„Niewidzialny stygmat” Jerzego Ł. Kaczmarka

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: piątek, 05, lipiec 2019 Drukuj E-mail

Anna Łozowska-Patynowska

LIRYKA – SPOJRZENIE METAFIZYCZNE

„Niewidzialny stygmat” Jerzego Ł. Kaczmarka to zbiór, w którym przestrzeń metafizyki zajmuje miejsce szczególnie ważne. Jaki to jednak rodzaj pojmowania pozaracjonalnego? Poeta pozostawia nam różnorodne tropy w tekście, pozwalające na doprecyzowanie ponadzmysłowego postrzegania świata. Ukazane dwa wymiary rzeczywistości, o wyraźnie dialektycznym posmaku, być może za sprawą przywołanego filozofa-poety Hölderlina (Podróż do Stuttgartu), stają się wykładnią całego zbioru.

Idea ‘pustego piekła’ (apokatastaza) i apokalipsa to dwa procesy, które zaznacza poeta w utworze Po drugiej stronie. Czy jednak przypadkiem nie są to wykluczające się formuły zachowań? Dwuwymiarowość istnienia, trwania w realności i poza nią, podkreślanie podwójności bytu stanowi niezbywalny składnik tego zbioru. Tymczasowa „ślepota egzystencji” związana jest z metafizycznym wyjałowieniem. Ale „za chwilę obrócą się planety”, tymczasowy świat zniknie z pola widzenia, nastanie czas postawienia ostatecznego pytania: „Miłosierdzie czy sąd?”.

Pozazmysłowy wymiar tomu Kaczmarka, typowy dla rozważań dotyczących ludzkiej egzystencji, zdaje się wskazywać na kierunek interpretacji tej liryki. W Rozmowie filozoficznej pragnie wskazać na rolę poezji, która ma za zadnie kodyfikować dyskursywne walory istnienia, trwania rzeczywistości w słowie: „Filozofowie rodzili się i umierali”. I pojawia się wątpliwość, czy przypadkiem świat słowa poetyckiego nie jest jedyną formą istnienia alternatywnej, nieprzeniknionej rzeczywistości? „Senny snop światła pod powiekami”, artykulacja tajemnicy, tkwiącej po drugiej stronie, zdaje się tego najlepszym dowodem.

Obecna rzeczywistość, według Kaczmarka, ma jednak ustaloną wartość, bowiem jest znakiem innego, pozarozumowego świata (Tajemnice). Liryka jeszcze bardziej pogłębia chylenie się ku metafizyce. Właściwie odpowiada ona wyższym potrzebom ludzkim w zakresie istnienia czegoś ponad realność. Liryka jest jedną ze składowych natury, nieokiełznanej i nieprzewidywanej, lecz związanej z człowiekiem: „Nasze słowa połykało morze opite zmierzchem” (Obejmowanie świata). Poezja w Tajemnicach została wykreowana jako jedyna droga przejścia ku temu, co nieodgadnione. Słowa koegzystują z człowiekiem, współkonstytuując go, a tym samym uczestnicząc w jego przemijaniu: „Rozpływają się brzegi liter, zdania pokruszone jak stuletnie kości w otwartych grobach”.

Dlatego poezja w Niewidzialnym stygmacie wiąże się ściśle z bohaterem lirycznym-poetą, skazanym na brutalną konfrontację z nadchodzącym końcem tworzenia: „Nie zapiszę już wiersza (…). To ciemność mnie pisze” (Zmrok). Ta współzależność materii poetyckiej z osobą twórcy rzutuje na całość egzystencji świata, co zaobserwować można najlepiej w Wierszu o śmierci. Liryka staje się zapisem świata, pretenduje do przestrzeni absolutnej wiedzy o nim, aż w końcu oddziałuje na niego, zmieniając formuły spoglądania na rzeczywistość, modelując ramy odczytań, zdawałoby się, potocznych sytuacji. Poezja to impuls i swoisty ryt przejścia od rutyny i szarości bytu do zdziwienia, zaskoczenia i w końcu wzruszenia codziennością.

Iluzoryczność bytu, który przeniknięty jest innym wymiarem, staje się pewną stałą tej rzeczywistości, a ona oddziałuje na człowieka, który dostrzega tę dwuwymiarowość: „To, co widzę, nie jest tym, co widzę” (To). Kaczmarek zdaje się być kodyfikatorem „przemian świata” (Obejmowanie świata), której ekspresję wyraża w tonie z pogranicza realności i mistyki: „Że jest inny świat wiedzą święci, mistycy i poeci”. Ale ten podział, właściwie umowny, bo podkreśla to Kaczmarek niejednokrotnie, zostaje przezwyciężony zapisem doświadczenia autentyczności: „Bo my tu na ziemi zbieramy kukurydzę, jemy kartofle i od czasu do czasu myślimy o Niebie” (Ballada o mistykach). To jest jedyna wystarczalna człowiekowi prawdziwość istnienia, gwarantująca mistyczne zanurzenie się w świecie. Tym samym powraca Kaczmarek do portretu rosyjskiego ‘naiwnego głupka-świętego’, kreśląc w wierszu Jurodiwyj prawdziwy wymiar człowieka mistyka. Wezwanie: „Na krańce, na krańce!” jest pewną formą szaleństwa, zawierzenia nieznanemu wymiarowi istnienia, temu drugiemu-ważniejszemu, jak postuluje w całym zbiorze poeta. To oddanie się światu, pozwala przejść na jego drugi „kraniec”, przekroczyć granicę dotąd niedoświadczaną. Pozwala w tym poezja, umożliwia to intuicja, dokonuje tego przeczucie mistyczne.

W Podróżach spotykają się ze sobą wszystkie trzy formy doświadczenia niecodzienności: „Czytam. Piszę. (…) Robię palcem dziurę w codzienności”. Kaczmarek sugeruje, że tylko dostrzeżenie tej głębi staje się pewną potencjalnością, możliwością dosięgnięcia ideału, czyli opuszczenia jaskini platońskiej. Przywołana koncepcja „przeciskania się” przez jaskinię, której formuła, według starożytnego filozofa, odwołuje się do kilku poziomów bytu, sąsiaduje z alternatywną kreacją poety. Jest to „jaskinia jeszcze ciemniejsza”, czeluść tkwiąca pod platońskim korytarzem niewoli. Kaczmarek poszukuje zatem odpowiedzi, gdzie można je znaleźć, bowiem powrót do obecnego świata niesie ze sobą ryzyko przemijania, którego każdy człowiek się obawia, a który jest przecież nieunikniony: „Teraz za to jestem: wypadają mi zęby, (…). Sen wkłada obola do skurczonych ust”. Gdzie można się ukryć przed śmiercią, przed realnością, przed trudnym pytaniem o głębię bytu, na którego przeczucie zdajemy się skazani? To wyznanie zdaje się właśnie przyczyną podjętej dialektycznej dyskusji poetyckiej w zbiorze.

Zbiór tekstów Kaczmarka wydaje się tomem liryków przenikniętych ogromną nadzieją, przepełnionych wzruszeniem, prostymi ludzkimi uczuciami, które w pogoni człowieka za przesadną ponowoczesnością gdzieś po drodze po prostu giną. Przywrócenie ich wartości rodzi w człowieku potrzebę zaginięcia w naturze, również w sferach własnego pożądania: „Była wiosna. I ogród niedorzecznych pożądań kusił jak demon”. Optymistyczne zakończenie wiersza „Myślałem, że to Niebo. A to tylko Purgatorium” niesie przesłanie dotyczące ogromnej wartości istnienia. Wzruszenie, że świat jest jeszcze piękniejszy niż jest naprawdę to kwintesencja odczuwania. Istotą tego piękna jest jednak oczekiwanie na nie (Frau am Fenster). To najważniejszy proces, mający swoje odniesienie do całej egzystencji.

Zatem czy życie czy śmierć wyznacza rytm poezji Kaczmarka? Te naprzemienne stany wywołujące uczucia bezgranicznego szczęścia i pulsującego smutku zdają się pewną stałością istnienia. Liryk buduje opowieść rozpoczynającą się od narodzin do śmierci, w ten sposób spinając w ramy całą egzystencję i wydobywając z niej esencję. Prawdziwość tego linearnego trwania zaznacza chociażby w utworze Na pożegnanie B.S., w którym kreśli ustawicznie uciekający czas i jego oddziaływanie na ludzkie życie: „Krok za krokiem. (…) Rok za rokiem. Rak za rakiem”. Autentyczność tego „śmiertelnego wiersza” znajduje swoją przeciwwagę w innym tekście Søren Kierkegaard smakuje światło, w którym poeta-filozof „bojaźni i drżenia” projektuje optymistyczny wariant bytu, w którym walka o realizację ma wartość najwyższą.

Przyjęty przez Kaczmarka ogląd dialektyczny wskazuje na próbę ukazania różnych stron tego samego świata. Bo przecież rzeczywistość może być dramatyczna i fatalna, albo też może się ona stać światem, co prawda pełnym romantycznej „niepewności” i niepokoju, ale bogatym w nadzieję i spełniającym to, co było od dawna oczekiwane. Rzeczywistość żyje o tyle, o ile my pozwolimy prowadzić jej ten byt (Berlin). „Oczodoły pustych ulic” prowadzą przecież w kierunku innego spojrzenia na rzeczywistość, ustawiając ludzką percepcję pod zupełnie innym, niż dotychczas, kątem. Jest to, niewątpliwie, zasługa kreacji poetyckiej, przenikającej człowieka i pozwalającej się na intuicyjne przeniknięcie.

Jerzy Ł. Kaczmarek „Niewidzialny stygmat”, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Sopot 2019, str. 80

Anna Łozowska-Patynowska