„Atropina” Adriana Sinkowskiego

Kategoria: z dnia na dzień Opublikowano: poniedziałek, 06, sierpień 2018 Drukuj E-mail

Leszek Żuliński

WEHIKUŁ CZASU

Wynika z notki o autorze, że jest to jego druga książka poetycka. Wygląda na to, że wszystko jest na dobrej drodze. Dariusz Suska na plecach okładki m.in. pisze: W „Atropinie” pamięć pojawia się jako wyzwanie, jest jak niknący atrament, którego ślady nieustannie podlegają zacieraniu, dlatego trzeba nie ustawać w pisaniu, powtarzać ten gest raz, drugi i trzeci – paradoksalnie nie można sobie pozwolić, żeby „mieć nic do powiedzenia”. Aby wydobyć z historii siebie, próbować zrozumieć, kim się jest, mając już własną rodzinę i dzieci, trzeba spotkać się z nią oko w oko. A zrozumienie przychodzi skądinąd – od babci.

Tak, to są wiersze o rudymentach, o minionym czasie, który nas formatował, o „niby drobiazgach”, jakie budowały nasze fundamenty. Babcia wciąż gdzieś tu się przewija na drugim planie – z niej te korzenie.

W Wikipedii przeczytacie, że atropina jest stosowana jako lek rozkurczowy i środek rozszerzający źrenice. W tym przypadku kojarzy mi się to ze studnią, z której Sinkowski czerpie swoją aqva vitae.

Jeszcze jeden cytat z Suski: Po zakropieniu atropiny oczy widzą niewyraźnie. To jest naturalny stan, kiedy się patrzy w przeszłość, wydaje się mówić autor tych wierszy.
Nietypowa sprawa… Autor ma obecnie 34 lat, a wehikuł czasu zazwyczaj dopada nas w starczym wieku. No ale – jak wiadomo – na to reguł nie ma.

Sinkowski otwiera ten tomik mottem Tahara Ben Jelloun: Oddycham głęboko i myślę, że to, co widzę, nie jest niczym więcej, jak tylko obrazem, który powinien zniknąć. W myśli wprowadzam na moje miejsce kogoś innego. Muszę przekonać samego siebie, że nie jestem tam do niczego potrzebny. Wciąż i wciąż powtarzam: to wspomnienie nie jest moje.
Wyjątkowo celne to motto. Niewola przeszłości podyktowała te wiersze, ale przecież wehikuł czasu może się toczyć w tył. Więc tutaj się toczy.

Oto tytułowy wiersz tomiku pt. Atropina: Za oknem piją piwo. Z niczego zbiera się / na deszcz, za chwilę nie zbiera się wokół deszczu. / Atropina jest w stanie sprawić, że zobaczę, / babciu, kogoś, kogo już nie ma? Albo ciebie, // wtedy czterdziestoletnią, robiącą śniadanie / chłopcu, w przyszłości ojcu, na długo przed mamą, / jednak i ona, i on już za kimś tęsknili. / Inną do tego stopnia, że nie jestem pewien // nikogo, z sobą włącznie, że czas nie wystawi / nas kiedyś do wiatru: jakiej trzeba odwagi, / aby w mężczyźnie, o którym mówi się tata, / powtarzającemu, nie zawsze w porę, trasę // z domu do teatru i z powrotem, jakby to, / że jest w stałym ruchu miało mu się przysłużyć, / dostrzec chłopca w dresie, z tęgą miną do ludzi, / którym wydaje się, że nic to coś złego.

W tym i w innych wierszach proszę zauważyć dwa rzucające się zjawiska. Po pierwsze, jest to nieustanne przypominanie sobie minionego czasu – wtopione w szczegóły, w drobiazgi, w niby niewiele znaczące sprawy, a to przecież jest „archeologia” minionej rzeczywistości. W ten sposób dzieciństwo nie staje się utracone; ono nieustannie w nas siedzi.

Po drugie: kwestia tzw. liryzmu… W sporej mierze te wiersze są jakby „behevioralne”, wyłuskane z rzeczywistości, z realu. Nie ma w nich „rajskiej” aury. Jest po prostu przypominana rzeczywistość. Jednak ja czytałem tu klimaty, które mimo wszystko mógłbym nazwać „lirycznymi”. No bo chyba każda wycieczka w przeszłość taką strunę trąca. Sinkowski zresztą umie rysować pejzaż pamięci w sposób przekonujący, napełniony reizmem, a równocześnie „klimatem”.

Te pogrążone w reizmie i konkretach wiersze są snem poety śnionym nieprzytomnie. Niby z wielu mało znaczących drobiazgów przyziemności wyłania się nie tylko dzieciństwo, ale przede wszystkim apoteoza konkretu i szczegółu. Ważnego, nie do przecenienia. Bowiem Sinkowski nie chce być „poetą wyobraźni”. Już raczej kronikarzem egzystencji. Zaczął od źródeł. Ciekawe, co napisze, będąc w moim wieku? Może pozostanie – jakby rzekł Gombrowicz – wiecznie „podszyty dzieckiem”? Nie miałbym nic przeciw temu, choć nie wykluczam, że za ileś lat przeczytamy jego kolejny tomik „podszyty starością”. Wszystko jedno – i tak już zyskaliśmy nowego, ciekawego poetę.

Adrian Sinkowski „Atropina”, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Sopot 2018, str. 72

Leszek Żuliński


Przeczytaj też w ‘porcie literackim’ recenzję debiutanckiego zbioru wierszy Raptularz (2016) A. Sinkowskiego – autorstwa Jolanty Szwarc