji rozstał się z wąsami. Nie wypadało być wąsaczem, spotykając się na przykład z bezwąsym Winstonem Churchillem, premierem Wielkiej Brytanii?
Na koniec warto zacytować ostatnia strofę osławionego wiersza Kniaźnina. Brzmi optymistycznie:
Kogo wstyd matki, ojców i braci,
Niech się z swojego kraju natrząsa:
Ja zaś z ojczystej chlubny postaci,
Żem jeszcze Polak, pokręce wąsa.

Jerzy Żelazny

 

Przeczytaj też u nas inne teksty J. Żelaznego, a także recenzje jego książek: Duchy polanowskich wzgórz (2006), Ptaki Świętej Góry (2010), Za wcześnie do nieba (2010), 19 bułeczek (2011), Fatałaszki (2013), Tango we mgle (2014), Kichający słoń (2018), Trzynasta (2018)