„Wiedziona” Bogumiły Malety

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 26, sierpień 2019 Drukuj E-mail

Leszek Żuliński

DOJRZAŁY DEBIUT

O Bogumile Malecie nic wcześniej nie wiedziałem. No bo jak mogłem wiedzieć, skoro ten tomik jest jej debiutem. A na dodatek dotarł do mnie dość późno po jego wydaniu.
Autorka mieszka nieopodal Poznania, toteż nie dziwię się, że „wpadła w oko” Łucji Dudzińskiej, która cudnie „poluje” na autorów tamtego środowiska. Toteż i Maleta została członkinią Ogólnopolskiej Grupy Literycznej Na Krechę, której Dudzińska patronuje. Tak czy owak tamta „społeczność poetycka” to mocny „wysyp talentów”.

Oto tytułowy wiersz tomiku Malety pt. wiedziona: skrada się dostojnie / w długiej szacie / przetykanej blaskiem, / gwiazd wtedy jeszcze więcej niż ludzi. // wyjątkowo wszyscy śpią / tylko ona czuwa / uwiedziona przez przeszłość / gotowa na przyszłość i ciemność // psychodeliczna purpura miesza się / z zapachem magii / prześwituje i zmienia barwę // gdy podniesie namiętność / osiąga temperaturę wrzenia / noc jest najpiękniejszą z kobiet.
Zauważcie: dopiero w ostatnim słowie tego wiersza dowiadujemy się o czym on jest. A to po prostu „opowieść o nocy”. Bardzo pięknie opowiedziana.

Ten debiut mieści się w kategorii tzw. późnych debiutów. To – oczywiście – ani wada, ani zaleta, ale po lekturze widzę, że ta autorka ma sporo do opowiedzenia, a jej dykcja – prosta, komunikatywna – brzmi nieźle. Mamy tu do czynienia z kategorią „wierszy komunikatywnych” , co mnie akurat cieszy, bowiem długoletnie wygibasy pseudo-awangardowe zbyt często się zagalopowują w niby-nowatorstwie (co nie znaczy, że nowatorstwo mnie nie kusi).

Tomik jest podzielony na pięć części. Oto ich tytuły: Milczenie dłoni, Niezupełnie przypadkowo, Zręczność (nie tylko) ust, Po zachodzie i Żadna doniosłość.
Zastanawiałem się, która z tych części najmocniej we mnie „trafiła”. Ostatecznie nie wiem, która, bowiem te wiersze wspaniale trzymają poziom całości. Ale zacytuję wam wiersz pt. epidemia losu. Oto on: zastyga na brzegu ust jak nienawiść / niewyraźnie wypowiedziana / a przeraźliwie czytelna / na wysokości progu / wpisuje się zajadle w gest. // musi – tak broni zapomnienia. zaczyna / przetaczać składy brunatnych snów. od starości / nie uciekniesz dokądkolwiek oczy zaniosą. // codzienne wschody to tylko tło. dla przemijających / najlepszym tłumaczem jest doświadczenie / i synonimy zalet, bez względu na prognozy / pomijam zestawienia, tego dnia niebo / niezręcznie milknie od pustych przebłysków. // wypogodzeń i burz nie liczę. na cud / radośnie zapadam jak na ironię / losu.

Na plecach okładki są trzy rekomendacje tej książki. Łucja Dudzińska m.in. zwraca uwagę na dłonie, które w tych wierszach wahają się, milczą, są śmiałe lub pełne obawy… Niby drobiazg, a bardzo ważny w tej introwertycznej poezji. Stefan Górawski podkreśla fenomen „kobiecej duszy”. A Bożena Boba-Dyga celnie zauważa, że Pani Bogumiła pokazuje osobliwe pejzaże emocjonalne, wzniecając refleksję. W dużych skrótach to przytoczyłem, ale po to, by pokazać, że wobec tych wierszy nie da się przejść obojętnie.
To bardzo mądry oraz pełen ważnych sensów tomik. I to można powiedzieć o większości zwartych w nim wierszy.

Mamy tu do czynienia – jak wspomniałem – z debiutem. Dodam: dobrym, dojrzałym debiutem. Coś jest w tym przypuszczeniu, że dorosłość nosi na grzbiecie garb życia, który potem okazuje się mądrością. A to z kolei umacnia fundament tzw. twórczości dojrzałej.
Puentując: po dwóch latach od ukazania się tego zbioru wierszy odkryłem dla siebie wcześniej nieznaną mi poetkę, przed którą widzę sukces. Trzymam kciuki, Pani Bogumiło!

I jeszcze jedno na koniec… Bywa, że wpadają w nasze ręce książki wydane rok lub dwa lata temu. Wolałbym recenzować ten bieżący „rejwach”. Jeśli jednak z opóźnieniem natykamy się na książki dobre, to dlaczego nie mielibyśmy je nagłośnić? Nasze recenzje zapewne rzadko kiedy powodują kupno książki, ale ich odnotowanie to jednak ważna sprawa w tej wielkiej piramidzie publikacji.

Bogumiła Maleta „wiedziona”, Wydawnictwo FONT, Poznań 2017, str. 60

Leszek Żuliński