Southampton

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 29, kwiecień 2019 Drukuj E-mail

Małgorzata Skałbania

Data wyjazdu była pod zdjęciem książąt spacerujących wśród maków, Williama i Harry'ego. Myślałam, że będzie tak ważna dla bliskich M1 jak jej wizyta u fryzjera, czy usługa pedicurzystki. Umyłam buty z błota, ubrałam lepsze ubrania, czekałam. Przyszli za późno, zapomnieli, wyleciało im to z głowy. Gateway to the World, gdzie zaczynało się wiele wielkich podróży, skąd odpłynął Titanic, okręty wojenne, gdzie nocami przyjmowano transporty ciał i rannych z frontów, the Kindertransport (w nim przyszły malarz Frank Auerbach) zamknęła przede mną ocean. Spotkanie w biurze później, w innym miejscu. Wracam do ustalonego rytmu. Spacer do lasu. Słyszę z daleka gwizdanie Johna, widzę jego suczkę (nazywa się Frankie).
How are you. How are you. You, John od razu przystępuje do głoszenia swojej nowiny, może znaczyć ja, ty i nic, kiedy się mijamy z głowami-pudełkami. Ludzie żyją, umierają i nie wiedzą do końca kim są. Zabijają się o tłumaczenie słów, wciskają jedni drugim do pudełek śmieci, ulotki o zbawieniu, sposobach na najszybsze oddalanie się. Wbijają flagę w Księżyc i dalej nic nie wiedzą.
- Znasz Johna Simonsa z Londynu, dla jednych umarł, dla innych nie, twarz ma bardzo podobną do twojej?
- O możliwe, że jestem na dwóch stronach jednej książki.
John śmieje się szczerze. Mogę przyjrzeć się liliowemu, luźno zawiązanemu szalikowi, wełnianej czapce.
Żegnam się: na razie John.
Odpowiedź: nie trać kontaktu z oceanem, miłego popołudnia. Do zobaczenia.

Wieczorem
The Drunken Boat, srebrna głowa nad The Daily Telegraph. M1 czasem pojękuje bez powodu. Opowiada wtedy tę samą historyjkę: kiedy pracowałam ze starymi ludźmi, mówiłam im, nie wydawajcie z siebie takich funny noises. Teraz ich rozumiem.
Boats at Night, Edward Shanks.
How lovely is the sound of oars at night
And unknown voices, borne through windless air...
Shanks, szukam informacji o autorze. Trafiam na wykres, dzięki niemu mogę zaobserwować zainteresowanie Edwardem Shanksem, ewolucje jego popularności, Najwyższa była w styczniu 2005, aż sto osób było ciekawych kim był Shanks, w maju 2007 szesnaście, we wrześniu 2014, cztery osoby. Nieznana osoba na wykresie wygląda jak szpila do kapelusza wbita w pustkę. Otrzymałam od córki przesyłkę. Sople z cukru na drzewko bożonarodzeniowe, cukierki, okulary, kartkę pocztową Ogród rajski Lukasa Cranacha Starszego i okulary, by żaden szczegół nie umknął uwagi. Nie widzę tylko czym jest gniew boski, wymalowany na niebie w prawym rogu kompozycji.
It is he? Who is coming on the clouds? Everyone will see him?

Wyrzucenie ogrodu
Dostałam stary szkicownik. Wyrwałam jedyny rysunek, włóknodajne owoce bawełny.
Mała i wielka, Księgi Dnia Sądu, bieda ( Is there for honest Poverty, Robert Burns). Zachowanie antyspołeczne, żebranie, wytrwałe i agresywne, stanowi w Anglii i Walii zagrożenie dla przestrzeni publicznej. Żebrzący karani są mandatami i aresztem. Po wyjściu z więzienia wracają na ulice.
Londyńczycy dzielą się na tych, którzy kopią bezdomnych, karmią ich lub przechodzą obok nich obojętnie, mówi córka.

Domesday Book
What are the criteria of inclusion and exclusion. Świnie, których było więcej niż ludzi w Pigsty Hampstead, dołączyły do zapisanego stada.

Jedyna uwaga
dotyczyła tu mojego zapisu dat. Proszę nie używać rzymskich znaków, trzeba przy nich za dużo myśleć. Pytam, lepsze są arabskie? Śmiech Walijki, tak, Walia zawsze była wolna od Rzymu. Dumny Caratacus, the Caradog z walijskiej legendy, uniknął w salonie M1 zdrady Cartamanduy.

Geomorfologia,
azyl, Gogh kopiuje starych mistrzów z reprodukcji;
konserwatorium, Hockney narzeka, formy Picassa są zbyt idiosynkratyczne, ale ośmiela się po nie sięgać. Nie widzi przeszkód w cytowaniu między innymi van Gogha, Masaccia, Vermeera, czy brania garściami z Cuna Amieta, o czym nikomu nie mówi malując ogrody, Terrace, Pool and Living Room. Ciekawy pomysł na wypełnienie Żółtej Góry wodą , ustawienie jej za ciemnobłękitną balustradą. Przeznaczenie stoku do wchłonięcia różu ściany salonu.Cytowanie Hockneya, Dylana w konserwatorium-azylu, Cranacha Starszego, Amieta? Biała chmura nad Żółtą Górą. Drzewa u podnóża, watki bawełny.

Odkrycie miasta
suburb, podmieście wprowadziło mnie na ulicę Millera. Ktokolwiek krył się pod słowem, szłam Millerówką mając przed oczami okładkę książki wyplamionej szpitalnymi cieczami: Big Sur i pomarańcze Hieronima Boscha. Nigdy nie dowiedziałam się kto zostawił ją na stoliku umierającego Maria. Pomyślałam, ta ulica prowadzi do Small Sur. Szłam pod górę, między dwoma liniami domków. Na dachu jednego rozsiadły się mewy, wielka woda blisko. Pierwsze ciekawsze domy, rozpoznaję starą cegłę, widzę drewniane ramy okienne. Jest, prawdziwa, ruchliwa ulica. Dworzec, tu przywiózł mnie autobus z Londynu. Stanęłam wtedy przed olbrzymią, ceglaną ścianą. Nie mogłam ruszyć się z miejsca, miałam umówione spotkanie. Już wiem, gdzie jestem. Ulica pełna sklepików. Mijam charity shop, porzuconą skarbonkę żebraka, jego gałgany. Może go aresztowali? Rozpadało się na dobre, ale gitarzysta nie rusza się z ulicy. Przygrywa pod niebem chórowi kościelnemu. Śpiewająca kolędy grupa ubrana w czerwone pelerynki i czapki Dziadka Mroza schowana pod szmacianym dachem. Naprzeciwko, parę kroków dalej, żywy Mario. Ostatni raz spotkałam go przed oranżerią, czekał, nie odezwał się. Tu stoi w dziurawym swetrze, brudnych, podartych spodniach. Wygrywa na dudach szkockie melodie. Podchodzę do niego, blisko. Robię zdjęcie czerwonej twarzy. Nie rzucam monety. Biegnę dalej. Kościół Trójcy Świętej. Cmentarz. Pierwszy, mój angielski, maleńkie tabliczki: Julia, Margaret. Dzwon, pierwszy, mój angielski. Spotykałam wiele w tutejszej poezji, nie słyszałam bijącego nad moją głową. Może wydarzyć się tu coś ważniejszego prócz abdykacji? Pytałam przed rozdzwonioną wieżą Église de la Sainte-Trinité w Paryżu. Pod drzwiami ktoś zostawił dla biedaka worek z ubraniami. Under the Roof of Paris odkryłam maleńką, różową sukienkę, granatowe, skórzane trzewiczki, pierwszy, strój Emmy Julii.

Przejeżdżam przez porcik założony w VI wieku, Titchfield. Moje następne Pompeje. Mogłam dotrzeć do nich z pobliskiego San Valentino Torio po wykonaniu stosu rysunków i zauważeniu przez przechodnia jednego. Wyobrażam sobie siatkę najważniejszych kresek. Tudor style zapadniętych w ziemię domków wymusza proste bryły, trójkąt Franza Kline'a patrzy. W każdej chwili może zapłakać szwaczka Oscara Domingueza.

Dogberryzm
(Edwin Abbott Abbott How to Write Clearly: A man may think and reason as obsurely as Dogberry himself, but he may (though it is not probable that he will) be able write clearly for all that.)
Rozdeptane psie jagódki. Błoto w Linii Dewiacji, the musings of a solitary walker Magritta, samobójczyni, jego matki. Nie mogę uwolnić się od myśli o przemyślanym morderstwie. Sympatyczni mordercy i ja uśmiechnięty niewolnik? Twarda miękkość z gombrowiczowskiej Pornografii. Dziecko i drań? Karolcia, czy Marysia Owieczka, Mary Lamb (siostra pisarza Charlesa Lamba zabiła ich matkę).

Niedziela, The Daily Telegraph
Christmas Pudding na rozkładówce. O świętych tajemnicach, Lamb w Objawieniu Jana (słowo występuje dwadzieścia siedem razy). W malarstwie Lamb bywa przedstawieniem Boga lub Jana Chrzciciela. Kościele Wschodnim Bóg jako zwierzę nie występuje na obrazach, są nieliczne wyjątki. W rogu stronicy Adoracja Mistycznego Baranka (fragment) wielkości karty kredytowej. Van Eyckowie stracili prawa autorskie do obrony całości kompozycji.

I love Orline
Oglądam zdjęcia miasta obwieszonego gwiazdkami. Od lat ten sam artysta w każde święto dostaje chałturę. Lekcja angielskiego, gratis. Trust me - uważaj na typa. Have a nice life- spieprzaj. Odpowiedz na atak cynicznych uwag: I love you too.

Spacer po lesie
John Simons, Frankie patrzy na mnie błagalnie. John dużo mówi, ale zahacza o sztukę. Znów o Marcu malarzu.
- Byłem kiedyś w jego pracowni.
Wiem, (powtórzy historię z zamówieniem przez pub wizerunków koni)
Marc maluje od ponad dwudziestu lat jeden tylko obraz. Płótno podzielił na dwie części. Dzień i noc. Trochę jak Hilma af Klint w Stanowisku Buddhy o życiu doczesnym. W swoim dniu i nocy umieszcza te same rośliny i zwierzęta. Podziwiam jego prace, kwiat wymaga mistrzostwa od malarza, szczególnie malowany po stronie nocy, kiedy nic nie widać, no może zarysy. Pytałem go. Marc, z czego ty żyjesz, skoro kilkadziesiąt lat malujesz ten sam obraz. Chodzę po pubach, czasem potrzebują czegoś małego do dekoracji. Biorą kopie wielkich mistrzów, odpowiedział.

Małgorzata Skałbania

 


Przeczytaj też u nas inne teksty M. Skałbani, w tym wiersze (dział ‘poezja’), a w ‘porcie literackim’ recenzje jej zbiorów pt. Szmuctytuł (2015), Ćwirko (2016), Che barbaro momento (2017) oraz Skruchowi (2018)