Po lekturze „Tarantuli” Boba Dylana

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 05, sierpień 2019

Marian L. Bednarek

Z OKIENKA POGOTOWIA KULTURALNEGO

Zerkokopy mnie tak wkurzają, że już nie wiem jakich artystów sprowadzać dla otwarcia serc. Moje biuro Pogotowie Kulturalne jest otwarte od do, ale i tak wiedzą, że jak wejdą od zaplecza, to nie odmówię. Dzisiaj spęd w kawiarence. Każdy coś wyciągnie przeciw Zerkokopom, jakiś wiersz. Cyganka się do mnie uśmiechnęła. Ma zawsze przy sobie trutkę na szczury, bo Zerkokopy to takie szczury mówi. Liryka jest moją tarczą dodaje z gwiazdami w oczach i poprawia swoje długie włosy. Okiennik Keszelko rozkręca wydawnictwo Szczerbatych Poetów, bo wie że miejscowi dentyści oddadzą 1 procent z podatku na jego tyrkę. Kawę proszę parzoną, bez cukru. Mogliby niektórzy krótsze pisać te swoje hercklekoty. Za dużo poprawności i fałszywej skromności. Niech się uczą od prania na sznurku, z dziurami. Whisky proszę. Niech sobie kanapki tym owiną. Jak chleb tymi wierszami nasiąknie, to może ukaże się jakiś ciekawy trop. Doszedł Szpak o kamiennej twarzy. Połknął wnuka i nawet nie wie, że Zerkokopy całują go za to po dupie. Proszę jeszcze raz Whisky. Hen Kancierkowski o czerwonych zawsze policzkach, zawstydzony liczy pod stołem te swoje drobinki poezji. W końcu coś uciuła i wyśpiewa w kobiece uszy. Zerkokopy okrążają miasto. Nadchodzi postęp, czyli potop, ale my wierzymy w nasze łodzie ucieczki z papierowymi masztami poezji. Brzdęk szkła. Nieśmiałość tomików na stołach jak żywa Golgota w tamtym dniu. Jezus też debiutował. W ekofrazach Mroka Flecisty pełno krów się pasie.

A gdy gra, inni skrzętnie pakują się. Sterta walizek nad miastem zupełnie zmieniła jego wygląd, w hałdę. Ale i tak nie wszyscy wejdą na pokład. Najlepsze wiersze uciekają z dymem. Nie cierpię gdy przeciętni pouczają jak pisać! – ktoś wycedził stojąc na blacie bufetu – a arogancję mylą z erudycją. Dosiadła się blondynka, Ewenna od cyferek na nią mówią, bo jest księgową. Drobnistość i filigranowość to jej poezja, skacze zwinnie po jej gałązkach jak kolorowy ptak. Zerkokopy mają ją na muszce. Będą ją namawiać do zdrady. Nie dziwię się. Ja też tę myśl muszę zalać alkoholem.

     Wlewa się
     Wylewa
     Wlewa się
     Wylewa

Wylewa idzie z nas. Będzie to potop wewnętrzny. Arka musi być super.

     No to graba
     walę z byka Hena
     aż się wygina w półwysep Apeniński.


TRENDY

Co możemy zrobić? Możemy jedynie wprowadzić jakieś trendy. To tak jak z fryzurą, niby nic, ale jednak jest tam forma. Po jakimś czasie politycy biorą to na blat pod dyskusję i można wywalczyć ustawę. Proponuję dzisiaj czesać się na krzaczka, z kolorowym akcentem. Zobaczymy co z tego wyjdzie, bo bardzo ciemne sprawy Algierii stoją w kolejce za twoją fryzurą. Podobnie na ziemiach polskich fryzurką zamieszać można, a nawet trzeba. Całe pola takich samych fryzur idą ulicami. To robi wrażenie. W końcu padają pytania i wnioski. A nie mówiłem? „Trzymam kciuki” już mocno zwietrzało, bo nikt nie sprawdzi czy ty je faktycznie trzymasz. Trzeba coś żywszego, wyrastającego z głowy.


LAGERFELD

A ten modniś nie był taki zły moim zdaniem. Furorę zrobił, to wszystkich szczypie. Dzisiaj wszystkim się zazdrości furory. ZAZ też się zazdrości, dlatego przekornie nazwała się ZAZ. A do roboty to się nie umieją wziąć. Biodra w końcu wszystkim są dostępne. Idzie taka i kołysze się i kołysze. I człowiek wpada w trans i pisze. A ona dalej kołysze się, kołysze, jakby coś przeczuwała, że powieść w biodrach niesie i zaraz ją urodzi we mnie, podobną do anielskich koni miłości, co nie znają litości. To po prostu ruch, a te szafy szmatek za wielkie pieniądze, to tylko naddatek, coś co Lagerfeld musiał uduchowić i puścić w Podobanie Się, jak krówki na łąkę, by mleko dawały. Choć trzeba przyznać, że samo Podobanie Się, to raczej wielkie miasto a nie wioska, z pokaźnym wybiegiem, gdzie często dochodzi do stłuczek. Niekiedy terrorysta popsuje cały ten makijaż i łzy spływają po policzkach. Ale kto chce być piękny, to o to walczy, bo głupkiem trzeba być żeby o brzydotę flaki wypruwać. Ten zapach perfum, ten zapach muzyki. Żadne pieniądze nie są od tego większe, dlatego się Narodziliśmy przez duże N, szczerbate, zazdrosne, kmiotki.


PIANA

Pobijemy pianę. No przecież to najlepsze obrazki. Wszystkie kosmetyki wyciągnięte na scenę skóry parują. Suczki się pojawiają z ogonkami uniesionymi w górę, umalowane, z przyklejonymi tipsami. Pobijemy pianę. Wskaźnik urośnie wszystkim, bo piana ma moc. Spadają zasłony, starannie i długo układane, zawieszane, wmontowywane przez specjalistyczne firmy we wszystkich dziedzinach duchowo-humanistycznych itp. Piana ciaciana, oj dana dana. Nie zapomnieć o uśmiechu.

 

PUK PUK

Powiedziała puk puk, za pięćset dromaderów chciał mnie przelecieć. Panie, mój mąż tysiąc dał. Pukanie się nie skończyło. Na każdym centymetrze kwadratowym tylko pukanie. Kawy? Gruntówę mi zrób. Puk puk, dzwonek, ciasno, dzień dobry, ilość dromaderów się nie zmniejszyła, a nawet urosła. Jakiś piękny mebel z PRL-u ma pani? Puk puk, puknij się paniusiu. Teraz na to Warszawka leci najbardziej, drogie. Na targach staroci pani kochana jedynie Bauhaus, Bytom. Przez Morze Czerwone – puk puk. Otwartość puk puk i do miesiąca ślub. Nie chciało mi się wracać. Samotność. Puk puk. Nikt nie wchodzi. Dromadery czekają, nakarmione. Pełno drutów kolczastych. Kochliwe Żydki. Puk puk. Jam dalej zamknięty. W galerii trzydzieści dziewięć obrazów. Idź mówię, zrobisz mi przyjemność. Wiesz, ja w tobie tym kolorem i formą, takie małe puk puk. Wiesz, samotność. Puk puk. Dzwonek, walka na słowa o żyrandol trójramienny, skrzyżowanie szpad uprzejmości. Do widzenia. Dzwonek. Kawa i ciastko niewiele pomagają, ale to jedyne co mamy. Włażą. Wyłażą. Nie wiem czy bym ją przeleciał. Nie mam dromaderów odwagi. Telefon. Wstaję. Rzuciliśmy się na siebie. Ręce we włosach – puk puk – zapylone. Trzeba iść. Otwartość

     wszędzie ma aureolę zwyczajności
     nie trzeba wyjeżdżać za granicę
     kościołem każdy uśmiech polny
     spojrzenie za chlebem i piękną dziewczyną
     by zrobić jej puk puk jak mówią w Jerozolimie

     uśmiech piasku na równi nas traktuje
     i słowa przesypuje do kieszonki języka
     by dogadać się w sprawie kamyka

     którego otwartość wszystko zmienia
     nawet twoje zaciśnięte pięści

luty 2019

Marian L. Bednarek

 

Przeczytaj też inne utwory M. L. Bednarka w działach „felietony” i "proza", a także w "porcie literackim" recenzje jego książek: zbioru próz Sianoskręt (2012) – pióra Agnieszki Narloch oraz tomu wierszy Rozmowa z ptakiem (2014) – pióra Jolanty Szwarc